poniedziałek, 30 stycznia 2017

Rozdział XLIV: Brakowało mi Ciebie, Te widoki zarezerwuj tylko dla mnie i Krzysiu furiat

*Melka*
Pierwsza noc w Paryżu, miała być szalona. Trener dał nam wolny czas, więc planowaliśmy zrobić imprezę. Właśnie, planowaliśmy. Po powrocie z plaży do hotelu mieliśmy pójść na zakupy. Jednak, gdy z Lenką już ubrane i gotowe stanęłyśmy przed drzwiami Krzysia, nikt nam nie otworzył. Podobnie było u Winiarskiego, u Kubiaka, Kłosa i Pita. Tak, zasnęli.
- Jak zawsze - zaśmiała się Lena i rozsiadła się na łóżku. W sumie, nie dziwię im się, sama ledwo żyłam.
- Zamówmy sobie jakieś dobre wino - zaproponowałam. Blondynka ochoczo się zgodziła.
Już po pól godziny, siedziałyśmy na łóżkach pijąc wino i opychając się czekoladowymi ciasteczkami.
- Brakowało mi Ciebie - wyznałam nagle.
- Tak, mi Ciebie też. Zresztą, na pewien pokręcony sposób brakowało mi całego tego zamieszania -odparła a po tych słowach nastała chwila ciszy. Nie była ona jednak krępująca.
- Jak jest z tobą i Kłosem? - spytała Lena.
- Ostatnio bardzo się do siebie zbliżyliśmy, ale jeszcze nie przekroczyliśmy granicy - odpowiedziałam sięgając po kolejne ciastko.
- Jeszcze?- ciągnęła dziewczyna z szatańskim uśmiechem.
- Może coś sie wydarzy, ale w swoim czasie- zaśmiałam się.
Nie minęło dużo czasu gdy i my zasnęłyśmy. Byłyśmy tak padnięte, że nawet się nie przebrałyśmy.

*Lena*
Rano obudziło mnie okropnie głośne pukanie do drzwi. Podniosłam głowę i dopero odkryłam, że przykryta kołdrą leżę w najlepsze na podłodze, przytulając się, do nawet wygodnej, torby podróżnej. Z jękiem się podniosłam i dostrzegając brak Rudzielca na łóżku obok, z niechęcią poszłam otworzyć drzwi.
- Cześć - mówiąc to ziewnęłam przeciągle. Nie zauważyłam nawet kto przyszedł, wiedziałam jednak, że to siatkarze - Czujcie się jak u siebie, a ja idę spać - ponownie ziewnęłam i nie ogarniając zbytno co robię zaczęłam się rozbierać, pamiętając, że przed spaniem należy przebrać się w pidżamę.
- Kurwa - usłyszałam niemal warknęte przekleństwo - Won stąd... natychmiast! - kolejne warknęcie, szybkie kroki i trzaśnięcie drzwiami.
- Co Ty robisz? - ktoś okrył mnie kołdrą i dopiero w tym momencie całkiem się rozbudziłam. To co zobaczyłam dość blisko mnie nie należało do najlepszych wydoków rano. Lekko wkurzony Kubiak mocno ściskał kołdrę, którą mnie szczelnie okrył.
- O mój Boże, kto tu był? - zapytałam lekko przerażona
- Kłos, Wrona i Piter, jak przyszedłem zaraz ich wyprosiłem... Te widoki zarezerwuj tylko dla mnie - poruszył charakterystyczne brwiami chcąc, dla żartu, rozsunąc kołdrę. Nie zdążyłam nawet zareagować, kiedy do pokoju wpadła Melka. Z takim rozmachem otworzyła drzwi, że wystraszony Kubiak wypuścił kołdrę, która upadła na podłogę. Za dziewczyną oczywiście stali siatkarze. Zaskoczona pisnęłam i schowałam się za przyjmującym.
- Chyba w czymś przeszkodziliśmy naszym gołąbeczkom - zarechotał ktoś z młego tłumu
- Zdecydowanie - równie wesoło odpowiedziała kolejna osoba
- Brawo Kubiak!- krzyknął ktoś kolejny co wystarczyło by zwabić do zbiorowiska, a następnie do środka, Ignaczaka. To co zobaczył na chwilę sprawiło, że zabrakło mu języka lecz po tej chwili krzyknął trochę zły:
- Co to do cholery ma znaczyć? Czy naprawdę ja muszę tu robić za niańkę dla dziewczyn?
- Wujaszku, spokojnie - starała się go uspokoić Melka
- Jakie spokojnie? Jakie spokojnie?! - wybuchnął - Ja Ci coś mówiłem na samym początku Kubiak! Już i tak złamałeś moje słowo! Ale to... Musimy sobie porozmawiać! - oświadczył na koniec wciąż podniesionym głosem i traktując Kubiaka niczym małe niegrzeczne dziecko, złapał go za ucho i pociągnął za sobą. Pisnęłam znów znajdując się na widoku, następnie szybko sięgając po okrycie leżące na ziemi. Drzwi na szczeście zaraz się zamknęły, skutecznie oddzielając mnie od wzroku siatkarzy. To jednak wystarczyło bym była już czerwona niczym dojrzały pomidor.
- Ale upokorzenie - jęknęłam rzucając się na łóżko -Chyba najwyższy czas już umrzeć - załamałam się na co Melka jedynie się zaśmiała.

*Melka*
Nie minęło pól godziny od niefortunnego zdarzenia, gdy do naszego pokoju wpadł rozbawiony Kłos.
- Jasne, wchodźcie tu dalej bez pukania - rzuciła Lena patrząc pobłażliwie na siatkarza.
- Dziku wytłumaczył się Krzysiowi ze swojego przestępstwa - wyjaśnił Karol siadając na fotelu i biorąc ze stołu książkę
- I jak na to zareagował? - zapytałam wiążąc włosy w kucyk.
- Nie wyglądał na zadowolonego - w tym momencie jak na zawołanie do pokoju wpadł Ignaczak.
- Zaprosiłem was tu, zaufałem wam, a wy odstawiacie takie rzeczy?! Dopiero co pogodziłaś się z Kubiakiem i już przeszliście do... TEGO? Ja jestem za młody, żeby zostać dziadkiem, wujkiem czy kimkolwiek innym! Będę was obserwował - z tymi słowami odwrócił się i wyszedł. Jednak po kilku sekundach wrócił.
- Kłos, ciebie też mam na oku - tym razem opuścił pokój na dobre. Może nie powinniśmy, ale wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dobra, czas iść coś zjeść - powiedziałam w końcu idąc w stronę drzwi. Po drodzę odczytałam wiadomość, która przyszła do mnie kilka minut temu.

"Już w Spale mówiłem, że z wami nie może być nudno, jak widać nie myliłem się 😂"

***
No i kolejny, opóźniony, rozdział :/
Miał być wielki come back ale wyszło jak zwykle :/
No cóż czasem tak bywa, ale spóźnienie to chyba nasza domena :D
Chyba to najwyższy czas się z tym pogodzić :D
Oczywiście postaramy się to zmienić, ale jak będzie to się okaże XD

Tymczasem trzymajcie się ciepło i do zobaczenia, mamy nadzieję już w sobotę :*

Buziaczki :**
Raissa & Lune

sobota, 21 stycznia 2017

Rozdział XLIII: Tak było dobrze, Piter bohaterem i kiepski podryw

*Lena*
Od kiedy zajęliśmy swoje miejsca w samolocie nie odezwałam się ani słowem. Między mną a Kubiakiem panowała niezręcznia i nienaturalna cisza. Z zazdrością obserwowałam radość pozostałych, marząc by móc do nich dołączyć. W końcu postanowiłam przerwać milczenie. Kiedyś i tak musi się to skończyć.
- Przepraszam - powiedziałam równo z Kubiakiem i oboje wybuchnęliśmy śmiechem.
- Mogę Cię przytulić? - zapytał całkowicie nie będąc pewnym czy to dobry pomysł
- Możesz - kiwnęłam głową, zgadzając się równie niepewnie. Po chwili znalazłam się już w objęciach chłopaka. Momentalnie otoczył mnie zapach jego ulubionych perfum, który także stał się moim ulubionym. Westchnęłam cicho, przy okazji wtulając się mocniej. Nie zważając na ciekawskie spojrzenia wdrapałam się na kubiakowe kolana i zaplotłam dłonie na jego plecach.
- Ruda! Cud się zdarzył! I to przed świętami! - ktoś krzyknął na cały samolot, a raczej pisnął niczym mała dziewczynka ciesząc się z nowego prezentu.
- Zamknij się jełopie! Nie jesteś tu sam! - odkrzyknęła Melka na co zachichotałam. Niechętnie wróciłam na swoje miejsce i wyciągnęłam słuchawki. Włożyłam je do uszu lecz nie cieszyłam się długo spokojem bo Michał zabrał mi jedną słuchawkę.
- Nie chce mi się wyciągać swoich - wzruszył ramionami. Uśmiechnęłam się pod nosem zerkając na niego kątem oka. Chcąc nie chcąc przysunęłam się bliżej po czym oparłam głowę o jego ramię i zamknęłam oczy. Tak było dobrze.

*Melka*
Odłożyłam książkę na kolana i rozejrzałam się. Część osób spała, inni czytali, a jeszcze inni słuchali muzyki. Telefonem zaznaczyłam stronę, na której skończyłam czytać i wstając odłożyłam książkę na fotel. Rozprostowałam kości i poszłam w stronę łazienki. Zamknęłam drzwi po czym zrobiłam co trzeba. Chciałam wyjść, jednak nie było mi to dane. Nacisnęłam na klamkę i.. nic. Powtórzyłam to, znowu nic.
- Cholera jasna! - krzyknęłam uderzając w drzwi. Dlaczego zawsze muszę mieć takie szczęście?! Cholerne drzwi musiały się zablokować?! Waliłam pięściami w drzwi w nadziei, że ktoś mnie usłyszy.
- Halo, pomocy! -  to chyba czas kiedy muszę zafundować tym idiotom aparaty słuchowe...
Nie wiem ile czasu minęło, kiedy w końcu ktoś zapukał do drzwi.
- Halo?! Drzwi się zablokowały... nie mogę wyjść! - krzyknęłam zrywając się na nogi z miejsca w którym kucałam.
- Melka, to ty?  - spytał zdziwiony Pit.
- Brawo Sherlocku! - rzuciłam sarkastycznie klepiąc ręką w drzwi - Wyciągnij mnie stąd!
- Poczekaj chwilę! - odkrzyknął po czym usłyszałam szybkie kroki. Po chwili wrócił z kimś z obsługi a ja zostałam uwolniona.
- Piter jesteś moim bohaterem! - rzuciłam mu się na szyję. Akurat w tym momencie na horyzoncie pokazał się Karol z zaskoczoną miną.
- Co tu się wyprawia?

