sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział IV: Zakupy, dwa trupy w basenie i niedoszły gwałt.

**LENA**
Godzina 06.30. Budzik dzwoni dokładnie o tej godzinie co go ustawiłam. Przekręcam się na drugi bok by wyłączyć to ustrojowo. Nie żebym miała coś przeciwko wstawania rano ale w niektóre dni nie miałabym nic przeciwko leniuchowaniu. Szybko wygrzebuję się z pościeli i biegnę obudzić przyjaciółkę. Jakim cudem nadal się nie obudziła przecież specjalnie ustawiłam najbardziej piskliwy dzwonek jaki mam.
- Mela wstawaj! Znowu się spóźnisz!- potrząsnęłam nią. Przyjaciółka mruknęła coś niezrozumiale i mnie odepchnęła.Wzruszyłam ramionami i jak zwykle zostawiłam ją samej sobie. Chociaż nie będzie mogła mi później zarzucić, że nie próbowałam. Wyjęłam z szafki ubrania i poszłam na łazienki. Szybko wzięłam prysznic i ubrałam się. Umyłam zęby po czym wróciłam do pokoju. Melka nadal spała. Wywróciłam oczami i wyszłam na korytarz. Akurat przechodzili tamtędy siatkarze. Dołączyłam do nich i śmiejąc się ruszyliśmy na stołówkę. Oczywiście kiedy tylko weszliśmy do środka uderzyła w nas kolejna fala śmiechu. Zabraliśmy swoje porcje i zasiedliśmy przy stole. Trochę dziwne było dla mnie siedzieć w otoczeniu tylko mężczyzn lecz po chwili przyzwyczaiłam się do ukradkowych spojrzeń rzucanych co chwila w moją stronę i zrelaksowałam się. Zajadałam się moimi kanapkami spokojnie wszystkich ilustrując. Próbowałam przyswoić sobie do rozumu, że to wcale nie sen lecz naprawdę znajduję się w Spale i jakby nigdy nic żartuję sobie z siatkarzami. W połowie śniadania przypomniałam sobie coś o czym miałam pogadać z libero na wczorajszej imprezie, która nawiasem mówiąc skończyła się bardzo szybko.
- Powiedz mi Krzysiu- uśmiechnęłam się szatańsko, wiedząc, że gdy nie ma Melki nikt mnie nie powstrzyma od wypowiedzenia tego pytania- dlaczego w ogóle nas tu ściągnąłeś?- na stołówce zapanowała cisza, wszyscy zaczęli wpatrywać się w Krzysztofa oczekując odpowiedzi.
-No jak to dlaczego? Stęskniłem się za siostrzenicami-zaśmiał się -a poza tym te gnojki potrzebują motywacji do treningu
- Ej kogo nazywasz gnojkiem- odezwało się kilka oburzonych głosów siatkarzy. Reszta wróciła do zajadania się swoim posiłkiem udając,że nie słyszała tego co powiedział.
- Miło to słyszeć- uśmiechnęłam się w jego stronę. Oczekiwałam innej odpowiedzi jakby potwierdzenia tego, że to co powiedziałam jest prawdą.
Wmusiłam w siebie ostatni kęs kanapki po czym resztę odniosłam do pań kucharek.  Skierowałam swoje kroki w stronę drzwi lecz zatrzymał mnie głos Ignaczaka przebijający się przez wszystkie inne.
- Gdzie idziesz?
- Spokojnie tato, idę do pokoju- zaśmiałam się by ukryć kłamstwo. W drzwiach minęłam się z jak zwylke spóźnioną Melką. Ubrana była w ten zestaw i prezentowała się w nim naprawdę ładnie. Ruszyłam w stronę wind lecz upewniwszy się, że nikogo za mną nie ma wyszłam z budynku. Wyciągnęłam w płuca rześkie poranne powietrze. Słońce już od dawna świeciło na niebie. Szłam powolnym krokiem nie będąc do końca pewna gdzie idę. W końcu zauważyłam małą altankę i to do niej poszłam. Siadłam sobie na ławeczce i zatopiłam się we własnych myślach.
**AMELIA**
Wpadłam na stołówkę jak zwykle spóźniona. Czemu ja tak kocham długo spać? Powoli przyzwyczajam się do myśl, że zawsze, wszędzie jestem ostatnia. Podeszłam do pań kucharek i wzięłam sobie kilka kanapek, oraz mój ukochany sok jabłkowy. Udałam się w kierunku stołu. Wolne miejsce było tylko pomiędzy Kłosem a Pitem. No to czeka mnie ciekawy posiłek...Pomyślałam i poczłapałam na miejsce.
-O, śpiąca królewna do nas zawitała-powitał mnie z uśmiechem Krzysiek-jak dalej będziesz sypiała do południa, to ja nie wiem co z tą będzie
-Jakbyś sam tak nie robił gdy masz wolne, wujaszku-odgryzłam się.
Gdy siadałam, Karol odsunął mi krzesło.  Gentelmen, miło.  Nie znałam go od tej strony.  Wyszczerzyłam się do niego w odpowiedzi.
-Jak się spało?-spytał miło
-Bardzo dobrze, dzięki-co mu się stało?  Od kiedy Kłos jest miły? Przestałam się tym zastanawiać i konsumując swoje śniadanie zatopiłam się we własnych myślach. Po chwili zostałam z nich wyrwana.
- Melka wiesz co, bo jest sprawa- powiedział Karol machając swoimi rzęsami w moim kierunku. No tak, mogłam się tego spodziewać.
-Słucham-wymusiłam uśmiech.  Myślałam że jest tu chociaż jeden prawdziwy facet.
-Bo jest taka sprawa...
-To już wiem-przerwałam mu rozbawiona, pierwszy raz widziałam żeby facet się tak stresował.
-No bo... - jak zaraz nie przestanie się tak jąkać to coś mu zrobię-moja siostra ma niedługo urodziny i potrzebuje prezentu dla niej.
-A co ja mam do tego?
-Możesz przestać mi przerywać?-podniósł głos, ale nie był zdenerwowany
-Mogłabyś pojechać dzisiaj ze mną na zakupy? Po południ?- spytał. Parsknęłam śmiechem.
-Powiedzmy że się zgadzam-no bo niby co innego mogę robić- Ale co dostanę w zamian?- Kłos w odpowiedzi poruszył brwiami.
-Nie przyjmuję zapłaty w naturze, idioto!-zaśmiałam się i walnęłam go w ramię. Teraz dopiero przypomniałam sobie gdzie się znajdujemy. Rozejrzałam się. Wszyscy patrzyli się w naszą stronę i uśmiechali się porozumiewawczo. Spuściłam głowę, chyba nawet się zarumieniłam. Sytuację pogorszył jeszcze bardziej Karol.
-Coś się wymyśli-szepnął mi na ucho, i mrugnął okiem. Szybko dopiłam mój sok i opuściłam stołówkę. Postanowiłam poszukać przyjaciółkę. Gdy zauważyłam że nie ma jej w pokoju wyszłam na zewnątrz. Spacerowałam i wspominałam. W końcu zauważyłam Lenę przy altance. Uwielbiałam się tam bawić z Winiarem. Usiadłam koło blondynki, chyba zauważyła moją zdezorientowaną minę.
- Co jest? Ktoś chciał Cię zgwałcić?- wyszczerzyła się szturchając mnie łokciem.
-Prawie-szepnęłam głosem wypranym z emocji. Mina Kamińskiej? Bezcenna. Nie mogłam już dłużej wytrzymać, wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-Kłos mnie na zakupy zaprosił, mam mu pomóc prezent wybrać-powiedziałam widząc, że tym razem to Lena jest zdezorientowana.
- I dlatego masz taką minę?- była nie powiem, lekko zdziwiona- przecież nie zaproponował Ci romansu-zaśmiałam się na wspomnienie zdarzenia z przed kilku minut.
-A jak inaczej nazwiesz propozycje zapłaty w naturze?-zapytałam śmiejąc się głośno.
Przyjaciółka dołączyła do mnie prawie spadając z ławeczki
- Powiedz, że się zgodziłaś- wysapała w przerwach od śmiechu.
-Na zakupy czy na to drugie?-teraz to ja poruszałam brwiami.
- Oczywiście, że na to drugie- puściła mi buziaczka.  W odpowiedzi spojrzałam na nią z politowaniem i postukałam się palcem w głowę.
**LENA**
Pośmiałyśmy się jeszcze trochę aż upał stał się nie do zniesienia. Zdecydowanie miałam na sobie zbyt dużo ubrań. Współczuję chłopakom, że w taki upał muszą jeszcze wylewać na treningu siódme poty.
- Jest mi tak gorąco- westchnęłam - normalnie się tu rozpuszczam a jeszcze nawet południa nie było- zaczęłam jęczeć jej nad uchem
-Niedaleko skąd jest strumyk, może pójdziemy?-zaproponowała
- Zgłupiałaś?- popukałam się palcem w głowę- chodźmy na basen
-Jak wolisz-zaśmiała się i wstała. Dołączyłam do niej i ze śmiechem rzuciłam
- Wodzu prowadź,ale najpierw do pokoju- cały czas się szczerzyłam
-Za mną poddani-powiedziała i ukłoniła się teatralnie niczym księżniczka. Chciałam coś powiedzieć lecz nie wyrobiłam ze śmiechu i zamiast odpowiedzi podążyłam za rudą. Szybko dotarłyśmy do naszego tymczasowego miejsca zamieszkania. Po kolei zajęłyśmy łazienkę. Ja założyłam ten a moja przyjaciółka ten kostium. Kiedy obie byłyśmy gotowe zabrałyśmy swoje ręczniki i pognałyśmy na basen. Ręczniki rzuciłyśmy gdzieś po drodze do wody i z piskiem wskoczyłyśmy w chłodną ciecz. Przepłynęłam trochę pod wodą po czym się wynurzyłam. Odgarnęłam mokre włosy z twarzy i zaśmiałam się. Dopiero teraz zauważyłam, że nigdzie nie ma rudej. Zaczęłam jej szukać wzrokiem lecz coś a raczej ktoś pociągnął mnie za kostkę pod wodę. Szybko się ponownie  wynurzyłam i uderzyłam w ramię dziewczynę.
- Zgłupiałaś do reszty? Chciałaś, mnie utopić?- wydarłam się pluskając w jej twarz wodą. Oczywiście Mela nie była by sobą gdyby nie zrobiła tego samego. Zaczęłyśmy się pluskać śmiejąc się przy tym. Kiedy się zmęczyłyśmy usłyszałyśmy głosy chłopaków. Najwyraźniej też wpadli na pomysł popływania po treningu. Przyłożyłam palec do ust nakazując przyjaciółce być cicho. Kiwnęła głową na znak zgody.
- Udawaj, że nie żyjesz- powiedziałam jedynie ruszając wargami. Nabrałam dużo powietrza w płuca i położyłam się na plecach na wodzie. Kątem oka zobaczyłam,że ruda robi to samo. Chciało mi się śmiać lecz musiałam oddychać bardzo płytko tak by z daleka nie było tego widać. Stado mutantów prawie biegiem wpadło do środka i jak gdyby nigdy nic zaczęli się przygotowywać do kąpieli. Nie mogłam uwierzyć, że nikt nas nie zauważył. Spod wpół przymkniętych powiek uważnie obserwowałam każdego z nich. Na basen przyszło tylko kilku siatkarzy a byli to: Ignaczak, Nowakowski, Kubiak, Wrona a co za tym idzie też i Kłos oraz nasz drugi libero Zatorski. Niecierpliwie czekaliśmy aż skończą się przebierać nie mogłyśmy wydać z siebie nawet najcichszego dźwięku bo mogli by usłyszeć. Pierwszy z siatkarzy skończył się przebierać Piotrek i w końcu nas zauważył.
"- No nareszcie"-pomyślałam
- Jezus Maria- wydarł się na całe gardło
- Co się drzesz Piter?- mruknął nadal nie odwracając się Wrona. Piter padł na kolana nie zaszczycając kolegi spojrzeniem.
- Takie młode...były takie młode, całe życie miały przed sobą, mogły tak wiele osiągnąć w życiu a teraz... Nie żyją...
- Piter co ty odpierdalasz?- zapytał Krzysiek a  wszyscy skupili swoje zdziwione spojrzenia na środkowym, który nadal klęczał na płytkach.Wywróciłam oczami. Zamiast spojrzeć na basen oni skupiają się na blondynie.
- Tam- wskazał drżącą ręką na nas- Tam są dwa trupy, trupy dziewczyn...- wszyscy spojrzeli w wskazywanym przez niego kierunku i od razu rzucili się nam na pomoc. Tylko Nowakowski tego nie zauważył. Zamiast tego dalej kontynuował swoją wypowiedź wznosząc oczy do góry
-  Boże...Dlaczego?? Dlaczego jesteś taki okrutny?? Odebrałeś życie dwóm niewinnym dziewczynom... Co prawda czasem bardzo krzyczały i były dla nas niemiłe ale...
-Nowakowski przestań się wydzierać i nam pomóż- krzyknął tym razem drugi libero. Dopiero ten krzyk obudził
Pitera ze stanu w którym się znajdował. Szybko poderwał się na równe nogi i ruszył na pomoc

Wspólnymi siłami wyciągnęli nas z wody i ułożyli na zimnych płytkach. Zaczęłam kaszleć niby wzbudzając się. Zaraz po mnie zrobiła to przyjaciółka.
- Ała, moja głowa- jęknęłam chwytając się za wspomnianą cześć ciała. Dopiero teraz otworzyłam oczy i udawałam przerażoną.
 -Co się stało?-spytała Ruda gdy przestała kaszleć, jednak byłyby z nas dobre aktorki.
 - Wy żyjecie- szczęśliwy Piotrek chciał się na nas rzucić lecz pozostali siatkarze go powstrzymali. - My też chcielibyśmy wiedzieć co się stało- mruknął Kłos siadając obok mojej przyjaciółki.
 - Jak przyszliśmy już tu tak leżałyście- dokończył Michał patrząc mi prosto w oczy

- Trzeba zadzwonić na policje- odezwał się Wrona
A my spojrzałyśmy na siebie przerażone tym razem na prawdę
- Nie- prawie krzyknęłyśmy wyciągając ręce w jego kierunku.
- Musimy to zgłosić- odezwał się rozsądnie Krzysiek
- Poczekajcie- odezwałam się głośno przełykając ślinę
- Nie przemęczaj się- odezwał się Kubiak
- Zabiorę Cię do pokoju- Kłos uśmiechnął się delikatnie i podniósł z ziemi moją przyjaciółkę - Właśnie, musicie odpocząć, my się wszystkim zajmiemy- Michał zrobił to ze mną samo co Kłos.
 - Ja chcę coś powiedzieć! - podniosłam głos- nikt na nas nie napadł, nie dzwońcie na policję, to był żart- Kubiak wymienił z Kłosem porozumiewawcze spojrzenia po czym z nami na rękach zaczęli się kierować w stronę basenu.
 -Co wy robicie?-krzyknęła ruda z szeroko otwartymi oczami. Chłopaki nic sobie z tego nie robiąc zbliżali sie coraz bardziej do zbiornika z wodą-Karol, bo nie będzie zakupów!- chłopak wzruszył ramionami i zatrzymał się. 

- Zdrajczyni- krzyknęłam w jej stronę oplatając ramionami szyję Kubiaka, mając nadzieję, że mnie nie wrzuci jak się dobrze go uczepię. Przyjmujący zaśmiał się lekko po czym ze mną na ramionach wskoczył do wody. Pisnęłam przy zderzeniu z taflą co wywołało śmiech wśród siatkarzy. A najbardziej z nich wszystkich śmiał się Kubiak. Puściłam chłopaka i starałam się uderzyć go w potylicę niestety nie udało się 
- Jak ja Cię nienawidzę- krzyknęłam 
- Spokojnie mała, złość piękności szkodzi- wyszczerzył białe zęby
- Mała to jest twoja pała- oburzyłam się
- Chcesz sprawdzić? - poruszył charakterystycznie brwiami 
- Fuj, nie, jesteś obrzydliwy- skrzywiłam się po czym podpłynęłam do brzegu i wydostałam się z wody. Wszyscy zebrani ponownie wybuchli śmiechem a ja podeszłam do dziewczyny, która nadal była w ramionach Kłosa.
- Idę do pokoju, jak chcesz to zostań- poklepałam chłopaka po ramieniu i ruszyłam do wyjścia. W połowie drogi znalazłam mój ręcznik więc się nim owinęłam i wyszłam.
**AMELIA** 
-Dobra Kłos, puść mnie-rzuciłam rozbawiona. Chłopak chyba za bardzo wziął sobie te słowa do serca. Poczułam jak spadam i wylądowałam na twardej posadce. Ja go kiedyś zabiję!
-KŁOS!-wydarłam się i graślawie stając na nogi rzuciłam się w pogoń za rozbawionym środkowym. Wszyscy rozpierzchli się po sali nie chcąc wpaść nam pod nogi. Trzeba przyznać że bardzo szybko biega, ale w sumie czego można się spodziewać po sportowcu. To musiało zabawnie wyglądać, chłopak wielki jak dąb ucieka przed filigranową dziewczyną. Owszem jestem ruda, a rude jest wredne, ale mimo wszystko mała! Nagle usłyszałam huk, Karol poślizgnął się na kałuży i upadł. Zwietrzyłam w tym swoją okazje, przyśpieszyłam kroku. Kiedy znalazłam się w odpowiedniej odległości, wskoczyłam na niego. 
-Ała!-krzyknął siatkarz i zgiął się w pół. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. 
-Daj spokój Kłos, chłop jesteś czy baba?-rzuciłam wstając z niego. 
-Sądząc po tych jękach chyba baba!-Igła pokładał się ze śmiechu. Środkowy złapał ręcznik i rzucił nim w niego. Tym rozpętał wojnę. Chłopaki zaczęli chlapać się wodą, rzucać ręcznikami i cokolwiek jeszcze przyszło im do głowy. 
-Dobra, uspokójcie się!-może to dziwne, ale posłuchali się- Chodźmy już, zaraz obiad-powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi. Nagle zatrzymał mnie Karol. 
-Przyjdę po ciebie do pokoju po 17, może być? - spytał gdy już wszyscy nas wyminęli. Skinęłam głową i ruszyłam do pokoju. Jak się spodziewałam zastałam tu Lenę.
- To takie duże dzieci- rzuciłam się na łóżko.
-Zdążyłam zauważyć- burknęła wycierając mokre jeszcze włosy. Zaśmiałam się z niej. 
-Przyznaj się że ich lubisz-mrugnęłam do niej. 
- Lubię wszystkich, z jednym wyjątkiem- uniosła jeden palec do góry- zgadnij, kto nim jest?-wskazała tym palcem na mnie. 
-Nie mam pojęcia-po całym pokoju rozniósł się mój radosny śmiech. 
- Nie udawaj, że nie wiesz, Kubiaka- rzuciła ręcznik na krzesło po przeciwnej stronie pokoju i położyła się na łóżku.
-Kto się lubi ten się czubi słonko-cmoknęłam zabawnie ustami. Blondynka zaczęła się rozglądać po czym powiedziała:
- Gdybym miała poduszkę to bym nią w ciebie rzuciła. 
-O właśnie!-uderzyłam się dłonią w twarz-Igła nie oddał nam poduszek! 
- To co, idziemy je odebrać?-wyszczerzyła się zacierając ręce. 
-Chodźmy-powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi. 
- Czekaj- złapała mnie za ramię i wciągnęła znów do pokoju- musimy wymyślić zemstę za zabranie nam broni-na te słowa szatański uśmiech wpełzł mi na usta.
-Masz jakiś pomysł?
- Poczekajmy aż pójdą spać, a potem możemy coś zrobić, tylko co? - zaczęła się rozglądać po pokoju.
-Już chyba Wiem-powiedziałam i uśmiechając się od ucha do ucha poszłam na stołówkę.
**Godzina później**
Usłyszałam ciche pukanie i poszłam otworzyć drzwi. Tak jak się spodziewałam statał tam Kłos. Wyglądał wyjątkowo korzystnie gdy zdjął reprezentacyjny dres i założył jeansy.
-Gotowa?-spytał z uśmiechem.
-Pewnie-powiedziałam mrugając do Leny wyszłam z pokoju.
***
Notka z wielkim opóźnieniem lecz w końcu się pojawiła. Niestety jest to spowodowane tym,  że chodzimy do szkoły i na tygodniu nie ma nawet chwili czasu aby cokolwiek napisać.
Zachęcamy do komentowania i przypominamy o głosowaniu w ankiecie.
Mamy jeszcze pytanie do was kochane czytelniczki czy któraś z was interesuje się grafiką? Jeśli tak prosimy serdecznie o kontakt z nami ponieważ potrzebujemy nowego szablonu.
Pozdrawiamy gorąco i do nn ♥
Raissa&;Lune 

2 komentarze:

  1. Rozdział jak najbardziej udany :D!
    Amelka i Lena świetnie dogadują się z siatkarzami :)
    Rozdziały dodawajcie częściej, ja już się nie umiem doczekać następnego. Bardzo się wciągnęłam w tą historię...:D
    Do następnego / W

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdziały superowe :D. Akcja na basenie zabójcza :). Tak się śmiałam hahaha :D. Przepraszam za moją przerwę tutaj :(. Obiecałam sobie regularnie wchodzić tutaj bo jest WARTO :* Pozdrawiam Dooma :).

    Zapraszam na nowy rozdział 41 :D. Mam nadzieję, że rozdział się spodoba i jakiś ślad po was zostanie :*
    http://ty-i-ja-i-siatkowka-do-konca-zycia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń