Witajcie, jak pewnie zauważyliście już dawno nie pojawił się tu żaden rozdział. Chciałyśmy was bardzo przeprosić i poinformować, że zawieszamy bloga. Mamy teraz bardzo dużo nauki i ciężko nam znaleźć czas na pisanie. Jeszcze raz przepraszamy i obiecujemy wrócić do was w wakacje❤
Raissa&Lune
środa, 10 maja 2017
sobota, 1 kwietnia 2017
Rozdział XLVII: Doktor Winiarski na ratunek, amputacja i buzi na zgodę
*Lena*
- Będziemy siedzieć w pokoju cały dzień? - jęknęłam rzucając się twarzą w poduszkę.
- Ależ oczywiście, że nie - odparła ze śmiechem ruda - Ja zaraz spadam na trening i może Ty też byś się wzięła do pracy? Utuczysz sobie tylko dupsko - zadrwiła
- Ej! - zaprotestowałam - Odczep się od mojego tyłka! - rzuciłam w nią poduszką
- Racja, Michał pewnie jest zadowolony co? Więcej do ściskania! - poruszyła charakterystycznie brwiami.
- Ale z Ciebie zboczeniec! - krzyknęłam - Muszę chyba pogadać o tym z Karolem. Na pewno go to zainteresuje - pokazałam jej język.
- A żebyś wiedziała - wybuchnęła głośnym śmiechem po czym zaczęła się zbierać do wyjścia. - No ruszaj się, bo Cię tu zamknę - pośpieszyła mnie w skutek czego przekreciłam się na drugi bok, tym samym spadając z łóżka. Uderzając głośno o panele zwabiłam do naszego pokoju siatkarzy, którzy na pierwszy rzut oka dostrzegli tylko zwijającą się ze śmiechu Melkę.
- Co tu tak huknęło? I gdzie jest Lena? - zapytał na wstępie Ignaczak
- Tu jestem - wyjęczałam wyciągając rękę do góry, by wystawała znad łóżka. Po moich słowach wszyscy zabrani, jak jeden, wybuchnęli śmiechem.
- Bardzo śmieszne! - podniosłam lekko głos - Ale ja tu potrzebuję lekarza! - mruknęłam wystarczająco głośno.
- Doktor Winarski przybywa na ratunek! - usłyszałam okrzyk a później udawaną syrenę karetki. Śmiechy jednak nie trwały długo ponieważ i Michał zaraz wylądował na podłodze. No to się wszyscy dobraliśmy.
*Melka*
Po spektakularnym upadku Michała musiałam rozmasować mu łydkę, przez co na trening stawiliśmy się nieco później.
- Jak tam noga akrobato? - zaśmiał się Igła gdy tylko weszliśmy na salę.
- Obejdzie się bez amputacji - odpowiedział mu Winiarski.
Usiadłam na ławce obok Leny.
- Masz jakieś plany na wieczór? - spytałam z szatańskim uśmieszkiem.
- Raczej nie, co ty kombinujesz? - była widocznie zaciekawiona.
- Co powiesz na babskie wyjście na miasto? -blondynka ochoczo przystała na moją propozycję. Francja będzie dziś nasza!
Po skończonym treningu poszłyśmy do naszego pokoju. Trzeba przygotować się do podbicia miasta. Wyciągnęłam z szafki zwiewną błekitną sukienkę i umyłam swoje białe trampki.
- Już zapomniałam jakiego są koloru - zaśmiałam się. Kiedy próbowałam związać swoje loki w warkocza do pokoju wszedł Karol.
- O Melka, widzę że się wystroiłaś, to dobrze, porywam cię na plaże - niezwykle pewny siebie oparł się o ścianę z zadziornym uśmieszkiem.
- Mam inne plany - odpowiedziałam i zaśmiałam się widząc jego zdezorientowaną minę. Rozbawiona Lena wypchnęła go z pokoju. To nasz wieczór.
*Lena*
W windzie o dziwo spotkałyśmy siatkarzy, którzy byli nie mniej zaskoczeni jak my.
- Gdzie się wybieracie? - zapytał podejrzliwie Ignaczak patrząc na wszystkich zebranych.
- Na imprezę - odpowiedzieliśmy wszyscy niemal chórem.
- Razem? - zaskoczony Krzysiek wyszedł na przód i odwrócił się do nas.
- Nie! - kolejna chóralna odpowiedź. Ignaczak nie był do końca przekonany lecz ostatecznie dał za wygraną.
- Macie zniknąć! - powiedziałam krzyżując spojrzenie z Kubiakiem
- Macie to jak w banku - prychnął zakładając ręce na klatce piersiowej
- Świetnie - mruknęłam powtarzając jego gest
- Świetnie! - zaczął mnie przedrzeźniać wywracając oczami
- Dobra, spokój - zaśmiała się Melka wpychając mnie na Kubiaka kiedy drzwi za Ignaczakiem się zamknęły - Buzi na zgodę i lecimy się bawić! - zacmokała udając pocałunek. Skrzywiłam się lekko na jej zachowanie. Ta perspektywa jednak wydała mi się niezwykle kusząca wiec w ostateczności uniosłam się lekko na palcach i przycisnęłam usta do policzka chłopaka. Ten objął mnie w talii i przycisnął mocnej do siebie w opiekuńczym geście. Na jego ustach momentalnie wykwitł piękny uśmiech, co i mi poprawiło humor. Kiedy drzwi na parterze otworzyły się, niechętnie opuściłam jego ramiona i osobno opuściliśmy budynek, udając się w dwie różne strony.
***
Witajcie!
Po długiej nieobecności znów was witamy!
Jak to zwykle bywa, szkoła i pozostałe obowiązki sprawiły, że nie było zupełnie kiedy pisać :/
To pewnie brzmi tak jakbyśmy zupełnie nie myślały o was, drodzy czytelnicy, ale nic bardziej mylnego :P
Codziennie próbowałyśmy cokolwiek dla was napisać, chociaż często nic z tego nie było :/
Mamy nadzieję, że docenicie nasze wypociny i jakoś nam to wybaczcie :P
Pozdrawiamy serdecznie i do następnego :*
Raissa & Lune
- Będziemy siedzieć w pokoju cały dzień? - jęknęłam rzucając się twarzą w poduszkę.
- Ależ oczywiście, że nie - odparła ze śmiechem ruda - Ja zaraz spadam na trening i może Ty też byś się wzięła do pracy? Utuczysz sobie tylko dupsko - zadrwiła
- Ej! - zaprotestowałam - Odczep się od mojego tyłka! - rzuciłam w nią poduszką
- Racja, Michał pewnie jest zadowolony co? Więcej do ściskania! - poruszyła charakterystycznie brwiami.
- Ale z Ciebie zboczeniec! - krzyknęłam - Muszę chyba pogadać o tym z Karolem. Na pewno go to zainteresuje - pokazałam jej język.
- A żebyś wiedziała - wybuchnęła głośnym śmiechem po czym zaczęła się zbierać do wyjścia. - No ruszaj się, bo Cię tu zamknę - pośpieszyła mnie w skutek czego przekreciłam się na drugi bok, tym samym spadając z łóżka. Uderzając głośno o panele zwabiłam do naszego pokoju siatkarzy, którzy na pierwszy rzut oka dostrzegli tylko zwijającą się ze śmiechu Melkę.
- Co tu tak huknęło? I gdzie jest Lena? - zapytał na wstępie Ignaczak
- Tu jestem - wyjęczałam wyciągając rękę do góry, by wystawała znad łóżka. Po moich słowach wszyscy zabrani, jak jeden, wybuchnęli śmiechem.
- Bardzo śmieszne! - podniosłam lekko głos - Ale ja tu potrzebuję lekarza! - mruknęłam wystarczająco głośno.
- Doktor Winarski przybywa na ratunek! - usłyszałam okrzyk a później udawaną syrenę karetki. Śmiechy jednak nie trwały długo ponieważ i Michał zaraz wylądował na podłodze. No to się wszyscy dobraliśmy.
*Melka*
Po spektakularnym upadku Michała musiałam rozmasować mu łydkę, przez co na trening stawiliśmy się nieco później.
- Jak tam noga akrobato? - zaśmiał się Igła gdy tylko weszliśmy na salę.
- Obejdzie się bez amputacji - odpowiedział mu Winiarski.
Usiadłam na ławce obok Leny.
- Masz jakieś plany na wieczór? - spytałam z szatańskim uśmieszkiem.
- Raczej nie, co ty kombinujesz? - była widocznie zaciekawiona.
- Co powiesz na babskie wyjście na miasto? -blondynka ochoczo przystała na moją propozycję. Francja będzie dziś nasza!
Po skończonym treningu poszłyśmy do naszego pokoju. Trzeba przygotować się do podbicia miasta. Wyciągnęłam z szafki zwiewną błekitną sukienkę i umyłam swoje białe trampki.
- Już zapomniałam jakiego są koloru - zaśmiałam się. Kiedy próbowałam związać swoje loki w warkocza do pokoju wszedł Karol.
- O Melka, widzę że się wystroiłaś, to dobrze, porywam cię na plaże - niezwykle pewny siebie oparł się o ścianę z zadziornym uśmieszkiem.
- Mam inne plany - odpowiedziałam i zaśmiałam się widząc jego zdezorientowaną minę. Rozbawiona Lena wypchnęła go z pokoju. To nasz wieczór.
*Lena*
W windzie o dziwo spotkałyśmy siatkarzy, którzy byli nie mniej zaskoczeni jak my.
- Gdzie się wybieracie? - zapytał podejrzliwie Ignaczak patrząc na wszystkich zebranych.
- Na imprezę - odpowiedzieliśmy wszyscy niemal chórem.
- Razem? - zaskoczony Krzysiek wyszedł na przód i odwrócił się do nas.
- Nie! - kolejna chóralna odpowiedź. Ignaczak nie był do końca przekonany lecz ostatecznie dał za wygraną.
- Macie zniknąć! - powiedziałam krzyżując spojrzenie z Kubiakiem
- Macie to jak w banku - prychnął zakładając ręce na klatce piersiowej
- Świetnie - mruknęłam powtarzając jego gest
- Świetnie! - zaczął mnie przedrzeźniać wywracając oczami
- Dobra, spokój - zaśmiała się Melka wpychając mnie na Kubiaka kiedy drzwi za Ignaczakiem się zamknęły - Buzi na zgodę i lecimy się bawić! - zacmokała udając pocałunek. Skrzywiłam się lekko na jej zachowanie. Ta perspektywa jednak wydała mi się niezwykle kusząca wiec w ostateczności uniosłam się lekko na palcach i przycisnęłam usta do policzka chłopaka. Ten objął mnie w talii i przycisnął mocnej do siebie w opiekuńczym geście. Na jego ustach momentalnie wykwitł piękny uśmiech, co i mi poprawiło humor. Kiedy drzwi na parterze otworzyły się, niechętnie opuściłam jego ramiona i osobno opuściliśmy budynek, udając się w dwie różne strony.
***
Witajcie!
Po długiej nieobecności znów was witamy!
Jak to zwykle bywa, szkoła i pozostałe obowiązki sprawiły, że nie było zupełnie kiedy pisać :/
To pewnie brzmi tak jakbyśmy zupełnie nie myślały o was, drodzy czytelnicy, ale nic bardziej mylnego :P
Codziennie próbowałyśmy cokolwiek dla was napisać, chociaż często nic z tego nie było :/
Mamy nadzieję, że docenicie nasze wypociny i jakoś nam to wybaczcie :P
Pozdrawiamy serdecznie i do następnego :*
Raissa & Lune
sobota, 4 marca 2017
Rozdział XLVI: Francuskie jedzenie, mała, słodka tajemnica i Doktor Kłos
*Melka*
Francuskie jedzenie jednak mi nie służy. Zdecydowanie nie. Od rana pokonuje tylko jedną trasę: łóżko-łazienka i łazienka-łóżko. Czuję jakby w moim brzuchu stado dzikich siatkarzy urządziło sobie tańce. Nic przyjemnego. Opuściłam dziś trening, śniadanie i obiad. Jedyne co jestem w stanie przełknąć to woda. Czy ja już umieram? Przez cały czas siedziała u mnie Lena, jednak teraz wygoniłam ją z pokoju. Niech zajmie się trochę sobą. Mój telefon wydał dźwięk przychodzącej wiadomości. Z wysiłkiem podniosłam telefon z szafki i odebrałam wiadomość od Matta.
"Moje ty biedactwo ;* gdybym tam był to dobrze bym się tobą zajął"
Nie zdążyłam odpisaź ponieważ do mojego pokoju wpadł Karol z tacą.
- Od razu uprzedzam, że nic nie przełknę - wymruczałam próbubąc zakryć się kołdrą.
- Nie wykręcisz się. Specjalnie dla ciebie zamówiłem rosół, a w kubku masz mięte.
Nie miałam innego wyjścia i musiałam się poddać i wiecie co? Ten rosół mi naprawdę pomógł. Jednak dobrze jest mieć obok siebie takiego Kłosa.
*Lena*
Podczas gdy Melka przez cały dzień powoli umierała w pokoju, ja musiałam uczestniczyć we wszytkich zajęciach z siatkarzami. Miałam w planach w każdej wolnej chwili wpadać do pokoju, lecz jedyne co zastałam to zamknięte drzwi. Także przez cały dzień nieobecny myślami Karol gdzieś wsiąkł. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam sobie przypominać wczorajsze wydarzenia z Ignaczakiem w roli głównej. Ciągle rozmyślając udałam się przed kolacją do małego parku miejskiego znajdującego się nieopodal. Usiadłam na ławce a wciąż nowe wspomnienia uderzyły we mnie.
Igła nie zważając na moje protesty zaczął mnie ciągnąć w nieznanym mi kierunku. Nie miałam jeszcze czasu zapoznać się z hotelem więc coraz bardziej zaczęło mnie niepokoić to, że nie będę umiała samodzielnie wrócić gdyby cokolwiek poszło nie tak. Libero bez najmniejszego skrępowania zaciągnął mnie do jakiegoś pomieszczenia po czym zaczął wypytwać o związek Melki i Karola, oczywiście nic nie powiedziałam, lecz i tak spotkała mnie kara. Ignaczak otrzymawszy sms nieznanej mi treści szybko wybiegł z pomieszczenia zakluczając mnie w środku. Raz po raz uderzałam w drzwi, aż równie wystraszony jak ja pan konserwator wypuścił mnie na wolność. Ciekawa jestem kiedy moi kochani przyjaciele dostrzegli moją nieobecność oraz mój brak telefonu przy sobie. Wkurzona wybiegłam na korytarz, lecz zanim dotarłam miejsce poszukiwania już trwały. Stanęłam z boku z uśmiechem przypatrując się rozgorączkowaniu. Cała złość całkowicie ze mnie wyparowała widząc ich zdenerwowanie. Pierwszy zauważył mnie Kubiak, który pobiegł do mnie i od razu pochwycił mnie w ramiona, unosząc lekko do góry.
- Dobrze, że jesteś - wyszeptał - Bałem się, że coś Ci się stało - postawił mnie na ziemi i został odciągnięty przez Ignaczaka.
- Stop, zakaz publicznego okazywania uczuć! - krzyknął libero, zapędzając wszytkich do pokoi. Z tym człowiekiem na pewno nie da się nudzić.
Ponownie wybuchnęłam śmiechem, a przechodzący obok mnie ludzie zaczęli zwracać na mnie swoją uwagę. Słońce powoli zaczęło zachodzić a ja musiałam wracać do hotelu. Przecież nikt nie mógł się dowiedzieć o mojej małej ucieczce. Niech to będzie moja mała, słodka, tajemnica.
*Melka*
Wieczorem poczułam się o wiele lepiej. Chciałam wstać z łóżka, ale napotkałam pewien problem. Mianowicie, Karol spał z nogami przerzuconymi przez moje ciało.
- Karol, wstawaj - mruknęłam. Nie reagował.
- Kłos do cholery! - uderzyłam go w ramię. Poderwał się do góry i zaplątując się w kołdrę spadł z łóżka.
- Brawo, idioto - zaśmiałam się i rzuciłam w niego poduszką.
- Czyżbyś poczuła się lepiej? - spytał podnosząc się z podłogi.
- Dużo lepiej - wstałam i rozsunęłam zasłony. Zachód słońca prezentował się pięknie.
- Doktor Kłos melduje wykonanie zadania - salwę mojego śmiechu przerwało wejście do pokoju Leny.
- Uwaga, Igła się zbliża - rzuciła prędko gdy tylko otworzyła drzwi.
- Kłos, łazienka! - pisnęłam. Siatkarz w pośpiechu ukrył się w pomieszczeniu.
- O Melka, widzę że czujesz się już dobrze - uśmiechnięty Igła stanął w drzwiach. Kilku minutowa wizyta Krzysia ciągnęła się w nieskończoność. Libero cały czas rozglądał się podejrzliwie po pokoju. Gdy wreszcie wyszedł odetchnęłam z ulgą.
- Karol, jesteśmy bepieczni.
***
Hejka kochani 😘
Dziś tak notka na szybko bo znowu jesteśmy spóźnione 😜
Znowu przepraszamy 😳
Mamy nadzieję, że istnieją jeszcze jakieś cierpliwe duszyczki, zainteresowane naszymi wypocinami i chociaż tu zajrzą 😊
Pozdrawiamy cieplutko i do następnego 😍
Raissa & Lune
Francuskie jedzenie jednak mi nie służy. Zdecydowanie nie. Od rana pokonuje tylko jedną trasę: łóżko-łazienka i łazienka-łóżko. Czuję jakby w moim brzuchu stado dzikich siatkarzy urządziło sobie tańce. Nic przyjemnego. Opuściłam dziś trening, śniadanie i obiad. Jedyne co jestem w stanie przełknąć to woda. Czy ja już umieram? Przez cały czas siedziała u mnie Lena, jednak teraz wygoniłam ją z pokoju. Niech zajmie się trochę sobą. Mój telefon wydał dźwięk przychodzącej wiadomości. Z wysiłkiem podniosłam telefon z szafki i odebrałam wiadomość od Matta.
"Moje ty biedactwo ;* gdybym tam był to dobrze bym się tobą zajął"
Nie zdążyłam odpisaź ponieważ do mojego pokoju wpadł Karol z tacą.
- Od razu uprzedzam, że nic nie przełknę - wymruczałam próbubąc zakryć się kołdrą.
- Nie wykręcisz się. Specjalnie dla ciebie zamówiłem rosół, a w kubku masz mięte.
Nie miałam innego wyjścia i musiałam się poddać i wiecie co? Ten rosół mi naprawdę pomógł. Jednak dobrze jest mieć obok siebie takiego Kłosa.
*Lena*
Podczas gdy Melka przez cały dzień powoli umierała w pokoju, ja musiałam uczestniczyć we wszytkich zajęciach z siatkarzami. Miałam w planach w każdej wolnej chwili wpadać do pokoju, lecz jedyne co zastałam to zamknięte drzwi. Także przez cały dzień nieobecny myślami Karol gdzieś wsiąkł. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam sobie przypominać wczorajsze wydarzenia z Ignaczakiem w roli głównej. Ciągle rozmyślając udałam się przed kolacją do małego parku miejskiego znajdującego się nieopodal. Usiadłam na ławce a wciąż nowe wspomnienia uderzyły we mnie.
Igła nie zważając na moje protesty zaczął mnie ciągnąć w nieznanym mi kierunku. Nie miałam jeszcze czasu zapoznać się z hotelem więc coraz bardziej zaczęło mnie niepokoić to, że nie będę umiała samodzielnie wrócić gdyby cokolwiek poszło nie tak. Libero bez najmniejszego skrępowania zaciągnął mnie do jakiegoś pomieszczenia po czym zaczął wypytwać o związek Melki i Karola, oczywiście nic nie powiedziałam, lecz i tak spotkała mnie kara. Ignaczak otrzymawszy sms nieznanej mi treści szybko wybiegł z pomieszczenia zakluczając mnie w środku. Raz po raz uderzałam w drzwi, aż równie wystraszony jak ja pan konserwator wypuścił mnie na wolność. Ciekawa jestem kiedy moi kochani przyjaciele dostrzegli moją nieobecność oraz mój brak telefonu przy sobie. Wkurzona wybiegłam na korytarz, lecz zanim dotarłam miejsce poszukiwania już trwały. Stanęłam z boku z uśmiechem przypatrując się rozgorączkowaniu. Cała złość całkowicie ze mnie wyparowała widząc ich zdenerwowanie. Pierwszy zauważył mnie Kubiak, który pobiegł do mnie i od razu pochwycił mnie w ramiona, unosząc lekko do góry.
- Dobrze, że jesteś - wyszeptał - Bałem się, że coś Ci się stało - postawił mnie na ziemi i został odciągnięty przez Ignaczaka.
- Stop, zakaz publicznego okazywania uczuć! - krzyknął libero, zapędzając wszytkich do pokoi. Z tym człowiekiem na pewno nie da się nudzić.
Ponownie wybuchnęłam śmiechem, a przechodzący obok mnie ludzie zaczęli zwracać na mnie swoją uwagę. Słońce powoli zaczęło zachodzić a ja musiałam wracać do hotelu. Przecież nikt nie mógł się dowiedzieć o mojej małej ucieczce. Niech to będzie moja mała, słodka, tajemnica.
*Melka*
Wieczorem poczułam się o wiele lepiej. Chciałam wstać z łóżka, ale napotkałam pewien problem. Mianowicie, Karol spał z nogami przerzuconymi przez moje ciało.
- Karol, wstawaj - mruknęłam. Nie reagował.
- Kłos do cholery! - uderzyłam go w ramię. Poderwał się do góry i zaplątując się w kołdrę spadł z łóżka.
- Brawo, idioto - zaśmiałam się i rzuciłam w niego poduszką.
- Czyżbyś poczuła się lepiej? - spytał podnosząc się z podłogi.
- Dużo lepiej - wstałam i rozsunęłam zasłony. Zachód słońca prezentował się pięknie.
- Doktor Kłos melduje wykonanie zadania - salwę mojego śmiechu przerwało wejście do pokoju Leny.
- Uwaga, Igła się zbliża - rzuciła prędko gdy tylko otworzyła drzwi.
- Kłos, łazienka! - pisnęłam. Siatkarz w pośpiechu ukrył się w pomieszczeniu.
- O Melka, widzę że czujesz się już dobrze - uśmiechnięty Igła stanął w drzwiach. Kilku minutowa wizyta Krzysia ciągnęła się w nieskończoność. Libero cały czas rozglądał się podejrzliwie po pokoju. Gdy wreszcie wyszedł odetchnęłam z ulgą.
- Karol, jesteśmy bepieczni.
***
Hejka kochani 😘
Dziś tak notka na szybko bo znowu jesteśmy spóźnione 😜
Znowu przepraszamy 😳
Mamy nadzieję, że istnieją jeszcze jakieś cierpliwe duszyczki, zainteresowane naszymi wypocinami i chociaż tu zajrzą 😊
Pozdrawiamy cieplutko i do następnego 😍
Raissa & Lune
sobota, 18 lutego 2017
Rozdział XLV: Runda druga rozpoczęta, tajniackie randki i Czy powinnam się zacząć bać?
*Lena*
Tak jak powiedziała Melka tak i zrobiliśmy. W jadalni już dawno zebrali się wszyscy. Zauważając Kubiaka na moje usta wpłynął szeroki uśmiech. Zamierzałam jak zawsze zająć miejsce obok niego, jak za starych dobrych czasów, lecz moje plany zmieniły się w kupkę gruzów kiedy Ignaczak usiadł na tym miejscu. Uśmiech momentalnie opuścił moje usta.
- Cholercia - mruknęłam - Nawet nie mogę obok siedzieć? - zapytałam lekko wkurzona. Mimo wszystko, wybrałam sobie pysznie wyglądające kanapki i ruszyłam do stołu. Wzrokiem szukałam wolnego miejsca... Znalazłam... Owszem... Obok sugestywnie uśmiechającego się Wrony. Na moje policzki wpłynął rumieniec. Już miałam ruszyć do wolnego miejsca kiedy ktoś złapał mnie za rękę. Uniosłam głowę i spotkałam wzrok Melki.
- Czy Ty to widzisz? - mruknęła ponuro - Kłos również ma wyznaczone miejsce... To jest chore! Ja nie zamierzam brać w tym udziału! - podniosła głos tak, że zadowolony z siebie Ignaczak odwrócił się w naszą stronę. Wkurzona dziewczyna mocniej ujęła mnie za rękę i poprowadziła do najbardziej oddalonego stolika w pomieszczeniu.
- W taki sposób dałaś mu wygrać - powiedziałam siadając
- Właśnie, że nie - mruknęła - No dobra, jedna bitwa... Ale teraz zaczynamy wojnę! - uderzyła dłonią w stolik.
- O czym Ty mówisz? - zaśmiałam się
- Nie pozwolę się tak traktować! Jestem dorosła i mam prawo decydować za siebie... - podniosła lekko głos - To samo tyczy się Ciebie i Kubiaka - dodała
- Co chcesz zrobić? - zapytałam od razu zyskując większe zainteresowanie
- Zamierzam nie przestrzegać chorych wymysłów Wujaszka! Wchodzisz w to?
- Wchodzę! - powiedziałam i odwróciłam się czując na sobie wzrok Kubiaka. Uśmiechnęłam się i wysłałam mu buziaczka, co sprawiło, że na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech. Co innego na twarzy Ignaczaka... Nie przejmując się tym jednak zajęłam się jedzeniem moich kanapek. Runda druga rozpoczęta!
*Melka*
Słyszeliście to powiedzenie, że zakazany owoc smakuje najlepiej? To prawda. Od zawsze bardzo lubiłam spędzać czas z Kłosem. Teraz jednak ciągnęło mnie do niego jakby trochę bardziej? Kocham Krzysia, ale nie pozwolę żeby kontrolował mnie na każdym kroku. Dlatego też, w ramach mojego super, mega, wielkiego tajnego planu zmierzam do Karola.
Jestem pewna, że jest tego samego zdania co ja. Stanęłam przed drzwiami jego pokoju i już miałam pukać, gdy te same drzwi otworzyły się z rozmachem. Jestem jednak urodzonym pechowcem. Stanął przede mną nie kto inny jak Krzysztof Ignaczak. Cholera jasna, to są chyba jakieś żarty.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał zdenerwowany.
- Szukałam Cię! - zaczęłam improwizować - Musisz stawić się w pokoju Antigi, chce z tobą o czymś porozmawiać, to pilne - właściwie nie minęłam się z prawdą. Po śniadaniu trener mówił mi, że ma coś do załatwienia z Igłą. Wujek spojrzał na mnie podejrzliwie, jednak chyba połknął haczyk. Nie chcąc wzbudzać podejrzeń schowałam się za winklem. W kierunku pokoju Kłosa ruszyłam dopiero gdy byłam pewna, że Krzysiek wszedł do windy. Tym razem wparowałam do pokoju siatkarza bez pukania.
- Co znowu?! - krzyknął wkurzony chłopak stojąc do mnie tyłem.
- To tylko ja - w tym momencie Karol odwrócił się gwałtownie w moją stronę.
- Jeśli Igła Cię tu zobaczy to będziemy mieli przerąbane!
- Spokojnie, nie zobaczy - uspokoiłam go - Ja właśnie w tej sprawie.
- Więc zamieniam się w słuch - usiadł na łóżku i poklepał miejsce obok siebie. Dosiadłam się.
- Nie mogę pozwolić żeby Ignaczak kontrolował mnie na każdym kroku, więc zamierzam się z Tobą widywać tak, żeby się o tym nie dowiedział.
- Takie tajniackie randki? - spytał z charakterystycznym uśmieszkiem.
- Można tak powiedzieć...
- Wchodzę w to.
*Lena*
Kiedy Melka wyszła, by spotkać się z Karolem, ja miałam zrobić to samo w stosunku do Michała. Nie wiedziałam jednak jak się za to zabrać i takim sposobem po powrocie Melka zastała mnie w takiej samej pozycji, jak kiedy wychodziła. Ulokowałam się wśród poduszek, siedząc po turecku ze zmartwioną miną, co nie uległo zmianie.
- Oh jak ja mu skopię tyłek! - krzyknęła Ruda widząc mój wyraz twarzy - Kubiak ma humorki gorsze niż baba w ciąży... Jakim cudem się nie zgodził? - przerwała swój monolog patrząc w moje oczy - Bo byłaś u niego? Prawda? - dodała siadając na skraju mojego łóżka
- Ja... Chyba nie potrafię tak po prostu pójść i pogadać z nim sam na sam... W jego pokoju - skrzywiłam się
- Kamińska... - po raz pierwszy od dawna użyła mojego nazwiska - Jeśli w tym momencie nie ruszysz swojego tyłka to będę zmuszona opowiedzieć wszytkim... a szczególnie Kubiakowi... z dokładnymi szczegółami, jak w podstawówce na obozie... - zaczęła poważnym tonem na co szybko zerwałam się na równe nogi
- Ani mi się waż! - krzyknęłam przerywając jej - Obiecałaś, że nikomu nigdy o tym nie powiesz! - oburzona wskazałam na nią palcem
- No to mnie do tego nie zmuszaj - wzruszyła ramionami - Ale musisz przyznać, słodki to on był - zaczęła się śmiać kiedy rzuciłam się na nią z zamiarem uduszenia
- Że też nie jesteś za stara na takie szantaże - mruknęłam jednocześnie rozmasowując obolały tyłek po bolesnym spotkaniu z podłogą.
- Niech Ci Kubiak to rozmasuje - ze śmiechem dosłownie wypchnęła mnie za drzwi i zakluczyła zamek.
- Jesteś okropna! - krzyknęłam uderzając dłonią w powierzchnię drzwi. Odpowiedział mi tylko kolejny wybuch śmiechu. Zrezygnowana i poniekąd zmuszona udałam się w stronę pokoju Kubiaka. Jednak zanim na dobre ruszyłam, musiałam zmienić swoje plany, widząc na horyzoncie Ignaczaka. Do głowy wpadł mi szatański plan jednak i to legło w gruzach, gdy libero bez słowa złapał mnie za ramię i pociągnął za sobą. Czy powinnam się już zacząć bać?
***
Witamy was serdecznie z nowym rozdziałem! Jak widać akcja znowu zaczyna nabierać tępa 😏 koniecznie piszcie nam co myślicie! Widzimy się niebawem i życzymy wam miłego tygodnia 😘
Raissa & Lune
Tak jak powiedziała Melka tak i zrobiliśmy. W jadalni już dawno zebrali się wszyscy. Zauważając Kubiaka na moje usta wpłynął szeroki uśmiech. Zamierzałam jak zawsze zająć miejsce obok niego, jak za starych dobrych czasów, lecz moje plany zmieniły się w kupkę gruzów kiedy Ignaczak usiadł na tym miejscu. Uśmiech momentalnie opuścił moje usta.