*Lena*
- Co tu się wyprawia? - usłyszałam pełne zaskoczenia i praktycznie wykrzyknęte pytanie padające z ust Karola. Odwróciłam się na fotelu aby zobaczyć co się dzieje na tyle. To co zauważyłam mnie również wprowadziło w lekkie zaskoczenie. Melka uwieszona na Piterze, Karol z grymasem na twarzy i Piotrek zastygnięty w jednej pozycji.
- Karol, spokojnie - rzuciła dziewczyna odsuwając się od Nowakowskiego - Ja Ci wszystko wyjaśnię, dobrze?
- Nie interesuje mnie co tu robicie, jeżeli Ola o tym wie - obrzucił dwójkę przed nim pogardliwym spojrzeniem po czym zaczął odchodzić. Miałam ochotę wstać i mu przyłożyć w tą jego pustą mózgownicę lecz ręka Kubiaka skutecznie zatrzymała mnie na miejscu.
- Zostaw - odezwał się
- Nie mogę - szarpnęłam ręką w nadziei, że Kubiak wypuści mnie z uścisku. Niestety to nic nie dało...
- Proszę zapiąć pasy, przygotowujemy się do lądowania - usłyszałam komunikat, który zatrzymał mnie na miejscu. Posłusznie wykonałam polecenie, wywracając oczami na zadowolony uśmieszek Kubiaka.
- Och zamknij się - szturchnęłam go, wybuchając śmiechem.
***
Na miejsce na szczęście dotarliśmy dość szybko ponieważ już po ok 2 godzinach każdy był zameldowany w swoim pokoju i mogł odpoczywać do wieczora. Przy tym procesie nie obyło się oczywiście bez kłótni wsród siatkarzy, kto będzie z kim mieszkał przez najbliższy czas. W pewnym momencie nawet ja i Melka znalazłyśmy się w puli losowniczej, lecz my jako prawdziwe kobiety, bez niepotrzebnych nerwów wzięłyśmy pierwszy lepszy kluczyk i w świetnych hunorach opuściłyśmy hol. Jako, że nie byłyśmy bardzo zmęczone postanowiłyśmy wymknąć się spod uważnego wzroku siatkarzy i same udać się na plażę. Ku naszemu zadowoleniu ta sztuka nam wyszła i przez pewnien czas mogłyśmy się cieszyć piękną pogodą, spokojem i obecnością przyjaciółki.
- Stwierdzam, że zbyt długo nie spędzałyśmy czasu w ten sposób - westchnęłam wypowiadając te słowa po angielsku. Przyjaciółka popatrzyła na mnie zdezorientowana lecz podchwyciła mój pomysł.
- Zdecydowanie musimy częściej tak wychodzić - potwierdziła po angielsku poprawiając się na leżaku.
- Co takie piękne dziewczyny robią same na plaży? - wciął nam się w rozmowę męski głos z wyraźnym brytyjskim akcentem.
- Nie widać? - prychnęłam na ten kiepski podryw - Opalają się - dokończyłam zakładając na nos okulary przeciwsłoneczne.
- Hej! Myślałyście, że nam uciekniecie? - zawołał ktoś z grupy siatkarzy, którzy przybyli na plażę, najwyraźniej wpadając na ten sam pomysł co my. Jęknęłam cicho obsuwając się w dół leżaka. No i spokój szlag strzelił...

***
Witajcie drogie wytrwałe czytelniczki :**
Zdecydowanie zbyt długo nas tu nie było, za co bardzo, bardzo, bardzo, bardzo i jeszcze wiele, wiele, wiele 'bardzo', przepraszamy :D
Jestem naprawdę bardzo kiepska w przepraszaniu kogoś i to samo się dotyczy napisania przeprosin :/
Więc nie będę długo przedłużać bo to nie pierwszy raz :/
Chciałam jeszcze tylko napisać kilka słów wyjaśnienia :D Może to nie wystarczy, bo zapewnie każdy się tak tłumaczy, ale choroba, a później ogromny zapierdziel w szkole zrobiły swoje. Całkiem nam z głów wypadło cokowiek innego jak chwilka odpoczynku od nauki oraz sen. Ogólnie, strasznie was tu zaniedbałyśmy, ale mamy nadzieję, że nam wybaczycie i jeszcze tu nie raz wrócicie :D

Jeszcze raz przepraszamy <3

Buziaczki, uściski i gorące pozdrowionka :*

Ps.  Wszystkiego, wszystkiego co najlepsze i spełnienia tych nawet najskrytszych marzeń :*
Szczęścia w nowym roku!

Ps2.  Tak, wiem, że to już prawie koniec stycznia ale nie miałyśmy okazji zrobić tego wczesniej :D

sobota, 17 grudnia 2016

Rozdział XLII: Pakowanie, niczym mała dziewczynka i szalona ruda.

*Melka*
Czy ja naprawdę wszystko muszę robić na ostatnią chwilę? Za czterdzieści minut powinniśmy opuścić hotel, tymczasem ja dopiero zaczynam pakowanie. Po co ja te dwie godziny temu kładłam się na dziesięciominutową drzemkę? Przecież dobrze wiem jak to się zawsze kończy. Biegam jak szalona po pokoju wrzucając do walizki wszystko, co wpadło mi w ręce.
Przecież to jasne, że i tak czegoś zapomnę. Nagle do mojego pokoju wpadł Kubiak.
- Co jeśli nie przyjdzie? - wymamrotał gdy tylko zamknęły się za nim drzwi.
- Spokojnie, znam ją, mogę ci gwarantować, że przyjdzie - zapewniłam, klepiąc go w ramię.
- Stresuję się jak przed pierwszą randką - zaśmiał się nerwowo i zaczął układać to, co bez większego ładu wrzuciłam do torby. Posłałam mu pełne wdzięczności spojrzenie.
- Ratujesz mi życie Kubi - uśmiechnęłam się i przytuliłam go mocno.
Cuda się jednak zdarzają, z pomocą Kubiaka zdążyłam się spakować! Wiecie co? Chyba nic nie zapomniałam...właśnie chyba.

