sobota, 1 kwietnia 2017

Rozdział XLVII: Doktor Winiarski na ratunek, amputacja i buzi na zgodę

*Lena*
- Będziemy siedzieć w pokoju cały dzień? - jęknęłam rzucając się twarzą w poduszkę.
- Ależ oczywiście, że nie - odparła ze śmiechem ruda - Ja zaraz spadam na trening i może Ty też byś się wzięła do pracy? Utuczysz sobie tylko dupsko - zadrwiła
- Ej! - zaprotestowałam - Odczep się od mojego tyłka! - rzuciłam w nią poduszką
- Racja, Michał pewnie jest zadowolony co? Więcej do ściskania! - poruszyła charakterystycznie brwiami.
- Ale z Ciebie zboczeniec! - krzyknęłam - Muszę chyba pogadać o tym z Karolem. Na pewno go to zainteresuje - pokazałam jej język.
- A żebyś wiedziała - wybuchnęła głośnym śmiechem po czym zaczęła się zbierać do wyjścia. - No ruszaj się, bo Cię tu zamknę - pośpieszyła mnie w skutek czego przekreciłam się na drugi bok, tym samym spadając z łóżka. Uderzając głośno o panele zwabiłam do naszego pokoju siatkarzy, którzy na pierwszy rzut oka dostrzegli tylko zwijającą się ze śmiechu Melkę.
- Co tu tak huknęło? I gdzie jest Lena? - zapytał na wstępie Ignaczak
- Tu jestem - wyjęczałam wyciągając rękę do góry, by wystawała znad łóżka. Po moich słowach wszyscy zabrani, jak jeden, wybuchnęli śmiechem.
- Bardzo śmieszne! - podniosłam lekko głos -  Ale ja tu potrzebuję lekarza! - mruknęłam wystarczająco głośno.
- Doktor Winarski przybywa na ratunek! - usłyszałam okrzyk a później udawaną syrenę karetki. Śmiechy jednak nie trwały długo ponieważ i Michał zaraz wylądował na podłodze. No to się wszyscy dobraliśmy.

*Melka*
Po spektakularnym upadku Michała musiałam rozmasować mu łydkę, przez co na trening stawiliśmy się nieco później.
- Jak tam noga akrobato? - zaśmiał się Igła gdy tylko weszliśmy na salę.
- Obejdzie się bez amputacji - odpowiedział mu Winiarski.
Usiadłam na ławce obok Leny.
- Masz jakieś plany na wieczór? - spytałam z szatańskim uśmieszkiem.
- Raczej nie, co ty kombinujesz? - była widocznie zaciekawiona.
- Co powiesz na babskie wyjście na miasto? -blondynka ochoczo przystała na moją propozycję. Francja będzie dziś nasza!
Po skończonym treningu poszłyśmy do naszego pokoju. Trzeba przygotować się do podbicia miasta. Wyciągnęłam z szafki zwiewną błekitną sukienkę i umyłam swoje białe trampki.
- Już zapomniałam jakiego są koloru - zaśmiałam się. Kiedy próbowałam związać swoje loki w warkocza do pokoju wszedł Karol.
- O Melka, widzę że się wystroiłaś, to dobrze, porywam cię na plaże - niezwykle pewny siebie oparł się o ścianę z zadziornym uśmieszkiem.
- Mam inne plany - odpowiedziałam i zaśmiałam się widząc jego zdezorientowaną minę. Rozbawiona Lena wypchnęła go z pokoju. To nasz wieczór.

*Lena*
W windzie o dziwo spotkałyśmy siatkarzy, którzy byli nie mniej zaskoczeni jak my.
- Gdzie się wybieracie? - zapytał podejrzliwie Ignaczak patrząc na wszystkich zebranych.
- Na imprezę - odpowiedzieliśmy wszyscy niemal chórem.
- Razem? - zaskoczony Krzysiek wyszedł na przód i odwrócił się do nas.
- Nie! - kolejna chóralna odpowiedź. Ignaczak nie był do końca przekonany lecz ostatecznie dał za wygraną.
- Macie zniknąć! - powiedziałam krzyżując spojrzenie z Kubiakiem
- Macie to jak w banku - prychnął zakładając ręce na klatce piersiowej
- Świetnie - mruknęłam powtarzając jego gest
- Świetnie! - zaczął mnie przedrzeźniać wywracając oczami
- Dobra, spokój - zaśmiała się Melka wpychając mnie na Kubiaka kiedy drzwi za Ignaczakiem się zamknęły - Buzi na zgodę i lecimy się bawić! - zacmokała udając pocałunek. Skrzywiłam się lekko na jej zachowanie. Ta perspektywa jednak wydała mi się niezwykle kusząca wiec w ostateczności uniosłam się lekko na palcach i przycisnęłam usta do policzka chłopaka. Ten objął mnie w talii i przycisnął mocnej do siebie w opiekuńczym geście. Na jego ustach momentalnie wykwitł piękny uśmiech, co i mi poprawiło humor. Kiedy drzwi na parterze otworzyły się, niechętnie opuściłam jego ramiona i osobno opuściliśmy budynek, udając się w dwie różne strony.

***
Witajcie!
Po długiej nieobecności znów was witamy!
Jak to zwykle bywa, szkoła i pozostałe obowiązki sprawiły, że nie było zupełnie kiedy pisać :/
To pewnie brzmi tak jakbyśmy zupełnie nie myślały o was, drodzy czytelnicy, ale nic bardziej mylnego :P
Codziennie próbowałyśmy cokolwiek dla was napisać, chociaż często nic z tego nie było :/
Mamy nadzieję, że docenicie nasze wypociny i jakoś nam to wybaczcie :P

Pozdrawiamy serdecznie i do następnego :*

Raissa & Lune

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz