sobota, 27 sierpnia 2016

Rozdział XXX: Romans z Lotmanem, pocałunek i kolejna impreza

*Melka*
Życie nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Dni spędzone w Spale są jak pędzący rollercoster. Wszystko idzie wspaniale, jest świetna zabawa, gdy nagle ktoś z siedzenia obok na ciebie wymiotuje. Takimi oto wymiocinami było to co zastałam na stołówce rano. Jeszcze wczoraj Lena i Kubiak zachowywali się jak najsłodsza para. A dzisiaj? Kubiak przesiadł się jak najdalej od Blondynki i cały czas rzucał jej gniewne spojrzenie. Mam deja vu.
Stwierdziłam, że tym razem śledztwo rozpocznę z drugiej strony. Podeszłam do Michała i zajęłam miejsce obok niego. Lena spojrzała na mnie z wyrzutem a ja posłałam jej uśmiech. Przeniosłam spojrzenie na Kubiaka.
- Michał, co się stało? - spytałam cicho.
- Zapytaj swoją przyjaciółkę - rzucił, wściekle dłubiąc w swoim omlecie.
- Chce to usłyszeć od ciebie - po moich słowach nastąpiła chwila ciszy. Nie wiem co go dręczy, ale jest to coś poważnego.
- Lena ma romans z Lotmanem - wydusił w końcu. Musiałam powstrzymać śmiech. Moja przyjaciółka z Paulem? Oni razem to jak pizza z ananasem, połączenie które nie ma prawa istnieć.
- Musiało Ci się coś pomylić - powiedziałam dotykając jego ramienia.
- Nic mi się nie pomyliło, zostaw mnie w spokoju - skupił się na swoim jedzeniu. Zobaczyłam Lenę wychodzącą ze stołówki i pobiegłam za nią. Gdy tylko zrównałam się z nią krokiem zaczęłam mówić.
- Masz mi coś do powiedzenia? - blondynka spojrzała na mnie zaskoczona.
- Dzień dobry? - odpowiedziała niepewnie.
- Dlaczego twój chłopak uważa, że masz romans z Lotmanem? - zaatakowałam ją.
- Parę razy z nim rozmawiałam a Kubiak coś sobie ubzdurał - wyrzuciła na jednym wdechu.
- Więc lepiej to z nim wyjaśnij.

*Lena*
Idąc za radą Melki, postanowiłam wyjaśnić z Kubiakiem całą tę sytuację. Z reguły nie należę do osób, które mają w zwyczaju pierwsze wyciągać rękę na zgodę lecz tym razem postanowiłam zrobić wyjątek. Jakoś dziwnie mi było pogodzić się z myślą, że Michał może być na mnie zły z powodu, który nawet nie istnieje. Ja i Lotman? Przecież to nawet jest śmieszne! W każdym razie, wracając do tematu. Musiałam wybrać odpowiednią porę na przeprowadzenie tej rozmowy, lecz nie mogłam się ostatecznie zdecydować. Mogłam to zrobić już teraz lecz nie chciałam ryzykować, że następnie Kubiak nie będzie mógł się skupić na treningu, lub co gorsza będzie się wyżywał na piłce. Opcją drugą było pogadania z nim tuż po treningu. Ta opcja wydała mi się finalnie bardziej kusząca więc to ją postanowiłam wprowadzić w życie. Oczywiście, nie byłaby taka kusząca gdyby nie fakt, że po treningu Kubi będzie zmęczony i być może nie będzie miał nawet sił się kłócić. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem po czy zebrałam się z łóżka i wyszłam z pokoju. Przed halą wpadłam na Monikę ze sprzętem.
- Amerykanie są teraz na bieżni - podpowiedziałam jej
- Ja wiem - jęknęła - Stefan poprosił mnie, żebym zrobiła zdjęcia naszym, ale poradzić sobie dziś jakoś nie mogę, wszytko mi z rąk wypada - jęknęła zrezygnowana.
- Pomogę Ci - odparłam na to, przejmując od szatynki kilka przedmiotów
- Dzięki - zaśmiała się wchodząc za mną do środka. Trening minął mi w oka mgnieniu. Nawet nie zdążyłam zarejestrować jakie ćwiczenia wykonywali siatkarze, kiedy Antiga oznajmił, że trening dobiegł końca. Nastąpiło po tym jeszcze rutynowe rozciąganie o wszyscy zaczęli się zbierać do szatni. Monika natomiast, zaproponowała sesję jeszcze trenerem, więc nie chcąc jej przeszkadzać postanowiłam poczekać na Kubiaka pod szatnią. Na szczęście, albo i nie, Michał postanowił wszytko dziś załatwić szybciej i to on jako pierwszy pojawił się na korytarzu. Jestem pewna, że mnie zauważył, lecz nie odezwał się do mnie ani słowem.
- Michał, poczekaj - złapałam go za nadgarstek kiedy zaczął się oddalać
- Na co mam czekać, huh? Może zaczniesz mi opowiadać jaki to Paul jest świetny? - warknął na mnie wygrywając rękę z mojego uścisku.
- Właśnie to chciałam wyjaśnić - ponownie złapałam go za rękę chcąc zakończyć tą całą szopkę  - Ja i Paul to...
- Przestań! Po prostu przestań! - krzyknął po czym upuścił na ziemię swoją torbę i uderzył otwartą dłonią w ścianę. Pozostali siatkarze oczywiście zaciekawieni krzykami na korytarzu zaczęli wyglądać przez lekko uchylone drzwi, czego Kubiak nawet nie zauważył. - Nie chcę tego słuchać! - zaczął się do mnie zbliżać na co ja zaczęłam się cofać
- Lotman i ja?! To nigdy nie miało miejsca, rozumiesz? To jedno wielkie nieporozumienie - z każdym słowem wyrzucałam z siebie wszystko jeszcze szybciej - Ja Ci wszytko wyjaśnię, tylko daj mi szansę - praktycznie wyszeptałam czując za sobą ścianę i widząc zbliżającego się Kubiaka. Nadal był wkurzony lecz już nie tak jak przed chwilą. Widząc tą zmianę zaczęłam kontynuować - Porozmawiamy proszę, daj mi... - reszta zdania została zagłuszona przez usta Kubiaka na moich. Przez chwilę stałam nieruchomo z szeroko otwartymi oczami, będąc w wielkim szoku, ale pieszczota Michała skutecznie sprowadziła mnie na ziemię. Przymknęłam powieki, czując, że się rozpływam. Następnie nie zwracając uwagi na głośne gwizdy siatkarzy, wplotłam palce we włosy chłopaka. Szatyn uznał ten gest najwyraźniej za nieme pozwolenie ponieważ przyciągnął mnie mocno do siebie następnie unosząc mnie do góry tak, że oplotłam go nogami w pasie. Oderwaliśmy się od siebie dopero kiedy zabrakło nam tchu i dopero wtedy zauważyłam zbiorowisko wokół nas. Byli tu dosłownie wszyscy. Wliczając w to oczywiście cały sztab oraz Monikę. Skrzywiłam się nieznacznie przypominając sobie o złożonej jej obietnicy. Nie zajmując się tym długo schowałam twarz w zagłębienie szyi siatkarza, nadal będąc na nim uwieszona.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak długo na to czekałem - wymruczał mi do ucha - Teraz już tak łatwo mi się uciekniesz - powiedział już trochę głośniej, lecz nadal wystarczająco cicho. Odsunęłam się od niego trochę, co Michał znów wykorzystał łącząc ponownie nasze usta.
- Znajdzcie sobie pokój - mruknęła zdegustowana Monika mijając nas w drodze do wyjścia. Oczywiście nie obyło się także bez spojrzenia pełnego jadu, skierowanego w moją stronę. Po tej uwadze Kubiak niechętnie odstawił mnie na podłogę przelotnie jeszcze muskając moje wargi. Uśmiechnęłam się zadowolona po czym odwróciłam się by zobaczyć czemu na korytarzu panuje taka cisza. Widok jaki tam zastałam powinien mnie zaskoczyć, lecz wcale tak nie było. Wszyscy nie licząc Ignaczaka, który postanowił wszytko udokumentować, wpatrywali się w nas słodkim wzrokiem, robiąc oczywiście serduszka z dłoni. Przybiłam sobie facepalm'a po czym zirytowana warknęłam
- Nie macie innych zajęć? Cały dzień będziecie tu tak stać? - na szczęście ta uwaga wystarczyła i wszyscy zaczęli się zbierać do wyjścia.

*Melka*
Ruszając do swojego pokoju mocno przytuliłam Lenę.
- Widzę, że mnie posłuchałaś - puściłam jej oczko i zostawiłam ją z Michałem. Szybko udałam się do pokoju. Przebrałam się po treningu i byłam gotowa na spotkanie z Mattem. Musiałam tylko poczekać aż po mnie przyjdzie. Nie minęło dwadzieścia minut gdy pojawił się w moim pokoju. Jednak nie sam. Tak, tuż za nim do pokoju wszedł Paul.
- Ja tylko chciałem życzyć wam miłego spaceru - wyszczerzył się. Anderson tylko wzruszył ramionami a ja obdarzyłam ich zaskoczonym spojrzeniem. Lotman ostatnio zachowuje się bardzo dziwnie. Prawie jak Igła. Gdyby to była kreskówka, w tym momencie nad moją głową zapaliłaby się żarówka. Czy oni coś razem kombinują. Po chwili Paul wyszedł zostawiając nas samych, w tym samym czasie przełączając coś w swoim aparacie.
- Zauważyłeś, że on się ostatnio dość dziwnie zachowuje? - spytałam siatkarza.
- Paul zawsze był zakręcony, ale to prawda, ostatnio jest jakiś inny.
Niestety pogoda popsuła nasze plany. Zaczęło padać, więc zostaliśmy znuszeni zostać w pokoju. Popołudnie spędziliśmy na oglądaniu Przyjaciół. Jak się okazało, oboje uwielbiamy ten serial. Czuję, że mogę się zaprzyjaźnić z tym chłopakiem.
Około godziny 18 rozległ się dzwonek telefony Matta.
 - Zbieramy się. Trenerzy pozwolili nam zrobić imprezę - rzucił i wstał z podłogi.
Od razu pomyślałam, że muszę znaleźć Karola, to będzie idealny moment do przeprowadzenia śledztwa.

***
Na początku chciałyśmy mocno ale to mocno wszystkich czytelników przeprosić za opóźnienie...

Tym razem to nie była nasza wina tylko wystąpiły małe problemy techniczne... Na szczęście wszystko już jest okey i tak powinno pozostać :p

Z tej okazji chciałybyśmy również przekazać wam dość ważne ogłoszenie parafialne :

OD DZIŚ ROZDZIAŁY BĘDĄ POJAWIAĆ SIĘ W SOBOTY OD GODZINY 16 DO 21 

Jeszcze raz mocno przepraszamy i zapraszamy na kolejny w sobotę :*

Pozdrawiamy cieplutko
Raissa & Lune

piątek, 19 sierpnia 2016

Rozdział XXIX: '-Ja się dowiem co ukrywacie', '-On jest jakiś dziwny' i '-Musimy coś wymyślić'

*Lena*
- Lena, Lena - zawołała mnie Melka kiedy już po posiłku zaczęłam opuszczać stołówkę. Zatrzymałam się w półkroku czekając aż dziewczyna do mnie dołączy - Już idziesz? Obiad niedawno się zaczął - złapała mnie za rękę po czym zaczęła ciągnąć w stronę naszego stolika.
- Ja już jadłam - odparłam starając się wyrwać dłoń z jej uścisku
- Nic nie szkodzi, posiedzimy i pogadamy - posadziła mnie na krzesełku naciskając na moje ramiona. Oczywiście moje miejsce znajduje się zaraz obok Kubiaka, który nawet na mnie nie patrząc odsunął się nieznacznie. Ten gest z pozoru niezauważalny od razu zwrócił moją uwagę. Prychnęłam cicho po czym przesunęłam moje krzesło w jego stronę, z uśmiechem obserwując jego reakcje.
- Mogłabyś? - prychnął cicho
- Co mogłabym? - udawałam, że nie wiem o co chodzi - To chyba nic złego, że chce być bliżej mojego chłopaka - przesunęłam się bliżej po czym niepewnie położyłam głowę na jego ramieniu. Momentalnie poczułam jak jego wszytkie mięśnie się spięły. Przymknęłam lekko powieki czując, że Michał stopniowo się rozluźnia. Po chwili otworzyłam oczy i uchwyciłam zaskoczone spojrzenie Melki. Wzruszyłam lekko ramionami przenosząc wzrok dalej.
- No no Kubiak, już wiemy co było powodem Twojego złego humoru - zaczęła poruszać sugestywnie brwiami Melka
- Daj mu spokój - wtrącił się Kłos - Widzisz ten uśmiech? - trącił ją ramieniem. Nadal trzymając głowę na ramieniu chłopaka podniosłam ją do góry by zobaczyć ten uśmiech, o którym przed chwilą mówił Karol.
- Ale jesteście uroczy - odzewał się Piter robiąc z rąk serduszko i pokazując na nas. Momentalnie na moje policzki wpłynął rumieniec więc odsunęłam się od Michała, jednocześnie chowając twarz we włosach. Kątem oka zerknęłam na Kubiaka, lecz na jego twarzy nie dało się znaleźć nawet cienia zawstydzenia. Jedyne co można było dostrzec to radosne oczy zza okularów oraz wielki uśmiech. Przyłożyłam zimne dłonie do policzków po czym znów wróciłam wzrokiem do Melki, która miała wyraźnie zamyśloną minę.
- To o czym chciałaś pogadać? - zspytałam po chwili ciszy między nami.
- O tym... I o tamtym... - machnęła szybko ręką przy okazji uderzając Kłosa w nos
- Ała! - wrzasnął środkowy na całe gardło -  Melka nie wiem czy wiesz, ale Ty masz nas leczyć a nie przyprawiać o kontuzje - złapał się za nos, ściskając go u nasady
- Nie bądź babą, Kłos - dziewczyna wywróciła oczami
- I kto to mówi - powtórzył jej ruch oczami po czym wrócił do jedzenia swojego posiłku.
- Więc... - zaczęła ponownie temat Melka - Szybko wam poszło z tymi kluczami...
- No wiesz... Kadziu przekolorował trochę tę historię, nie było wcale tak dużo tych kluczy - odparł Ignaczak
- Oh tak, tym bardziej, że Kadziu nic na ten temat nie wie - odparła wbijając wzrok w naszą trójkę, po kolei. Ja natomiast zmroziłam wzrokiem Ignaczaka I Winiarskiego. Nawet tak prostej rzeczy, jak poinformowanie osoby robiącej za przykrywkę, sprawia im trudności.
- Pytanie więc brzmi: Co przed nami ukrywacie? - włącza się do rozmowy Kłos
- Ja... My... Em... Znaczy się, nic nie ukrywamy- zaczął się jąkać Krzysiek, po chwili jednak wracając do normalnego tonu a ja miałam ochotę bić mu brawo. W końcu się ogarnął, bo jakby dalej tak się zachowywał to z wszystkiego nici.
- Jakoś wam nie wierzę - zmrużyła oczy ruda - Ja się dowiem co ukrywacie - wskazała na naszą trójkę palcem
- A ja jej pomogę - zgłosił swoją pomoc Kłos na co uśmiechnęłam się lekko. Oni jeszcze nie wiedzą, że sami w tym momencie nam pomagają. W każdym razie, teraz, pod obserwacją, będziemy musieli się mieć na baczności. Melka na pewno nam tego nie odpuści.