- Cholercia - mruknęłam - Nawet nie mogę obok siedzieć? - zapytałam lekko wkurzona. Mimo wszystko, wybrałam sobie pysznie wyglądające kanapki i ruszyłam do stołu. Wzrokiem szukałam wolnego miejsca... Znalazłam... Owszem... Obok sugestywnie uśmiechającego się Wrony. Na moje policzki wpłynął rumieniec. Już miałam ruszyć do wolnego miejsca kiedy ktoś złapał mnie za rękę. Uniosłam głowę i spotkałam wzrok Melki.
- Czy Ty to widzisz? - mruknęła ponuro - Kłos również ma wyznaczone miejsce... To jest chore! Ja nie zamierzam brać w tym udziału! - podniosła głos tak, że zadowolony z siebie Ignaczak odwrócił się w naszą stronę. Wkurzona dziewczyna mocniej ujęła mnie za rękę i poprowadziła do najbardziej oddalonego stolika w pomieszczeniu.
- W taki sposób dałaś mu wygrać - powiedziałam siadając
- Właśnie, że nie - mruknęła - No dobra, jedna bitwa... Ale teraz zaczynamy wojnę! - uderzyła dłonią w stolik.
- O czym Ty mówisz? - zaśmiałam się
- Nie pozwolę się tak traktować! Jestem dorosła i mam prawo decydować za siebie... - podniosła lekko głos - To samo tyczy się Ciebie i Kubiaka - dodała
- Co chcesz zrobić? - zapytałam od razu zyskując większe zainteresowanie
- Zamierzam nie przestrzegać chorych wymysłów Wujaszka! Wchodzisz w to?
- Wchodzę! - powiedziałam i odwróciłam się czując na sobie wzrok Kubiaka. Uśmiechnęłam się i wysłałam mu buziaczka, co sprawiło, że na jego twarzy od razu pojawił się uśmiech. Co innego na twarzy Ignaczaka... Nie przejmując się tym jednak zajęłam się jedzeniem moich kanapek. Runda druga rozpoczęta!
*Melka*
Słyszeliście to powiedzenie, że zakazany owoc smakuje najlepiej? To prawda. Od zawsze bardzo lubiłam spędzać czas z Kłosem. Teraz jednak ciągnęło mnie do niego jakby trochę bardziej? Kocham Krzysia, ale nie pozwolę żeby kontrolował mnie na każdym kroku. Dlatego też, w ramach mojego super, mega, wielkiego tajnego planu zmierzam do Karola.
Jestem pewna, że jest tego samego zdania co ja. Stanęłam przed drzwiami jego pokoju i już miałam pukać, gdy te same drzwi otworzyły się z rozmachem. Jestem jednak urodzonym pechowcem. Stanął przede mną nie kto inny jak Krzysztof Ignaczak. Cholera jasna, to są chyba jakieś żarty.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał zdenerwowany.
- Szukałam Cię! - zaczęłam improwizować - Musisz stawić się w pokoju Antigi, chce z tobą o czymś porozmawiać, to pilne - właściwie nie minęłam się z prawdą. Po śniadaniu trener mówił mi, że ma coś do załatwienia z Igłą. Wujek spojrzał na mnie podejrzliwie, jednak chyba połknął haczyk. Nie chcąc wzbudzać podejrzeń schowałam się za winklem. W kierunku pokoju Kłosa ruszyłam dopiero gdy byłam pewna, że Krzysiek wszedł do windy. Tym razem wparowałam do pokoju siatkarza bez pukania.
- Co znowu?! - krzyknął wkurzony chłopak stojąc do mnie tyłem.
- To tylko ja - w tym momencie Karol odwrócił się gwałtownie w moją stronę.
- Jeśli Igła Cię tu zobaczy to będziemy mieli przerąbane!
- Spokojnie, nie zobaczy - uspokoiłam go - Ja właśnie w tej sprawie.
- Więc zamieniam się w słuch - usiadł na łóżku i poklepał miejsce obok siebie. Dosiadłam się.
- Nie mogę pozwolić żeby Ignaczak kontrolował mnie na każdym kroku, więc zamierzam się z Tobą widywać tak, żeby się o tym nie dowiedział.
- Takie tajniackie randki? - spytał z charakterystycznym uśmieszkiem.
- Można tak powiedzieć...
- Wchodzę w to.
*Lena*
Kiedy Melka wyszła, by spotkać się z Karolem, ja miałam zrobić to samo w stosunku do Michała. Nie wiedziałam jednak jak się za to zabrać i takim sposobem po powrocie Melka zastała mnie w takiej samej pozycji, jak kiedy wychodziła. Ulokowałam się wśród poduszek, siedząc po turecku ze zmartwioną miną, co nie uległo zmianie.
- Oh jak ja mu skopię tyłek! - krzyknęła Ruda widząc mój wyraz twarzy - Kubiak ma humorki gorsze niż baba w ciąży... Jakim cudem się nie zgodził? - przerwała swój monolog patrząc w moje oczy - Bo byłaś u niego? Prawda? - dodała siadając na skraju mojego łóżka
- Ja... Chyba nie potrafię tak po prostu pójść i pogadać z nim sam na sam... W jego pokoju - skrzywiłam się
- Kamińska... - po raz pierwszy od dawna użyła mojego nazwiska - Jeśli w tym momencie nie ruszysz swojego tyłka to będę zmuszona opowiedzieć wszytkim... a szczególnie Kubiakowi... z dokładnymi szczegółami, jak w podstawówce na obozie... - zaczęła poważnym tonem na co szybko zerwałam się na równe nogi
- Ani mi się waż! - krzyknęłam przerywając jej - Obiecałaś, że nikomu nigdy o tym nie powiesz! - oburzona wskazałam na nią palcem
- No to mnie do tego nie zmuszaj - wzruszyła ramionami - Ale musisz przyznać, słodki to on był - zaczęła się śmiać kiedy rzuciłam się na nią z zamiarem uduszenia
- Że też nie jesteś za stara na takie szantaże - mruknęłam jednocześnie rozmasowując obolały tyłek po bolesnym spotkaniu z podłogą.
- Niech Ci Kubiak to rozmasuje - ze śmiechem dosłownie wypchnęła mnie za drzwi i zakluczyła zamek.
- Jesteś okropna! - krzyknęłam uderzając dłonią w powierzchnię drzwi. Odpowiedział mi tylko kolejny wybuch śmiechu. Zrezygnowana i poniekąd zmuszona udałam się w stronę pokoju Kubiaka. Jednak zanim na dobre ruszyłam, musiałam zmienić swoje plany, widząc na horyzoncie Ignaczaka. Do głowy wpadł mi szatański plan jednak i to legło w gruzach, gdy libero bez słowa złapał mnie za ramię i pociągnął za sobą. Czy powinnam się już zacząć bać?
***
Witamy was serdecznie z nowym rozdziałem! Jak widać akcja znowu zaczyna nabierać tępa 😏 koniecznie piszcie nam co myślicie! Widzimy się niebawem i życzymy wam miłego tygodnia 😘
Raissa & Lune
poniedziałek, 30 stycznia 2017
Rozdział XLIV: Brakowało mi Ciebie, Te widoki zarezerwuj tylko dla mnie i Krzysiu furiat
*Melka*
Pierwsza noc w Paryżu, miała być szalona. Trener dał nam wolny czas, więc planowaliśmy zrobić imprezę. Właśnie, planowaliśmy. Po powrocie z plaży do hotelu mieliśmy pójść na zakupy. Jednak, gdy z Lenką już ubrane i gotowe stanęłyśmy przed drzwiami Krzysia, nikt nam nie otworzył. Podobnie było u Winiarskiego, u Kubiaka, Kłosa i Pita. Tak, zasnęli.
- Jak zawsze - zaśmiała się Lena i rozsiadła się na łóżku. W sumie, nie dziwię im się, sama ledwo żyłam.
- Zamówmy sobie jakieś dobre wino - zaproponowałam. Blondynka ochoczo się zgodziła.
Już po pól godziny, siedziałyśmy na łóżkach pijąc wino i opychając się czekoladowymi ciasteczkami.
- Brakowało mi Ciebie - wyznałam nagle.
- Tak, mi Ciebie też. Zresztą, na pewien pokręcony sposób brakowało mi całego tego zamieszania -odparła a po tych słowach nastała chwila ciszy. Nie była ona jednak krępująca.
- Jak jest z tobą i Kłosem? - spytała Lena.
- Ostatnio bardzo się do siebie zbliżyliśmy, ale jeszcze nie przekroczyliśmy granicy - odpowiedziałam sięgając po kolejne ciastko.
- Jeszcze?- ciągnęła dziewczyna z szatańskim uśmiechem.
- Może coś sie wydarzy, ale w swoim czasie- zaśmiałam się.
Nie minęło dużo czasu gdy i my zasnęłyśmy. Byłyśmy tak padnięte, że nawet się nie przebrałyśmy.
*Lena*
Rano obudziło mnie okropnie głośne pukanie do drzwi. Podniosłam głowę i dopero odkryłam, że przykryta kołdrą leżę w najlepsze na podłodze, przytulając się, do nawet wygodnej, torby podróżnej. Z jękiem się podniosłam i dostrzegając brak Rudzielca na łóżku obok, z niechęcią poszłam otworzyć drzwi.
- Cześć - mówiąc to ziewnęłam przeciągle. Nie zauważyłam nawet kto przyszedł, wiedziałam jednak, że to siatkarze - Czujcie się jak u siebie, a ja idę spać - ponownie ziewnęłam i nie ogarniając zbytno co robię zaczęłam się rozbierać, pamiętając, że przed spaniem należy przebrać się w pidżamę.
- Kurwa - usłyszałam niemal warknęte przekleństwo - Won stąd... natychmiast! - kolejne warknęcie, szybkie kroki i trzaśnięcie drzwiami.
- Co Ty robisz? - ktoś okrył mnie kołdrą i dopiero w tym momencie całkiem się rozbudziłam. To co zobaczyłam dość blisko mnie nie należało do najlepszych wydoków rano. Lekko wkurzony Kubiak mocno ściskał kołdrę, którą mnie szczelnie okrył.
- O mój Boże, kto tu był? - zapytałam lekko przerażona
- Kłos, Wrona i Piter, jak przyszedłem zaraz ich wyprosiłem... Te widoki zarezerwuj tylko dla mnie - poruszył charakterystyczne brwiami chcąc, dla żartu, rozsunąc kołdrę. Nie zdążyłam nawet zareagować, kiedy do pokoju wpadła Melka. Z takim rozmachem otworzyła drzwi, że wystraszony Kubiak wypuścił kołdrę, która upadła na podłogę. Za dziewczyną oczywiście stali siatkarze. Zaskoczona pisnęłam i schowałam się za przyjmującym.
- Chyba w czymś przeszkodziliśmy naszym gołąbeczkom - zarechotał ktoś z młego tłumu
- Zdecydowanie - równie wesoło odpowiedziała kolejna osoba
- Brawo Kubiak!- krzyknął ktoś kolejny co wystarczyło by zwabić do zbiorowiska, a następnie do środka, Ignaczaka. To co zobaczył na chwilę sprawiło, że zabrakło mu języka lecz po tej chwili krzyknął trochę zły:
- Co to do cholery ma znaczyć? Czy naprawdę ja muszę tu robić za niańkę dla dziewczyn?
- Wujaszku, spokojnie - starała się go uspokoić Melka
- Jakie spokojnie? Jakie spokojnie?! - wybuchnął - Ja Ci coś mówiłem na samym początku Kubiak! Już i tak złamałeś moje słowo! Ale to... Musimy sobie porozmawiać! - oświadczył na koniec wciąż podniesionym głosem i traktując Kubiaka niczym małe niegrzeczne dziecko, złapał go za ucho i pociągnął za sobą. Pisnęłam znów znajdując się na widoku, następnie szybko sięgając po okrycie leżące na ziemi. Drzwi na szczeście zaraz się zamknęły, skutecznie oddzielając mnie od wzroku siatkarzy. To jednak wystarczyło bym była już czerwona niczym dojrzały pomidor.
- Ale upokorzenie - jęknęłam rzucając się na łóżko -Chyba najwyższy czas już umrzeć - załamałam się na co Melka jedynie się zaśmiała.
*Melka*
Nie minęło pól godziny od niefortunnego zdarzenia, gdy do naszego pokoju wpadł rozbawiony Kłos.
- Jasne, wchodźcie tu dalej bez pukania - rzuciła Lena patrząc pobłażliwie na siatkarza.
- Dziku wytłumaczył się Krzysiowi ze swojego przestępstwa - wyjaśnił Karol siadając na fotelu i biorąc ze stołu książkę
- I jak na to zareagował? - zapytałam wiążąc włosy w kucyk.
- Nie wyglądał na zadowolonego - w tym momencie jak na zawołanie do pokoju wpadł Ignaczak.
- Zaprosiłem was tu, zaufałem wam, a wy odstawiacie takie rzeczy?! Dopiero co pogodziłaś się z Kubiakiem i już przeszliście do... TEGO? Ja jestem za młody, żeby zostać dziadkiem, wujkiem czy kimkolwiek innym! Będę was obserwował - z tymi słowami odwrócił się i wyszedł. Jednak po kilku sekundach wrócił.
- Kłos, ciebie też mam na oku - tym razem opuścił pokój na dobre. Może nie powinniśmy, ale wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dobra, czas iść coś zjeść - powiedziałam w końcu idąc w stronę drzwi. Po drodzę odczytałam wiadomość, która przyszła do mnie kilka minut temu.
"Już w Spale mówiłem, że z wami nie może być nudno, jak widać nie myliłem się 😂"
***
No i kolejny, opóźniony, rozdział :/
Miał być wielki come back ale wyszło jak zwykle :/
No cóż czasem tak bywa, ale spóźnienie to chyba nasza domena :D
Chyba to najwyższy czas się z tym pogodzić :D
Oczywiście postaramy się to zmienić, ale jak będzie to się okaże XD
Tymczasem trzymajcie się ciepło i do zobaczenia, mamy nadzieję już w sobotę :*
Buziaczki :**
Raissa & Lune
Pierwsza noc w Paryżu, miała być szalona. Trener dał nam wolny czas, więc planowaliśmy zrobić imprezę. Właśnie, planowaliśmy. Po powrocie z plaży do hotelu mieliśmy pójść na zakupy. Jednak, gdy z Lenką już ubrane i gotowe stanęłyśmy przed drzwiami Krzysia, nikt nam nie otworzył. Podobnie było u Winiarskiego, u Kubiaka, Kłosa i Pita. Tak, zasnęli.
- Jak zawsze - zaśmiała się Lena i rozsiadła się na łóżku. W sumie, nie dziwię im się, sama ledwo żyłam.
- Zamówmy sobie jakieś dobre wino - zaproponowałam. Blondynka ochoczo się zgodziła.
Już po pól godziny, siedziałyśmy na łóżkach pijąc wino i opychając się czekoladowymi ciasteczkami.
- Brakowało mi Ciebie - wyznałam nagle.
- Tak, mi Ciebie też. Zresztą, na pewien pokręcony sposób brakowało mi całego tego zamieszania -odparła a po tych słowach nastała chwila ciszy. Nie była ona jednak krępująca.
- Jak jest z tobą i Kłosem? - spytała Lena.
- Ostatnio bardzo się do siebie zbliżyliśmy, ale jeszcze nie przekroczyliśmy granicy - odpowiedziałam sięgając po kolejne ciastko.
- Jeszcze?- ciągnęła dziewczyna z szatańskim uśmiechem.
- Może coś sie wydarzy, ale w swoim czasie- zaśmiałam się.
Nie minęło dużo czasu gdy i my zasnęłyśmy. Byłyśmy tak padnięte, że nawet się nie przebrałyśmy.
*Lena*
Rano obudziło mnie okropnie głośne pukanie do drzwi. Podniosłam głowę i dopero odkryłam, że przykryta kołdrą leżę w najlepsze na podłodze, przytulając się, do nawet wygodnej, torby podróżnej. Z jękiem się podniosłam i dostrzegając brak Rudzielca na łóżku obok, z niechęcią poszłam otworzyć drzwi.
- Cześć - mówiąc to ziewnęłam przeciągle. Nie zauważyłam nawet kto przyszedł, wiedziałam jednak, że to siatkarze - Czujcie się jak u siebie, a ja idę spać - ponownie ziewnęłam i nie ogarniając zbytno co robię zaczęłam się rozbierać, pamiętając, że przed spaniem należy przebrać się w pidżamę.
- Kurwa - usłyszałam niemal warknęte przekleństwo - Won stąd... natychmiast! - kolejne warknęcie, szybkie kroki i trzaśnięcie drzwiami.
- Co Ty robisz? - ktoś okrył mnie kołdrą i dopiero w tym momencie całkiem się rozbudziłam. To co zobaczyłam dość blisko mnie nie należało do najlepszych wydoków rano. Lekko wkurzony Kubiak mocno ściskał kołdrę, którą mnie szczelnie okrył.
- O mój Boże, kto tu był? - zapytałam lekko przerażona
- Kłos, Wrona i Piter, jak przyszedłem zaraz ich wyprosiłem... Te widoki zarezerwuj tylko dla mnie - poruszył charakterystyczne brwiami chcąc, dla żartu, rozsunąc kołdrę. Nie zdążyłam nawet zareagować, kiedy do pokoju wpadła Melka. Z takim rozmachem otworzyła drzwi, że wystraszony Kubiak wypuścił kołdrę, która upadła na podłogę. Za dziewczyną oczywiście stali siatkarze. Zaskoczona pisnęłam i schowałam się za przyjmującym.
- Chyba w czymś przeszkodziliśmy naszym gołąbeczkom - zarechotał ktoś z młego tłumu
- Zdecydowanie - równie wesoło odpowiedziała kolejna osoba
- Brawo Kubiak!- krzyknął ktoś kolejny co wystarczyło by zwabić do zbiorowiska, a następnie do środka, Ignaczaka. To co zobaczył na chwilę sprawiło, że zabrakło mu języka lecz po tej chwili krzyknął trochę zły:
- Co to do cholery ma znaczyć? Czy naprawdę ja muszę tu robić za niańkę dla dziewczyn?
- Wujaszku, spokojnie - starała się go uspokoić Melka
- Jakie spokojnie? Jakie spokojnie?! - wybuchnął - Ja Ci coś mówiłem na samym początku Kubiak! Już i tak złamałeś moje słowo! Ale to... Musimy sobie porozmawiać! - oświadczył na koniec wciąż podniesionym głosem i traktując Kubiaka niczym małe niegrzeczne dziecko, złapał go za ucho i pociągnął za sobą. Pisnęłam znów znajdując się na widoku, następnie szybko sięgając po okrycie leżące na ziemi. Drzwi na szczeście zaraz się zamknęły, skutecznie oddzielając mnie od wzroku siatkarzy. To jednak wystarczyło bym była już czerwona niczym dojrzały pomidor.
- Ale upokorzenie - jęknęłam rzucając się na łóżko -Chyba najwyższy czas już umrzeć - załamałam się na co Melka jedynie się zaśmiała.
*Melka*
Nie minęło pól godziny od niefortunnego zdarzenia, gdy do naszego pokoju wpadł rozbawiony Kłos.
- Jasne, wchodźcie tu dalej bez pukania - rzuciła Lena patrząc pobłażliwie na siatkarza.
- Dziku wytłumaczył się Krzysiowi ze swojego przestępstwa - wyjaśnił Karol siadając na fotelu i biorąc ze stołu książkę
- I jak na to zareagował? - zapytałam wiążąc włosy w kucyk.
- Nie wyglądał na zadowolonego - w tym momencie jak na zawołanie do pokoju wpadł Ignaczak.
- Zaprosiłem was tu, zaufałem wam, a wy odstawiacie takie rzeczy?! Dopiero co pogodziłaś się z Kubiakiem i już przeszliście do... TEGO? Ja jestem za młody, żeby zostać dziadkiem, wujkiem czy kimkolwiek innym! Będę was obserwował - z tymi słowami odwrócił się i wyszedł. Jednak po kilku sekundach wrócił.
- Kłos, ciebie też mam na oku - tym razem opuścił pokój na dobre. Może nie powinniśmy, ale wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dobra, czas iść coś zjeść - powiedziałam w końcu idąc w stronę drzwi. Po drodzę odczytałam wiadomość, która przyszła do mnie kilka minut temu.
"Już w Spale mówiłem, że z wami nie może być nudno, jak widać nie myliłem się 😂"
***
No i kolejny, opóźniony, rozdział :/
Miał być wielki come back ale wyszło jak zwykle :/
No cóż czasem tak bywa, ale spóźnienie to chyba nasza domena :D
Chyba to najwyższy czas się z tym pogodzić :D
Oczywiście postaramy się to zmienić, ale jak będzie to się okaże XD
Tymczasem trzymajcie się ciepło i do zobaczenia, mamy nadzieję już w sobotę :*
Buziaczki :**
Raissa & Lune
sobota, 21 stycznia 2017
Rozdział XLIII: Tak było dobrze, Piter bohaterem i kiepski podryw
*Lena*
Od kiedy zajęliśmy swoje miejsca w samolocie nie odezwałam się ani słowem. Między mną a Kubiakiem panowała niezręcznia i nienaturalna cisza. Z zazdrością obserwowałam radość pozostałych, marząc by móc do nich dołączyć. W końcu postanowiłam przerwać milczenie. Kiedyś i tak musi się to skończyć.
- Przepraszam - powiedziałam równo z Kubiakiem i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Mogę Cię przytulić? - zapytał całkowicie nie będąc pewnym czy to dobry pomysł
- Możesz - kiwnęłam głową, zgadzając się równie niepewnie. Po chwili znalazłam się już w objęciach chłopaka. Momentalnie otoczył mnie zapach jego ulubionych perfum, który także stał się moim ulubionym. Westchnęłam cicho, przy okazji wtulając się mocniej. Nie zważając na ciekawskie spojrzenia wdrapałam się na kubiakowe kolana i zaplotłam dłonie na jego plecach.
- Ruda! Cud się zdarzył! I to przed świętami! - ktoś krzyknął na cały samolot, a raczej pisnął niczym mała dziewczynka ciesząc się z nowego prezentu.
- Zamknij się jełopie! Nie jesteś tu sam! - odkrzyknęła Melka na co zachichotałam. Niechętnie wróciłam na swoje miejsce i wyciągnęłam słuchawki. Włożyłam je do uszu lecz nie cieszyłam się długo spokojem bo Michał zabrał mi jedną słuchawkę.
- Nie chce mi się wyciągać swoich - wzruszył ramionami. Uśmiechnęłam się pod nosem zerkając na niego kątem oka. Chcąc nie chcąc przysunęłam się bliżej po czym oparłam głowę o jego ramię i zamknęłam oczy. Tak było dobrze.
*Melka*
Odłożyłam książkę na kolana i rozejrzałam się. Część osób spała, inni czytali, a jeszcze inni słuchali muzyki. Telefonem zaznaczyłam stronę, na której skończyłam czytać i wstając odłożyłam książkę na fotel. Rozprostowałam kości i poszłam w stronę łazienki. Zamknęłam drzwi po czym zrobiłam co trzeba. Chciałam wyjść, jednak nie było mi to dane. Nacisnęłam na klamkę i.. nic. Powtórzyłam to, znowu nic.
- Cholera jasna! - krzyknęłam uderzając w drzwi. Dlaczego zawsze muszę mieć takie szczęście?! Cholerne drzwi musiały się zablokować?! Waliłam pięściami w drzwi w nadziei, że ktoś mnie usłyszy.
- Halo, pomocy! - to chyba czas kiedy muszę zafundować tym idiotom aparaty słuchowe...
Nie wiem ile czasu minęło, kiedy w końcu ktoś zapukał do drzwi.
- Halo?! Drzwi się zablokowały... nie mogę wyjść! - krzyknęłam zrywając się na nogi z miejsca w którym kucałam.
- Melka, to ty? - spytał zdziwiony Pit.
- Brawo Sherlocku! - rzuciłam sarkastycznie klepiąc ręką w drzwi - Wyciągnij mnie stąd!
- Poczekaj chwilę! - odkrzyknął po czym usłyszałam szybkie kroki. Po chwili wrócił z kimś z obsługi a ja zostałam uwolniona.
- Piter jesteś moim bohaterem! - rzuciłam mu się na szyję. Akurat w tym momencie na horyzoncie pokazał się Karol z zaskoczoną miną.
- Co tu się wyprawia?
*Lena*
- Co tu się wyprawia? - usłyszałam pełne zaskoczenia i praktycznie wykrzyknęte pytanie padające z ust Karola. Odwróciłam się na fotelu aby zobaczyć co się dzieje na tyle. To co zauważyłam mnie również wprowadziło w lekkie zaskoczenie. Melka uwieszona na Piterze, Karol z grymasem na twarzy i Piotrek zastygnięty w jednej pozycji.
- Karol, spokojnie - rzuciła dziewczyna odsuwając się od Nowakowskiego - Ja Ci wszystko wyjaśnię, dobrze?
- Nie interesuje mnie co tu robicie, jeżeli Ola o tym wie - obrzucił dwójkę przed nim pogardliwym spojrzeniem po czym zaczął odchodzić. Miałam ochotę wstać i mu przyłożyć w tą jego pustą mózgownicę lecz ręka Kubiaka skutecznie zatrzymała mnie na miejscu.
- Zostaw - odezwał się
- Nie mogę - szarpnęłam ręką w nadziei, że Kubiak wypuści mnie z uścisku. Niestety to nic nie dało...
- Proszę zapiąć pasy, przygotowujemy się do lądowania - usłyszałam komunikat, który zatrzymał mnie na miejscu. Posłusznie wykonałam polecenie, wywracając oczami na zadowolony uśmieszek Kubiaka.
- Och zamknij się - szturchnęłam go, wybuchając śmiechem.
***
Na miejsce na szczęście dotarliśmy dość szybko ponieważ już po ok 2 godzinach każdy był zameldowany w swoim pokoju i mogł odpoczywać do wieczora. Przy tym procesie nie obyło się oczywiście bez kłótni wsród siatkarzy, kto będzie z kim mieszkał przez najbliższy czas. W pewnym momencie nawet ja i Melka znalazłyśmy się w puli losowniczej, lecz my jako prawdziwe kobiety, bez niepotrzebnych nerwów wzięłyśmy pierwszy lepszy kluczyk i w świetnych hunorach opuściłyśmy hol. Jako, że nie byłyśmy bardzo zmęczone postanowiłyśmy wymknąć się spod uważnego wzroku siatkarzy i same udać się na plażę. Ku naszemu zadowoleniu ta sztuka nam wyszła i przez pewnien czas mogłyśmy się cieszyć piękną pogodą, spokojem i obecnością przyjaciółki.
- Stwierdzam, że zbyt długo nie spędzałyśmy czasu w ten sposób - westchnęłam wypowiadając te słowa po angielsku. Przyjaciółka popatrzyła na mnie zdezorientowana lecz podchwyciła mój pomysł.
- Zdecydowanie musimy częściej tak wychodzić - potwierdziła po angielsku poprawiając się na leżaku.
- Co takie piękne dziewczyny robią same na plaży? - wciął nam się w rozmowę męski głos z wyraźnym brytyjskim akcentem.
- Nie widać? - prychnęłam na ten kiepski podryw - Opalają się - dokończyłam zakładając na nos okulary przeciwsłoneczne.
- Hej! Myślałyście, że nam uciekniecie? - zawołał ktoś z grupy siatkarzy, którzy przybyli na plażę, najwyraźniej wpadając na ten sam pomysł co my. Jęknęłam cicho obsuwając się w dół leżaka. No i spokój szlag strzelił...
***
Witajcie drogie wytrwałe czytelniczki :**
Zdecydowanie zbyt długo nas tu nie było, za co bardzo, bardzo, bardzo, bardzo i jeszcze wiele, wiele, wiele 'bardzo', przepraszamy :D
Jestem naprawdę bardzo kiepska w przepraszaniu kogoś i to samo się dotyczy napisania przeprosin :/
Więc nie będę długo przedłużać bo to nie pierwszy raz :/
Chciałam jeszcze tylko napisać kilka słów wyjaśnienia :D Może to nie wystarczy, bo zapewnie każdy się tak tłumaczy, ale choroba, a później ogromny zapierdziel w szkole zrobiły swoje. Całkiem nam z głów wypadło cokowiek innego jak chwilka odpoczynku od nauki oraz sen. Ogólnie, strasznie was tu zaniedbałyśmy, ale mamy nadzieję, że nam wybaczycie i jeszcze tu nie raz wrócicie :D
Jeszcze raz przepraszamy <3
Buziaczki, uściski i gorące pozdrowionka :*
Ps. Wszystkiego, wszystkiego co najlepsze i spełnienia tych nawet najskrytszych marzeń :*
Szczęścia w nowym roku!
Ps2. Tak, wiem, że to już prawie koniec stycznia ale nie miałyśmy okazji zrobić tego wczesniej :D
Od kiedy zajęliśmy swoje miejsca w samolocie nie odezwałam się ani słowem. Między mną a Kubiakiem panowała niezręcznia i nienaturalna cisza. Z zazdrością obserwowałam radość pozostałych, marząc by móc do nich dołączyć. W końcu postanowiłam przerwać milczenie. Kiedyś i tak musi się to skończyć.
- Przepraszam - powiedziałam równo z Kubiakiem i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Mogę Cię przytulić? - zapytał całkowicie nie będąc pewnym czy to dobry pomysł
- Możesz - kiwnęłam głową, zgadzając się równie niepewnie. Po chwili znalazłam się już w objęciach chłopaka. Momentalnie otoczył mnie zapach jego ulubionych perfum, który także stał się moim ulubionym. Westchnęłam cicho, przy okazji wtulając się mocniej. Nie zważając na ciekawskie spojrzenia wdrapałam się na kubiakowe kolana i zaplotłam dłonie na jego plecach.
- Ruda! Cud się zdarzył! I to przed świętami! - ktoś krzyknął na cały samolot, a raczej pisnął niczym mała dziewczynka ciesząc się z nowego prezentu.
- Zamknij się jełopie! Nie jesteś tu sam! - odkrzyknęła Melka na co zachichotałam. Niechętnie wróciłam na swoje miejsce i wyciągnęłam słuchawki. Włożyłam je do uszu lecz nie cieszyłam się długo spokojem bo Michał zabrał mi jedną słuchawkę.
- Nie chce mi się wyciągać swoich - wzruszył ramionami. Uśmiechnęłam się pod nosem zerkając na niego kątem oka. Chcąc nie chcąc przysunęłam się bliżej po czym oparłam głowę o jego ramię i zamknęłam oczy. Tak było dobrze.
*Melka*
Odłożyłam książkę na kolana i rozejrzałam się. Część osób spała, inni czytali, a jeszcze inni słuchali muzyki. Telefonem zaznaczyłam stronę, na której skończyłam czytać i wstając odłożyłam książkę na fotel. Rozprostowałam kości i poszłam w stronę łazienki. Zamknęłam drzwi po czym zrobiłam co trzeba. Chciałam wyjść, jednak nie było mi to dane. Nacisnęłam na klamkę i.. nic. Powtórzyłam to, znowu nic.
- Cholera jasna! - krzyknęłam uderzając w drzwi. Dlaczego zawsze muszę mieć takie szczęście?! Cholerne drzwi musiały się zablokować?! Waliłam pięściami w drzwi w nadziei, że ktoś mnie usłyszy.
- Halo, pomocy! - to chyba czas kiedy muszę zafundować tym idiotom aparaty słuchowe...
Nie wiem ile czasu minęło, kiedy w końcu ktoś zapukał do drzwi.
- Halo?! Drzwi się zablokowały... nie mogę wyjść! - krzyknęłam zrywając się na nogi z miejsca w którym kucałam.
- Melka, to ty? - spytał zdziwiony Pit.
- Brawo Sherlocku! - rzuciłam sarkastycznie klepiąc ręką w drzwi - Wyciągnij mnie stąd!
- Poczekaj chwilę! - odkrzyknął po czym usłyszałam szybkie kroki. Po chwili wrócił z kimś z obsługi a ja zostałam uwolniona.
- Piter jesteś moim bohaterem! - rzuciłam mu się na szyję. Akurat w tym momencie na horyzoncie pokazał się Karol z zaskoczoną miną.
- Co tu się wyprawia?
*Lena*
- Co tu się wyprawia? - usłyszałam pełne zaskoczenia i praktycznie wykrzyknęte pytanie padające z ust Karola. Odwróciłam się na fotelu aby zobaczyć co się dzieje na tyle. To co zauważyłam mnie również wprowadziło w lekkie zaskoczenie. Melka uwieszona na Piterze, Karol z grymasem na twarzy i Piotrek zastygnięty w jednej pozycji.
- Karol, spokojnie - rzuciła dziewczyna odsuwając się od Nowakowskiego - Ja Ci wszystko wyjaśnię, dobrze?
- Nie interesuje mnie co tu robicie, jeżeli Ola o tym wie - obrzucił dwójkę przed nim pogardliwym spojrzeniem po czym zaczął odchodzić. Miałam ochotę wstać i mu przyłożyć w tą jego pustą mózgownicę lecz ręka Kubiaka skutecznie zatrzymała mnie na miejscu.
- Zostaw - odezwał się
- Nie mogę - szarpnęłam ręką w nadziei, że Kubiak wypuści mnie z uścisku. Niestety to nic nie dało...
- Proszę zapiąć pasy, przygotowujemy się do lądowania - usłyszałam komunikat, który zatrzymał mnie na miejscu. Posłusznie wykonałam polecenie, wywracając oczami na zadowolony uśmieszek Kubiaka.
- Och zamknij się - szturchnęłam go, wybuchając śmiechem.
***
Na miejsce na szczęście dotarliśmy dość szybko ponieważ już po ok 2 godzinach każdy był zameldowany w swoim pokoju i mogł odpoczywać do wieczora. Przy tym procesie nie obyło się oczywiście bez kłótni wsród siatkarzy, kto będzie z kim mieszkał przez najbliższy czas. W pewnym momencie nawet ja i Melka znalazłyśmy się w puli losowniczej, lecz my jako prawdziwe kobiety, bez niepotrzebnych nerwów wzięłyśmy pierwszy lepszy kluczyk i w świetnych hunorach opuściłyśmy hol. Jako, że nie byłyśmy bardzo zmęczone postanowiłyśmy wymknąć się spod uważnego wzroku siatkarzy i same udać się na plażę. Ku naszemu zadowoleniu ta sztuka nam wyszła i przez pewnien czas mogłyśmy się cieszyć piękną pogodą, spokojem i obecnością przyjaciółki.
- Stwierdzam, że zbyt długo nie spędzałyśmy czasu w ten sposób - westchnęłam wypowiadając te słowa po angielsku. Przyjaciółka popatrzyła na mnie zdezorientowana lecz podchwyciła mój pomysł.
- Zdecydowanie musimy częściej tak wychodzić - potwierdziła po angielsku poprawiając się na leżaku.
- Co takie piękne dziewczyny robią same na plaży? - wciął nam się w rozmowę męski głos z wyraźnym brytyjskim akcentem.
- Nie widać? - prychnęłam na ten kiepski podryw - Opalają się - dokończyłam zakładając na nos okulary przeciwsłoneczne.
- Hej! Myślałyście, że nam uciekniecie? - zawołał ktoś z grupy siatkarzy, którzy przybyli na plażę, najwyraźniej wpadając na ten sam pomysł co my. Jęknęłam cicho obsuwając się w dół leżaka. No i spokój szlag strzelił...
***
Witajcie drogie wytrwałe czytelniczki :**
Zdecydowanie zbyt długo nas tu nie było, za co bardzo, bardzo, bardzo, bardzo i jeszcze wiele, wiele, wiele 'bardzo', przepraszamy :D
Jestem naprawdę bardzo kiepska w przepraszaniu kogoś i to samo się dotyczy napisania przeprosin :/
Więc nie będę długo przedłużać bo to nie pierwszy raz :/
Chciałam jeszcze tylko napisać kilka słów wyjaśnienia :D Może to nie wystarczy, bo zapewnie każdy się tak tłumaczy, ale choroba, a później ogromny zapierdziel w szkole zrobiły swoje. Całkiem nam z głów wypadło cokowiek innego jak chwilka odpoczynku od nauki oraz sen. Ogólnie, strasznie was tu zaniedbałyśmy, ale mamy nadzieję, że nam wybaczycie i jeszcze tu nie raz wrócicie :D
Jeszcze raz przepraszamy <3
Buziaczki, uściski i gorące pozdrowionka :*
Ps. Wszystkiego, wszystkiego co najlepsze i spełnienia tych nawet najskrytszych marzeń :*
Szczęścia w nowym roku!
Ps2. Tak, wiem, że to już prawie koniec stycznia ale nie miałyśmy okazji zrobić tego wczesniej :D
sobota, 17 grudnia 2016
Rozdział XLII: Pakowanie, niczym mała dziewczynka i szalona ruda.
*Melka*
Czy ja naprawdę wszystko muszę robić na ostatnią chwilę? Za czterdzieści minut powinniśmy opuścić hotel, tymczasem ja dopiero zaczynam pakowanie. Po co ja te dwie godziny temu kładłam się na dziesięciominutową drzemkę? Przecież dobrze wiem jak to się zawsze kończy. Biegam jak szalona po pokoju wrzucając do walizki wszystko, co wpadło mi w ręce.
Przecież to jasne, że i tak czegoś zapomnę. Nagle do mojego pokoju wpadł Kubiak.
- Co jeśli nie przyjdzie? - wymamrotał gdy tylko zamknęły się za nim drzwi.
- Spokojnie, znam ją, mogę ci gwarantować, że przyjdzie - zapewniłam, klepiąc go w ramię.
- Stresuję się jak przed pierwszą randką - zaśmiał się nerwowo i zaczął układać to, co bez większego ładu wrzuciłam do torby. Posłałam mu pełne wdzięczności spojrzenie.
- Ratujesz mi życie Kubi - uśmiechnęłam się i przytuliłam go mocno.
Cuda się jednak zdarzają, z pomocą Kubiaka zdążyłam się spakować! Wiecie co? Chyba nic nie zapomniałam...właśnie chyba.
*Lena*
Od czasu kiedy dostałam od Kubiaka SMS z godziną odprawy i lotniskiem, z którego wyruszają nie mogłam się ruszyć z miejsca. Co prawda wszytko już miałam przygotowane lecz coś w środku jakby mnie blokowało. Pojedyncza łza pociekła po moim policzku ale dość szybko się jej pozbyłam. Nie mogłam przecież pozwolić, żeby to zniszczyło mój makijaż. Zerknęłam na zegarek na mojej ręce, czasu było coraz mniej, a ja nadal tkwiłam w jednym miejscu. Nagle do mojego tymczasowego pokoju wparowała ciocia.
- Ruszaj dupę blondynko! - krzyknęła - Samolot nie będzie na Ciebie czekał! - złapała mnie za rękę, po czym uprzednio zabierając wszystko pociągnęła mnie za sobą. Wyprowadziła za drzwi, zamknęła mieszkanie i niczym małą dziewczynkę zaprowadziła do auta. Wszytko schowała do środka i kazała mi wsiadać. Sama natomiast zajęła miejsce za kierownicą. Będąc jeszcze w lekkim szoku zrobiłam tak jak kazała. Dosłownie w momencie, w którym zamknęłam drzwi ciotka ruszyła, na co posłałam jej zaskoczone spojrzenie.
- Nie mamy czasu do stracenia - wyjaśniła spokojnie wzruszając ramionami. Na miejsce dotarłyśmy w chyba rekordowym czasie. Do odprawy zostało mi jeszcze 15 min, więc pewnym było, że wszyscy już tylko na to czekają. Pożegnałam ciotkę jeszcze w samochodzie, obiecując zdać jej relację co i jak w moich relacjach z wszystkimi.
- Udanej zabawy - rzuciła jeszcze na koniec i odjechała zostawiając mnie przed budynkiem ze wszytkim czego potrzebowałam. Ruszyłam do środka i załatwiłam wszytko co trzeba. W moim żołądku zacisnął się ogromny supeł na myśl, że zaraz znów wszytkich zobaczę. Lekko przygryzłam wargę i przeszłam przez bramki po czym udałam się dalej. Niemal od razu siatkarze rzucili mi się w oczy. Ich wzrost, a przede wszystkim ciągle kręcące się wokół nich tłumy, mówiły same za siebie.
- Dasz radę Lena - szepnęłam do siebie po czym podeszłam bliżej
- O mój Boże! - Mela jako pierwsza mnie zauważyła - Jesteś... Naprawdę Tu jesteś - rzuciła mi się na szyję. Równie szybko jak ona, objęłam ją mocno, przytulając do siebie. Nie wiem co ja bym bez niej zrobiła.
*Melka*
- Mówię ci hello, a potem goodbye! - darł się na cały samolot Winiar. Po pojawieniu się Lenki, każdy był przepełniony bardzo pozytywną energią. Chciałam porozmawiać z przyjaciółką, jednak Kubiak od razu porwał ją na miejsce obok siebie. Nie mam mu tego za złe. Nacieszę się nią w hotelu, musimy mieć pokój razem.
Siedziałam sama z tyłu samolotu rozkoszując się głosem Chrisa Martina w swoich słuchawkach. Moja szczęśliwa chwila została brutalnie przerwana.
- Ty jesteś ruda, tak, tak bardzo ruda! - wydarł się Kłos opadając na miejsce obok mnie.
- Ty chyba bardzo chesz poznać gniew rudej - mruknęłam zdejmując słuchawki, czy on widzi jak się poświęcam?
- Wykorzystaj tą negatywną energię w pożyteczny sposób - sugestywnie poruszajac brwiami. Wzięłam z kolan mój egzemplarz książki "Wielki Gatsby" w celu uderzenia go, ale szybko zrezygnowałam. Szkoda książki. Uderzyłam go więc ręką.
- Za co? - pisnął oburzony.
- Za zbereźne myśli - pokazałam mu język.
- Myślałem o siłowni - podniósł ręce w obronnym geście.
- Jasne - zaśmiałam się i wróciłam do słuchania muzyki.
***
Witajcie kochani!
Mam nadzieję, że trzymacie się lepiej niż my, bo nas dwie złamała choroba :c
Czujecie już święta? I najwżniejsze, jak podoba się wam rozdział? ^^
Do zobaczenia,
Raissa & Lune ;*
Czy ja naprawdę wszystko muszę robić na ostatnią chwilę? Za czterdzieści minut powinniśmy opuścić hotel, tymczasem ja dopiero zaczynam pakowanie. Po co ja te dwie godziny temu kładłam się na dziesięciominutową drzemkę? Przecież dobrze wiem jak to się zawsze kończy. Biegam jak szalona po pokoju wrzucając do walizki wszystko, co wpadło mi w ręce.
Przecież to jasne, że i tak czegoś zapomnę. Nagle do mojego pokoju wpadł Kubiak.
- Co jeśli nie przyjdzie? - wymamrotał gdy tylko zamknęły się za nim drzwi.
- Spokojnie, znam ją, mogę ci gwarantować, że przyjdzie - zapewniłam, klepiąc go w ramię.
- Stresuję się jak przed pierwszą randką - zaśmiał się nerwowo i zaczął układać to, co bez większego ładu wrzuciłam do torby. Posłałam mu pełne wdzięczności spojrzenie.
- Ratujesz mi życie Kubi - uśmiechnęłam się i przytuliłam go mocno.
Cuda się jednak zdarzają, z pomocą Kubiaka zdążyłam się spakować! Wiecie co? Chyba nic nie zapomniałam...właśnie chyba.
*Lena*
Od czasu kiedy dostałam od Kubiaka SMS z godziną odprawy i lotniskiem, z którego wyruszają nie mogłam się ruszyć z miejsca. Co prawda wszytko już miałam przygotowane lecz coś w środku jakby mnie blokowało. Pojedyncza łza pociekła po moim policzku ale dość szybko się jej pozbyłam. Nie mogłam przecież pozwolić, żeby to zniszczyło mój makijaż. Zerknęłam na zegarek na mojej ręce, czasu było coraz mniej, a ja nadal tkwiłam w jednym miejscu. Nagle do mojego tymczasowego pokoju wparowała ciocia.
- Ruszaj dupę blondynko! - krzyknęła - Samolot nie będzie na Ciebie czekał! - złapała mnie za rękę, po czym uprzednio zabierając wszystko pociągnęła mnie za sobą. Wyprowadziła za drzwi, zamknęła mieszkanie i niczym małą dziewczynkę zaprowadziła do auta. Wszytko schowała do środka i kazała mi wsiadać. Sama natomiast zajęła miejsce za kierownicą. Będąc jeszcze w lekkim szoku zrobiłam tak jak kazała. Dosłownie w momencie, w którym zamknęłam drzwi ciotka ruszyła, na co posłałam jej zaskoczone spojrzenie.
- Nie mamy czasu do stracenia - wyjaśniła spokojnie wzruszając ramionami. Na miejsce dotarłyśmy w chyba rekordowym czasie. Do odprawy zostało mi jeszcze 15 min, więc pewnym było, że wszyscy już tylko na to czekają. Pożegnałam ciotkę jeszcze w samochodzie, obiecując zdać jej relację co i jak w moich relacjach z wszystkimi.
- Udanej zabawy - rzuciła jeszcze na koniec i odjechała zostawiając mnie przed budynkiem ze wszytkim czego potrzebowałam. Ruszyłam do środka i załatwiłam wszytko co trzeba. W moim żołądku zacisnął się ogromny supeł na myśl, że zaraz znów wszytkich zobaczę. Lekko przygryzłam wargę i przeszłam przez bramki po czym udałam się dalej. Niemal od razu siatkarze rzucili mi się w oczy. Ich wzrost, a przede wszystkim ciągle kręcące się wokół nich tłumy, mówiły same za siebie.
- Dasz radę Lena - szepnęłam do siebie po czym podeszłam bliżej
- O mój Boże! - Mela jako pierwsza mnie zauważyła - Jesteś... Naprawdę Tu jesteś - rzuciła mi się na szyję. Równie szybko jak ona, objęłam ją mocno, przytulając do siebie. Nie wiem co ja bym bez niej zrobiła.
*Melka*
- Mówię ci hello, a potem goodbye! - darł się na cały samolot Winiar. Po pojawieniu się Lenki, każdy był przepełniony bardzo pozytywną energią. Chciałam porozmawiać z przyjaciółką, jednak Kubiak od razu porwał ją na miejsce obok siebie. Nie mam mu tego za złe. Nacieszę się nią w hotelu, musimy mieć pokój razem.
Siedziałam sama z tyłu samolotu rozkoszując się głosem Chrisa Martina w swoich słuchawkach. Moja szczęśliwa chwila została brutalnie przerwana.
- Ty jesteś ruda, tak, tak bardzo ruda! - wydarł się Kłos opadając na miejsce obok mnie.
- Ty chyba bardzo chesz poznać gniew rudej - mruknęłam zdejmując słuchawki, czy on widzi jak się poświęcam?
- Wykorzystaj tą negatywną energię w pożyteczny sposób - sugestywnie poruszajac brwiami. Wzięłam z kolan mój egzemplarz książki "Wielki Gatsby" w celu uderzenia go, ale szybko zrezygnowałam. Szkoda książki. Uderzyłam go więc ręką.
- Za co? - pisnął oburzony.
- Za zbereźne myśli - pokazałam mu język.
- Myślałem o siłowni - podniósł ręce w obronnym geście.
- Jasne - zaśmiałam się i wróciłam do słuchania muzyki.
***
Witajcie kochani!
Mam nadzieję, że trzymacie się lepiej niż my, bo nas dwie złamała choroba :c
Czujecie już święta? I najwżniejsze, jak podoba się wam rozdział? ^^
Do zobaczenia,
Raissa & Lune ;*
sobota, 3 grudnia 2016
Rozdział XLI: 'Lena, wróć' 'Żadnych dzieci nie będzie!' i 'Mam dość tej całej intrygi'
*Lena*
Deszcz przyjemnie bębnił po parapecie, kiedy mój telefon wydał z siebie dźwięk oznaczający przyjście wiadomości. Była to wiadomość oczywiście na stary numer telefonu, który ponownie znajdował się w użyciu. Zerknęłam na wyświetlacz i nawet nie odczytując usunęłam zawartość. Nadawcą był Kubiak więc nie miałam pojęcia co jeszcze mógłby ode mnie chcieć. Myślę, że wszytko co miało zostać powiedziane już zostało wypowiedziane, a w tym przypadku napisane. Ponownie zamknęłam oczy i zaczęłam wsłuchiwać się w uspokajający rytm deszczu. Mój spokój nie trwał jednak długo ponieważ mój telefon zaczął ponownie wibrować. Nie odebrałam. Nie musiałam nawet patrzeć na wyświetlacz, żeby wiedzieć kto to. Dzwoniąca osoba jednak nie odpuszczała. Jedno połączenie... drugie... trzecie... Za czwartym razem mocno już zirytowana wcisnęłam zieloną słuchawkę. Mogłabym oczywiście się teraz rozłączyć lecz zamiast tego rzuciłam wredne:
- Czego? Chyba już nie mamy o czym gadać
- Lena! - krzyknął z entuzjazmem(?) - Odebrała! - krzyknął dalej, lecz na tyle głośno, że musiałam odsunąć telefon od ucha
- Po co znów chcesz mnie męczyć? Nie dość Ci tego co do tej pory się wydarzyło? - prychnęłam
- Musisz mnie wysłuchać! Ja popełniłem błąd i niech mnie ktoś strzeli, że największy w moim dotychczasowym życiu! - powiedział a po chwili można było usłyszeć głośne uderzenie. Zaśmiałam się cichutko. To tak bardzo w ich stylu.
- To nic nie zmienia - odparłam starając się opanować - Słów nie da się cofnąć
- Ja wiem, tyko... - urwał i zapadła cisza, przerwana tylko jego krokami. Pewnie wychodził w pomieszczenia, w którym wszyscy się znajdowali
- Bardzo nam tu Ciebie brakuje, mi Ciebie brakuje, jestem skończonym idiotą ale nie bądź taka dla innych za mój błąd...
- To nie tylko twój błąd, wszyscy zachowali się wobec mnie jakbym była zdrajcą, a uwierz mi to nie jest miłe uczucie...
- Błagam Lena wróć...
- Muszę to przemyśleć, cześć - powiedziałam przerywając mu. Miałam zamiar się rozłączyć lecz zatrzymałam się jeszcze na wystarczająco długo by usłyszeć :
- W piątek wylatujemy do Francji i możemy zabrać ze sobą osobę towarzyszącą... Chcę tylko, żebyś wiedziała, że mój dodatkowy bilet będzie na Ciebie czekał w kasie... Błagam nie pozwól mi zniszczyć tego do końca... - kiedy ostatnie słowo zabrzęczało w mojej głowie zakończyłam połączenie. Miałam wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje od nadmiaru informacji i emocji. Okropne uczucie!
*Melka*
Atmosfera na kolacji już dawno nie była tak radosna. Chłopaki na treningu dali z siebie wszystko, trener Antiga był bardzo zadowolony, wielkimi krokami zbliżał się wyjazd do Francji a co najlepsze sprawa z Leną została rozwiązana. Naprawdę z całego serca wierzę, że poleci ona z nami do Paryża. Obiecałam sobie, że jutro do niej zadzwonię, mam nadzieję że będziemy mogły porozmawiać. Co do Moniki, to nie widziałam jej od zajścia w moim pokoju. Jakoś nikt za nią nie tęskni. Nie byłam na tyle głodna, żeby wziąść sobie kolacje, jednak cały czas podkradałam jedzenie z talerza Karola.
- Wiesz Melka, kucharki na pewno mają jeszcze jedną porcje, możesz sobie wziąć - powiedział rozbawiony patrząc na moje poczyniania.
- Nie dzięki, nie jestem głodna - powiedziałam pakując sobie tym samym kawałek jajka do buzi. No bo naprawdę nie byłam głodna. Po prostu uwielbiam go drażnić.
- Jakie to słodkie, scena wprost idealna do rodzinnego albumu, mielibyście co dzieciom opowiadać - zaświergotał Winiarski. Oberwał za to w głowę od Ignaczaka.
- Żadnych dzieci nie będzie! Nie zgadzam się! - zaprostestował.
Zaśmiałam się i całując Kłosa w policzek wstałam od stołu. Wychodząc ze stołówki odpowiedziałam na sms'a od Matta:
"Wreszcie wszystko wraca do normy! :D"
*Lena*
Dzisiejszego wieczoru korzystając z okazji, że Kuba również jest w stolicy, postanowiłam gdzieś wyjść. Wystroiłam się co najmniej tak jakby od tego spotkania zależało moje życie, a przecież to ma być jedynie wyjście dwójki znajomych.
Podróż na szczęście zajęła mi mniej niż się spodziewałam i na spokojnie mogłam zająć pasujący mi stolik.
- Cześć! - Kuba powitał mnie buziakiem w policzek po czym zajął miejsce naprzeciw mnie - Poukładałaś sobie już wszytkie sprawy? - zapytał a ja bez większego zastanowienia i skrępowania odpowiedziałam mu całą historię, ze szczegółami.
-... Teraz kompletnie nie mam pojęcia co robić - zakończyłam opowieść, a jedyne co po tym usłyszałam to milczenie ze strony mojego rozmówcy.
- Leć - odezwał się tak niespodziewanie, że aż się wzdrygnęłam na moim miejscu.
- Skąd nagle to przekonanie? - zapytałam zdziwiona
- Po prostu, mam już dość tej całej intrygi... Tak naprawdę to wszytko stało się z winy Moniki... No już nie rób takiej zdziwionej miny... Nie wiem jakim cudem się dowiedziała, że się poznaliśmy, ale się ze mną skontaktowała w tej sprawie, obiecując dość spore sumy. Zgodziłem się, to prawda... Ale teraz, postanowiłem to zakończyć. Przepraszam, że wszytko Ci utrudniłem, ale mam nadzieję, że dasz radę jeszcze wszytko naprawić - uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Dlaczego akurat teraz? - wydusiłam przez zaciśnięte gardło
- Chyba dlatego, że naprawdę stałaś się dla mnie przyjaciółką, a o dobro przyjaciół się dba! - poklepał lekko moją dłoń - No leć - zachęcił mnie - Jeszcze masz szansę - skinęłam głową na znak zgody i zrozumienia po czym wstałam i pożegnałam się z chłopakiem
- Zadzwonię - puścił mi ostatnie oczko po czym przeniósł swój wzrok na dziewczynę kilka stolików dalej. Zaśmiałam się lekko po czym wyszłam z budynku. Ten wieczór miał służyć jako relaks, a tymczasem w mojej głowie pojawiło się jeszcze więcej chaotycznych myśli. Chyba najlepszym rozwiązaniem, niestety tylko tymczasowym, będzie sen. Tego się trzymajmy.
***
Witajcie,
W zasadzie to raczej już nie będziemy się tłumaczyć, rozdział powinien pojawić się w tamtym tygodniu, tak się nie stało a w dostatku i dziś jest opóźniony :/
W każdym razie, mamy nadzieję, że jeszcze nas nie nawidzicie i wrócicie do nas :D
Enjoy i stej tjund :*
Do następnego,
Raissa & Lune
Deszcz przyjemnie bębnił po parapecie, kiedy mój telefon wydał z siebie dźwięk oznaczający przyjście wiadomości. Była to wiadomość oczywiście na stary numer telefonu, który ponownie znajdował się w użyciu. Zerknęłam na wyświetlacz i nawet nie odczytując usunęłam zawartość. Nadawcą był Kubiak więc nie miałam pojęcia co jeszcze mógłby ode mnie chcieć. Myślę, że wszytko co miało zostać powiedziane już zostało wypowiedziane, a w tym przypadku napisane. Ponownie zamknęłam oczy i zaczęłam wsłuchiwać się w uspokajający rytm deszczu. Mój spokój nie trwał jednak długo ponieważ mój telefon zaczął ponownie wibrować. Nie odebrałam. Nie musiałam nawet patrzeć na wyświetlacz, żeby wiedzieć kto to. Dzwoniąca osoba jednak nie odpuszczała. Jedno połączenie... drugie... trzecie... Za czwartym razem mocno już zirytowana wcisnęłam zieloną słuchawkę. Mogłabym oczywiście się teraz rozłączyć lecz zamiast tego rzuciłam wredne:
- Czego? Chyba już nie mamy o czym gadać
- Lena! - krzyknął z entuzjazmem(?) - Odebrała! - krzyknął dalej, lecz na tyle głośno, że musiałam odsunąć telefon od ucha
- Po co znów chcesz mnie męczyć? Nie dość Ci tego co do tej pory się wydarzyło? - prychnęłam
- Musisz mnie wysłuchać! Ja popełniłem błąd i niech mnie ktoś strzeli, że największy w moim dotychczasowym życiu! - powiedział a po chwili można było usłyszeć głośne uderzenie. Zaśmiałam się cichutko. To tak bardzo w ich stylu.
- To nic nie zmienia - odparłam starając się opanować - Słów nie da się cofnąć
- Ja wiem, tyko... - urwał i zapadła cisza, przerwana tylko jego krokami. Pewnie wychodził w pomieszczenia, w którym wszyscy się znajdowali
- Bardzo nam tu Ciebie brakuje, mi Ciebie brakuje, jestem skończonym idiotą ale nie bądź taka dla innych za mój błąd...
- To nie tylko twój błąd, wszyscy zachowali się wobec mnie jakbym była zdrajcą, a uwierz mi to nie jest miłe uczucie...
- Błagam Lena wróć...
- Muszę to przemyśleć, cześć - powiedziałam przerywając mu. Miałam zamiar się rozłączyć lecz zatrzymałam się jeszcze na wystarczająco długo by usłyszeć :
- W piątek wylatujemy do Francji i możemy zabrać ze sobą osobę towarzyszącą... Chcę tylko, żebyś wiedziała, że mój dodatkowy bilet będzie na Ciebie czekał w kasie... Błagam nie pozwól mi zniszczyć tego do końca... - kiedy ostatnie słowo zabrzęczało w mojej głowie zakończyłam połączenie. Miałam wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje od nadmiaru informacji i emocji. Okropne uczucie!
*Melka*
Atmosfera na kolacji już dawno nie była tak radosna. Chłopaki na treningu dali z siebie wszystko, trener Antiga był bardzo zadowolony, wielkimi krokami zbliżał się wyjazd do Francji a co najlepsze sprawa z Leną została rozwiązana. Naprawdę z całego serca wierzę, że poleci ona z nami do Paryża. Obiecałam sobie, że jutro do niej zadzwonię, mam nadzieję że będziemy mogły porozmawiać. Co do Moniki, to nie widziałam jej od zajścia w moim pokoju. Jakoś nikt za nią nie tęskni. Nie byłam na tyle głodna, żeby wziąść sobie kolacje, jednak cały czas podkradałam jedzenie z talerza Karola.
- Wiesz Melka, kucharki na pewno mają jeszcze jedną porcje, możesz sobie wziąć - powiedział rozbawiony patrząc na moje poczyniania.
- Nie dzięki, nie jestem głodna - powiedziałam pakując sobie tym samym kawałek jajka do buzi. No bo naprawdę nie byłam głodna. Po prostu uwielbiam go drażnić.
- Jakie to słodkie, scena wprost idealna do rodzinnego albumu, mielibyście co dzieciom opowiadać - zaświergotał Winiarski. Oberwał za to w głowę od Ignaczaka.
- Żadnych dzieci nie będzie! Nie zgadzam się! - zaprostestował.
Zaśmiałam się i całując Kłosa w policzek wstałam od stołu. Wychodząc ze stołówki odpowiedziałam na sms'a od Matta:
"Wreszcie wszystko wraca do normy! :D"
*Lena*
Dzisiejszego wieczoru korzystając z okazji, że Kuba również jest w stolicy, postanowiłam gdzieś wyjść. Wystroiłam się co najmniej tak jakby od tego spotkania zależało moje życie, a przecież to ma być jedynie wyjście dwójki znajomych.
Podróż na szczęście zajęła mi mniej niż się spodziewałam i na spokojnie mogłam zająć pasujący mi stolik.
- Cześć! - Kuba powitał mnie buziakiem w policzek po czym zajął miejsce naprzeciw mnie - Poukładałaś sobie już wszytkie sprawy? - zapytał a ja bez większego zastanowienia i skrępowania odpowiedziałam mu całą historię, ze szczegółami.
-... Teraz kompletnie nie mam pojęcia co robić - zakończyłam opowieść, a jedyne co po tym usłyszałam to milczenie ze strony mojego rozmówcy.
- Leć - odezwał się tak niespodziewanie, że aż się wzdrygnęłam na moim miejscu.
- Skąd nagle to przekonanie? - zapytałam zdziwiona
- Po prostu, mam już dość tej całej intrygi... Tak naprawdę to wszytko stało się z winy Moniki... No już nie rób takiej zdziwionej miny... Nie wiem jakim cudem się dowiedziała, że się poznaliśmy, ale się ze mną skontaktowała w tej sprawie, obiecując dość spore sumy. Zgodziłem się, to prawda... Ale teraz, postanowiłem to zakończyć. Przepraszam, że wszytko Ci utrudniłem, ale mam nadzieję, że dasz radę jeszcze wszytko naprawić - uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Dlaczego akurat teraz? - wydusiłam przez zaciśnięte gardło
- Chyba dlatego, że naprawdę stałaś się dla mnie przyjaciółką, a o dobro przyjaciół się dba! - poklepał lekko moją dłoń - No leć - zachęcił mnie - Jeszcze masz szansę - skinęłam głową na znak zgody i zrozumienia po czym wstałam i pożegnałam się z chłopakiem
- Zadzwonię - puścił mi ostatnie oczko po czym przeniósł swój wzrok na dziewczynę kilka stolików dalej. Zaśmiałam się lekko po czym wyszłam z budynku. Ten wieczór miał służyć jako relaks, a tymczasem w mojej głowie pojawiło się jeszcze więcej chaotycznych myśli. Chyba najlepszym rozwiązaniem, niestety tylko tymczasowym, będzie sen. Tego się trzymajmy.