*Lena*
Od czasu kiedy dostałam od Kubiaka SMS z godziną odprawy i lotniskiem, z którego wyruszają nie mogłam się ruszyć z miejsca. Co prawda wszytko już miałam przygotowane lecz coś w środku jakby mnie blokowało. Pojedyncza łza pociekła po moim policzku ale dość szybko się jej pozbyłam. Nie mogłam przecież pozwolić, żeby to zniszczyło mój makijaż. Zerknęłam na zegarek na mojej ręce, czasu było coraz mniej, a ja nadal tkwiłam w jednym miejscu. Nagle do mojego tymczasowego pokoju wparowała ciocia.
- Ruszaj dupę blondynko! - krzyknęła - Samolot nie będzie na Ciebie czekał! - złapała mnie za rękę, po czym uprzednio zabierając wszystko pociągnęła mnie za sobą. Wyprowadziła za drzwi, zamknęła mieszkanie i niczym małą dziewczynkę zaprowadziła do auta. Wszytko schowała do środka i kazała mi wsiadać. Sama natomiast zajęła miejsce za kierownicą. Będąc jeszcze w lekkim szoku zrobiłam tak jak kazała. Dosłownie w momencie, w którym zamknęłam drzwi ciotka ruszyła, na co posłałam jej zaskoczone spojrzenie.
- Nie mamy czasu do stracenia - wyjaśniła spokojnie wzruszając ramionami. Na miejsce dotarłyśmy w chyba rekordowym czasie. Do odprawy zostało mi jeszcze 15 min, więc pewnym było, że wszyscy już tylko na to czekają. Pożegnałam ciotkę jeszcze w samochodzie, obiecując zdać jej relację co i jak w moich relacjach z wszystkimi.
- Udanej zabawy - rzuciła jeszcze na koniec i odjechała zostawiając mnie przed budynkiem ze wszytkim czego potrzebowałam. Ruszyłam do środka i załatwiłam wszytko co trzeba. W moim żołądku zacisnął się ogromny supeł na myśl, że zaraz znów wszytkich zobaczę. Lekko przygryzłam wargę i przeszłam przez bramki po czym udałam się dalej. Niemal od razu siatkarze rzucili mi się w oczy. Ich wzrost, a przede wszystkim ciągle kręcące się wokół nich tłumy, mówiły same za siebie.
- Dasz radę Lena - szepnęłam do siebie po czym podeszłam bliżej
- O mój Boże! - Mela jako pierwsza mnie zauważyła - Jesteś... Naprawdę Tu jesteś - rzuciła mi się na szyję. Równie szybko jak ona, objęłam ją mocno, przytulając do siebie. Nie wiem co ja bym bez niej zrobiła.

*Melka*
- Mówię ci hello, a potem goodbye! - darł się na cały samolot Winiar. Po pojawieniu się Lenki, każdy był przepełniony bardzo pozytywną energią. Chciałam porozmawiać z przyjaciółką, jednak Kubiak od razu porwał ją na miejsce obok siebie. Nie mam mu tego za złe. Nacieszę się nią w hotelu, musimy mieć pokój razem.
Siedziałam sama z tyłu samolotu rozkoszując się głosem Chrisa Martina w swoich słuchawkach. Moja szczęśliwa chwila została brutalnie przerwana.
- Ty jesteś ruda, tak, tak bardzo ruda! - wydarł się Kłos opadając na miejsce obok mnie.
- Ty chyba bardzo chesz poznać gniew rudej - mruknęłam zdejmując słuchawki, czy on widzi jak się poświęcam?
- Wykorzystaj tą negatywną energię w pożyteczny sposób - sugestywnie poruszajac brwiami. Wzięłam z kolan mój egzemplarz książki  "Wielki Gatsby" w celu uderzenia go, ale szybko zrezygnowałam. Szkoda książki. Uderzyłam go więc ręką.
- Za co? - pisnął oburzony.
- Za zbereźne myśli - pokazałam mu język.
- Myślałem o siłowni - podniósł ręce w obronnym geście.
- Jasne - zaśmiałam się i wróciłam do słuchania muzyki.

***
Witajcie kochani!
Mam nadzieję, że trzymacie się lepiej niż my, bo nas dwie złamała choroba :c
Czujecie już święta? I najwżniejsze, jak podoba się wam rozdział? ^^

Do zobaczenia,
Raissa & Lune ;*

sobota, 3 grudnia 2016

Rozdział XLI: 'Lena, wróć' 'Żadnych dzieci nie będzie!' i 'Mam dość tej całej intrygi'

*Lena*
Deszcz przyjemnie bębnił po parapecie, kiedy mój telefon wydał z siebie dźwięk oznaczający przyjście wiadomości. Była to wiadomość oczywiście na stary numer telefonu, który ponownie znajdował się w użyciu. Zerknęłam na wyświetlacz i nawet nie odczytując usunęłam zawartość. Nadawcą był Kubiak więc nie miałam pojęcia co jeszcze mógłby ode mnie chcieć. Myślę, że wszytko co miało zostać powiedziane już zostało wypowiedziane, a w tym przypadku napisane. Ponownie zamknęłam oczy i zaczęłam wsłuchiwać się w uspokajający rytm deszczu. Mój spokój nie trwał jednak długo ponieważ mój telefon zaczął ponownie wibrować. Nie odebrałam. Nie musiałam nawet patrzeć na wyświetlacz, żeby wiedzieć kto to. Dzwoniąca osoba jednak nie odpuszczała. Jedno połączenie...  drugie... trzecie... Za czwartym razem mocno już zirytowana wcisnęłam zieloną słuchawkę. Mogłabym oczywiście się teraz rozłączyć lecz zamiast tego rzuciłam wredne:
- Czego? Chyba już nie mamy o czym gadać
- Lena! - krzyknął z entuzjazmem(?) - Odebrała! - krzyknął dalej, lecz na tyle głośno, że musiałam odsunąć telefon od ucha
- Po co znów chcesz mnie męczyć? Nie dość Ci tego co do tej pory się wydarzyło? - prychnęłam
- Musisz mnie wysłuchać! Ja popełniłem błąd i niech mnie ktoś strzeli, że największy w moim dotychczasowym życiu! - powiedział a po chwili można było usłyszeć głośne uderzenie. Zaśmiałam się cichutko. To tak bardzo w ich stylu.
- To nic nie zmienia - odparłam starając się opanować - Słów nie da się cofnąć
- Ja wiem, tyko... - urwał i zapadła cisza, przerwana tylko jego krokami. Pewnie wychodził w pomieszczenia, w którym wszyscy się znajdowali
- Bardzo nam tu Ciebie brakuje, mi Ciebie brakuje, jestem skończonym idiotą ale nie bądź taka dla innych za mój błąd...
- To nie tylko twój błąd, wszyscy zachowali się wobec mnie jakbym była zdrajcą, a uwierz mi to nie jest miłe uczucie...
- Błagam Lena wróć...
- Muszę to przemyśleć, cześć - powiedziałam przerywając mu. Miałam zamiar się rozłączyć lecz zatrzymałam się jeszcze na wystarczająco długo by usłyszeć :
- W piątek wylatujemy do Francji i możemy zabrać ze sobą osobę towarzyszącą... Chcę tylko, żebyś wiedziała, że mój dodatkowy bilet będzie na Ciebie czekał w kasie... Błagam nie pozwól mi zniszczyć tego do końca... - kiedy ostatnie słowo zabrzęczało w mojej głowie zakończyłam połączenie. Miałam wrażenie, że moja głowa zaraz eksploduje od nadmiaru informacji i emocji. Okropne uczucie!

*Melka*
Atmosfera na kolacji już dawno nie była tak radosna. Chłopaki na treningu dali z siebie wszystko, trener Antiga był bardzo zadowolony, wielkimi krokami zbliżał się wyjazd do Francji a co najlepsze sprawa z Leną została rozwiązana. Naprawdę z całego serca wierzę, że poleci ona z nami do Paryża. Obiecałam sobie, że jutro do niej zadzwonię, mam nadzieję że będziemy mogły porozmawiać. Co do Moniki, to nie widziałam jej od zajścia w moim pokoju. Jakoś nikt za nią nie tęskni. Nie byłam na tyle głodna, żeby wziąść sobie kolacje, jednak cały czas podkradałam jedzenie z talerza Karola.
- Wiesz Melka, kucharki na pewno mają jeszcze jedną porcje, możesz sobie wziąć - powiedział rozbawiony patrząc na moje poczyniania.
- Nie dzięki, nie jestem głodna - powiedziałam pakując sobie tym samym kawałek jajka do buzi. No bo naprawdę nie byłam głodna. Po prostu uwielbiam go drażnić.
- Jakie to słodkie, scena wprost idealna do rodzinnego albumu, mielibyście co dzieciom opowiadać - zaświergotał Winiarski. Oberwał za to w głowę od Ignaczaka.
- Żadnych dzieci nie będzie! Nie zgadzam się! - zaprostestował.
Zaśmiałam się i całując Kłosa w policzek wstałam od stołu. Wychodząc ze stołówki odpowiedziałam na sms'a od Matta:
"Wreszcie wszystko wraca do normy! :D"

*Lena*
Dzisiejszego wieczoru korzystając z okazji, że Kuba również jest w stolicy, postanowiłam gdzieś wyjść. Wystroiłam się co najmniej tak jakby od tego spotkania zależało moje życie, a przecież to ma być jedynie wyjście dwójki znajomych.
Podróż na szczęście zajęła mi mniej niż się spodziewałam i na spokojnie mogłam zająć pasujący mi stolik.
- Cześć! - Kuba powitał mnie buziakiem w policzek po czym zajął miejsce naprzeciw mnie - Poukładałaś sobie już wszytkie sprawy? - zapytał a ja bez większego zastanowienia i skrępowania odpowiedziałam mu całą historię, ze szczegółami.
-... Teraz kompletnie nie mam pojęcia co robić - zakończyłam opowieść, a jedyne co po tym usłyszałam to milczenie ze strony mojego rozmówcy.
- Leć - odezwał się tak niespodziewanie, że aż się wzdrygnęłam na moim miejscu.
- Skąd nagle to przekonanie? - zapytałam zdziwiona
- Po prostu, mam już dość tej całej intrygi... Tak naprawdę to wszytko stało się z winy Moniki... No już nie rób takiej zdziwionej miny... Nie wiem jakim cudem się dowiedziała, że się poznaliśmy, ale się ze mną skontaktowała w tej sprawie, obiecując dość spore sumy. Zgodziłem się, to prawda... Ale teraz, postanowiłem to zakończyć. Przepraszam, że wszytko Ci utrudniłem, ale mam nadzieję, że dasz radę jeszcze wszytko naprawić - uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Dlaczego akurat teraz? - wydusiłam przez zaciśnięte gardło
- Chyba dlatego, że naprawdę stałaś się dla mnie przyjaciółką, a o dobro przyjaciół się dba! - poklepał lekko moją dłoń - No leć - zachęcił mnie - Jeszcze masz szansę - skinęłam głową na znak zgody i zrozumienia po czym wstałam i pożegnałam się z chłopakiem
- Zadzwonię - puścił mi ostatnie oczko po czym przeniósł swój wzrok na dziewczynę kilka stolików dalej. Zaśmiałam się lekko po czym wyszłam z budynku. Ten wieczór miał służyć jako relaks, a tymczasem w mojej głowie pojawiło się jeszcze więcej chaotycznych myśli. Chyba najlepszym rozwiązaniem, niestety tylko tymczasowym, będzie sen. Tego się trzymajmy.

***
Witajcie,
W zasadzie to raczej już nie będziemy się tłumaczyć, rozdział powinien pojawić się w tamtym tygodniu, tak się nie stało a w dostatku i dziś jest opóźniony :/

W każdym razie, mamy nadzieję, że jeszcze nas nie nawidzicie i wrócicie do nas :D

Enjoy i stej tjund :*

Do następnego,
Raissa &  Lune

sobota, 19 listopada 2016

Rozdział XL: "Udawałeś?", rudy diabeł i prawda.

*Karol*
Gdy bez pukania wpadłem do pokoju Kubiaka, buzowało we mnie milion różnych emocji.
- Mógłbyś przestać być chujem? - niemal krzyknąłem, podchodząc do łóżka na którym leżał wraz z Moniką. Moje -i jego- szczęście, że byli ubrani.
- Melka cię nasłała? - westchnął zrezygnowany, niczym wielce poszkodowane dziecko i podniósł się do pozycji siedzącej.
- Nik nie musiał mnie nasyłać, robię to, bo nie rozumiem co się z tobą stało! - nie zniżałem tonu, przez co pewnie było mnie słychać w sąsiednich pokojach. Michał spojrzał tylko na mnie zdziwiony, jakby nie wiedział o co chodzi.
- Byłeś taki zakochany, udawałaś? - spytałem już nieco ciszej. Kubiak wstał.
- Oczywiście, że nie! Poprostu sytuacja się zmieniła, sam wiesz - był nadwyraz spokojny.
- Sytuacja się zmieniła! Pojawiła się Monika, zatrzepotała rzęsami i wszystko inne przestsło istnieć!
- Chodzi mi o sms'y - teraz również on zaczął krzyczeć.
- Naprawdę myślisz, że Lena mogła by to wysłać? Jesteś aż tak zaślepiony? - warknąłem zostawiając osłupiałego Michała i wściekłą Monikę.
Wyszedłem na korytarz, jednak cofnąłem się .
- Przestań być chujem.

*Monika*
- Chyba nie myślisz, że ta cała chora sytuacja jest z mojej winy? - zapytałam piskliwym głosem
- Sam nie wiem co mam myśleć - schował twarz w dłoniach. Przełknęłam głośno ślinę po czym odjęłam jego dłonie od twarzy by móc spojrzeć mu w oczy.
- Może nie znamy się długo, ale powinieneś wiedzieć, że ja nie mam z tym nic wspólnego! Nie jestem taka - powiedziałam z rozgoryczeniem
- Ja już naprawdę nie wiem co myśleć - wysunął dłonie z moich rąk po czym wstał i podszedł do okna
- Michał, posłuchaj... -  zaczęłam podwyższonym głosem ze strachu, że to wszytko zaraz przepadnie
- Chcę zostać sam - przerwał mi głuchym głosem, wypranym z emocji
- Ale ja...
- Wyjdź z mojego pokoju! Nie rozumiesz jak się do Ciebie mówi?!  CHCĘ. TYLKO. ZOSTAĆ. SAM! - krzyknął odwracając się w moja stronę gwałtownym ruchem. W moich oczach zaślniły łzy, ale przekłnęłam gorzką gulę w gardle po czym skinęłam głową i wyszłam. Miałam ochotę zwinąć się w kulkę i płakać, a wszytko przez to, że zlekceważyłam tą rudą! Trzeba było się pozbyć ich obu na raz! Jeśli teraz wszytko się popsuje to zostanę z niczym... A przecież miało być tak pięknie! Poszło nawet łatwiej niż się spodziewałam, a teraz to wszytko miałoby pójść na marne? Przecież nie mogę porzucić tej pięknej przyszłości w której mogłabym nie pracować i mieć hajsu jak lodu, a dodatkowym plusem byłby przystojny chłopak, później narzeczony i kto wie, może nawet mąż? Na pewno nie narzekałabym na takie życie! Nie mogę teraz pozwolić, żeby dwie durne dziewuchy mi to zniszczyły! Pora odbyć poważną rozmowę z tym rudym diabłem i tak coś czuję, że nie zakończy się to zbyt dobrze... Oczywiście dla niej!

*Melka*
Nie dostałam pozwolenia na wyjazd ze Spały, mam tu za dużo obowiązków. Nie mogę szukać Leny. Czuję się jakbym ją zawiodła.
Siedziałam w fotelu z telefonem w ręce gdy do mojego pokoju wpadła wściekła Monika. Działałam impulsywnie. Wybrałam numer Michała i zablokowałam ekran chowając go do kieszeni. Raz się żyje.
- Ty ruda wiedźmo, zostaw wreszcie w spokoju mnie i Michała!- krzyczała zbliżając się do mojego fotela.
- Nie, dopóki nie przyznasz się, że to ty wysłałaś te sms'y - mówiąc to wstałam i pewnym krokiem podeszłam do niej.
- Ty nie możesz chyba znieść świadomości, że okazałam się lepsza od tej twojej blondi - śmiała się w głos.
- Lepsza w czym? Wszystko co tu masz, osiągnęłaś kosztem Leny - mój głos był opanowany. Dziwiłam tym samą siebie.
- I bardzo dobrze! Mój plan był idealny, wszystko szło po mojej myśli, ale wtedy pojawiłaś się ty! Jednak ja nie dopuszczę. Michał ma być mój i jeśli będę musiała pozbyć się również ciebie, jestem gotowa to zrobić - jej głos kipiał wściekłością. Stała tak blisko, że czułam na twarzy jej oddech. Zaczęła mnie przerażać.
Nagle do pokoju wpadł Kubiak trzymając w trzęsącej się dłoni telefon.
- To prawda! To wszystko prawda!? - jeszcze nigdy nie widziałam tak wściekłego Dzika.
- To nie...- Monika próbowała coś wydukać.
- Wszystko słyszałem - wskazał na telefon w którym włączona była rozmowa ze mną - Nie chce cię znać.

***
Witajcie, po wielu trudach w końcu coś się pojawia :D
Blogger postanowił nam dziś zrobić psikusa i praktycznie gotowy rozdział przepadł :/
To co tu wyżej widzicie to efekt jednodniowej pracy i mamy nadzieję, że wam się spodoba :D

Jak widać zaczynamy psuć idealny plan Moniki... Kubiak w końcu sobie zdał sprawę jaka ona naprawdę jest, a Lena już zaszyła się w Warszawie :D

Musicie jednak wiedzieć, że w tej wersji pierwotnej Monika miała dłużej zatruwać wszystkim życie :D Faktem jest jednak to, że jej postać zaczęła męczyć nawet nas, a to raczej nie powinno się zdarzyć bo to postać stworzona przez nas :P
Tak sądzę, że to nie ostatnie spotkanie z nią w tym opowiadaniu lecz na razie musi się pogodzić z porażką :D

Jedyne co możemy obiecać na kolejne rozdziały to jedynie to, że kiedyś się na 100% pojawią :D Jakie będą? To już się okaże :P

Pozdrawiamy i do zobaczenia przed ekranami za tydzień <3
Raissa & Lune

sobota, 12 listopada 2016

Rozdział XXXIX: Kiedy wszytko się sypie, Nie i 'Nie było warto'

*Lena*
Odłożyłam walizkę na łóżko i założyłam ręce na piersi. Westchnęłam cicho po czym schowałam dłonie w tylnych kieszeniach spodni. Zerknąłem na kurteczkę leżącą obok. Wzięłam ją w dłoń po czym ujęłam w drugą dłoń rączkę walizki. Czułam się jakbym właśnie wyprowadzała się pierwszy raz, a przecież tak nie było. Bez dalszych problemów opuściłam pokój, a później dom. Oczywiście już wcześniej pożegnałam ponownie rodziców, a nie obyło się bez kolejnych wzruszeń. Co prawda mogłabym zostać na dłużej, ale najpierw musiałam coś załatwić. Oczywiście, do tej pory znalazłam już miejsce w którym mam zamiar się zatrzymać i zdążyłam już wszytko ustalić. Przede mną teraz kilka niezbyt ciekawych godzin w podróży do Warszawy. Ciocia, u której na jakiś czas się zatrzymam nawet ucieszyła się na moją dość niespodziewaną wizytę. Rodzice na razie nic nie wiedzą, ponieważ mam świadomość, że mama będzie próbować jakoś temu zapobiec. O ile już tego nie zrobiła... Tak, moja mama prawdopodobnie już uznała, że ona o wiele lepiej wie jak mi pomóc. Niekiedy to jest nawet zabawne, ale raczej nie teraz. Tą sprawę powinnam rozwiązać sama. Mama na pewno nie pomoże mi w sprawach sercowych. Które, teraz są trochę skąplikowane. Trochę skąplikowane to ładnie powiedziane, ja sama zaczęłam się w tym gubić. Co ja tak ogólnie już czuję? Lubię, lubię Kubiaka i boli mnie jego pocałunek z Moniką czy jednak chodzi mi o Kubę i powinnam z nim spróbować? Jak na razie to wszystko idzie nie tak jak trzeba. Najwyższy czas coś zmienić. Tylko jak sobie to wszytko poukładać? Kiedy teraz wszystko mi się sypie?

*Melka*
- Kubiak otwieraj te drzwi! - waliłam pięścią w drzwi pokoju Dzika, w którym ostatnio zadziwiająco często bywam. Minęło kilka długich sekund, zanim wspomniany wyżej osobnik otworzył drzwi.
- Co jest? Nie mam za bardzo czasu - warknął. Nie zważając na protesty, wyminęłam go w drzwiach i weszłam do środka. Nie spodziewałam się widoku jaki tam zastałam. Na łóżku leżała rozwalona Monika, na szczęście jeszcze w ubraniu.
- No ciekawie - powiedziałam przedłużając sylaby.
- Cześć Melka! - pisnęła słodko dziewczyna. Gdzie mogę zwymiotować?
- Kubiak, musisz pomóc mi szukać Leny - odwróciłam się w stronę Michała.
- Nie - odpowiedział krótko. Po chwili ciszy kontynuował swoją jakże rozbudowaną wypowiedź
- Przemyślałem wszystko, nie chce się już za nią uganiać, odpuszczam to sobie - to był moment kiedy krew zaczęła szybciej płynąć w moich żyłach. Odwróciłam się i wyszłam. Nie to nie. Czuję, że niedługo przekona się jaka jest Monika. Gdy weszłam do swojego pokoju, Karol zerwał się w moją stronę.
- Kubiak woli zabawiać się z Moniką - mówiąc to otworzyłam szafę i wyjęłam z niej walizkę - Sama się tym zajmę - Zaczęłam pakować najważniejsze rzeczy. Kłos chwilę się nad czymś usilnie zastanawiał.
- Już ja sobie z nim pogadam.

*Lena*
Kiedy byłam w połowie drogi do Warszawy postanowiłam włączyć ponownie kartę. Oczywiście nie zamierzałam odbierać połączeń od siatkarzy czy Melki ale potrzebowałam tego w wypadku gdyby rodzice chcieli się ze mną skontaktować... ewentualnie gdyby był to Kuba. Oczywiście urządzenie zaraz po aktywowaniu zaczęło wibrować więc odrzuciłam je na fotel pasażera i ruszyłam w dalszą drogę obiecując sobie, że wszystko przejrzę już na miejscu. Pewnie trudno będzie mi przez to przebrnąć ale jakoś dam sobie radę.
***
Na miejsce dotarłam dość szybko na szczęście. Zabrałam wszytkie moje rzeczy, nie zapominając również o telefonie. Cudem chyba dotarłam na 5 piętro z moimi torbami i walizkami, ale kiedy już stanęłam pod drzwiami mieszkania ciotki byłam z siebie bardzo dumna. Zadzwoniłam dwa razy dzwonkiem i poczekałam chwilkę. Była to dosłownie chwilka, bo ciotka jakby tylko czekając pod drzwiami na mój przyjazd od razu otworzyła.
- Witaj ciociu - przywitałam się przyjaźnie składając pocałunek na jej policzku.
- Witaj Lenko, zapraszam do środka, pewnie jesteś zmęczona podróżą, przygotowałam Ci już pokój, chodź za mną to zaraz Ci pokażę - zaczęła się rozgadywać.
- Spokojnie ciociu - zaśmiałam się - Wszytko po kolei, zaraz się rozbiorę i będziesz mogła mi pokazać mój tymczasowy pokój - odpowiedziałam wykonując to o czym przed chwilą wspomniałam. Po tym, kobieta zaprowadziła mnie do mojego tymczasowego lokum i wyszła twierdząc, że przygotuje mi ciepłą herbatę. Kiedy zostałam sama zabrałam się za przeglądanie wiadomości. Było ich sporo, ale tylko jedna złamała mi serce. Była ona od Kubiaka, w której zawarł wszystkie swoje myśli, ostatnie oczywiście zostawiając na koniec. Zdanie to chyba już na zawsze zagości w mojej pamięci.
'Najwyraźniej nie warto było się Tobą przejmować i zbyt wiele oczekiwać, byłem naiwny, dałem się oszukać, więcej nie popełnię tego błędu, po prostu odpuszczam sobie Ciebie.'

***
Dum Dum Dum!
#DramaTime
Dzieje się
Monika zaczęła na dobre bajerować Kubiaka, Kłos poszedł przeprowadzić z nim poważną rozmowę, Melka chce za wszelką cenę ratować relacje z Leną, a Lena postanawia zaszyć się w stolicy, łamiąc sobie przy tym serce.

Nie wiem jak wy, ale ja już nie mogę się doczekać powrotu do normalności, kiedy to wszyscy żyli sobie jak w bajce, dość nudnej, ale jednak bajce :D

Zdecydowanie bardziej lubię mieć zgodę między bohaterami, ale kłótnie też czasem są potrzebne :D Tym bardziej, że to po nich następują zwykle te najlepsze momenty :P

Czy będzie tak u nas? To jeszcze wszystko się okaże :D nie wykluczamy żadnej opcji. Także trzymajcie się mocno, zaczynamy dramę na poważnie ^^

Pozdrawiamy cieplutko i czekamy na Wasze komentarze, nie tylko pod tym rozdziałem lecz także pod innymi ;P

Raissa & Lane

PS. Zostańcie z nami, a obiecujemy, że wymyślimy coś super w najbliższym czasie :D

niedziela, 6 listopada 2016

Rozdział XXXVIII: Uspokój się, Potrzebuję tego i Przepraszam

*Melka*
Leżałam na łóżku z Karolem po swojej lewej stronie. W telewizji leciał film, jednak nie skupiałam się na nim. Trzymałam w dłoni telefon, co chwilę wysyłając wiadomość do Leny. Naprawdę się o nią martwiłam.
- Jak myślisz, gdzie ona może teraz być? - spytałam chłopaka nie mogąc dalej siedzieć cicho. Karol westchnął.
- Nie wiem Melka, ale zamartwiając się, wcale jej nie pomożesz. Jest dorosła i odpwiedzialna, nie zrobiłaby nic głupiego - próbował mnie uspokoić. To zabawne, że używa tych samych argumentów, których używałam przy Kubiaku. Mimo wszystko boję się o nią.
- Nie mogę znieść tego, że Monice może to ujść na sucho. Lena na to wszystko nie zasługuje.
- Melka do cholery! Rozumiem, że ona jest twoją przyjaciółką, ale nie da się z tobą o niczym innym rozmawiać. Uspokój się - Kłos podniósł głos widocznie zdenerwowany. Usiadłam zaskoczona.
- Nie możesz zrozumieć, że się o nią martwię? - warknęłam.
- Rozumiem to, ale daj jej odpocząć! Przestań się tym zadręczać i drążyć temat bo do niczego dobrego to nie doprowadzi - powiedział, tym razem jednak spokojniej.
Może on ma rację? Może przesadzam? Dramatyzuje?
- Muszę pomyśleć - powiedziałam wychodząc z pokoju i kierując się w stronę windy. Kolejny raz uciekłam od rozmowy.

*Lena*
Kiedy już wszytkie emocje opadły zaczęłam już na spokojnie rozmawiać z mamą. Po chwili do domu wrócił tata, którego również powitałam uściskiem , na chwilę przerywając rozmowę z rodzicielką.
- Co się stało, że postanowiłaś odwiedzić swoich staruszków? - zapytał ze śmiechem
- Kiedyś trzeba - wymusiłam uśmiech po chwili wracając na kanapę. Momentalnie podjęłam nową decyzję - Niestety nie zabawię u was długo. Trzeba będzie się urządzić na nowo - westchnęłam a widząc pytające spojrzenie taty dopowiedziałam - Długa historia...
- No dobrze, nie żebym Cię wyganiała, ale kiedy zamierzasz wyjechać i gdzie? - zapytała mama
- Dziś wieczorem - odparłam zdecydowanie, a stanowczość ta zdziwiła nawet poniekąd i mnie samą - Jeszcze nie wiem gdzie - to już wypowiedziałam mniej pewnie.
- Lena, zastanów się nad tym... Chcesz jechać i nawet nie masz pojęcia gdzie? - westchnął tata
- Musicie mnie zrozumieć - powiedziałam patrząc w oczy rodzicom - Potrzebuję tego, ale obiecuję, że tym razem będzie inaczej niż ostatnio - uśmiechnęłam się - Po czym poderwałam się z mojego miejsca z wielkim uśmiechem - Too,  co na obiad? -zmieniłam temat na co rodzice wspólnie wybuchli śmiechem.
- I wróciła, jak zwykle głodna Lena - tata poczochrał mnie po włosach na co się uśmiechnęłam. Jeden gest a wzbudził wiele wspomnień z dzieciństwa. Jednak dobrze wrócić do domu.

*Melka*
Nie minęło nawet piętnaście minut od mojego wyjścia z pokoju, gdy zdecydowałam się wrócić. Karol dalej tam był. Spojrzałam na niego zamykając drzwi, siedział na łóżku oparty o ścianę. Nastała chwila niezręcznej ciszy.
- Przepraszam - wydusiłam w końcu - za to jak się ostanio zachowuje, za to, że zamiast porozmawiać tak poprostu wyszłam... - nie dane było mi skończyć, Kłos kiwnął głową i poklepał miejsce obok siebie, chcąc żebym usiadła obok niego. Tak też zrobiłam. Gdy tylko zajęłam swoje miejsce, Karol mocno mnie przytulił. To było tego czego teraz potrzebowałam, choć nie zdawałam sobie z tego sprawy. Zaczęłam rozmyślać, jednak teraz tematem moich myśli była sytuacja między nami. Patrząc na nas z perspektywy innej osoby, zachowujemy się jak para. Jedank...czym my jesteśmy na prawdę? Już miałam poruszyć ten temat gdy mój telefon wydał dźwięk przychodzącego połączenia.
Dzwoniła mama Leny. Szybko zerwałam się do pozycji siedzącej.
- Halo? - odebrałam, a w mojej głowie krążyło tysiąc różnych myśli.
- Melka, Lena jest u nas. Wiesz może co się stało? - jej mama miała zaniepokojony głos. Zawachałam się.
- Lena musi to pani opowiedzieć. Wszystko z nią dobrze?
- Chce wyjechać. Nie mamy pojęcia gdzie, ona sama tego nie wie. Błagam cię Melka zrób coś - miała błagalny głos.
- Zrobię co tylko w mojej mocy.

***
Dzień dobry! Przepraszamy za kolejną obsuwę w czasie. Życzymy wam miłego czytania i prosimy o wasze opinię 😌
Do zobaczenia niebawem!

Raissa&Lune