***
Witajcie,
W zasadzie to raczej już nie będziemy się tłumaczyć, rozdział powinien pojawić się w tamtym tygodniu, tak się nie stało a w dostatku i dziś jest opóźniony :/
W każdym razie, mamy nadzieję, że jeszcze nas nie nawidzicie i wrócicie do nas :D
Enjoy i stej tjund :*
Do następnego,
Raissa & Lune
sobota, 19 listopada 2016
Rozdział XL: "Udawałeś?", rudy diabeł i prawda.
*Karol*
Gdy bez pukania wpadłem do pokoju Kubiaka, buzowało we mnie milion różnych emocji.
- Mógłbyś przestać być chujem? - niemal krzyknąłem, podchodząc do łóżka na którym leżał wraz z Moniką. Moje -i jego- szczęście, że byli ubrani.
- Melka cię nasłała? - westchnął zrezygnowany, niczym wielce poszkodowane dziecko i podniósł się do pozycji siedzącej.
- Nik nie musiał mnie nasyłać, robię to, bo nie rozumiem co się z tobą stało! - nie zniżałem tonu, przez co pewnie było mnie słychać w sąsiednich pokojach. Michał spojrzał tylko na mnie zdziwiony, jakby nie wiedział o co chodzi.
- Byłeś taki zakochany, udawałaś? - spytałem już nieco ciszej. Kubiak wstał.
- Oczywiście, że nie! Poprostu sytuacja się zmieniła, sam wiesz - był nadwyraz spokojny.
- Sytuacja się zmieniła! Pojawiła się Monika, zatrzepotała rzęsami i wszystko inne przestsło istnieć!
- Chodzi mi o sms'y - teraz również on zaczął krzyczeć.
- Naprawdę myślisz, że Lena mogła by to wysłać? Jesteś aż tak zaślepiony? - warknąłem zostawiając osłupiałego Michała i wściekłą Monikę.
Wyszedłem na korytarz, jednak cofnąłem się .
- Przestań być chujem.
*Monika*
- Chyba nie myślisz, że ta cała chora sytuacja jest z mojej winy? - zapytałam piskliwym głosem
- Sam nie wiem co mam myśleć - schował twarz w dłoniach. Przełknęłam głośno ślinę po czym odjęłam jego dłonie od twarzy by móc spojrzeć mu w oczy.
- Może nie znamy się długo, ale powinieneś wiedzieć, że ja nie mam z tym nic wspólnego! Nie jestem taka - powiedziałam z rozgoryczeniem
- Ja już naprawdę nie wiem co myśleć - wysunął dłonie z moich rąk po czym wstał i podszedł do okna
- Michał, posłuchaj... - zaczęłam podwyższonym głosem ze strachu, że to wszytko zaraz przepadnie
- Chcę zostać sam - przerwał mi głuchym głosem, wypranym z emocji
- Ale ja...
- Wyjdź z mojego pokoju! Nie rozumiesz jak się do Ciebie mówi?! CHCĘ. TYLKO. ZOSTAĆ. SAM! - krzyknął odwracając się w moja stronę gwałtownym ruchem. W moich oczach zaślniły łzy, ale przekłnęłam gorzką gulę w gardle po czym skinęłam głową i wyszłam. Miałam ochotę zwinąć się w kulkę i płakać, a wszytko przez to, że zlekceważyłam tą rudą! Trzeba było się pozbyć ich obu na raz! Jeśli teraz wszytko się popsuje to zostanę z niczym... A przecież miało być tak pięknie! Poszło nawet łatwiej niż się spodziewałam, a teraz to wszytko miałoby pójść na marne? Przecież nie mogę porzucić tej pięknej przyszłości w której mogłabym nie pracować i mieć hajsu jak lodu, a dodatkowym plusem byłby przystojny chłopak, później narzeczony i kto wie, może nawet mąż? Na pewno nie narzekałabym na takie życie! Nie mogę teraz pozwolić, żeby dwie durne dziewuchy mi to zniszczyły! Pora odbyć poważną rozmowę z tym rudym diabłem i tak coś czuję, że nie zakończy się to zbyt dobrze... Oczywiście dla niej!
*Melka*
Nie dostałam pozwolenia na wyjazd ze Spały, mam tu za dużo obowiązków. Nie mogę szukać Leny. Czuję się jakbym ją zawiodła.
Siedziałam w fotelu z telefonem w ręce gdy do mojego pokoju wpadła wściekła Monika. Działałam impulsywnie. Wybrałam numer Michała i zablokowałam ekran chowając go do kieszeni. Raz się żyje.
- Ty ruda wiedźmo, zostaw wreszcie w spokoju mnie i Michała!- krzyczała zbliżając się do mojego fotela.
- Nie, dopóki nie przyznasz się, że to ty wysłałaś te sms'y - mówiąc to wstałam i pewnym krokiem podeszłam do niej.
- Ty nie możesz chyba znieść świadomości, że okazałam się lepsza od tej twojej blondi - śmiała się w głos.
- Lepsza w czym? Wszystko co tu masz, osiągnęłaś kosztem Leny - mój głos był opanowany. Dziwiłam tym samą siebie.
- I bardzo dobrze! Mój plan był idealny, wszystko szło po mojej myśli, ale wtedy pojawiłaś się ty! Jednak ja nie dopuszczę. Michał ma być mój i jeśli będę musiała pozbyć się również ciebie, jestem gotowa to zrobić - jej głos kipiał wściekłością. Stała tak blisko, że czułam na twarzy jej oddech. Zaczęła mnie przerażać.
Nagle do pokoju wpadł Kubiak trzymając w trzęsącej się dłoni telefon.
- To prawda! To wszystko prawda!? - jeszcze nigdy nie widziałam tak wściekłego Dzika.
- To nie...- Monika próbowała coś wydukać.
- Wszystko słyszałem - wskazał na telefon w którym włączona była rozmowa ze mną - Nie chce cię znać.
***
Witajcie, po wielu trudach w końcu coś się pojawia :D
Blogger postanowił nam dziś zrobić psikusa i praktycznie gotowy rozdział przepadł :/
To co tu wyżej widzicie to efekt jednodniowej pracy i mamy nadzieję, że wam się spodoba :D
Jak widać zaczynamy psuć idealny plan Moniki... Kubiak w końcu sobie zdał sprawę jaka ona naprawdę jest, a Lena już zaszyła się w Warszawie :D
Musicie jednak wiedzieć, że w tej wersji pierwotnej Monika miała dłużej zatruwać wszystkim życie :D Faktem jest jednak to, że jej postać zaczęła męczyć nawet nas, a to raczej nie powinno się zdarzyć bo to postać stworzona przez nas :P
Tak sądzę, że to nie ostatnie spotkanie z nią w tym opowiadaniu lecz na razie musi się pogodzić z porażką :D
Jedyne co możemy obiecać na kolejne rozdziały to jedynie to, że kiedyś się na 100% pojawią :D Jakie będą? To już się okaże :P
Pozdrawiamy i do zobaczenia przed ekranami za tydzień <3
Raissa & Lune
Gdy bez pukania wpadłem do pokoju Kubiaka, buzowało we mnie milion różnych emocji.
- Mógłbyś przestać być chujem? - niemal krzyknąłem, podchodząc do łóżka na którym leżał wraz z Moniką. Moje -i jego- szczęście, że byli ubrani.
- Melka cię nasłała? - westchnął zrezygnowany, niczym wielce poszkodowane dziecko i podniósł się do pozycji siedzącej.
- Nik nie musiał mnie nasyłać, robię to, bo nie rozumiem co się z tobą stało! - nie zniżałem tonu, przez co pewnie było mnie słychać w sąsiednich pokojach. Michał spojrzał tylko na mnie zdziwiony, jakby nie wiedział o co chodzi.
- Byłeś taki zakochany, udawałaś? - spytałem już nieco ciszej. Kubiak wstał.
- Oczywiście, że nie! Poprostu sytuacja się zmieniła, sam wiesz - był nadwyraz spokojny.
- Sytuacja się zmieniła! Pojawiła się Monika, zatrzepotała rzęsami i wszystko inne przestsło istnieć!
- Chodzi mi o sms'y - teraz również on zaczął krzyczeć.
- Naprawdę myślisz, że Lena mogła by to wysłać? Jesteś aż tak zaślepiony? - warknąłem zostawiając osłupiałego Michała i wściekłą Monikę.
Wyszedłem na korytarz, jednak cofnąłem się .
- Przestań być chujem.
*Monika*
- Chyba nie myślisz, że ta cała chora sytuacja jest z mojej winy? - zapytałam piskliwym głosem
- Sam nie wiem co mam myśleć - schował twarz w dłoniach. Przełknęłam głośno ślinę po czym odjęłam jego dłonie od twarzy by móc spojrzeć mu w oczy.
- Może nie znamy się długo, ale powinieneś wiedzieć, że ja nie mam z tym nic wspólnego! Nie jestem taka - powiedziałam z rozgoryczeniem
- Ja już naprawdę nie wiem co myśleć - wysunął dłonie z moich rąk po czym wstał i podszedł do okna
- Michał, posłuchaj... - zaczęłam podwyższonym głosem ze strachu, że to wszytko zaraz przepadnie
- Chcę zostać sam - przerwał mi głuchym głosem, wypranym z emocji
- Ale ja...
- Wyjdź z mojego pokoju! Nie rozumiesz jak się do Ciebie mówi?! CHCĘ. TYLKO. ZOSTAĆ. SAM! - krzyknął odwracając się w moja stronę gwałtownym ruchem. W moich oczach zaślniły łzy, ale przekłnęłam gorzką gulę w gardle po czym skinęłam głową i wyszłam. Miałam ochotę zwinąć się w kulkę i płakać, a wszytko przez to, że zlekceważyłam tą rudą! Trzeba było się pozbyć ich obu na raz! Jeśli teraz wszytko się popsuje to zostanę z niczym... A przecież miało być tak pięknie! Poszło nawet łatwiej niż się spodziewałam, a teraz to wszytko miałoby pójść na marne? Przecież nie mogę porzucić tej pięknej przyszłości w której mogłabym nie pracować i mieć hajsu jak lodu, a dodatkowym plusem byłby przystojny chłopak, później narzeczony i kto wie, może nawet mąż? Na pewno nie narzekałabym na takie życie! Nie mogę teraz pozwolić, żeby dwie durne dziewuchy mi to zniszczyły! Pora odbyć poważną rozmowę z tym rudym diabłem i tak coś czuję, że nie zakończy się to zbyt dobrze... Oczywiście dla niej!
*Melka*
Nie dostałam pozwolenia na wyjazd ze Spały, mam tu za dużo obowiązków. Nie mogę szukać Leny. Czuję się jakbym ją zawiodła.
Siedziałam w fotelu z telefonem w ręce gdy do mojego pokoju wpadła wściekła Monika. Działałam impulsywnie. Wybrałam numer Michała i zablokowałam ekran chowając go do kieszeni. Raz się żyje.
- Ty ruda wiedźmo, zostaw wreszcie w spokoju mnie i Michała!- krzyczała zbliżając się do mojego fotela.
- Nie, dopóki nie przyznasz się, że to ty wysłałaś te sms'y - mówiąc to wstałam i pewnym krokiem podeszłam do niej.
- Ty nie możesz chyba znieść świadomości, że okazałam się lepsza od tej twojej blondi - śmiała się w głos.
- Lepsza w czym? Wszystko co tu masz, osiągnęłaś kosztem Leny - mój głos był opanowany. Dziwiłam tym samą siebie.
- I bardzo dobrze! Mój plan był idealny, wszystko szło po mojej myśli, ale wtedy pojawiłaś się ty! Jednak ja nie dopuszczę. Michał ma być mój i jeśli będę musiała pozbyć się również ciebie, jestem gotowa to zrobić - jej głos kipiał wściekłością. Stała tak blisko, że czułam na twarzy jej oddech. Zaczęła mnie przerażać.
Nagle do pokoju wpadł Kubiak trzymając w trzęsącej się dłoni telefon.
- To prawda! To wszystko prawda!? - jeszcze nigdy nie widziałam tak wściekłego Dzika.
- To nie...- Monika próbowała coś wydukać.
- Wszystko słyszałem - wskazał na telefon w którym włączona była rozmowa ze mną - Nie chce cię znać.
***
Witajcie, po wielu trudach w końcu coś się pojawia :D
Blogger postanowił nam dziś zrobić psikusa i praktycznie gotowy rozdział przepadł :/
To co tu wyżej widzicie to efekt jednodniowej pracy i mamy nadzieję, że wam się spodoba :D
Jak widać zaczynamy psuć idealny plan Moniki... Kubiak w końcu sobie zdał sprawę jaka ona naprawdę jest, a Lena już zaszyła się w Warszawie :D
Musicie jednak wiedzieć, że w tej wersji pierwotnej Monika miała dłużej zatruwać wszystkim życie :D Faktem jest jednak to, że jej postać zaczęła męczyć nawet nas, a to raczej nie powinno się zdarzyć bo to postać stworzona przez nas :P
Tak sądzę, że to nie ostatnie spotkanie z nią w tym opowiadaniu lecz na razie musi się pogodzić z porażką :D
Jedyne co możemy obiecać na kolejne rozdziały to jedynie to, że kiedyś się na 100% pojawią :D Jakie będą? To już się okaże :P
Pozdrawiamy i do zobaczenia przed ekranami za tydzień <3
Raissa & Lune
sobota, 12 listopada 2016
Rozdział XXXIX: Kiedy wszytko się sypie, Nie i 'Nie było warto'
*Lena*
Odłożyłam walizkę na łóżko i założyłam ręce na piersi. Westchnęłam cicho po czym schowałam dłonie w tylnych kieszeniach spodni. Zerknąłem na kurteczkę leżącą obok. Wzięłam ją w dłoń po czym ujęłam w drugą dłoń rączkę walizki. Czułam się jakbym właśnie wyprowadzała się pierwszy raz, a przecież tak nie było. Bez dalszych problemów opuściłam pokój, a później dom. Oczywiście już wcześniej pożegnałam ponownie rodziców, a nie obyło się bez kolejnych wzruszeń. Co prawda mogłabym zostać na dłużej, ale najpierw musiałam coś załatwić. Oczywiście, do tej pory znalazłam już miejsce w którym mam zamiar się zatrzymać i zdążyłam już wszytko ustalić. Przede mną teraz kilka niezbyt ciekawych godzin w podróży do Warszawy. Ciocia, u której na jakiś czas się zatrzymam nawet ucieszyła się na moją dość niespodziewaną wizytę. Rodzice na razie nic nie wiedzą, ponieważ mam świadomość, że mama będzie próbować jakoś temu zapobiec. O ile już tego nie zrobiła... Tak, moja mama prawdopodobnie już uznała, że ona o wiele lepiej wie jak mi pomóc. Niekiedy to jest nawet zabawne, ale raczej nie teraz. Tą sprawę powinnam rozwiązać sama. Mama na pewno nie pomoże mi w sprawach sercowych. Które, teraz są trochę skąplikowane. Trochę skąplikowane to ładnie powiedziane, ja sama zaczęłam się w tym gubić. Co ja tak ogólnie już czuję? Lubię, lubię Kubiaka i boli mnie jego pocałunek z Moniką czy jednak chodzi mi o Kubę i powinnam z nim spróbować? Jak na razie to wszystko idzie nie tak jak trzeba. Najwyższy czas coś zmienić. Tylko jak sobie to wszytko poukładać? Kiedy teraz wszystko mi się sypie?
*Melka*
- Kubiak otwieraj te drzwi! - waliłam pięścią w drzwi pokoju Dzika, w którym ostatnio zadziwiająco często bywam. Minęło kilka długich sekund, zanim wspomniany wyżej osobnik otworzył drzwi.
- Co jest? Nie mam za bardzo czasu - warknął. Nie zważając na protesty, wyminęłam go w drzwiach i weszłam do środka. Nie spodziewałam się widoku jaki tam zastałam. Na łóżku leżała rozwalona Monika, na szczęście jeszcze w ubraniu.
- No ciekawie - powiedziałam przedłużając sylaby.
- Cześć Melka! - pisnęła słodko dziewczyna. Gdzie mogę zwymiotować?
- Kubiak, musisz pomóc mi szukać Leny - odwróciłam się w stronę Michała.
- Nie - odpowiedział krótko. Po chwili ciszy kontynuował swoją jakże rozbudowaną wypowiedź
- Przemyślałem wszystko, nie chce się już za nią uganiać, odpuszczam to sobie - to był moment kiedy krew zaczęła szybciej płynąć w moich żyłach. Odwróciłam się i wyszłam. Nie to nie. Czuję, że niedługo przekona się jaka jest Monika. Gdy weszłam do swojego pokoju, Karol zerwał się w moją stronę.
- Kubiak woli zabawiać się z Moniką - mówiąc to otworzyłam szafę i wyjęłam z niej walizkę - Sama się tym zajmę - Zaczęłam pakować najważniejsze rzeczy. Kłos chwilę się nad czymś usilnie zastanawiał.
- Już ja sobie z nim pogadam.
*Lena*
Kiedy byłam w połowie drogi do Warszawy postanowiłam włączyć ponownie kartę. Oczywiście nie zamierzałam odbierać połączeń od siatkarzy czy Melki ale potrzebowałam tego w wypadku gdyby rodzice chcieli się ze mną skontaktować... ewentualnie gdyby był to Kuba. Oczywiście urządzenie zaraz po aktywowaniu zaczęło wibrować więc odrzuciłam je na fotel pasażera i ruszyłam w dalszą drogę obiecując sobie, że wszystko przejrzę już na miejscu. Pewnie trudno będzie mi przez to przebrnąć ale jakoś dam sobie radę.
***
Na miejsce dotarłam dość szybko na szczęście. Zabrałam wszytkie moje rzeczy, nie zapominając również o telefonie. Cudem chyba dotarłam na 5 piętro z moimi torbami i walizkami, ale kiedy już stanęłam pod drzwiami mieszkania ciotki byłam z siebie bardzo dumna. Zadzwoniłam dwa razy dzwonkiem i poczekałam chwilkę. Była to dosłownie chwilka, bo ciotka jakby tylko czekając pod drzwiami na mój przyjazd od razu otworzyła.
- Witaj ciociu - przywitałam się przyjaźnie składając pocałunek na jej policzku.
- Witaj Lenko, zapraszam do środka, pewnie jesteś zmęczona podróżą, przygotowałam Ci już pokój, chodź za mną to zaraz Ci pokażę - zaczęła się rozgadywać.
- Spokojnie ciociu - zaśmiałam się - Wszytko po kolei, zaraz się rozbiorę i będziesz mogła mi pokazać mój tymczasowy pokój - odpowiedziałam wykonując to o czym przed chwilą wspomniałam. Po tym, kobieta zaprowadziła mnie do mojego tymczasowego lokum i wyszła twierdząc, że przygotuje mi ciepłą herbatę. Kiedy zostałam sama zabrałam się za przeglądanie wiadomości. Było ich sporo, ale tylko jedna złamała mi serce. Była ona od Kubiaka, w której zawarł wszystkie swoje myśli, ostatnie oczywiście zostawiając na koniec. Zdanie to chyba już na zawsze zagości w mojej pamięci.
'Najwyraźniej nie warto było się Tobą przejmować i zbyt wiele oczekiwać, byłem naiwny, dałem się oszukać, więcej nie popełnię tego błędu, po prostu odpuszczam sobie Ciebie.'
***
Dum Dum Dum!
#DramaTime
Dzieje się
Monika zaczęła na dobre bajerować Kubiaka, Kłos poszedł przeprowadzić z nim poważną rozmowę, Melka chce za wszelką cenę ratować relacje z Leną, a Lena postanawia zaszyć się w stolicy, łamiąc sobie przy tym serce.
Nie wiem jak wy, ale ja już nie mogę się doczekać powrotu do normalności, kiedy to wszyscy żyli sobie jak w bajce, dość nudnej, ale jednak bajce :D
Zdecydowanie bardziej lubię mieć zgodę między bohaterami, ale kłótnie też czasem są potrzebne :D Tym bardziej, że to po nich następują zwykle te najlepsze momenty :P
Czy będzie tak u nas? To jeszcze wszystko się okaże :D nie wykluczamy żadnej opcji. Także trzymajcie się mocno, zaczynamy dramę na poważnie ^^
Pozdrawiamy cieplutko i czekamy na Wasze komentarze, nie tylko pod tym rozdziałem lecz także pod innymi ;P
Raissa & Lane
PS. Zostańcie z nami, a obiecujemy, że wymyślimy coś super w najbliższym czasie :D
Odłożyłam walizkę na łóżko i założyłam ręce na piersi. Westchnęłam cicho po czym schowałam dłonie w tylnych kieszeniach spodni. Zerknąłem na kurteczkę leżącą obok. Wzięłam ją w dłoń po czym ujęłam w drugą dłoń rączkę walizki. Czułam się jakbym właśnie wyprowadzała się pierwszy raz, a przecież tak nie było. Bez dalszych problemów opuściłam pokój, a później dom. Oczywiście już wcześniej pożegnałam ponownie rodziców, a nie obyło się bez kolejnych wzruszeń. Co prawda mogłabym zostać na dłużej, ale najpierw musiałam coś załatwić. Oczywiście, do tej pory znalazłam już miejsce w którym mam zamiar się zatrzymać i zdążyłam już wszytko ustalić. Przede mną teraz kilka niezbyt ciekawych godzin w podróży do Warszawy. Ciocia, u której na jakiś czas się zatrzymam nawet ucieszyła się na moją dość niespodziewaną wizytę. Rodzice na razie nic nie wiedzą, ponieważ mam świadomość, że mama będzie próbować jakoś temu zapobiec. O ile już tego nie zrobiła... Tak, moja mama prawdopodobnie już uznała, że ona o wiele lepiej wie jak mi pomóc. Niekiedy to jest nawet zabawne, ale raczej nie teraz. Tą sprawę powinnam rozwiązać sama. Mama na pewno nie pomoże mi w sprawach sercowych. Które, teraz są trochę skąplikowane. Trochę skąplikowane to ładnie powiedziane, ja sama zaczęłam się w tym gubić. Co ja tak ogólnie już czuję? Lubię, lubię Kubiaka i boli mnie jego pocałunek z Moniką czy jednak chodzi mi o Kubę i powinnam z nim spróbować? Jak na razie to wszystko idzie nie tak jak trzeba. Najwyższy czas coś zmienić. Tylko jak sobie to wszytko poukładać? Kiedy teraz wszystko mi się sypie?
*Melka*
- Kubiak otwieraj te drzwi! - waliłam pięścią w drzwi pokoju Dzika, w którym ostatnio zadziwiająco często bywam. Minęło kilka długich sekund, zanim wspomniany wyżej osobnik otworzył drzwi.
- Co jest? Nie mam za bardzo czasu - warknął. Nie zważając na protesty, wyminęłam go w drzwiach i weszłam do środka. Nie spodziewałam się widoku jaki tam zastałam. Na łóżku leżała rozwalona Monika, na szczęście jeszcze w ubraniu.
- No ciekawie - powiedziałam przedłużając sylaby.
- Cześć Melka! - pisnęła słodko dziewczyna. Gdzie mogę zwymiotować?
- Kubiak, musisz pomóc mi szukać Leny - odwróciłam się w stronę Michała.
- Nie - odpowiedział krótko. Po chwili ciszy kontynuował swoją jakże rozbudowaną wypowiedź
- Przemyślałem wszystko, nie chce się już za nią uganiać, odpuszczam to sobie - to był moment kiedy krew zaczęła szybciej płynąć w moich żyłach. Odwróciłam się i wyszłam. Nie to nie. Czuję, że niedługo przekona się jaka jest Monika. Gdy weszłam do swojego pokoju, Karol zerwał się w moją stronę.
- Kubiak woli zabawiać się z Moniką - mówiąc to otworzyłam szafę i wyjęłam z niej walizkę - Sama się tym zajmę - Zaczęłam pakować najważniejsze rzeczy. Kłos chwilę się nad czymś usilnie zastanawiał.
- Już ja sobie z nim pogadam.
*Lena*
Kiedy byłam w połowie drogi do Warszawy postanowiłam włączyć ponownie kartę. Oczywiście nie zamierzałam odbierać połączeń od siatkarzy czy Melki ale potrzebowałam tego w wypadku gdyby rodzice chcieli się ze mną skontaktować... ewentualnie gdyby był to Kuba. Oczywiście urządzenie zaraz po aktywowaniu zaczęło wibrować więc odrzuciłam je na fotel pasażera i ruszyłam w dalszą drogę obiecując sobie, że wszystko przejrzę już na miejscu. Pewnie trudno będzie mi przez to przebrnąć ale jakoś dam sobie radę.
***
Na miejsce dotarłam dość szybko na szczęście. Zabrałam wszytkie moje rzeczy, nie zapominając również o telefonie. Cudem chyba dotarłam na 5 piętro z moimi torbami i walizkami, ale kiedy już stanęłam pod drzwiami mieszkania ciotki byłam z siebie bardzo dumna. Zadzwoniłam dwa razy dzwonkiem i poczekałam chwilkę. Była to dosłownie chwilka, bo ciotka jakby tylko czekając pod drzwiami na mój przyjazd od razu otworzyła.
- Witaj ciociu - przywitałam się przyjaźnie składając pocałunek na jej policzku.
- Witaj Lenko, zapraszam do środka, pewnie jesteś zmęczona podróżą, przygotowałam Ci już pokój, chodź za mną to zaraz Ci pokażę - zaczęła się rozgadywać.
- Spokojnie ciociu - zaśmiałam się - Wszytko po kolei, zaraz się rozbiorę i będziesz mogła mi pokazać mój tymczasowy pokój - odpowiedziałam wykonując to o czym przed chwilą wspomniałam. Po tym, kobieta zaprowadziła mnie do mojego tymczasowego lokum i wyszła twierdząc, że przygotuje mi ciepłą herbatę. Kiedy zostałam sama zabrałam się za przeglądanie wiadomości. Było ich sporo, ale tylko jedna złamała mi serce. Była ona od Kubiaka, w której zawarł wszystkie swoje myśli, ostatnie oczywiście zostawiając na koniec. Zdanie to chyba już na zawsze zagości w mojej pamięci.
'Najwyraźniej nie warto było się Tobą przejmować i zbyt wiele oczekiwać, byłem naiwny, dałem się oszukać, więcej nie popełnię tego błędu, po prostu odpuszczam sobie Ciebie.'
***
Dum Dum Dum!
#DramaTime
Dzieje się
Monika zaczęła na dobre bajerować Kubiaka, Kłos poszedł przeprowadzić z nim poważną rozmowę, Melka chce za wszelką cenę ratować relacje z Leną, a Lena postanawia zaszyć się w stolicy, łamiąc sobie przy tym serce.
Nie wiem jak wy, ale ja już nie mogę się doczekać powrotu do normalności, kiedy to wszyscy żyli sobie jak w bajce, dość nudnej, ale jednak bajce :D
Zdecydowanie bardziej lubię mieć zgodę między bohaterami, ale kłótnie też czasem są potrzebne :D Tym bardziej, że to po nich następują zwykle te najlepsze momenty :P
Czy będzie tak u nas? To jeszcze wszystko się okaże :D nie wykluczamy żadnej opcji. Także trzymajcie się mocno, zaczynamy dramę na poważnie ^^
Pozdrawiamy cieplutko i czekamy na Wasze komentarze, nie tylko pod tym rozdziałem lecz także pod innymi ;P
Raissa & Lane
PS. Zostańcie z nami, a obiecujemy, że wymyślimy coś super w najbliższym czasie :D
niedziela, 6 listopada 2016
Rozdział XXXVIII: Uspokój się, Potrzebuję tego i Przepraszam
*Melka*
Leżałam na łóżku z Karolem po swojej lewej stronie. W telewizji leciał film, jednak nie skupiałam się na nim. Trzymałam w dłoni telefon, co chwilę wysyłając wiadomość do Leny. Naprawdę się o nią martwiłam.
- Jak myślisz, gdzie ona może teraz być? - spytałam chłopaka nie mogąc dalej siedzieć cicho. Karol westchnął.
- Nie wiem Melka, ale zamartwiając się, wcale jej nie pomożesz. Jest dorosła i odpwiedzialna, nie zrobiłaby nic głupiego - próbował mnie uspokoić. To zabawne, że używa tych samych argumentów, których używałam przy Kubiaku. Mimo wszystko boję się o nią.
- Nie mogę znieść tego, że Monice może to ujść na sucho. Lena na to wszystko nie zasługuje.
- Melka do cholery! Rozumiem, że ona jest twoją przyjaciółką, ale nie da się z tobą o niczym innym rozmawiać. Uspokój się - Kłos podniósł głos widocznie zdenerwowany. Usiadłam zaskoczona.
- Nie możesz zrozumieć, że się o nią martwię? - warknęłam.
- Rozumiem to, ale daj jej odpocząć! Przestań się tym zadręczać i drążyć temat bo do niczego dobrego to nie doprowadzi - powiedział, tym razem jednak spokojniej.
Może on ma rację? Może przesadzam? Dramatyzuje?
- Muszę pomyśleć - powiedziałam wychodząc z pokoju i kierując się w stronę windy. Kolejny raz uciekłam od rozmowy.
*Lena*
Kiedy już wszytkie emocje opadły zaczęłam już na spokojnie rozmawiać z mamą. Po chwili do domu wrócił tata, którego również powitałam uściskiem , na chwilę przerywając rozmowę z rodzicielką.
- Co się stało, że postanowiłaś odwiedzić swoich staruszków? - zapytał ze śmiechem
- Kiedyś trzeba - wymusiłam uśmiech po chwili wracając na kanapę. Momentalnie podjęłam nową decyzję - Niestety nie zabawię u was długo. Trzeba będzie się urządzić na nowo - westchnęłam a widząc pytające spojrzenie taty dopowiedziałam - Długa historia...
- No dobrze, nie żebym Cię wyganiała, ale kiedy zamierzasz wyjechać i gdzie? - zapytała mama
- Dziś wieczorem - odparłam zdecydowanie, a stanowczość ta zdziwiła nawet poniekąd i mnie samą - Jeszcze nie wiem gdzie - to już wypowiedziałam mniej pewnie.
- Lena, zastanów się nad tym... Chcesz jechać i nawet nie masz pojęcia gdzie? - westchnął tata
- Musicie mnie zrozumieć - powiedziałam patrząc w oczy rodzicom - Potrzebuję tego, ale obiecuję, że tym razem będzie inaczej niż ostatnio - uśmiechnęłam się - Po czym poderwałam się z mojego miejsca z wielkim uśmiechem - Too, co na obiad? -zmieniłam temat na co rodzice wspólnie wybuchli śmiechem.
- I wróciła, jak zwykle głodna Lena - tata poczochrał mnie po włosach na co się uśmiechnęłam. Jeden gest a wzbudził wiele wspomnień z dzieciństwa. Jednak dobrze wrócić do domu.
*Melka*
Nie minęło nawet piętnaście minut od mojego wyjścia z pokoju, gdy zdecydowałam się wrócić. Karol dalej tam był. Spojrzałam na niego zamykając drzwi, siedział na łóżku oparty o ścianę. Nastała chwila niezręcznej ciszy.
- Przepraszam - wydusiłam w końcu - za to jak się ostanio zachowuje, za to, że zamiast porozmawiać tak poprostu wyszłam... - nie dane było mi skończyć, Kłos kiwnął głową i poklepał miejsce obok siebie, chcąc żebym usiadła obok niego. Tak też zrobiłam. Gdy tylko zajęłam swoje miejsce, Karol mocno mnie przytulił. To było tego czego teraz potrzebowałam, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy. Zaczęłam rozmyślać, jednak teraz tematem moich myśli była sytuacja między nami. Patrząc na nas z perspektywy innej osoby, zachowujemy się jak para. Jedank...czym my jesteśmy na prawdę? Już miałam poruszyć ten temat gdy mój telefon wydał dźwięk przychodzącego połączenia.
Dzwoniła mama Leny. Szybko zerwałam się do pozycji siedzącej.
- Halo? - odebrałam, a w mojej głowie krążyło tysiąc różnych myśli.
- Melka, Lena jest u nas. Wiesz może co się stało? - jej mama miała zaniepokojony głos. Zawachałam się.
- Lena musi to pani opowiedzieć. Wszystko z nią dobrze?
- Chce wyjechać. Nie mamy pojęcia gdzie, ona sama tego nie wie. Błagam cię Melka zrób coś - miała błagalny głos.
- Zrobię co tylko w mojej mocy.
***
Dzień dobry! Przepraszamy za kolejną obsuwę w czasie. Życzymy wam miłego czytania i prosimy o wasze opinię 😌
Do zobaczenia niebawem!
Raissa&Lune
Leżałam na łóżku z Karolem po swojej lewej stronie. W telewizji leciał film, jednak nie skupiałam się na nim. Trzymałam w dłoni telefon, co chwilę wysyłając wiadomość do Leny. Naprawdę się o nią martwiłam.
- Jak myślisz, gdzie ona może teraz być? - spytałam chłopaka nie mogąc dalej siedzieć cicho. Karol westchnął.
- Nie wiem Melka, ale zamartwiając się, wcale jej nie pomożesz. Jest dorosła i odpwiedzialna, nie zrobiłaby nic głupiego - próbował mnie uspokoić. To zabawne, że używa tych samych argumentów, których używałam przy Kubiaku. Mimo wszystko boję się o nią.
- Nie mogę znieść tego, że Monice może to ujść na sucho. Lena na to wszystko nie zasługuje.
- Melka do cholery! Rozumiem, że ona jest twoją przyjaciółką, ale nie da się z tobą o niczym innym rozmawiać. Uspokój się - Kłos podniósł głos widocznie zdenerwowany. Usiadłam zaskoczona.
- Nie możesz zrozumieć, że się o nią martwię? - warknęłam.
- Rozumiem to, ale daj jej odpocząć! Przestań się tym zadręczać i drążyć temat bo do niczego dobrego to nie doprowadzi - powiedział, tym razem jednak spokojniej.
Może on ma rację? Może przesadzam? Dramatyzuje?
- Muszę pomyśleć - powiedziałam wychodząc z pokoju i kierując się w stronę windy. Kolejny raz uciekłam od rozmowy.
*Lena*
Kiedy już wszytkie emocje opadły zaczęłam już na spokojnie rozmawiać z mamą. Po chwili do domu wrócił tata, którego również powitałam uściskiem , na chwilę przerywając rozmowę z rodzicielką.
- Co się stało, że postanowiłaś odwiedzić swoich staruszków? - zapytał ze śmiechem
- Kiedyś trzeba - wymusiłam uśmiech po chwili wracając na kanapę. Momentalnie podjęłam nową decyzję - Niestety nie zabawię u was długo. Trzeba będzie się urządzić na nowo - westchnęłam a widząc pytające spojrzenie taty dopowiedziałam - Długa historia...
- No dobrze, nie żebym Cię wyganiała, ale kiedy zamierzasz wyjechać i gdzie? - zapytała mama
- Dziś wieczorem - odparłam zdecydowanie, a stanowczość ta zdziwiła nawet poniekąd i mnie samą - Jeszcze nie wiem gdzie - to już wypowiedziałam mniej pewnie.
- Lena, zastanów się nad tym... Chcesz jechać i nawet nie masz pojęcia gdzie? - westchnął tata
- Musicie mnie zrozumieć - powiedziałam patrząc w oczy rodzicom - Potrzebuję tego, ale obiecuję, że tym razem będzie inaczej niż ostatnio - uśmiechnęłam się - Po czym poderwałam się z mojego miejsca z wielkim uśmiechem - Too, co na obiad? -zmieniłam temat na co rodzice wspólnie wybuchli śmiechem.
- I wróciła, jak zwykle głodna Lena - tata poczochrał mnie po włosach na co się uśmiechnęłam. Jeden gest a wzbudził wiele wspomnień z dzieciństwa. Jednak dobrze wrócić do domu.
*Melka*
Nie minęło nawet piętnaście minut od mojego wyjścia z pokoju, gdy zdecydowałam się wrócić. Karol dalej tam był. Spojrzałam na niego zamykając drzwi, siedział na łóżku oparty o ścianę. Nastała chwila niezręcznej ciszy.
- Przepraszam - wydusiłam w końcu - za to jak się ostanio zachowuje, za to, że zamiast porozmawiać tak poprostu wyszłam... - nie dane było mi skończyć, Kłos kiwnął głową i poklepał miejsce obok siebie, chcąc żebym usiadła obok niego. Tak też zrobiłam. Gdy tylko zajęłam swoje miejsce, Karol mocno mnie przytulił. To było tego czego teraz potrzebowałam, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy. Zaczęłam rozmyślać, jednak teraz tematem moich myśli była sytuacja między nami. Patrząc na nas z perspektywy innej osoby, zachowujemy się jak para. Jedank...czym my jesteśmy na prawdę? Już miałam poruszyć ten temat gdy mój telefon wydał dźwięk przychodzącego połączenia.
Dzwoniła mama Leny. Szybko zerwałam się do pozycji siedzącej.
- Halo? - odebrałam, a w mojej głowie krążyło tysiąc różnych myśli.
- Melka, Lena jest u nas. Wiesz może co się stało? - jej mama miała zaniepokojony głos. Zawachałam się.
- Lena musi to pani opowiedzieć. Wszystko z nią dobrze?
- Chce wyjechać. Nie mamy pojęcia gdzie, ona sama tego nie wie. Błagam cię Melka zrób coś - miała błagalny głos.
- Zrobię co tylko w mojej mocy.
***
Dzień dobry! Przepraszamy za kolejną obsuwę w czasie. Życzymy wam miłego czytania i prosimy o wasze opinię 😌
Do zobaczenia niebawem!
Raissa&Lune
sobota, 22 października 2016
Rozdział XXXVII: Przepraszam, nim będzie za późno i 'Wszytko się ułoży, zobaczysz'
*Lena*
Po opuszczeniu terenu ośrodka nie odjechałam daleko. W zasadzie to opuściłam jedynie Spałę. Dosłownie. Zatrzymałam auto zaraz za znakiem informacyjnym i schowałam twarz w dłoniach. Tak naprawdę to w tym momencie nie miałam nic. Ani przyjaciół, ani nawet tej głupiej pracy. Przecież długo tak nie pociągnę, bez środków na koncie. Gdzie ja mam się teraz udać? Szukanie pracy pewnie zajmie mi trochę czasu, a czynsz się sam nie zapłaci. Co ja gadam... Nawet mieszczania teraz nie mam. Opłacałyśmy je co prawda razem, lecz prawnie należało i należy do Melki. Nie mogę się więc tam dłużej zatrzymywać. Kolejne zły spłynęły cicho po moich policzkach. Nie chciałam płakać, ale ta beznadziejność sytuacji mnie przerosła. Czułam się taka bezsilna. Podciągnęłam nogi pod brodę i w takiej pozycji siedziałam do momentu kiedy zadzwonił telefon. Popatrzyłam na wyświetlacz:
'Misiek <3'
Zawahałam się lecz w ostateczności odebrałam.
- Lena?! Co Ty robisz? Oszalałaś? Wracaj tu, natychmiast! - krzyknął do słuchawki na co ja cicho zaszlochałam. Nie mogłam tak po prostu tam wrócić.
- Ej, ej słyszysz mnie? Proszę wracaj! Wróć... - zaczął ponownie lecz tym razem nie dokończył ponieważ przerwała mu Melka prawdopodobnie wygrywając mu telefon z ręki -... Do nas... do mnie... - wyszeptała kończąc kojącym głosem.
- Przepraszam - wyszlochałam cicho przy okazji wciskając czerwoną słuchawkę. Po chwili zastanowienia wyjęłam kartę sim z telefonu i wyrzuciłam przez okno. Włączyłam silnik i odjechałam kawałek lecz ostatecznie zatrzymałam się i wróciłam po tą nieszczęsną kartę. Dopero po tym odjechałam, już mając w głowie plan. Zamierzałam na początek odwiedzić rodziców, zostać u nich na tydzień lub dwa, a później przenieść się tam, gdzie nikt mnie nie zna.
*Melka*
- Co jeśli ona coś sobie zrobi? - spanikowany Michał chodził z kąta w kąt po moim pokoju.
- To Lena, ona by tego nigdy nie zrobiła - próbowałam go uspokoić. Znam ją, nie poddałaby się w ten sposób.
- Skąd jesteś tego taka pewna!? Po tych sms'ach wydaje mi się, że nikt z nas jej nie znał! - naskoczył na mnie. Tego było dla mnie za wiele. Poprostu wybuchłam. Mimo wszystko, nie pozwolę żeby tak mówił o osobie która była...jest dla mnie jak siostra.
- Do cholery jasnej, Michał! To nie mogła być ona! Kiedy przestrzaniesz być taki zaślepiony Moniką!? To, że raz się z nią całowałeś sprawiło, że zapomniałeś kim była Lena? - wrzeszczałam nie oszczędzając głosu. Nagromadzone emocje znalazły ujście. Gdy tylko zadzwoniłam po Kubiaka, od razu opowiedział mi o jego dzisiejszej przygodzie z Moniką. Już dawno nie byłam na kogoś tak wściekła i jednocześnie zawiedziona.
- Myślisz, że to widziała? - spytał zmieniając ton głosu na lekko zaniepokojony.
- Jestem tego pewna - westchnęłam podchodząc do okna.
- Zawaliłem prawda? - on natomiast rzucił się na łóżko.
- Dobrze, że sam doszedłeś do tego wniosku - spojrzałam w jego stronę.
- I tak nie wierzę, że to Monika - szepnął.
- Lepiej uwierz, nim będzie za późno.
*Lena*
- Mamo, tato? - zapytałam przekraczając próg domu. Walizki zostawiłam obok wieszaka na kurtki i ruszyłam w głąb mieszkania. Co chwila się zatrzymywałam, żeby obejrzeć zdjęcia lub po prostu powspominać. Zdecydowanie zbyt długo mnie tu nie było.
- Córeczko? - zapytała mama wychodząc z kuchni - Boże, naprawdę tu jesteś - podeszła do mnie szybkim krokiem i zamknęła w mocnym uścisku. Od razu łzy stanęły mi w oczach. Zdecydowanie mi tego brakowało.
- Jestem mamuś, jestem - wyszeptałam rozklejając się. Ucieczka być może nie była zbyt dobrym pomysłem, ale jak mogłabym spojrzeć teraz z oczy Michałowi? To kłamstwo, które z pozoru miało być tylko zabawą wszystko zniszczyło... Bo to o to kłamstwo chodzi... Prawda? Co prawda Melka mówiła o jakichś SMS, ale przecież ja żadnych nie wysyłałam. Do głowy przyszła mi sytuacja, w której Monika przez przypadek zgarnęła mój telefon ale natychmiast wyrzuciłam ją z głowy. Nie mogę się stać taka jak Melka i oskarżać o to wszytko Monikę! Dowiem się o co chodzi... Ale... Ale nie teraz. Muszę sobie to wszytko poukładać w głowie
- Co się stało? - z zadumy wyrwał mnie głos mojej mamy, która zaczęła mnie uspokająco gładzić po plecach. Dopero wtedy uświadomiłam sobie jak mocno się do niej przytulałam i jak bardzo łzy wypływały mi z oczu.
- Jaa... Ja znów wszytko zepsułam - wyszlochałam odsuwając się
- Oh kochanie, nie mów tak - pogładziła mnie dłonią po twarzy - Wszytko się ułoży, zobaczysz - złożyła czuły pocałunek na moim czole po czym ponownie mnie przytuliła.
***
Hej, cześć i czołem :D
Jak widać się dzieje ^^
Sytuacja z pozoru prosta przeradza nam się w takie coś...
Kto by się spodziewał, że siatkarze nagle okażą się takimi gburami i ignorantami, że nie widzą jak sprawa stoi?
Prawdopodobnie, żadna z was się tego nie spodziewała.
Urażona duma robi swoje :D
Lena wyjeżdża i na razie nie zamierza wracać, Kubiaka łapią lekkie wyrzuty sumienia za pocałunek z Moniką a Melka, jako jedyna jest przekonana o niewinności Leny i zmierza o to walczyć. Taka przyjaźń to skarb!
Pewnie teraz macie pytania dotyczące tego co będzie dalej, ale na razie nic nie zdradzamy ^^
Rozwiązanie jest proste ^^ jeśli jesteście ciekawe to zapraszamy już za tydzień 👌
Gorące pozdrowienia,
Raissa & Lune
Po opuszczeniu terenu ośrodka nie odjechałam daleko. W zasadzie to opuściłam jedynie Spałę. Dosłownie. Zatrzymałam auto zaraz za znakiem informacyjnym i schowałam twarz w dłoniach. Tak naprawdę to w tym momencie nie miałam nic. Ani przyjaciół, ani nawet tej głupiej pracy. Przecież długo tak nie pociągnę, bez środków na koncie. Gdzie ja mam się teraz udać? Szukanie pracy pewnie zajmie mi trochę czasu, a czynsz się sam nie zapłaci. Co ja gadam... Nawet mieszczania teraz nie mam. Opłacałyśmy je co prawda razem, lecz prawnie należało i należy do Melki. Nie mogę się więc tam dłużej zatrzymywać. Kolejne zły spłynęły cicho po moich policzkach. Nie chciałam płakać, ale ta beznadziejność sytuacji mnie przerosła. Czułam się taka bezsilna. Podciągnęłam nogi pod brodę i w takiej pozycji siedziałam do momentu kiedy zadzwonił telefon. Popatrzyłam na wyświetlacz:
'Misiek <3'
Zawahałam się lecz w ostateczności odebrałam.
- Lena?! Co Ty robisz? Oszalałaś? Wracaj tu, natychmiast! - krzyknął do słuchawki na co ja cicho zaszlochałam. Nie mogłam tak po prostu tam wrócić.
- Ej, ej słyszysz mnie? Proszę wracaj! Wróć... - zaczął ponownie lecz tym razem nie dokończył ponieważ przerwała mu Melka prawdopodobnie wygrywając mu telefon z ręki -... Do nas... do mnie... - wyszeptała kończąc kojącym głosem.
- Przepraszam - wyszlochałam cicho przy okazji wciskając czerwoną słuchawkę. Po chwili zastanowienia wyjęłam kartę sim z telefonu i wyrzuciłam przez okno. Włączyłam silnik i odjechałam kawałek lecz ostatecznie zatrzymałam się i wróciłam po tą nieszczęsną kartę. Dopero po tym odjechałam, już mając w głowie plan. Zamierzałam na początek odwiedzić rodziców, zostać u nich na tydzień lub dwa, a później przenieść się tam, gdzie nikt mnie nie zna.
*Melka*
- Co jeśli ona coś sobie zrobi? - spanikowany Michał chodził z kąta w kąt po moim pokoju.
- To Lena, ona by tego nigdy nie zrobiła - próbowałam go uspokoić. Znam ją, nie poddałaby się w ten sposób.
- Skąd jesteś tego taka pewna!? Po tych sms'ach wydaje mi się, że nikt z nas jej nie znał! - naskoczył na mnie. Tego było dla mnie za wiele. Poprostu wybuchłam. Mimo wszystko, nie pozwolę żeby tak mówił o osobie która była...jest dla mnie jak siostra.
- Do cholery jasnej, Michał! To nie mogła być ona! Kiedy przestrzaniesz być taki zaślepiony Moniką!? To, że raz się z nią całowałeś sprawiło, że zapomniałeś kim była Lena? - wrzeszczałam nie oszczędzając głosu. Nagromadzone emocje znalazły ujście. Gdy tylko zadzwoniłam po Kubiaka, od razu opowiedział mi o jego dzisiejszej przygodzie z Moniką. Już dawno nie byłam na kogoś tak wściekła i jednocześnie zawiedziona.
- Myślisz, że to widziała? - spytał zmieniając ton głosu na lekko zaniepokojony.
- Jestem tego pewna - westchnęłam podchodząc do okna.
- Zawaliłem prawda? - on natomiast rzucił się na łóżko.
- Dobrze, że sam doszedłeś do tego wniosku - spojrzałam w jego stronę.
- I tak nie wierzę, że to Monika - szepnął.
- Lepiej uwierz, nim będzie za późno.
*Lena*
- Mamo, tato? - zapytałam przekraczając próg domu. Walizki zostawiłam obok wieszaka na kurtki i ruszyłam w głąb mieszkania. Co chwila się zatrzymywałam, żeby obejrzeć zdjęcia lub po prostu powspominać. Zdecydowanie zbyt długo mnie tu nie było.
- Córeczko? - zapytała mama wychodząc z kuchni - Boże, naprawdę tu jesteś - podeszła do mnie szybkim krokiem i zamknęła w mocnym uścisku. Od razu łzy stanęły mi w oczach. Zdecydowanie mi tego brakowało.
- Jestem mamuś, jestem - wyszeptałam rozklejając się. Ucieczka być może nie była zbyt dobrym pomysłem, ale jak mogłabym spojrzeć teraz z oczy Michałowi? To kłamstwo, które z pozoru miało być tylko zabawą wszystko zniszczyło... Bo to o to kłamstwo chodzi... Prawda? Co prawda Melka mówiła o jakichś SMS, ale przecież ja żadnych nie wysyłałam. Do głowy przyszła mi sytuacja, w której Monika przez przypadek zgarnęła mój telefon ale natychmiast wyrzuciłam ją z głowy. Nie mogę się stać taka jak Melka i oskarżać o to wszytko Monikę! Dowiem się o co chodzi... Ale... Ale nie teraz. Muszę sobie to wszytko poukładać w głowie
- Co się stało? - z zadumy wyrwał mnie głos mojej mamy, która zaczęła mnie uspokająco gładzić po plecach. Dopero wtedy uświadomiłam sobie jak mocno się do niej przytulałam i jak bardzo łzy wypływały mi z oczu.
- Jaa... Ja znów wszytko zepsułam - wyszlochałam odsuwając się
- Oh kochanie, nie mów tak - pogładziła mnie dłonią po twarzy - Wszytko się ułoży, zobaczysz - złożyła czuły pocałunek na moim czole po czym ponownie mnie przytuliła.
***
Hej, cześć i czołem :D
Jak widać się dzieje ^^
Sytuacja z pozoru prosta przeradza nam się w takie coś...
Kto by się spodziewał, że siatkarze nagle okażą się takimi gburami i ignorantami, że nie widzą jak sprawa stoi?
Prawdopodobnie, żadna z was się tego nie spodziewała.
Urażona duma robi swoje :D
Lena wyjeżdża i na razie nie zamierza wracać, Kubiaka łapią lekkie wyrzuty sumienia za pocałunek z Moniką a Melka, jako jedyna jest przekonana o niewinności Leny i zmierza o to walczyć. Taka przyjaźń to skarb!
Pewnie teraz macie pytania dotyczące tego co będzie dalej, ale na razie nic nie zdradzamy ^^
Rozwiązanie jest proste ^^ jeśli jesteście ciekawe to zapraszamy już za tydzień 👌
Gorące pozdrowienia,
Raissa & Lune
sobota, 15 października 2016
Rozdział XXXVI: Groźny Dzik, pocałunek i "Chyba go kocham"
*Melka*
Powoli mam dość. Dlaczego wszystko, zawsze musi się psuć. Wzięłam sobie za cel naprawienie sytuacji z Leną i nie odpuszczę, zanim tego nie zrobię. Właśnie dlatego znalazłam się w fotelu w pokoju Kubiaka.
- No wiesz, nie da się nie zauważyć, że Lena zachowuje się jak chora psychicznie - rzucił ironicznie.
- Daj spokój Misiek, coś tu nie gra - powiedziałam łagodnie obserwując jak miota się po pokoju.
- Jedyne co tu nie jest w porządku, to dwulicowość Leny - warknął, rzucając wcześniej trzymaną książkę na blat stolika.
- Dobrze wiem, że ją kochasz - stanęłam na wprost jego.
- Może kiedyś, teraz mam dość jej wiecznych fochów! - podniósł głos.
- Wydaje mi się, że to nie ona - tym razem to ja warknęłam, mając dość tego, że nie da się przemówić mu do rozumu.
- A kto? Krasnoludki? - wyrwał się z pod moich rąk.
- Monika - westchnęłam zrezygnowana.
- Przestań ją wreszcie obwiniać! Rozumiem, że Lena to twoja przyjaciółka, ale przejrzyj wreszcie na oczy i zobacz jak się zmieniła! - wyszdł z pokoju i trzasnął drzwiami. Opadłam zrezygnowana na fotel. Może to oni wszyscy mają racje? Może tylko uroiłam sobie winę Moniki? Już sama gubię się w swoich myślach. Po chwili wyszłam z pokoju Kubiaka, wyszłam z hotelu. Muszę odpocząć i pomyśleć w spokoju.
*Lena*
- Ja naprawdę nie wiem dlaczego Melka się mnie uczepiła - kontynuowała płaczliwym tonem Monika. Bez słów przytuliłam dziewczynę do siebie, w myślach już przygotowując się do mojej ucieczki. Po sytuacji sprzed ponad godziny, właśnie na to się zdecydowałam. Jeszcze chwila Monika posiedziała w moim pokoju, wylewając żale po czym zebrała się do siebie. Pożegnałam ją uśmiechem i buziakiem w policzek, po czym od razu rozpoczęłam pakowanie. Po zebraniu wszytkich rzeczy w jedno miejsce, dotarły do mnie wątpliwości. Pozostawiłam sobie jedną, jedyną nadzieję. Postanowiłam pójść, spróbować porozmawiać z Kubiakiem. Schowałam walizki do szafy i wyszłam z pokoju. Wzięłam kilka głębokich wdechów i ruszyłam przed siebie. W głowie rozpoczęłam własny monolog, który zmarł w połowie, kiedy ujrzałam widok przed sobą. Cóż, Kubiak chyba na serio wziął sobie poprawę humoru Moniki. Nawet nie przejęli się tym, żeby wejść do pokoju i chociaż zamknąć drzwi... Odciąć się od niepożądanego wzroku. Wykrzywiłam usta w grymasie niezadowolenia. Widok złączonych ust Moniki i Michała, dosłownie złamał mi serce. Miałam ochotę popaść w rozpacz, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Zacisnęłam dłonie w pięści i bez słowa odwróciłam się w swoją stronę. Drogę do mojego pokoju pokonałam w chyba rekordowym czasie. Szybko wyciągnęłam spakowane walizki i bez chwili zastanowienia wyszłam z pokoju. Decyzja o wyjeździe w tym momencie, jest najlepszym co mogłabym zrobić. I tego się trzymajmy
*Melka*
Chwila odizolowania od problemów była mi bardzo potrzebna. Uspokoiłam się i byłam gotowa do dalszego działania. Ruszyłam w stronę windy, żeby przebrać się w coś wygodniejszego.
To było na tyle, po moim dobrym humorze.
W windzie stała Lena. Z walizką.
- Co ty robisz? - spytałam zaskoczona
- Wracam do pokoju. Zapomniałam kluczy do mieszkania - wyznała beznamiętne.
- Nie wyjeżdżaj, wszystko się wyjaśni - spojrzałam jej w oczy. Były załzawione.
- Nikomu nie będzie mnie brakowało. Szybko znajdziesz sobie kogoś na zastępstwo - Nie zdąrzyłam nawet odpowiedzieć kiedy ona wybiegła z windy, gdy ta tylko się zatrzymała.
Potrzebuję spokoju, czy to tak wiele? Dlaczego nic nie może się układać tak jak trzeba? Gdy sytuacja zmierza w dobrą stronę, zawsze coś się psuje. Gdy tylko wysiadłam na swoim piętrze, zaszyłam się w swoim pokoju. Będę musiała znowu pogadać z Kubiakiem.
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Otwarte! - krzyknęłam, nie chcąc wychylać się zza kołdry. Drzwi się otworzyły i stanął w nich Karol z miską popcornu i filmem w rękach. Nic nie powiedział. Poprostu włożył film do odtwarzacza i położył się obok mnie. Przytuliłam się do niego, tego mi było potrzeba. Chyba go kocham.
***
Witamy z nowym rozdziałem! Jak minął wam ten deszczowy tydzień?
Co sądzicie o sprawie z Moniką i Leną?
Życzymy miłego tygodnia, widzimy się za siedem dni! :*
Raissa&Lune
Powoli mam dość. Dlaczego wszystko, zawsze musi się psuć. Wzięłam sobie za cel naprawienie sytuacji z Leną i nie odpuszczę, zanim tego nie zrobię. Właśnie dlatego znalazłam się w fotelu w pokoju Kubiaka.
- No wiesz, nie da się nie zauważyć, że Lena zachowuje się jak chora psychicznie - rzucił ironicznie.
- Daj spokój Misiek, coś tu nie gra - powiedziałam łagodnie obserwując jak miota się po pokoju.
- Jedyne co tu nie jest w porządku, to dwulicowość Leny - warknął, rzucając wcześniej trzymaną książkę na blat stolika.
- Dobrze wiem, że ją kochasz - stanęłam na wprost jego.
- Może kiedyś, teraz mam dość jej wiecznych fochów! - podniósł głos.
- Wydaje mi się, że to nie ona - tym razem to ja warknęłam, mając dość tego, że nie da się przemówić mu do rozumu.
- A kto? Krasnoludki? - wyrwał się z pod moich rąk.
- Monika - westchnęłam zrezygnowana.
- Przestań ją wreszcie obwiniać! Rozumiem, że Lena to twoja przyjaciółka, ale przejrzyj wreszcie na oczy i zobacz jak się zmieniła! - wyszdł z pokoju i trzasnął drzwiami. Opadłam zrezygnowana na fotel. Może to oni wszyscy mają racje? Może tylko uroiłam sobie winę Moniki? Już sama gubię się w swoich myślach. Po chwili wyszłam z pokoju Kubiaka, wyszłam z hotelu. Muszę odpocząć i pomyśleć w spokoju.
*Lena*
- Ja naprawdę nie wiem dlaczego Melka się mnie uczepiła - kontynuowała płaczliwym tonem Monika. Bez słów przytuliłam dziewczynę do siebie, w myślach już przygotowując się do mojej ucieczki. Po sytuacji sprzed ponad godziny, właśnie na to się zdecydowałam. Jeszcze chwila Monika posiedziała w moim pokoju, wylewając żale po czym zebrała się do siebie. Pożegnałam ją uśmiechem i buziakiem w policzek, po czym od razu rozpoczęłam pakowanie. Po zebraniu wszytkich rzeczy w jedno miejsce, dotarły do mnie wątpliwości. Pozostawiłam sobie jedną, jedyną nadzieję. Postanowiłam pójść, spróbować porozmawiać z Kubiakiem. Schowałam walizki do szafy i wyszłam z pokoju. Wzięłam kilka głębokich wdechów i ruszyłam przed siebie. W głowie rozpoczęłam własny monolog, który zmarł w połowie, kiedy ujrzałam widok przed sobą. Cóż, Kubiak chyba na serio wziął sobie poprawę humoru Moniki. Nawet nie przejęli się tym, żeby wejść do pokoju i chociaż zamknąć drzwi... Odciąć się od niepożądanego wzroku. Wykrzywiłam usta w grymasie niezadowolenia. Widok złączonych ust Moniki i Michała, dosłownie złamał mi serce. Miałam ochotę popaść w rozpacz, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Zacisnęłam dłonie w pięści i bez słowa odwróciłam się w swoją stronę. Drogę do mojego pokoju pokonałam w chyba rekordowym czasie. Szybko wyciągnęłam spakowane walizki i bez chwili zastanowienia wyszłam z pokoju. Decyzja o wyjeździe w tym momencie, jest najlepszym co mogłabym zrobić. I tego się trzymajmy
*Melka*
Chwila odizolowania od problemów była mi bardzo potrzebna. Uspokoiłam się i byłam gotowa do dalszego działania. Ruszyłam w stronę windy, żeby przebrać się w coś wygodniejszego.
To było na tyle, po moim dobrym humorze.
W windzie stała Lena. Z walizką.
- Co ty robisz? - spytałam zaskoczona
- Wracam do pokoju. Zapomniałam kluczy do mieszkania - wyznała beznamiętne.
- Nie wyjeżdżaj, wszystko się wyjaśni - spojrzałam jej w oczy. Były załzawione.
- Nikomu nie będzie mnie brakowało. Szybko znajdziesz sobie kogoś na zastępstwo - Nie zdąrzyłam nawet odpowiedzieć kiedy ona wybiegła z windy, gdy ta tylko się zatrzymała.
Potrzebuję spokoju, czy to tak wiele? Dlaczego nic nie może się układać tak jak trzeba? Gdy sytuacja zmierza w dobrą stronę, zawsze coś się psuje. Gdy tylko wysiadłam na swoim piętrze, zaszyłam się w swoim pokoju. Będę musiała znowu pogadać z Kubiakiem.
Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi.
- Otwarte! - krzyknęłam, nie chcąc wychylać się zza kołdry. Drzwi się otworzyły i stanął w nich Karol z miską popcornu i filmem w rękach. Nic nie powiedział. Poprostu włożył film do odtwarzacza i położył się obok mnie. Przytuliłam się do niego, tego mi było potrzeba. Chyba go kocham.
***
Witamy z nowym rozdziałem! Jak minął wam ten deszczowy tydzień?
Co sądzicie o sprawie z Moniką i Leną?
Życzymy miłego tygodnia, widzimy się za siedem dni! :*
Raissa&Lune
sobota, 8 października 2016
Rozdział XXXV: 'O co chodzi?', 'Ja tego tak nie zostawię', 'Pozbądźmy się jej'
*Lena*
W świetnych humorach razem z Moniką dotarłyśmy na stołówkę. Ku mojemu zdziwieniu każdy po kolei odrzucił nas wrednym spojrzeniem i powrócił do swoich zajęć. Westchnęłam ciężko. Chyba będę musiała znów z nimi pogadać. Przecież już było tak dobrze i nawet polubili Monikę. Swoją drogą, ciekawe co takiego tym razem się stało. Czasem naprawdę ich nie ogarniam. No ale trudno, jedynie pozostaje mi mieć nadzieję, że i tym razem uda mi się ich przekonać. Dziś na kolację postanowiłam zrobić sobie śniadanie i po krótkiej rozmowie z paniami kucharka i otrzymałam moje płatki z mlekiem. Nie chcąc, by Monika poczuła się niezręcznie, usiadłam na końcu pustego stołu, jak najdalej od siatkarzy i zaprosiłam dziewczynę do siebie. Szatynka obrzuciła pozostałych zebranych zbolałym spojrzeniem i usiadła na przeciwko mnie.
- Co Ty odpierdalasz? - z niecenzuralnyni słowami na ustach do środka wpadła ruda - Chyba musimy sobie poważnie porozmawiać - dodała już ciszej, stojąc przy naszym stole. Szybko rzuciła Monice spojrzenie po czym łapiąc mnie mocno za dłoń wyciągnęła na korytarz.
- Pojebało Cię? Takie sprawy załatwia się w cztery oczy a nie przez głupie sms'y - zaczęła znów lekko podniesionym głosem
- Nie mam pojęcia o czym mówisz - założyłam ręce na piersi, odpowiadając zgodnie z prawdą
- Jasne, a sms'y wysłały się same. Już to widzę! - odparła sceptycznie przyjmując podobną pozycję do mojej.
- Jeszcze raz powtarzam... Nie mam pojęcia o jakich sms mówisz... A poza tym, nie wydzieraj się na mnie. Jak masz jakiś problem to mów wprost. A teraz wybacz, wracam na kolacje - wywróciłam oczami odwracając się w drobne drzwi
- Jasne! - prychnęła - Bardzo dojrzale! Gratuluję, tylko tak dalej - krzyknęła za mną
Nie zwracając na nią uwagi wróciłam do pomieszczenia, przy okazji wpadając na siatkarzy, podsłuchujących pod drzwiami
- Nie macie co robić? - warknęłam - Zajmijcie się w końcu swoim życiem! Wszyscy!
- Jasne - prychnął Kubiak - Melka ma rację, bardzo dojrzale - utkwił we mnie smutne spojrzenie po czym odwrócił się i wyszedł.
- Ktoś mi wyjaśni o co chodzi? - zapytałam lecz nikt nawet nie podniósł na mnie wzroku.
Cholera, co się dzieje?
*Melka*
Wszystko zaczęło się układać. Mieliśmy wszyscy wyjść na prostą. Jednak jak to zawsze bywa, coś musiało się popsuć. Nie mam pojęcia o co chodzi z tymi sms'ami, ale wiem, że to nie jest tak proste jak się wydaje. Lena była zadowolona, naprawdę dobrze dogadywała się z siatkarzami. Więc to nie możliwe, że nagle bez powodu zmieniła zdanie. Nawet jeśli, nie w jej stylu jest załatwianie takich spraw przez telefon. Coś tu nie gra a ja się dowiem co. Po treningu podeszłam do Karola.
- Kłos, chcesz się jeszcze pobawić w detektywa? - uniósł lekko brwi do góry.
- Chcesz się dowiedzieć o co chodzi Lenie, prawda? - oparł się o ścianę.
- Ja tego tak nie zostawie - warknęłam i opuściłam halę.
Spała wydawała się pusta. Amerykanie wyjechali dziś rano. Od tego czasu ciągle pisze z Andersonem, to naprawdę dobry przyjaciel, ale nic więcej. To właśnie on podsunął mi pewną myśl.
Monika. Może to ona wysłała te sms'y? Lena naprawdę zachowywała się jakby nic nie wiedziała. To mogłoby mieć sens. Tylko dlaczego ona mogła by to zrobić? Byłam na tyle zamyślona, że nie zauważyłam Kubiaka na którego po chwil wpadłam. Jednak nie był sam. Była z nim Monika. Nagle wszystko nabrało sensu. Nie sądziłam, że jest taka dwulicowa.
*Lena*
Po śniadaniu od razu wróciłam do mojego pokoju i od tego czasu nie ruszyłam się z niego na krok. Chciałam porobić cokolwiek pożytecznego, ale jedyne co mi przyszło do głowy to spakowanie swoich rzeczy i ucieczka z tej Spały. Z reguły nie odpuszczam tak łatwo, ale jednak nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Jakby nie spojrzeć to nadal są moi idole, a niektórzy zostali nawet przyjaciółmi. Nie mogłabym tak po prostu dalej zachowywać się w ten sposób. Tak, muszę z nimi o tym pogadać. Tylko pytanie, kto będzie chciał mnie wysłuchać po sytuacji z rana? Pierwsza myśl to Kubiak, ale przecież on nawet teraz na mnie spojrzy. A co z Ignaczakiem lub nawet Kłosem? Na pewno muszę próbować. Czegokolwiek. Można nawet powiedzieć, że jestem lekko zdesperowana. Wyszłam po cichu z mojego pokoju, kierując się do pokoju Igły. Niepewnie uderzyłam kilka razy w drewno i już po chwili w drzwiach stanął libero. Zdążyłam jedynie otworzyć usta gdy drzwi z hukiem zostały ponownie zamknięte. Co więcej Ignaczak zamknął drzwi na klucz.
- Kurwa, Ignaczak i to ja niby zachowuję się jak dziecko? Spójrz na siebie i całą tą bandę! Mam was wszytkich serdecznie dość! Chciałam tylko pogadać, dzięki wielkie! - wykrzyczałam mając świadomość, że mężczyzna wszytko słyszy. Po chwili z pokoju zaczęła płynąć głośna muzyka. Dobra, oczekiwałam jakiejś reakcji, ale z pewnością nie takiej. Że wściekłości uderzyłam otwartą dłonią w drewno po czym z przekleństwami ruszyłam w stronę pokoju Kłosa. Przechodząc obok otwartego okna usłyszałam czyjąś kłótnię. Kłótnię ale nie byle kogo. Na dole zauważyłam Melkę, Monikę i Kubiaka. Nie zastanawiając się ruszyłam biegiem na dół i już po chwili byłam przy zebranych.
- Jak możesz być taka podła i dwulicowa? - wydarła się Melka na Monikę - Nie po to przyjmowaliśmy Cię tu, żebyś wszytko zniszczyła!
- Uspokój się! - wkroczyłam do akcji - Jak możesz tak traktować niewinną osobę? Nie wystarczy Ci, że się na mnie wyżywasz? W sumie wy wszyscy! - ostatnie zdanie wykrzyczałam patrząc na lekko zakłopotanego Michała.
- Lena, posłuchaj mnie, to wszytko wina Moniki, rozumiesz? To ona jest wszystkiemu winna... Pozbądźmy się jej i wszytko wróci do normy, dobrze? Tylko musisz mi uwierzyć, zaraz wszystko wyjaśnię - Melka wyciągnęła do mnie dłonie, które natychmiast odtrąciłam
- Nie chcę słychać twoich wymysłów, Monika nie jest niczemu winna i wbij to sobie do głowy - krzyknęłam na koniec i zabrałam stamtąd Monikę.
***
Hej, cześć i czołem :P
Witamy w kolejnym tygodniu, w nowym rozdziale :D
Być może i zbyt super nie jest, ale jednak coś się pojawia :P
Być może i są błędy, ale wszytko pisane jest na bieżąco i często coś nam umyka :/
No i ostatnie, być może też jest coś do poprawienia, trudno nam stwierdzić, jedynym plusem jest to, że widać iż opowiadanie jest w całości nasze 😎😂
Jest jednak jeszcze coś, a czym chciałabym napisać 😩
Pod ostatnim rozdziałem, przez cały tydzień nie pojawił się żaden komentarz
Oczywiście nie mamy do was, kochane czytelniczki, żadnych pretensji, bo jednak wyświetlenia są i wiemy, że ktoś jednak to czyta lecz jednak troszkę nam przykro 😳
Komentarze, to coś co nasza pewno napędza do pracy
I pewnie teraz sobie myślicie, że żebram o komentarze, ale tak nie jest, po prostu mówię jak jest, a waszą decyzją jest czy cokolwiek po sobie zostawcie 😀
Życzymy wam miłego wieczoru no i znośnego kolejnego tygodnia :)
Pozdrawiamy cieplutko
Raissa & Lune
W świetnych humorach razem z Moniką dotarłyśmy na stołówkę. Ku mojemu zdziwieniu każdy po kolei odrzucił nas wrednym spojrzeniem i powrócił do swoich zajęć. Westchnęłam ciężko. Chyba będę musiała znów z nimi pogadać. Przecież już było tak dobrze i nawet polubili Monikę. Swoją drogą, ciekawe co takiego tym razem się stało. Czasem naprawdę ich nie ogarniam. No ale trudno, jedynie pozostaje mi mieć nadzieję, że i tym razem uda mi się ich przekonać. Dziś na kolację postanowiłam zrobić sobie śniadanie i po krótkiej rozmowie z paniami kucharka i otrzymałam moje płatki z mlekiem. Nie chcąc, by Monika poczuła się niezręcznie, usiadłam na końcu pustego stołu, jak najdalej od siatkarzy i zaprosiłam dziewczynę do siebie. Szatynka obrzuciła pozostałych zebranych zbolałym spojrzeniem i usiadła na przeciwko mnie.
- Co Ty odpierdalasz? - z niecenzuralnyni słowami na ustach do środka wpadła ruda - Chyba musimy sobie poważnie porozmawiać - dodała już ciszej, stojąc przy naszym stole. Szybko rzuciła Monice spojrzenie po czym łapiąc mnie mocno za dłoń wyciągnęła na korytarz.
- Pojebało Cię? Takie sprawy załatwia się w cztery oczy a nie przez głupie sms'y - zaczęła znów lekko podniesionym głosem
- Nie mam pojęcia o czym mówisz - założyłam ręce na piersi, odpowiadając zgodnie z prawdą
- Jasne, a sms'y wysłały się same. Już to widzę! - odparła sceptycznie przyjmując podobną pozycję do mojej.
- Jeszcze raz powtarzam... Nie mam pojęcia o jakich sms mówisz... A poza tym, nie wydzieraj się na mnie. Jak masz jakiś problem to mów wprost. A teraz wybacz, wracam na kolacje - wywróciłam oczami odwracając się w drobne drzwi
- Jasne! - prychnęła - Bardzo dojrzale! Gratuluję, tylko tak dalej - krzyknęła za mną
Nie zwracając na nią uwagi wróciłam do pomieszczenia, przy okazji wpadając na siatkarzy, podsłuchujących pod drzwiami
- Nie macie co robić? - warknęłam - Zajmijcie się w końcu swoim życiem! Wszyscy!
- Jasne - prychnął Kubiak - Melka ma rację, bardzo dojrzale - utkwił we mnie smutne spojrzenie po czym odwrócił się i wyszedł.
- Ktoś mi wyjaśni o co chodzi? - zapytałam lecz nikt nawet nie podniósł na mnie wzroku.
Cholera, co się dzieje?
*Melka*
Wszystko zaczęło się układać. Mieliśmy wszyscy wyjść na prostą. Jednak jak to zawsze bywa, coś musiało się popsuć. Nie mam pojęcia o co chodzi z tymi sms'ami, ale wiem, że to nie jest tak proste jak się wydaje. Lena była zadowolona, naprawdę dobrze dogadywała się z siatkarzami. Więc to nie możliwe, że nagle bez powodu zmieniła zdanie. Nawet jeśli, nie w jej stylu jest załatwianie takich spraw przez telefon. Coś tu nie gra a ja się dowiem co. Po treningu podeszłam do Karola.
- Kłos, chcesz się jeszcze pobawić w detektywa? - uniósł lekko brwi do góry.
- Chcesz się dowiedzieć o co chodzi Lenie, prawda? - oparł się o ścianę.
- Ja tego tak nie zostawie - warknęłam i opuściłam halę.
Spała wydawała się pusta. Amerykanie wyjechali dziś rano. Od tego czasu ciągle pisze z Andersonem, to naprawdę dobry przyjaciel, ale nic więcej. To właśnie on podsunął mi pewną myśl.
Monika. Może to ona wysłała te sms'y? Lena naprawdę zachowywała się jakby nic nie wiedziała. To mogłoby mieć sens. Tylko dlaczego ona mogła by to zrobić? Byłam na tyle zamyślona, że nie zauważyłam Kubiaka na którego po chwil wpadłam. Jednak nie był sam. Była z nim Monika. Nagle wszystko nabrało sensu. Nie sądziłam, że jest taka dwulicowa.
*Lena*
Po śniadaniu od razu wróciłam do mojego pokoju i od tego czasu nie ruszyłam się z niego na krok. Chciałam porobić cokolwiek pożytecznego, ale jedyne co mi przyszło do głowy to spakowanie swoich rzeczy i ucieczka z tej Spały. Z reguły nie odpuszczam tak łatwo, ale jednak nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Jakby nie spojrzeć to nadal są moi idole, a niektórzy zostali nawet przyjaciółmi. Nie mogłabym tak po prostu dalej zachowywać się w ten sposób. Tak, muszę z nimi o tym pogadać. Tylko pytanie, kto będzie chciał mnie wysłuchać po sytuacji z rana? Pierwsza myśl to Kubiak, ale przecież on nawet teraz na mnie spojrzy. A co z Ignaczakiem lub nawet Kłosem? Na pewno muszę próbować. Czegokolwiek. Można nawet powiedzieć, że jestem lekko zdesperowana. Wyszłam po cichu z mojego pokoju, kierując się do pokoju Igły. Niepewnie uderzyłam kilka razy w drewno i już po chwili w drzwiach stanął libero. Zdążyłam jedynie otworzyć usta gdy drzwi z hukiem zostały ponownie zamknięte. Co więcej Ignaczak zamknął drzwi na klucz.
- Kurwa, Ignaczak i to ja niby zachowuję się jak dziecko? Spójrz na siebie i całą tą bandę! Mam was wszytkich serdecznie dość! Chciałam tylko pogadać, dzięki wielkie! - wykrzyczałam mając świadomość, że mężczyzna wszytko słyszy. Po chwili z pokoju zaczęła płynąć głośna muzyka. Dobra, oczekiwałam jakiejś reakcji, ale z pewnością nie takiej. Że wściekłości uderzyłam otwartą dłonią w drewno po czym z przekleństwami ruszyłam w stronę pokoju Kłosa. Przechodząc obok otwartego okna usłyszałam czyjąś kłótnię. Kłótnię ale nie byle kogo. Na dole zauważyłam Melkę, Monikę i Kubiaka. Nie zastanawiając się ruszyłam biegiem na dół i już po chwili byłam przy zebranych.
- Jak możesz być taka podła i dwulicowa? - wydarła się Melka na Monikę - Nie po to przyjmowaliśmy Cię tu, żebyś wszytko zniszczyła!
- Uspokój się! - wkroczyłam do akcji - Jak możesz tak traktować niewinną osobę? Nie wystarczy Ci, że się na mnie wyżywasz? W sumie wy wszyscy! - ostatnie zdanie wykrzyczałam patrząc na lekko zakłopotanego Michała.
- Lena, posłuchaj mnie, to wszytko wina Moniki, rozumiesz? To ona jest wszystkiemu winna... Pozbądźmy się jej i wszytko wróci do normy, dobrze? Tylko musisz mi uwierzyć, zaraz wszystko wyjaśnię - Melka wyciągnęła do mnie dłonie, które natychmiast odtrąciłam
- Nie chcę słychać twoich wymysłów, Monika nie jest niczemu winna i wbij to sobie do głowy - krzyknęłam na koniec i zabrałam stamtąd Monikę.
***
Hej, cześć i czołem :P
Witamy w kolejnym tygodniu, w nowym rozdziale :D
Być może i zbyt super nie jest, ale jednak coś się pojawia :P
Być może i są błędy, ale wszytko pisane jest na bieżąco i często coś nam umyka :/
No i ostatnie, być może też jest coś do poprawienia, trudno nam stwierdzić, jedynym plusem jest to, że widać iż opowiadanie jest w całości nasze 😎😂
Jest jednak jeszcze coś, a czym chciałabym napisać 😩
Pod ostatnim rozdziałem, przez cały tydzień nie pojawił się żaden komentarz
Oczywiście nie mamy do was, kochane czytelniczki, żadnych pretensji, bo jednak wyświetlenia są i wiemy, że ktoś jednak to czyta lecz jednak troszkę nam przykro 😳
Komentarze, to coś co nasza pewno napędza do pracy
I pewnie teraz sobie myślicie, że żebram o komentarze, ale tak nie jest, po prostu mówię jak jest, a waszą decyzją jest czy cokolwiek po sobie zostawcie 😀
Życzymy wam miłego wieczoru no i znośnego kolejnego tygodnia :)
Pozdrawiamy cieplutko
Raissa & Lune
środa, 28 września 2016
Rozdział XXXIV: Kłos na kacu, tajemnicze sms'y i przyjaźń.
*Melka*
Emocje powoli zaczęły opadać. Może trochę za bardzo mnie poniosło? Ale z drugiej strony, czy oni myśleli o konsekwencjach? Zdawali sobie sprawę, do czego to mogło doprowadzić? Ale cóż, Lena jest moją przyjaciółką, nie mogę tego zaprzepaścić. Będę musiała z nią porozmawiać. Jednak najpierw muszę załatwić kilka innych spraw. Ta sytuacja dała mi wiele do myślenia. Wiele rzeczy do mnie dotarło.
Dlatego teraz stoję przed drzwiami pokoju pewnego siatkarza. To tutaj powinnam siedzieć cały, w końcu nie wiem jak się czuje po imprezie. Zapukałam. Cisza. Zapukałam drugi raz. Cisza. Gdy miałam wyjmować telefon, żeby do niego zadzwonić, wreszcie usłyszałam kroki. Otworzył. Wyglądał jak siedem nieszczęść.
- Jak się czujesz? - spytałam, wchodząc do pokoju. Karol wrócił na łóżko.
- Głowa mi pęka, mów ciszej - wychrypiał.
-Brałeś już jakieś tabletki? - usiadłam obok niego.
- Szafka jest za daleko - mruknął wskazując na szafkę, oddaloną jakieś pięć kroków od jego łóżka. Zaśmiałam się pod nosem. Podałam mu leki i wodę, pięć minut później smacznie spał. Posiedziałam jeszcze chwilę w ciemnym pokoju. To był zdecydowanie szalony dzień, a to jeszcze nie koniec. Mam jeszcze jeden cel do zrealizowania na dziś. Wyszłam z pokoju Karola i udałam się w stronę mojego się celu.
*Monika*¹
Od kiedy Lena pokłóciła się z wszystkimi, postanowiłam zacząć się starać wypaść jak najlepiej w jej oczach. Już wcześniej często mnie mdliło na samą myśl, że mam spędzić z nią popołudnie bo jej 'słodkość' oraz podejście do życia całkowicie mi nie odpowiadały, ale jakoś dawałam radę. W końcu skoro się 'przyjaźniłyśmy' musiałam spędzać z nią dużo czasu. Westchnęłam ciężko po czym ostatni raz poprawiłam makijaż oraz włosy i wyszłam z mojego pokoju. Tego wieczoru zamierzałam rozpocząć mój plan, tak by siatkarze zaczęli jej nienawidzić. Na pewno nie będzie to łatwe zadanie, ale nie ma rzeczy, których nie da się zrobić, trzeba tylko bardzo chcieć. A ja jestem bardzo zdeterminowana. Tym bardziej, że mam teraz dość dobry argument.
***
Film trwał już jakieś 30 min lecz żadna z nas nie skupiała się na nim. Zarówno ja, jak i blondyna trzymałam nos w telefonie. Wiedziałam również, że blondynka właśnie wymienia wiadomości z moim dobrym znajomym - Kubą. Zastanawiacie się pewnie skąd o tym wiem? Cóż, przyjaźnimy się. To normalne, że zdradzamy sobie nasze 'sekrety'. Wystarczyło troszkę poszperać i voila.
***
- Pójdę na chwilę do toalety - odezwała się po dłuższej chwili blondynka a ja zaczęłam się zastanawiać jaki ma cel oznajmiając mi to
- Zatrzymać film? - zapytałam by stworzyć jakieś pozory.
- Nie trzeba i tak mnie nie interesuje - zachichotała. Uśmiechnęłam się do niej lecz kiedy tylko Lena się odwróciła z mojej twarzy znikł uśmiech.
- Cholera, muszę coś znaleźć - mruknęłam do siebie zaczynając rozglądać się po pokoju. Prawie przeoczyłam najważniejsze. Srebrny iPhone Leny. Uśmiechnęłam się szatańsko po czym zgarnęłam urządzenie z łóżka i podniosłam się z posłania.
- Lena! - krzyknęłam - Zapomniałam, że muszę mieć na jutro gotowe zdjęcia chłopaków z ostatniej sesji, niestety muszę już iść - dokończyłam
- Dobra, w porządku, widzimy się na kolacji - wychyliła się z łazienki a ja podeszłam do niej i umieściłam na jej policzku buziaka po czym opuściłam ten pokój.
***
Głupiutka blondynka. Jak można nie założyć hasła na telefon? W sumie... Tym lepiej dla mnie. Nie będę się teraz tym przejmować. Szybko weszłam w kontakty i zaczęłam je przeglądać. Jak słodko. Numery do wszytkich siatkarzy. No to zaczynamy zabawę.
***
Wpadłam udawanie zdyszana do pokoju blondynki. Aktualnie miała głowę schowaną pod łóżkiem. Wyglądała jakby czegoś szukała. No dobra, nie czegoś. Ja wiem czego szukała. Srebrnego iPhone, który jest aktualnie w mojej dłoni
- Boże Lenka, nie szukaj, tak się śpieszyłam, żeby się wyrobić, że nie zauważyłam, że dodatkowo zgarnęłam twój telefon. Proszę - podałam jej urządzenie starając się przybrać na twarz najlepszy zażenowany wyraz.
- Oh. Ohh... Nic się nie stało - przytuliła mnie - Ważne, że się znalazł - zachichotała
- Strasznie mi głupio - objęłam się ramionami odwracając się do niej plecami bojąc się, że zaraz wybuchnę śmiechem patrząc na jej minę.
- Nie przejmuj się - wskoczyła na moje plecy - Chodź idziemy na kolację! - wykrzyknęła do mojego ucha na co się zaśmiałam i ruszyłam w stronę drzwi z dziewczyną na plecach.
*Melka*
Znowu stoję pod drzwiami. Znowu jestem zestresowana. Deja vu? Jednak tym razem za tymi drzwiami stoi kto inny, a ta rozmowa nie będzie taka łatwa. Zapukałam. Po około pól minuty otworzyła mi osoba, z którą zdecydowanie nie miałam jeszcze ochoty rozmawiać.
- Lotman, możesz na chwilę wyjść? - mruknąłem do niego. Ten spojrzał na mnie przepraszająco i szybko wyszedł. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na łóżku siedział mój cel.
- Matt, chyba musimy porozmawiać - westchnęłam. Siatkarz wskazał na fotel, dając mi znak żebym usiadła.
- Melka, dasz mi zacząć? - wstał i oparł się o szafkę. Kiwnęłam głową na zgodę.
- Wiem jak to wszystko wygląda. Wiem, że między nami nic nie będzie. Zdaje sobie sprawę, że jest ktoś inny. Jednak daj mi szansę być twoim przyjacielem - mówiąc to przechadzał się nerwowo po pokoju. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Zaskoczył mnie. Nie wiem jak to się ułoży, ale zdecydowanie chce się z nim przyjaźnić. Nie zdążyłam mu odpowiedzieć, gdyż mój telefon wydał dźwięk przychodzącej wiadmości.
Emocje powoli zaczęły opadać. Może trochę za bardzo mnie poniosło? Ale z drugiej strony, czy oni myśleli o konsekwencjach? Zdawali sobie sprawę, do czego to mogło doprowadzić? Ale cóż, Lena jest moją przyjaciółką, nie mogę tego zaprzepaścić. Będę musiała z nią porozmawiać. Jednak najpierw muszę załatwić kilka innych spraw. Ta sytuacja dała mi wiele do myślenia. Wiele rzeczy do mnie dotarło.
Dlatego teraz stoję przed drzwiami pokoju pewnego siatkarza. To tutaj powinnam siedzieć cały, w końcu nie wiem jak się czuje po imprezie. Zapukałam. Cisza. Zapukałam drugi raz. Cisza. Gdy miałam wyjmować telefon, żeby do niego zadzwonić, wreszcie usłyszałam kroki. Otworzył. Wyglądał jak siedem nieszczęść.
- Jak się czujesz? - spytałam, wchodząc do pokoju. Karol wrócił na łóżko.
- Głowa mi pęka, mów ciszej - wychrypiał.
-Brałeś już jakieś tabletki? - usiadłam obok niego.
- Szafka jest za daleko - mruknął wskazując na szafkę, oddaloną jakieś pięć kroków od jego łóżka. Zaśmiałam się pod nosem. Podałam mu leki i wodę, pięć minut później smacznie spał. Posiedziałam jeszcze chwilę w ciemnym pokoju. To był zdecydowanie szalony dzień, a to jeszcze nie koniec. Mam jeszcze jeden cel do zrealizowania na dziś. Wyszłam z pokoju Karola i udałam się w stronę mojego się celu.
*Monika*¹
Od kiedy Lena pokłóciła się z wszystkimi, postanowiłam zacząć się starać wypaść jak najlepiej w jej oczach. Już wcześniej często mnie mdliło na samą myśl, że mam spędzić z nią popołudnie bo jej 'słodkość' oraz podejście do życia całkowicie mi nie odpowiadały, ale jakoś dawałam radę. W końcu skoro się 'przyjaźniłyśmy' musiałam spędzać z nią dużo czasu. Westchnęłam ciężko po czym ostatni raz poprawiłam makijaż oraz włosy i wyszłam z mojego pokoju. Tego wieczoru zamierzałam rozpocząć mój plan, tak by siatkarze zaczęli jej nienawidzić. Na pewno nie będzie to łatwe zadanie, ale nie ma rzeczy, których nie da się zrobić, trzeba tylko bardzo chcieć. A ja jestem bardzo zdeterminowana. Tym bardziej, że mam teraz dość dobry argument.
***
Film trwał już jakieś 30 min lecz żadna z nas nie skupiała się na nim. Zarówno ja, jak i blondyna trzymałam nos w telefonie. Wiedziałam również, że blondynka właśnie wymienia wiadomości z moim dobrym znajomym - Kubą. Zastanawiacie się pewnie skąd o tym wiem? Cóż, przyjaźnimy się. To normalne, że zdradzamy sobie nasze 'sekrety'. Wystarczyło troszkę poszperać i voila.
***
- Pójdę na chwilę do toalety - odezwała się po dłuższej chwili blondynka a ja zaczęłam się zastanawiać jaki ma cel oznajmiając mi to
- Zatrzymać film? - zapytałam by stworzyć jakieś pozory.
- Nie trzeba i tak mnie nie interesuje - zachichotała. Uśmiechnęłam się do niej lecz kiedy tylko Lena się odwróciła z mojej twarzy znikł uśmiech.
- Cholera, muszę coś znaleźć - mruknęłam do siebie zaczynając rozglądać się po pokoju. Prawie przeoczyłam najważniejsze. Srebrny iPhone Leny. Uśmiechnęłam się szatańsko po czym zgarnęłam urządzenie z łóżka i podniosłam się z posłania.
- Lena! - krzyknęłam - Zapomniałam, że muszę mieć na jutro gotowe zdjęcia chłopaków z ostatniej sesji, niestety muszę już iść - dokończyłam
- Dobra, w porządku, widzimy się na kolacji - wychyliła się z łazienki a ja podeszłam do niej i umieściłam na jej policzku buziaka po czym opuściłam ten pokój.
***
Głupiutka blondynka. Jak można nie założyć hasła na telefon? W sumie... Tym lepiej dla mnie. Nie będę się teraz tym przejmować. Szybko weszłam w kontakty i zaczęłam je przeglądać. Jak słodko. Numery do wszytkich siatkarzy. No to zaczynamy zabawę.
***
Wpadłam udawanie zdyszana do pokoju blondynki. Aktualnie miała głowę schowaną pod łóżkiem. Wyglądała jakby czegoś szukała. No dobra, nie czegoś. Ja wiem czego szukała. Srebrnego iPhone, który jest aktualnie w mojej dłoni
- Boże Lenka, nie szukaj, tak się śpieszyłam, żeby się wyrobić, że nie zauważyłam, że dodatkowo zgarnęłam twój telefon. Proszę - podałam jej urządzenie starając się przybrać na twarz najlepszy zażenowany wyraz.
- Oh. Ohh... Nic się nie stało - przytuliła mnie - Ważne, że się znalazł - zachichotała
- Strasznie mi głupio - objęłam się ramionami odwracając się do niej plecami bojąc się, że zaraz wybuchnę śmiechem patrząc na jej minę.
- Nie przejmuj się - wskoczyła na moje plecy - Chodź idziemy na kolację! - wykrzyknęła do mojego ucha na co się zaśmiałam i ruszyłam w stronę drzwi z dziewczyną na plecach.
*Melka*
Znowu stoję pod drzwiami. Znowu jestem zestresowana. Deja vu? Jednak tym razem za tymi drzwiami stoi kto inny, a ta rozmowa nie będzie taka łatwa. Zapukałam. Po około pól minuty otworzyła mi osoba, z którą zdecydowanie nie miałam jeszcze ochoty rozmawiać.
- Lotman, możesz na chwilę wyjść? - mruknąłem do niego. Ten spojrzał na mnie przepraszająco i szybko wyszedł. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Na łóżku siedział mój cel.
- Matt, chyba musimy porozmawiać - westchnęłam. Siatkarz wskazał na fotel, dając mi znak żebym usiadła.
- Melka, dasz mi zacząć? - wstał i oparł się o szafkę. Kiwnęłam głową na zgodę.
- Wiem jak to wszystko wygląda. Wiem, że między nami nic nie będzie. Zdaje sobie sprawę, że jest ktoś inny. Jednak daj mi szansę być twoim przyjacielem - mówiąc to przechadzał się nerwowo po pokoju. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Zaskoczył mnie. Nie wiem jak to się ułoży, ale zdecydowanie chce się z nim przyjaźnić. Nie zdążyłam mu odpowiedzieć, gdyż mój telefon wydał dźwięk przychodzącej wiadmości.
'Myślisz, że tylko Tobie jest z tym trudno? Uwierz, mi nie tylko. Przez to, że zaciągnęłaś mnie w te lasy, moje życie zaczęło się wywracać do góry nogami... Chciałabym powiedzieć, że to dobre, ale to nie byłaby prawda. Jeszcze ta sprawa z amnezją... To naprawdę nie było fair z twojej strony... Mam nadzieję, że będziesz się dobrze bawić. A na razie daj mi święty spokój. Potrzebuję pobyć sama :)
Trzymaj się '
***
Witojcie, że tak po wiejsku zacznę 😂
Kolejny raz, i znów przepraszamy za mały poślizg z dodaniem rozdziału. Miał być wcześniej a wyszło jak wyszło. Nie miejcie nam tego bardzo za złe 😘
Obiecujemy poprawę, kolejny raz chyba, ale naprawdę postaramy się poprawić 😂
Więc tak, przechodzimy dalej 😎
Jak widzicie zaczyna się dziać 😏 Mamy nadzieję, że będzie się podobać 😏
Pozdrawiamy cieplutko i do soboty 😚
Raissa & Lune
¹ Tak, dobrze myślicie, robimy to specjalnie, żebyście mogły się pomęczyć trochę z tą naszą Moniką 😂 na razie nie planujemy zbyt wiele jej części, ale to wszytko zależy od waszego przyjęcia 😛 Oczywiście możecie nam dać znać, czy taka forma wam się podoba. Na pewno możemy obiecać, że będzie ciekawie 😏
niedziela, 25 września 2016
Rozdział XXXIII: Kłótnie, zła Melka i nieprzewidziane konsekwencje
*Lena*
- Pomyślałeś, że któreś z nas może się zakochać?! - usłyszałam podniesiony głos Melki. Ruchem dłoni zatrzymałam Michała zaraz za mną. Tak, dobrze myślicie... My nadal za nimi chodziliśmy. Niestety żadne z nas nie przewidziało tego, że przez Kadziewicza wszystko może się zepsuć bo ruda czegoś się domyśli. Przecież to było wiadome, że jeśli ona na coś wpadnie to Paul zaraz będzie się tłumaczyć i wszytko wypapla.
- Nie chciałem tego! - usłyszeliśmy ponownie głos Amerykanina, który nieudolnie starał się wytłumaczyć swoje postępowanie
- Więc coś Ci nie wyszło - odezwał się po chwili kolejny głos po angielsku. I cholerka... to był Matt!
Wciągnęłam szybko powietrze przez zaciśnięte zęby, tak że dało się usłyszeć syknięcie. Nie odwracając się sięgnęłam po dłoń Michała i razem, trzymając się za ręce wyszliśmy z naszej kryjówki.
- Co to za krzyki?- zapytałam, kiedy byliśmy już wystarczająco blisko zebranych.
- Ty też byłaś w to zamieszana? - podniosła ponownie głos - I Ty? - przeniosła wzrok na Michała - Kto jeszcze? - warknęła przenosząc wzrok po naszej trójce. Wszyscy jak jeden zamilkliśmy, nie chcąc wkopywać w to reszty.
Zła Melka = dość duże kłopoty.
- Świetnie! Myślałam, że się przyjaźnimy - przestała krzyczeć, teraz za to była zawiedziona moją postawą. Przełknęłam głośno ślinę chcąc zacząć się tłumaczyć - Nawet się nie waż! - znów krzyknęła - Jeśli według Ciebie przyjaźń wygląda w taki sposób to chyba ja powinnam powiedzieć o co chodzi z Twoją amnezją, nie sądzisz? - prychnęła wywracając oczami i zaplatając dłonie na piersi.
- Melka, ja... - zaczęłam lecz ta zaraz ponownie mi przerwała
- Nie mam ochoty teraz tego słuchać, róbcie sobie co chcecie, ja nie będę brała w tym udziału, cześć! - zakończyła i zaczęła się oddalać zostawiając nas osłupiałych w tyle.
O matko co my najlepszego zrobiliśmy? Chyba obecnie mam przesrane. I to na całej linii.
- O co jej chodziło? - zapytał zdezorientowany Michał na co Paul prawie zakrztusił się własną śliną.
- Przepraszam nie mam teraz czasu, muszę jej wszytko wyjaśnić - odpowiedziałam wymijająco po czym ucałowałam jego polik i pobiegłam w stronę, w którą poszła Melka.
*Melka*
- Melka czekaj! - krzyczała za mną Leną. Weszłam do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Stanęłam na środku i poprostu zaczęłam krzyczeć. Chciałam wykrzyczeć wszystkie emocje, całą moją złość.
- Melka daj mi to wszystko wytłumaczyć - blondynka weszła za mną do pokoju.
- Co chcesz mi tłumaczyć? Czy wy wogóle macie mózgi?! - krzyknęłam nie panując nad emocjami.
- Twoje wspomnienie o amnezji też nie było sprawiedliwe - napomknęła.
- Byłam wściekła, okej? Nie myśleliście o uczuciach moich i chłopaków! Wy się nimi bawiliście! -
Nastąpiła chwila ciszy podczas której zdążyłam się uspokoić.
- Więc teraz pomyśl jak to odkręcić - rzuciłam i usiadłam na łóżku.
- Nie gniewasz się już? - spytała.
- Gniewam, dlatego lepiej wymyśl jak to odkręcić - powiedziałam i posłałam jej gniewne spojrzenie.
*Lena*
- Super - mruknęłam kiedy Melka siłą wypchnęła mnie ze swojego pokoju. Cały czas mając opuszczoną głowę ruszyłam przed siebie. Niestety przez to nie zauważyłam nadchodzącej osoby i na nią wpadłam.
- Uh, przepraszam - wykrzywiłam usta w uśmiech po czym podniosłam głowę
- Nie ma za co - Kubiak poruszył sugestywnie brwiami
- Właśnie do was szliśmy - odezwał się stojący obok Paul, w towarzystwie Ignaczaka i Winiarskiego.
- Paul już wszytko nam wyjaśnił, ale jak mogło do tego dość? - odezwał się załamany Igła
- Mniejsza z tym! Musimy wymyślić jak to odkręcić - przerwał jego żale Winiar, tym samym wypowiadając moje myśli.
- Bardzo jest zła? - zapytał niepewnie Lotman
- Każe nam to wszystko odkręcić, ale wybaczcie ja musze iść się położyć, bardzo zaczęła mnie boleć głowa - odpowiedziałam zgodnie z prawdą po czym nie czekając na reakcję ruszyłam przed siebie. To nie tak, że nie chcę im pomagać ale muszę się najpierw zająć moim problemem.
- Cholera jasna, jak ja mam im powiedzieć, że wszytko pamiętam? - schowałam twarz w dłoniach, szeptajac do siebie te słowa. Wychodząc zza rogu wpadłam na Monikę. Otworzyłam szerzej oczy. A co jeśli ona usłyszała? Już po mnie.
***
Witamy i ogromnie przepraszamy za opóźnienie. Nawał obowiązków w szkole robi swoje.
Co do rozdziału, jest on krótki i można powiedzieć przejściowy, akcja zaraz się rozwnie :D
Tradycyjnje, prosimy was o opinie i życzymy udanego tygodnia :*
Raissa&Lune
- Pomyślałeś, że któreś z nas może się zakochać?! - usłyszałam podniesiony głos Melki. Ruchem dłoni zatrzymałam Michała zaraz za mną. Tak, dobrze myślicie... My nadal za nimi chodziliśmy. Niestety żadne z nas nie przewidziało tego, że przez Kadziewicza wszystko może się zepsuć bo ruda czegoś się domyśli. Przecież to było wiadome, że jeśli ona na coś wpadnie to Paul zaraz będzie się tłumaczyć i wszytko wypapla.
- Nie chciałem tego! - usłyszeliśmy ponownie głos Amerykanina, który nieudolnie starał się wytłumaczyć swoje postępowanie
- Więc coś Ci nie wyszło - odezwał się po chwili kolejny głos po angielsku. I cholerka... to był Matt!
Wciągnęłam szybko powietrze przez zaciśnięte zęby, tak że dało się usłyszeć syknięcie. Nie odwracając się sięgnęłam po dłoń Michała i razem, trzymając się za ręce wyszliśmy z naszej kryjówki.
- Co to za krzyki?- zapytałam, kiedy byliśmy już wystarczająco blisko zebranych.
- Ty też byłaś w to zamieszana? - podniosła ponownie głos - I Ty? - przeniosła wzrok na Michała - Kto jeszcze? - warknęła przenosząc wzrok po naszej trójce. Wszyscy jak jeden zamilkliśmy, nie chcąc wkopywać w to reszty.
Zła Melka = dość duże kłopoty.
- Świetnie! Myślałam, że się przyjaźnimy - przestała krzyczeć, teraz za to była zawiedziona moją postawą. Przełknęłam głośno ślinę chcąc zacząć się tłumaczyć - Nawet się nie waż! - znów krzyknęła - Jeśli według Ciebie przyjaźń wygląda w taki sposób to chyba ja powinnam powiedzieć o co chodzi z Twoją amnezją, nie sądzisz? - prychnęła wywracając oczami i zaplatając dłonie na piersi.
- Melka, ja... - zaczęłam lecz ta zaraz ponownie mi przerwała
- Nie mam ochoty teraz tego słuchać, róbcie sobie co chcecie, ja nie będę brała w tym udziału, cześć! - zakończyła i zaczęła się oddalać zostawiając nas osłupiałych w tyle.
O matko co my najlepszego zrobiliśmy? Chyba obecnie mam przesrane. I to na całej linii.
- O co jej chodziło? - zapytał zdezorientowany Michał na co Paul prawie zakrztusił się własną śliną.
- Przepraszam nie mam teraz czasu, muszę jej wszytko wyjaśnić - odpowiedziałam wymijająco po czym ucałowałam jego polik i pobiegłam w stronę, w którą poszła Melka.
*Melka*
- Melka czekaj! - krzyczała za mną Leną. Weszłam do swojego pokoju trzaskając drzwiami. Stanęłam na środku i poprostu zaczęłam krzyczeć. Chciałam wykrzyczeć wszystkie emocje, całą moją złość.
- Melka daj mi to wszystko wytłumaczyć - blondynka weszła za mną do pokoju.
- Co chcesz mi tłumaczyć? Czy wy wogóle macie mózgi?! - krzyknęłam nie panując nad emocjami.
- Twoje wspomnienie o amnezji też nie było sprawiedliwe - napomknęła.
- Byłam wściekła, okej? Nie myśleliście o uczuciach moich i chłopaków! Wy się nimi bawiliście! -
Nastąpiła chwila ciszy podczas której zdążyłam się uspokoić.
- Więc teraz pomyśl jak to odkręcić - rzuciłam i usiadłam na łóżku.
- Nie gniewasz się już? - spytała.
- Gniewam, dlatego lepiej wymyśl jak to odkręcić - powiedziałam i posłałam jej gniewne spojrzenie.
*Lena*
- Super - mruknęłam kiedy Melka siłą wypchnęła mnie ze swojego pokoju. Cały czas mając opuszczoną głowę ruszyłam przed siebie. Niestety przez to nie zauważyłam nadchodzącej osoby i na nią wpadłam.
- Uh, przepraszam - wykrzywiłam usta w uśmiech po czym podniosłam głowę
- Nie ma za co - Kubiak poruszył sugestywnie brwiami
- Właśnie do was szliśmy - odezwał się stojący obok Paul, w towarzystwie Ignaczaka i Winiarskiego.
- Paul już wszytko nam wyjaśnił, ale jak mogło do tego dość? - odezwał się załamany Igła
- Mniejsza z tym! Musimy wymyślić jak to odkręcić - przerwał jego żale Winiar, tym samym wypowiadając moje myśli.
- Bardzo jest zła? - zapytał niepewnie Lotman
- Każe nam to wszystko odkręcić, ale wybaczcie ja musze iść się położyć, bardzo zaczęła mnie boleć głowa - odpowiedziałam zgodnie z prawdą po czym nie czekając na reakcję ruszyłam przed siebie. To nie tak, że nie chcę im pomagać ale muszę się najpierw zająć moim problemem.
- Cholera jasna, jak ja mam im powiedzieć, że wszytko pamiętam? - schowałam twarz w dłoniach, szeptajac do siebie te słowa. Wychodząc zza rogu wpadłam na Monikę. Otworzyłam szerzej oczy. A co jeśli ona usłyszała? Już po mnie.
***
Witamy i ogromnie przepraszamy za opóźnienie. Nawał obowiązków w szkole robi swoje.
Co do rozdziału, jest on krótki i można powiedzieć przejściowy, akcja zaraz się rozwnie :D
Tradycyjnje, prosimy was o opinie i życzymy udanego tygodnia :*
Raissa&Lune
sobota, 10 września 2016
Rozdział XXXII: Coś nie wyszło, czyli nieudane plany i śledzwa ciąg dalszy.
*Melka*
Gdy pod drzwiami pokoju usłyszeliśmy jakieś głosy, było już naprawdę późno. Karol siedział w kącie i przytulał się do swetra. To były trudne chwile. Słuchanie jego pijackich wypowiedzi było męką.
Na szczęście na horyzoncie pojawili się nasi wybawiciele. Lena i Kubiak. Uśmiechnięci od ucha do ucha. Bardzo cieszyło mnie ich szczęście, jednak miałam ochotę zamordować każdego, kto pojawił się w zasięgu mojego wzroku.
- Ratujecie mi życie - wysapałam, gdy tylko odsunęli łóżko i otworzyłam drzwi szafy.
Kubiak rozbawiony spojrzał na Kłosa i puste puszki po piwie.
- Widzę, że było ciekawie - rzucił z szerokim uśmiechem.
- Nawet mnie nie denerwuj - odparowałam i również nieco rozbawiona opuściłam pokój. Przez chwilę stałam oparta o ścianę i zastanawiałam się co mam zrobić ze swoim życiem. Kiedy zdecydowałam, że udam się do swojego pokoju, na horyzoncie pojawił się Matt.
- Melka dobrze, że cię widzę! - powiedział głośno i podszedł do mnie.
- Stało się coś? - uśmiechnęłam się do niego.
- Nic takiego, po prostu pojutrze wyjeżdżamy, więc może przejdziemy się na pożegnalny spacer? - spytał.
- Pewnie - zgodziłam się ochoczo. Jejku, będzie mi brakowało tych spacerów, zdążyłam go bardzo polubić.
Jednak mam na jutro cel. Trzeba się dowiedzieć w kim nie zakochać ma się Matt.
*Lena*
Kiedy Kubiak zajął się wyciąganiem Kłosa z szafy ja wyszłam z pokoju za Melką.
-... Może przejdziemy się na pożegnalny spacer? - usłyszałam koniec wypowiedzi Matta
- Pewnie - zabrzmiała po chwili ochocza odpowiedź rudej. Przygryzłam zdenerwowana wargi po czym biegiem wróciłam do pokoju. Michał akurat miał zamiar zabierać Kłosa do jego pokoju.
- Michał, musimy iść za Melką, jest z Andersonem! - złapałam go za dłoń i zaczęłam ciągnąć za sobą
- Chwila, tylko go tu zostawię! - podniósł lekko głos wypuszczając moją dłoń. Po czym odwrócił się i powiedział przepraszająco
- Wybacz Karol, musisz tu zostać - wypuścił ramię środkowego, który po chwili już układał się wygodnie na łóżku.
- Chodź, bo ich stracimy! - ponownie złapałam go za dłoń i pociągnęłam za sobą, tym razem skutecznie. Chichotając lekko pod nosem oboje truchtem podążaliśmy za Melką i Mattem. Oczywiście w bezpiecznej odległości, tak by nie było nas ani słychać ani widać. Niestety z tej odległości oni nie słyszeli nas, ani my nie słyszeliśmy o czym oni rozmawiają.
- Musimy bliżej podejść - szepnęłam w stronę Kubiaka.
- Lena, Michał co wy tu robicie? - zawołał głośno Kadziewicz siedząc w recepcji. Przeklęłam pod nosem. Na szczęście Kubiak miał dość dobry refleks i pociągnął mnie szybko za recepcję tak, że kiedy obserwowani przez nas ludzie się odwrócili zobaczyli jedynie pusty korytarz i pijanego Łukasza w recepcji.
- Głupi Ty! - warknął na niego Michał po chwili już ciągnąc mnie za rękę do wyjścia.
*Melka*
- To było dziwne - powiedział zdezorientowany Matt.
- Nie, to po prostu pijany Kadziewicz - zaśmiałam się, choć nie do końca tak myślałam. Ostatnio zdarza się zdecydowanie zbyt dużo przypadków. Cały czas coś tu nie gra. To jasne że moi znajomi coś kombinują, jednak ukrywają to przede mną. I tu pojawia się pytanie: dlaczego?
Zawsze mówią mi o wszystkich akcjach, no chyba że...chyba że chodzi im o mnie. W mojej głowie zaczęły pojawiać się retrospekcje. Wszystko co zauważyłam sprowadza się do jednego...
- Lotman! - krzyknęłam, stając gwałtownie. Zdziwiony Matt spojrzał na mnie z szeroko otwartymi ustami. Przerwałam jego wypowiedź.
- Bardzo cię przepraszam, muszę coś załatwić z tym idiotą - odwróciłam się i szybkim krokiem ruszyłam do pokoju Paula. Gdy z hukiem otworzyłam drzwi jego pokoju, leżał rozwalony na łóżku.
- Co ty wymyśliłeś? - spiorunowałam go wzrokiem.
- O co Ci..- zdziwił się.
- Czy Ty chciałeś wyswatać mnie z Andersonem? - warknęłam. Otworzył szeroko oczy i nie wiedział co odpowiedzieć.
- Ja nie chciałem...- zaciął się - nie z nim.
- Co? - teraz to ja byłam zdziwiona.
- Z Kłosem. Matt miał sprawić, że będzie zazdrosny. Uprzedzając pytania, nic o tym nie wiedział - wyrzucił na jednym tchu.
- Pomyślałeś, że któreś z nas może się zakochać?! - podniosłam głos.
- Nie chciałem tego!
- Więc coś Ci nie wyszło- usłyszałam głos Matta za plecami.
***
Dzień dobry wieczór kochani!
Drama time?😂 Kiedyś to musiała się stać:D
Jesteście #TeamMatt czy #TeamKarol?
Jak wam minął pierwszy tydzień roku szkolnego?
Widzimy się za tydzień!
Raissa&Lune
Gdy pod drzwiami pokoju usłyszeliśmy jakieś głosy, było już naprawdę późno. Karol siedział w kącie i przytulał się do swetra. To były trudne chwile. Słuchanie jego pijackich wypowiedzi było męką.
Na szczęście na horyzoncie pojawili się nasi wybawiciele. Lena i Kubiak. Uśmiechnięci od ucha do ucha. Bardzo cieszyło mnie ich szczęście, jednak miałam ochotę zamordować każdego, kto pojawił się w zasięgu mojego wzroku.
- Ratujecie mi życie - wysapałam, gdy tylko odsunęli łóżko i otworzyłam drzwi szafy.
Kubiak rozbawiony spojrzał na Kłosa i puste puszki po piwie.
- Widzę, że było ciekawie - rzucił z szerokim uśmiechem.
- Nawet mnie nie denerwuj - odparowałam i również nieco rozbawiona opuściłam pokój. Przez chwilę stałam oparta o ścianę i zastanawiałam się co mam zrobić ze swoim życiem. Kiedy zdecydowałam, że udam się do swojego pokoju, na horyzoncie pojawił się Matt.
- Melka dobrze, że cię widzę! - powiedział głośno i podszedł do mnie.
- Stało się coś? - uśmiechnęłam się do niego.
- Nic takiego, po prostu pojutrze wyjeżdżamy, więc może przejdziemy się na pożegnalny spacer? - spytał.
- Pewnie - zgodziłam się ochoczo. Jejku, będzie mi brakowało tych spacerów, zdążyłam go bardzo polubić.
Jednak mam na jutro cel. Trzeba się dowiedzieć w kim nie zakochać ma się Matt.
*Lena*
Kiedy Kubiak zajął się wyciąganiem Kłosa z szafy ja wyszłam z pokoju za Melką.
-... Może przejdziemy się na pożegnalny spacer? - usłyszałam koniec wypowiedzi Matta
- Pewnie - zabrzmiała po chwili ochocza odpowiedź rudej. Przygryzłam zdenerwowana wargi po czym biegiem wróciłam do pokoju. Michał akurat miał zamiar zabierać Kłosa do jego pokoju.
- Michał, musimy iść za Melką, jest z Andersonem! - złapałam go za dłoń i zaczęłam ciągnąć za sobą
- Chwila, tylko go tu zostawię! - podniósł lekko głos wypuszczając moją dłoń. Po czym odwrócił się i powiedział przepraszająco
- Wybacz Karol, musisz tu zostać - wypuścił ramię środkowego, który po chwili już układał się wygodnie na łóżku.
- Chodź, bo ich stracimy! - ponownie złapałam go za dłoń i pociągnęłam za sobą, tym razem skutecznie. Chichotając lekko pod nosem oboje truchtem podążaliśmy za Melką i Mattem. Oczywiście w bezpiecznej odległości, tak by nie było nas ani słychać ani widać. Niestety z tej odległości oni nie słyszeli nas, ani my nie słyszeliśmy o czym oni rozmawiają.
- Musimy bliżej podejść - szepnęłam w stronę Kubiaka.
- Lena, Michał co wy tu robicie? - zawołał głośno Kadziewicz siedząc w recepcji. Przeklęłam pod nosem. Na szczęście Kubiak miał dość dobry refleks i pociągnął mnie szybko za recepcję tak, że kiedy obserwowani przez nas ludzie się odwrócili zobaczyli jedynie pusty korytarz i pijanego Łukasza w recepcji.
- Głupi Ty! - warknął na niego Michał po chwili już ciągnąc mnie za rękę do wyjścia.
*Melka*
- To było dziwne - powiedział zdezorientowany Matt.
- Nie, to po prostu pijany Kadziewicz - zaśmiałam się, choć nie do końca tak myślałam. Ostatnio zdarza się zdecydowanie zbyt dużo przypadków. Cały czas coś tu nie gra. To jasne że moi znajomi coś kombinują, jednak ukrywają to przede mną. I tu pojawia się pytanie: dlaczego?
Zawsze mówią mi o wszystkich akcjach, no chyba że...chyba że chodzi im o mnie. W mojej głowie zaczęły pojawiać się retrospekcje. Wszystko co zauważyłam sprowadza się do jednego...
- Lotman! - krzyknęłam, stając gwałtownie. Zdziwiony Matt spojrzał na mnie z szeroko otwartymi ustami. Przerwałam jego wypowiedź.
- Bardzo cię przepraszam, muszę coś załatwić z tym idiotą - odwróciłam się i szybkim krokiem ruszyłam do pokoju Paula. Gdy z hukiem otworzyłam drzwi jego pokoju, leżał rozwalony na łóżku.
- Co ty wymyśliłeś? - spiorunowałam go wzrokiem.
- O co Ci..- zdziwił się.
- Czy Ty chciałeś wyswatać mnie z Andersonem? - warknęłam. Otworzył szeroko oczy i nie wiedział co odpowiedzieć.
- Ja nie chciałem...- zaciął się - nie z nim.
- Co? - teraz to ja byłam zdziwiona.
- Z Kłosem. Matt miał sprawić, że będzie zazdrosny. Uprzedzając pytania, nic o tym nie wiedział - wyrzucił na jednym tchu.
- Pomyślałeś, że któreś z nas może się zakochać?! - podniosłam głos.
- Nie chciałem tego!
- Więc coś Ci nie wyszło- usłyszałam głos Matta za plecami.
***
Dzień dobry wieczór kochani!
Drama time?😂 Kiedyś to musiała się stać:D
Jesteście #TeamMatt czy #TeamKarol?
Jak wam minął pierwszy tydzień roku szkolnego?
Widzimy się za tydzień!
Raissa&Lune
sobota, 3 września 2016
Rozdział XXXI: Ghostbusters, gadaliwy fikus i '-Misiek?'
Lena*
-Ej blondyna! - krzyknął ktoś z tłumu kiedy powolnym krokiem znalazłam się w naszej sali konferencyjnej, gdzie aktualnie odbywała się dyskoteka. Zaczęłam się rozglądać, lecz nie zauważyłam nikogo, kto mógłby mnie wołać.
- Ma ktoś numer do ekipy GhostBusters? - zawołał ponownie ten sam głos i tym razem zauważyłam kto to był. Oczywiście, był to niezawodny Krzysztof Ignaczak, ze swoją kamerą.
- Krzysiu, błagam odstaw już te leki, bo źle na Ciebie wpływają - przybrałam zatroskaną minę podchodząc do naszej małej grupki.
- Wypraszam sobie! - Ignaczak wyłączył kamerkę - Ja już tak mam od urodzenia - wypiął dumnie pierś
- Wujaszku, ja nie wiem czy warto się tym chwalić - puściła mu oczko Melka na co Igła się naburmuszył.
- Amelio... Ile razy mam Ci coś powtarzać? Ta młodzież już w ogólne nie szanuje zdania starszych - westchnął teatralne - Aż muszę się napić! - podniósł lekko głos po czym odwrócił się, machnął na nas ręką po czym zaczął odchodzić, udając modelkę. Przy stole z napojami odwrócił się w nasza stronę, ułożył rękę na biedrze i uśmiechnął się szeroko.
- Igła chyba minął się z powołaniem - wybuchnęłam śmiechem po czym mój śmiech zamienił się w szatański uśmieszek. Miałam teraz idealną pozycję by wskoczyć na Michała co też zrobiłam. Nim zdążył zarejestrować co się dzieje ja znalazłam się przed nim po czym wskoczyłam na niego i uczepiłam się jak mała małpka.
- Co Ty robisz? - zapytał zdezorientowany odczepiając mnie od siebie. Stanęłam przed nim robiąc minę małej skrzyczanej dziewczynki.
- No błagam... Bierz mnie! - wyciągnęłam do niego ręce po chwili dopiero zdając sobie sprawę z dwuznaczności tego zdania.
- Bardzo chętnie - poruszył sugestywnie brwiami uśmiechając się szeroko.
- Ale nie tak - pacnęłam go w ramię
- W takim razie, nie zgadzam się! - założył ręce na piersi
- Pff, dobra! - powtórzyłam jego ruch - Obrażam się i idę sobie! - pokazałam mu język i w akompaniamencie śmiechów dołączyłam do naszej grupy swatek
*Melka*
Impreza trwała w najlepsze. Mój plan znalezienie Kłosa nieco się skomplikował. Jego poprostu nigdzie nie było. Po około godzinie, zdesperowana podeszłam do Wrony.
- Powiedz, że wiesz gdzie jest Karol, potrzebuje go - wlepiłam w niego błagalne spojrzenie.
- Był tu przed chwilą, szuka cię - powiedział i kontynuował picie piwa. To chyba jakiś żart! Kręciliśmy się w kółko szukając się na wzajem i ciągle się mijaliśmy. Jak w kiepskiej komedii. Stwierdziłam że udam się na kanapę, bo było to dość widoczne miejsce. Usiadłam koło Pita, który chyba zdążył już sporo wypić. Trzymał na kolanach fikusa i głaskał go po listkach.
- Co ty wyprawiasz? - spytałam ze śmiechem.
- Nawiązuje nowe znajomości, mądry gość ten fikus - po udzieleniu mi odpowiedzi skupił swoją uwagę na kwiatku. Pokręciłam z rozbawieniem głową. Wtem na horyzoncie zobaczyłam mój obiekt poszukiwań. Rzuciłam się w jego stronę niczym Irańczycy na Kubiaka.
- Wreszcie! - wykrzyknęliśmy równocześnie.
- Szukałem cię - westchnęłam zrezygnowana i rozejrzałam się po pokoju. Na łóżku siedziała cała podejrzana grupa. Igła, Winiar, Paul i Lena razem z Kubiakiem. Złapałam Karola za rękę i pociągnęłam go w stronę szafy niedaleko łóżka.
- Co ty robisz? - pisnął z szeroko otwartymi oczami gdy zamknęłam nas w środku.
- Zapomniałeś już, że prowadzimy śledztwo? - warknęłam i kazałam mu się uciszyć. Wytężyłam słuch.
- Żeby tylko się w sobie nie zakochali - rzucił Kubiak, na co Lotman zamarł z przerażoną miną.
- Nie przemyślałeś tego, prawda? - zdenerwowana Lena wstała z łóżka.
- Myślę, że Matt nie...- nie tylko było mu dane skończyć.
- Przesuńcie łóżko pod szafę, zaraz się zaczną spadające gwiazdy!
Jak powiedziano tak też zrobiono.
Już po chwili drzwi naszej szafy zostały zagrodzone łózkiem na którym chwilę wcześniej siedzieli spiskowcy. Jakby tego było mało, podgloszono muzykę, a glosniki stały na szafie. Dlaczego nie zareagowaliśmy? Nie mam pojęcia.
- Cholera - warknęłam i zaczęłam walić pięściami w drzwi. Jednak na próżno. Było za głośno, a ludzi zbyt pochłonęły gwiazdy.
- Nie jest tak źle, spójrz, mamy piwo - Kłos wskazał na zgrzewkę procentowego napoju.
Po godzinie sytuacja nie zmieniła się na lepsze. Siatkarze z Leną wyszli na dwór, a Karol wypił trzecią butelkę piwa. Zaczął przytulać się do swetra i tańczyć z nim w miejscu. Stwierdziłam, że na trzeźwo tego nie zniosę i również sięgnęłam po trunek.
- Wreszcie zmądrzałaś - Kłos rzucił w kąt sweter i uwiesił się mojego ramienia.
*Lena*
- Widzieliście gdzieś Melkę? - zapytałam kolejną grupę siatkarzy. Dziewczyna jakiś czas temu gdzieś poszła i od tego czasu nie było od niej żadnego znaku. Zaczęłam się powoli o nią martwić... Przecież ruda tak bardzo chciała obejrzeć te spadające gwiazdy, że już od tygodnia o tym gadała, to niemożliwe, że teraz tak po prostu sobie odpuściła. W tłumie nie mogłam dostrzec również Kłosa więc jedyna myśl jaka mi przyszła do głowy to właśnie to, że w tym momencie poszli gdzieś razem. Pytanie tylko brzmi, po co? Nie zawracając sobie tym pytaniem zbytnio głowy podeszłam do naszej grupki, która w ostatnim czasie znacznie się powiększyła.
- Nadal nie znalazłam Melki... a gdzie wy szukaliście? - zapytałam w połowie zmieniając zdanie
- Wieeesz... Tu i tam - machnął ręką rozbawiony Ignaczak.
- Na pewno nie ma jej przy stole z alkoholem - zachichotał Kadziewicz zarzucając rękę na ramiona przyjaciela.
- Świetnie! - warknęłam - Sama sobie poradzę, nie potrzebuje zadawać się z pijakami - fuknęłam wymierzając w każdego po kolei palcem.
- Hej - zaprotestował Kubiak, kiedy wskazałam na niego - Ja nic nie piłem i zdobyłem dość istotne informacje, ale skoro nie chcesz pomocy to nie - odwrócił się urażony na pięcie i odszedł.
- Michał no! - krzyknęłam ruszając za nim - Michał... Kubiak! Zatrzymaj się w tej chwili! - ciągle krzyczałam podążając za nim - Misiek noo! - zatrzymałam się kiedy on gwałtownie się odwrócił się w moją stronę.
- Powtórz - poprosił
- Misiek? - powtórzyłam niepewnie, jednocześnie pytając
- Tak mi mów - zaśmiał się - I buziaka poproszę za obrażenie mnie! - zrobił z ust dziubek. Powtórzyłam jego ruch i zaczęłam się zbliżać do niego. Jednak zanim nasze usta się zetknęły ujrzałam w tłumie Monikę i naszły mnie ogromne wyrzuty sumienia. Złapałam chłopaka jedną ręką za policzki, uwydatniając jego dziubek po czym zmieniłam kierunek na skutek czego moje usta przywarły do policzka chłopaka. Odsunęłam się i klasmęłam w dłonie.
- Buziak był to teraz informacje - powiedziałam unikając jego zaskoczonego spojrzenia.
***
Błagamy nie bijcie :(
Wiemy, że rozdział miał być we wcześniejszych godzinach ale to chyba już nasza tradycja, że zawsze w tych godzinach coś wypadnie a później się na śmierć zapomina o wszytkich innych sprawach, ehh
To całe my, przepraszamy za kolejne opóźnienie, które znając nas ostatnim nie będzie
Trzymajcie za nas kciuki, żeby to się zmieniło! :*
Raissa & Lune
PS. Wszystkiego najlepszego dla Fabię z okazji ślubu! ❤
-Ej blondyna! - krzyknął ktoś z tłumu kiedy powolnym krokiem znalazłam się w naszej sali konferencyjnej, gdzie aktualnie odbywała się dyskoteka. Zaczęłam się rozglądać, lecz nie zauważyłam nikogo, kto mógłby mnie wołać.
- Ma ktoś numer do ekipy GhostBusters? - zawołał ponownie ten sam głos i tym razem zauważyłam kto to był. Oczywiście, był to niezawodny Krzysztof Ignaczak, ze swoją kamerą.
- Krzysiu, błagam odstaw już te leki, bo źle na Ciebie wpływają - przybrałam zatroskaną minę podchodząc do naszej małej grupki.
- Wypraszam sobie! - Ignaczak wyłączył kamerkę - Ja już tak mam od urodzenia - wypiął dumnie pierś
- Wujaszku, ja nie wiem czy warto się tym chwalić - puściła mu oczko Melka na co Igła się naburmuszył.
- Amelio... Ile razy mam Ci coś powtarzać? Ta młodzież już w ogólne nie szanuje zdania starszych - westchnął teatralne - Aż muszę się napić! - podniósł lekko głos po czym odwrócił się, machnął na nas ręką po czym zaczął odchodzić, udając modelkę. Przy stole z napojami odwrócił się w nasza stronę, ułożył rękę na biedrze i uśmiechnął się szeroko.
- Igła chyba minął się z powołaniem - wybuchnęłam śmiechem po czym mój śmiech zamienił się w szatański uśmieszek. Miałam teraz idealną pozycję by wskoczyć na Michała co też zrobiłam. Nim zdążył zarejestrować co się dzieje ja znalazłam się przed nim po czym wskoczyłam na niego i uczepiłam się jak mała małpka.
- Co Ty robisz? - zapytał zdezorientowany odczepiając mnie od siebie. Stanęłam przed nim robiąc minę małej skrzyczanej dziewczynki.
- No błagam... Bierz mnie! - wyciągnęłam do niego ręce po chwili dopiero zdając sobie sprawę z dwuznaczności tego zdania.
- Bardzo chętnie - poruszył sugestywnie brwiami uśmiechając się szeroko.
- Ale nie tak - pacnęłam go w ramię
- W takim razie, nie zgadzam się! - założył ręce na piersi
- Pff, dobra! - powtórzyłam jego ruch - Obrażam się i idę sobie! - pokazałam mu język i w akompaniamencie śmiechów dołączyłam do naszej grupy swatek
*Melka*
Impreza trwała w najlepsze. Mój plan znalezienie Kłosa nieco się skomplikował. Jego poprostu nigdzie nie było. Po około godzinie, zdesperowana podeszłam do Wrony.
- Powiedz, że wiesz gdzie jest Karol, potrzebuje go - wlepiłam w niego błagalne spojrzenie.
- Był tu przed chwilą, szuka cię - powiedział i kontynuował picie piwa. To chyba jakiś żart! Kręciliśmy się w kółko szukając się na wzajem i ciągle się mijaliśmy. Jak w kiepskiej komedii. Stwierdziłam że udam się na kanapę, bo było to dość widoczne miejsce. Usiadłam koło Pita, który chyba zdążył już sporo wypić. Trzymał na kolanach fikusa i głaskał go po listkach.
- Co ty wyprawiasz? - spytałam ze śmiechem.
- Nawiązuje nowe znajomości, mądry gość ten fikus - po udzieleniu mi odpowiedzi skupił swoją uwagę na kwiatku. Pokręciłam z rozbawieniem głową. Wtem na horyzoncie zobaczyłam mój obiekt poszukiwań. Rzuciłam się w jego stronę niczym Irańczycy na Kubiaka.
- Wreszcie! - wykrzyknęliśmy równocześnie.
- Szukałem cię - westchnęłam zrezygnowana i rozejrzałam się po pokoju. Na łóżku siedziała cała podejrzana grupa. Igła, Winiar, Paul i Lena razem z Kubiakiem. Złapałam Karola za rękę i pociągnęłam go w stronę szafy niedaleko łóżka.
- Co ty robisz? - pisnął z szeroko otwartymi oczami gdy zamknęłam nas w środku.
- Zapomniałeś już, że prowadzimy śledztwo? - warknęłam i kazałam mu się uciszyć. Wytężyłam słuch.
- Żeby tylko się w sobie nie zakochali - rzucił Kubiak, na co Lotman zamarł z przerażoną miną.
- Nie przemyślałeś tego, prawda? - zdenerwowana Lena wstała z łóżka.
- Myślę, że Matt nie...- nie tylko było mu dane skończyć.
- Przesuńcie łóżko pod szafę, zaraz się zaczną spadające gwiazdy!
Jak powiedziano tak też zrobiono.
Już po chwili drzwi naszej szafy zostały zagrodzone łózkiem na którym chwilę wcześniej siedzieli spiskowcy. Jakby tego było mało, podgloszono muzykę, a glosniki stały na szafie. Dlaczego nie zareagowaliśmy? Nie mam pojęcia.
- Cholera - warknęłam i zaczęłam walić pięściami w drzwi. Jednak na próżno. Było za głośno, a ludzi zbyt pochłonęły gwiazdy.
- Nie jest tak źle, spójrz, mamy piwo - Kłos wskazał na zgrzewkę procentowego napoju.
Po godzinie sytuacja nie zmieniła się na lepsze. Siatkarze z Leną wyszli na dwór, a Karol wypił trzecią butelkę piwa. Zaczął przytulać się do swetra i tańczyć z nim w miejscu. Stwierdziłam, że na trzeźwo tego nie zniosę i również sięgnęłam po trunek.
- Wreszcie zmądrzałaś - Kłos rzucił w kąt sweter i uwiesił się mojego ramienia.
*Lena*
- Widzieliście gdzieś Melkę? - zapytałam kolejną grupę siatkarzy. Dziewczyna jakiś czas temu gdzieś poszła i od tego czasu nie było od niej żadnego znaku. Zaczęłam się powoli o nią martwić... Przecież ruda tak bardzo chciała obejrzeć te spadające gwiazdy, że już od tygodnia o tym gadała, to niemożliwe, że teraz tak po prostu sobie odpuściła. W tłumie nie mogłam dostrzec również Kłosa więc jedyna myśl jaka mi przyszła do głowy to właśnie to, że w tym momencie poszli gdzieś razem. Pytanie tylko brzmi, po co? Nie zawracając sobie tym pytaniem zbytnio głowy podeszłam do naszej grupki, która w ostatnim czasie znacznie się powiększyła.
- Nadal nie znalazłam Melki... a gdzie wy szukaliście? - zapytałam w połowie zmieniając zdanie
- Wieeesz... Tu i tam - machnął ręką rozbawiony Ignaczak.
- Na pewno nie ma jej przy stole z alkoholem - zachichotał Kadziewicz zarzucając rękę na ramiona przyjaciela.
- Świetnie! - warknęłam - Sama sobie poradzę, nie potrzebuje zadawać się z pijakami - fuknęłam wymierzając w każdego po kolei palcem.
- Hej - zaprotestował Kubiak, kiedy wskazałam na niego - Ja nic nie piłem i zdobyłem dość istotne informacje, ale skoro nie chcesz pomocy to nie - odwrócił się urażony na pięcie i odszedł.
- Michał no! - krzyknęłam ruszając za nim - Michał... Kubiak! Zatrzymaj się w tej chwili! - ciągle krzyczałam podążając za nim - Misiek noo! - zatrzymałam się kiedy on gwałtownie się odwrócił się w moją stronę.
- Powtórz - poprosił
- Misiek? - powtórzyłam niepewnie, jednocześnie pytając
- Tak mi mów - zaśmiał się - I buziaka poproszę za obrażenie mnie! - zrobił z ust dziubek. Powtórzyłam jego ruch i zaczęłam się zbliżać do niego. Jednak zanim nasze usta się zetknęły ujrzałam w tłumie Monikę i naszły mnie ogromne wyrzuty sumienia. Złapałam chłopaka jedną ręką za policzki, uwydatniając jego dziubek po czym zmieniłam kierunek na skutek czego moje usta przywarły do policzka chłopaka. Odsunęłam się i klasmęłam w dłonie.
- Buziak był to teraz informacje - powiedziałam unikając jego zaskoczonego spojrzenia.
***
Błagamy nie bijcie :(
Wiemy, że rozdział miał być we wcześniejszych godzinach ale to chyba już nasza tradycja, że zawsze w tych godzinach coś wypadnie a później się na śmierć zapomina o wszytkich innych sprawach, ehh
To całe my, przepraszamy za kolejne opóźnienie, które znając nas ostatnim nie będzie
Trzymajcie za nas kciuki, żeby to się zmieniło! :*
Raissa & Lune
PS. Wszystkiego najlepszego dla Fabię z okazji ślubu! ❤
sobota, 27 sierpnia 2016
Rozdział XXX: Romans z Lotmanem, pocałunek i kolejna impreza
*Melka*
Życie nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Dni spędzone w Spale są jak pędzący rollercoster. Wszystko idzie wspaniale, jest świetna zabawa, gdy nagle ktoś z siedzenia obok na ciebie wymiotuje. Takimi oto wymiocinami było to co zastałam na stołówce rano. Jeszcze wczoraj Lena i Kubiak zachowywali się jak najsłodsza para. A dzisiaj? Kubiak przesiadł się jak najdalej od Blondynki i cały czas rzucał jej gniewne spojrzenie. Mam deja vu.
Stwierdziłam, że tym razem śledztwo rozpocznę z drugiej strony. Podeszłam do Michała i zajęłam miejsce obok niego. Lena spojrzała na mnie z wyrzutem a ja posłałam jej uśmiech. Przeniosłam spojrzenie na Kubiaka.
- Michał, co się stało? - spytałam cicho.
- Zapytaj swoją przyjaciółkę - rzucił, wściekle dłubiąc w swoim omlecie.
- Chce to usłyszeć od ciebie - po moich słowach nastąpiła chwila ciszy. Nie wiem co go dręczy, ale jest to coś poważnego.
- Lena ma romans z Lotmanem - wydusił w końcu. Musiałam powstrzymać śmiech. Moja przyjaciółka z Paulem? Oni razem to jak pizza z ananasem, połączenie które nie ma prawa istnieć.
- Musiało Ci się coś pomylić - powiedziałam dotykając jego ramienia.
- Nic mi się nie pomyliło, zostaw mnie w spokoju - skupił się na swoim jedzeniu. Zobaczyłam Lenę wychodzącą ze stołówki i pobiegłam za nią. Gdy tylko zrównałam się z nią krokiem zaczęłam mówić.
- Masz mi coś do powiedzenia? - blondynka spojrzała na mnie zaskoczona.
- Dzień dobry? - odpowiedziała niepewnie.
- Dlaczego twój chłopak uważa, że masz romans z Lotmanem? - zaatakowałam ją.
- Parę razy z nim rozmawiałam a Kubiak coś sobie ubzdurał - wyrzuciła na jednym wdechu.
- Więc lepiej to z nim wyjaśnij.
*Lena*
Idąc za radą Melki, postanowiłam wyjaśnić z Kubiakiem całą tę sytuację. Z reguły nie należę do osób, które mają w zwyczaju pierwsze wyciągać rękę na zgodę lecz tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Jakoś dziwnie mi było pogodzić się z myślą, że Michał może być na mnie zły z powodu, który nawet nie istnieje. Ja i Lotman? Przecież to nawet jest śmieszne! W każdym razie, wracając do tematu. Musiałam wybrać odpowiednią porę na przeprowadzenie tej rozmowy, lecz nie mogłam się ostatecznie zdecydować. Mogłam to zrobić już teraz lecz nie chciałam ryzykować, że następnie Kubiak nie będzie mógł się skupić na treningu, lub co gorsza będzie się wyżywał na piłce. Opcją drugą było pogadania z nim tuż po treningu. Ta opcja wydała mi się finalnie bardziej kusząca więc to ją postanowiłam wprowadzić w życie. Oczywiście, nie byłaby taka kusząca gdyby nie fakt, że po treningu Kubi będzie zmęczony i być może nie będzie miał nawet sił się kłócić. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem po czy zebrałam się z łóżka i wyszłam z pokoju. Przed halą wpadłam na Monikę ze sprzętem.
- Amerykanie są teraz na bieżni - podpowiedziałam jej
- Ja wiem - jęknęła - Stefan poprosił mnie, żebym zrobiła zdjęcia naszym, ale poradzić sobie dziś jakoś nie mogę, wszytko mi z rąk wypada - jęknęła zrezygnowana.
- Pomogę Ci - odparłam na to, przejmując od szatynki kilka przedmiotów
- Dzięki - zaśmiała się wchodząc za mną do środka. Trening minął mi w oka mgnieniu. Nawet nie zdążyłam zarejestrować jakie ćwiczenia wykonywali siatkarze, kiedy Antiga oznajmił, że trening dobiegł końca. Nastąpiło po tym jeszcze rutynowe rozciąganie o wszyscy zaczęli się zbierać do szatni. Monika natomiast, zaproponowała sesję jeszcze trenerem, więc nie chcąc jej przeszkadzać postanowiłam poczekać na Kubiaka pod szatnią. Na szczęście, albo i nie, Michał postanowił wszytko dziś załatwić szybciej i to on jako pierwszy pojawił się na korytarzu. Jestem pewna, że mnie zauważył, lecz nie odezwał się do mnie ani słowem.
- Michał, poczekaj - złapałam go za nadgarstek kiedy zaczął się oddalać
- Na co mam czekać, huh? Może zaczniesz mi opowiadać jaki to Paul jest świetny? - warknął na mnie wygrywając rękę z mojego uścisku.
- Właśnie to chciałam wyjaśnić - ponownie złapałam go za rękę chcąc zakończyć tą całą szopkę - Ja i Paul to...
- Przestań! Po prostu przestań! - krzyknął po czym upuścił na ziemię swoją torbę i uderzył otwartą dłonią w ścianę. Pozostali siatkarze oczywiście zaciekawieni krzykami na korytarzu zaczęli wyglądać przez lekko uchylone drzwi, czego Kubiak nawet nie zauważył. - Nie chcę tego słuchać! - zaczął się do mnie zbliżać na co ja zaczęłam się cofać
- Lotman i ja?! To nigdy nie miało miejsca, rozumiesz? To jedno wielkie nieporozumienie - z każdym słowem wyrzucałam z siebie wszystko jeszcze szybciej - Ja Ci wszytko wyjaśnię, tylko daj mi szansę - praktycznie wyszeptałam czując za sobą ścianę i widząc zbliżającego się Kubiaka. Nadal był wkurzony lecz już nie tak jak przed chwilą. Widząc tą zmianę zaczęłam kontynuować - Porozmawiamy proszę, daj mi... - reszta zdania została zagłuszona przez usta Kubiaka na moich. Przez chwilę stałam nieruchomo z szeroko otwartymi oczami, będąc w wielkim szoku, ale pieszczota Michała skutecznie sprowadziła mnie na ziemię. Przymknęłam powieki, czując, że się rozpływam. Następnie nie zwracając uwagi na głośne gwizdy siatkarzy, wplotłam palce we włosy chłopaka. Szatyn uznał ten gest najwyraźniej za nieme pozwolenie ponieważ przyciągnął mnie mocno do siebie następnie unosząc mnie do góry tak, że oplotłam go nogami w pasie. Oderwaliśmy się od siebie dopero kiedy zabrakło nam tchu i dopero wtedy zauważyłam zbiorowisko wokół nas. Byli tu dosłownie wszyscy. Wliczając w to oczywiście cały sztab oraz Monikę. Skrzywiłam się nieznacznie przypominając sobie o złożonej jej obietnicy. Nie zajmując się tym długo schowałam twarz w zagłębienie szyi siatkarza, nadal będąc na nim uwieszona.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak długo na to czekałem - wymruczał mi do ucha - Teraz już tak łatwo mi się uciekniesz - powiedział już trochę głośniej, lecz nadal wystarczająco cicho. Odsunęłam się od niego trochę, co Michał znów wykorzystał łącząc ponownie nasze usta.
- Znajdzcie sobie pokój - mruknęła zdegustowana Monika mijając nas w drodze do wyjścia. Oczywiście nie obyło się także bez spojrzenia pełnego jadu, skierowanego w moją stronę. Po tej uwadze Kubiak niechętnie odstawił mnie na podłogę przelotnie jeszcze muskając moje wargi. Uśmiechnęłam się zadowolona po czym odwróciłam się by zobaczyć czemu na korytarzu panuje taka cisza. Widok jaki tam zastałam powinien mnie zaskoczyć, lecz wcale tak nie było. Wszyscy nie licząc Ignaczaka, który postanowił wszytko udokumentować, wpatrywali się w nas słodkim wzrokiem, robiąc oczywiście serduszka z dłoni. Przybiłam sobie facepalm'a po czym zirytowana warknęłam
- Nie macie innych zajęć? Cały dzień będziecie tu tak stać? - na szczęście ta uwaga wystarczyła i wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia.
*Melka*
Ruszając do swojego pokoju mocno przytuliłam Lenę.
- Widzę, że mnie posłuchałaś - puściłam jej oczko i zostawiłam ją z Michałem. Szybko udałam się do pokoju. Przebrałam się po treningu i byłam gotowa na spotkanie z Mattem. Musiałam tylko poczekać aż po mnie przyjdzie. Nie minęło dwadzieścia minut gdy pojawił się w moim pokoju. Jednak nie sam. Tak, tuż za nim do pokoju wszedł Paul.
- Ja tylko chciałem życzyć wam miłego spaceru - wyszczerzył się. Anderson tylko wzruszył ramionami a ja obdarzyłam ich zaskoczonym spojrzeniem. Lotman ostatnio zachowuje się bardzo dziwnie. Prawie jak Igła. Gdyby to była kreskówka, w tym momencie nad moją głową zapaliłaby się żarówka. Czy oni coś razem kombinują. Po chwili Paul wyszedł zostawiając nas samych, w tym samym czasie przełączając coś w swoim aparacie.
- Zauważyłeś, że on się ostatnio dość dziwnie zachowuje? - spytałam siatkarza.
- Paul zawsze był zakręcony, ale to prawda, ostatnio jest jakiś inny.
Niestety pogoda popsuła nasze plany. Zaczęło padać, więc zostaliśmy znuszeni zostać w pokoju. Popołudnie spędziliśmy na oglądaniu Przyjaciół. Jak się okazało, oboje uwielbiamy ten serial. Czuję, że mogę się zaprzyjaźnić z tym chłopakiem.
Około godziny 18 rozległ się dzwonek telefony Matta.
- Zbieramy się. Trenerzy pozwolili nam zrobić imprezę - rzucił i wstał z podłogi.
Od razu pomyślałam, że muszę znaleźć Karola, to będzie idealny moment do przeprowadzenia śledztwa.
***
Na początku chciałyśmy mocno ale to mocno wszystkich czytelników przeprosić za opóźnienie...
Tym razem to nie była nasza wina tylko wystąpiły małe problemy techniczne... Na szczęście wszystko już jest okey i tak powinno pozostać :p
Z tej okazji chciałybyśmy również przekazać wam dość ważne ogłoszenie parafialne :
OD DZIŚ ROZDZIAŁY BĘDĄ POJAWIAĆ SIĘ W SOBOTY OD GODZINY 16 DO 21
Jeszcze raz mocno przepraszamy i zapraszamy na kolejny w sobotę :*
Pozdrawiamy cieplutko
Raissa & Lune
Życie nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Dni spędzone w Spale są jak pędzący rollercoster. Wszystko idzie wspaniale, jest świetna zabawa, gdy nagle ktoś z siedzenia obok na ciebie wymiotuje. Takimi oto wymiocinami było to co zastałam na stołówce rano. Jeszcze wczoraj Lena i Kubiak zachowywali się jak najsłodsza para. A dzisiaj? Kubiak przesiadł się jak najdalej od Blondynki i cały czas rzucał jej gniewne spojrzenie. Mam deja vu.
Stwierdziłam, że tym razem śledztwo rozpocznę z drugiej strony. Podeszłam do Michała i zajęłam miejsce obok niego. Lena spojrzała na mnie z wyrzutem a ja posłałam jej uśmiech. Przeniosłam spojrzenie na Kubiaka.
- Michał, co się stało? - spytałam cicho.
- Zapytaj swoją przyjaciółkę - rzucił, wściekle dłubiąc w swoim omlecie.
- Chce to usłyszeć od ciebie - po moich słowach nastąpiła chwila ciszy. Nie wiem co go dręczy, ale jest to coś poważnego.
- Lena ma romans z Lotmanem - wydusił w końcu. Musiałam powstrzymać śmiech. Moja przyjaciółka z Paulem? Oni razem to jak pizza z ananasem, połączenie które nie ma prawa istnieć.
- Musiało Ci się coś pomylić - powiedziałam dotykając jego ramienia.
- Nic mi się nie pomyliło, zostaw mnie w spokoju - skupił się na swoim jedzeniu. Zobaczyłam Lenę wychodzącą ze stołówki i pobiegłam za nią. Gdy tylko zrównałam się z nią krokiem zaczęłam mówić.
- Masz mi coś do powiedzenia? - blondynka spojrzała na mnie zaskoczona.
- Dzień dobry? - odpowiedziała niepewnie.
- Dlaczego twój chłopak uważa, że masz romans z Lotmanem? - zaatakowałam ją.
- Parę razy z nim rozmawiałam a Kubiak coś sobie ubzdurał - wyrzuciła na jednym wdechu.
- Więc lepiej to z nim wyjaśnij.
*Lena*
Idąc za radą Melki, postanowiłam wyjaśnić z Kubiakiem całą tę sytuację. Z reguły nie należę do osób, które mają w zwyczaju pierwsze wyciągać rękę na zgodę lecz tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Jakoś dziwnie mi było pogodzić się z myślą, że Michał może być na mnie zły z powodu, który nawet nie istnieje. Ja i Lotman? Przecież to nawet jest śmieszne! W każdym razie, wracając do tematu. Musiałam wybrać odpowiednią porę na przeprowadzenie tej rozmowy, lecz nie mogłam się ostatecznie zdecydować. Mogłam to zrobić już teraz lecz nie chciałam ryzykować, że następnie Kubiak nie będzie mógł się skupić na treningu, lub co gorsza będzie się wyżywał na piłce. Opcją drugą było pogadania z nim tuż po treningu. Ta opcja wydała mi się finalnie bardziej kusząca więc to ją postanowiłam wprowadzić w życie. Oczywiście, nie byłaby taka kusząca gdyby nie fakt, że po treningu Kubi będzie zmęczony i być może nie będzie miał nawet sił się kłócić. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem po czy zebrałam się z łóżka i wyszłam z pokoju. Przed halą wpadłam na Monikę ze sprzętem.
- Amerykanie są teraz na bieżni - podpowiedziałam jej
- Ja wiem - jęknęła - Stefan poprosił mnie, żebym zrobiła zdjęcia naszym, ale poradzić sobie dziś jakoś nie mogę, wszytko mi z rąk wypada - jęknęła zrezygnowana.
- Pomogę Ci - odparłam na to, przejmując od szatynki kilka przedmiotów
- Dzięki - zaśmiała się wchodząc za mną do środka. Trening minął mi w oka mgnieniu. Nawet nie zdążyłam zarejestrować jakie ćwiczenia wykonywali siatkarze, kiedy Antiga oznajmił, że trening dobiegł końca. Nastąpiło po tym jeszcze rutynowe rozciąganie o wszyscy zaczęli się zbierać do szatni. Monika natomiast, zaproponowała sesję jeszcze trenerem, więc nie chcąc jej przeszkadzać postanowiłam poczekać na Kubiaka pod szatnią. Na szczęście, albo i nie, Michał postanowił wszytko dziś załatwić szybciej i to on jako pierwszy pojawił się na korytarzu. Jestem pewna, że mnie zauważył, lecz nie odezwał się do mnie ani słowem.
- Michał, poczekaj - złapałam go za nadgarstek kiedy zaczął się oddalać
- Na co mam czekać, huh? Może zaczniesz mi opowiadać jaki to Paul jest świetny? - warknął na mnie wygrywając rękę z mojego uścisku.
- Właśnie to chciałam wyjaśnić - ponownie złapałam go za rękę chcąc zakończyć tą całą szopkę - Ja i Paul to...
- Przestań! Po prostu przestań! - krzyknął po czym upuścił na ziemię swoją torbę i uderzył otwartą dłonią w ścianę. Pozostali siatkarze oczywiście zaciekawieni krzykami na korytarzu zaczęli wyglądać przez lekko uchylone drzwi, czego Kubiak nawet nie zauważył. - Nie chcę tego słuchać! - zaczął się do mnie zbliżać na co ja zaczęłam się cofać
- Lotman i ja?! To nigdy nie miało miejsca, rozumiesz? To jedno wielkie nieporozumienie - z każdym słowem wyrzucałam z siebie wszystko jeszcze szybciej - Ja Ci wszytko wyjaśnię, tylko daj mi szansę - praktycznie wyszeptałam czując za sobą ścianę i widząc zbliżającego się Kubiaka. Nadal był wkurzony lecz już nie tak jak przed chwilą. Widząc tą zmianę zaczęłam kontynuować - Porozmawiamy proszę, daj mi... - reszta zdania została zagłuszona przez usta Kubiaka na moich. Przez chwilę stałam nieruchomo z szeroko otwartymi oczami, będąc w wielkim szoku, ale pieszczota Michała skutecznie sprowadziła mnie na ziemię. Przymknęłam powieki, czując, że się rozpływam. Następnie nie zwracając uwagi na głośne gwizdy siatkarzy, wplotłam palce we włosy chłopaka. Szatyn uznał ten gest najwyraźniej za nieme pozwolenie ponieważ przyciągnął mnie mocno do siebie następnie unosząc mnie do góry tak, że oplotłam go nogami w pasie. Oderwaliśmy się od siebie dopero kiedy zabrakło nam tchu i dopero wtedy zauważyłam zbiorowisko wokół nas. Byli tu dosłownie wszyscy. Wliczając w to oczywiście cały sztab oraz Monikę. Skrzywiłam się nieznacznie przypominając sobie o złożonej jej obietnicy. Nie zajmując się tym długo schowałam twarz w zagłębienie szyi siatkarza, nadal będąc na nim uwieszona.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak długo na to czekałem - wymruczał mi do ucha - Teraz już tak łatwo mi się uciekniesz - powiedział już trochę głośniej, lecz nadal wystarczająco cicho. Odsunęłam się od niego trochę, co Michał znów wykorzystał łącząc ponownie nasze usta.
- Znajdzcie sobie pokój - mruknęła zdegustowana Monika mijając nas w drodze do wyjścia. Oczywiście nie obyło się także bez spojrzenia pełnego jadu, skierowanego w moją stronę. Po tej uwadze Kubiak niechętnie odstawił mnie na podłogę przelotnie jeszcze muskając moje wargi. Uśmiechnęłam się zadowolona po czym odwróciłam się by zobaczyć czemu na korytarzu panuje taka cisza. Widok jaki tam zastałam powinien mnie zaskoczyć, lecz wcale tak nie było. Wszyscy nie licząc Ignaczaka, który postanowił wszytko udokumentować, wpatrywali się w nas słodkim wzrokiem, robiąc oczywiście serduszka z dłoni. Przybiłam sobie facepalm'a po czym zirytowana warknęłam
- Nie macie innych zajęć? Cały dzień będziecie tu tak stać? - na szczęście ta uwaga wystarczyła i wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia.
*Melka*
Ruszając do swojego pokoju mocno przytuliłam Lenę.
- Widzę, że mnie posłuchałaś - puściłam jej oczko i zostawiłam ją z Michałem. Szybko udałam się do pokoju. Przebrałam się po treningu i byłam gotowa na spotkanie z Mattem. Musiałam tylko poczekać aż po mnie przyjdzie. Nie minęło dwadzieścia minut gdy pojawił się w moim pokoju. Jednak nie sam. Tak, tuż za nim do pokoju wszedł Paul.
- Ja tylko chciałem życzyć wam miłego spaceru - wyszczerzył się. Anderson tylko wzruszył ramionami a ja obdarzyłam ich zaskoczonym spojrzeniem. Lotman ostatnio zachowuje się bardzo dziwnie. Prawie jak Igła. Gdyby to była kreskówka, w tym momencie nad moją głową zapaliłaby się żarówka. Czy oni coś razem kombinują. Po chwili Paul wyszedł zostawiając nas samych, w tym samym czasie przełączając coś w swoim aparacie.
- Zauważyłeś, że on się ostatnio dość dziwnie zachowuje? - spytałam siatkarza.
- Paul zawsze był zakręcony, ale to prawda, ostatnio jest jakiś inny.
Niestety pogoda popsuła nasze plany. Zaczęło padać, więc zostaliśmy znuszeni zostać w pokoju. Popołudnie spędziliśmy na oglądaniu Przyjaciół. Jak się okazało, oboje uwielbiamy ten serial. Czuję, że mogę się zaprzyjaźnić z tym chłopakiem.
Około godziny 18 rozległ się dzwonek telefony Matta.
- Zbieramy się. Trenerzy pozwolili nam zrobić imprezę - rzucił i wstał z podłogi.
Od razu pomyślałam, że muszę znaleźć Karola, to będzie idealny moment do przeprowadzenia śledztwa.
***
Na początku chciałyśmy mocno ale to mocno wszystkich czytelników przeprosić za opóźnienie...
Tym razem to nie była nasza wina tylko wystąpiły małe problemy techniczne... Na szczęście wszystko już jest okey i tak powinno pozostać :p
Z tej okazji chciałybyśmy również przekazać wam dość ważne ogłoszenie parafialne :
OD DZIŚ ROZDZIAŁY BĘDĄ POJAWIAĆ SIĘ W SOBOTY OD GODZINY 16 DO 21
Jeszcze raz mocno przepraszamy i zapraszamy na kolejny w sobotę :*
Pozdrawiamy cieplutko
Raissa & Lune
Subskrybuj:
Posty (Atom)