**Melka**
Dzisiejszy dzień był bardzo męczący, dlatego byłam bardzo zadowolna gdy znalazłam chwilkę, żeby się zdrzemnąć. Zaciągnęłam rolety i udałam się do krainy Morfeusza. Moja radość nie trwała długo. Już po chwili poczułam uginający się materac i szturchanie w bok. Cudownie.
Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiechniętego Karola leżącego obok mnie.
- Coś się stało? - spytałam ziewając.
- Fajny film leci w telewizji - odpowiedział i wziął z szafki pilot.
- I co w związku z tym? - spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Chciałem obejrzeć - znalazł odpowiedni kanał i rozsiadł się wygodnie.
- Nie masz telewizora w pokoju?
- Mam, ale Wrona śpi i nie chciałem go budzić - gdyby spojrzenie mogło zabijać, Kłos leżał by już martwy. Film zdążył mnie wciągnąć, gdy rozległo się pukanie do drzwi i wyłonił się zza nich Matt.
- Hej, stało się coś? - spytałam.
- Nie, mieliśmy się umówić na kolejny spacer i chciałem zapytać kiedy będzie ci pasować - wyrzucił na jednym wydechu.
- Randka? - rzucił Karol wywracając przy tym oczami.
- Nie, to tylko spacer - skarciłam go wzrokiem.
- Może jutro, o tej samej godzinie co ostatnio? - posłam Amerykaninowi szeroki uśmiech.
- Pewnie, to...cześć - pożegnał się i wyszedł.
- Ten Matt - zaczął Karol - on jest jakiś dziwny.
- Sam jesteś dziwny - zaśmiałam się - ja chyba poprostu lubię dziwnych ludzi.
Oparłam się o jego ramię i wróciłam do oglądania filmu.

*Lena*
Wyszłam właśnie z pokoju kiedy na moim ramieniu praktycznie uwiesił się Ignaczak. Stęknęłam z wysiłku po czym zaczęłam odpędzać od siebie libero.
- Igła no! - jęknęłam - Zamiast próbować mnie załamać lepiej powiedz o co Ci chodzi...
- Dobra - mruknął zawiedziony w ostateczności jednak mnie wypuszczając - Pora na obmyślenie planu - szepnął konspiracyjnie, rozglądając się zapobiegawczo na boki - Paul zwołał zebranie, ruszaj się - popchnął mnie do przodu.
- Igła! Sama pójdę! - starałam się uwolnić z jego uścisku
- A wiesz gdzie? - uśmiechnął się cwaniacko stając przede mną. Od razu na usta cisnęło mi się głośne i wyraźne 'TAK' lecz nie mogłam z siebie tego wyrzucić. Zamiast tego opuściłam głowę w dół i zaczęłam się bawić palcami u rąk.
- No właśnie - objął mnie ramieniem po czym zaprowadził do wind -  Lecz zanim to... jeszcze na chwilę pójdziemy do Kadzia. Coś ode mnie chciał - puścił do mnie oczko, wchodząc do metalowej puszki. Uczyniłam to samo i po chwili już byliśmy na dole. Od razu w oczy rzucił mi się znudzony Łukasz siedzący za biurkiem.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że ktoś z własnej woli chciałby robić coś takiego - rzucił z niesmakiem kiedy już znaleźliśmy się wystarczająco blisko.
- Kadziu, wiesz, że ja zawsze chętnie z Tobą bym o tym pogadał ale dziś się śpieszymy - ponaglił libero siatkarza
- A tak... Ja właśnie w tej sprawie chciałem pogadać - zaczął wybijać na blacie tylko sobie znany rytm - Jak mogłeś mi o niczym nie powiedzieć! Myślałem, że się przyjaźnimy - podniósł lekko głos
- Łukasz... Przyjaźnimy się przecież! - Ignaczak wyciągnął rękę by poklepać przyjaciela po ramieniu lecz ten odsunął się
- Więc dlaczego? - zmarszczył zdezorientowany brwi - Skoro jesteśmy przyjaciółmi to powinieneś wiedzieć, że ja lubię wszytko co jest związane z tajnymi akcjami! - podniósł się ze swojego miejsca, dłonie opierając na blacie.
- Błagam Kadziu... Nie teraz! - Igła złożył ręce jak do modlitwy
- Jak nie teraz to kiedy? - warknął tymczasowy recepcjonista wywracając oczami, już wyraźnie zirytowany zachowaniem przyjaciela
- Obiecuję, że jak tylko pogadamy z Paulem to wszytko Ci opowiem - machnął ręką jakby odpędzając denerwującego owada.
- Świetnie! - odtrącił dłoń libero - Nie ignoruj mnie... głównie dla Ciebie tu przyjechałem więc z łaski swojej zacznij mnie zauważać! - mruknął do Ignaczaka
- Jesteśmy przyjaciółmi, zawsze będę o Tobie pamiętał tylko teraz muszę pomóc Kłosowi i Melce... którzy swoją drogą mnie okłamali ze swoim związkiem - oparł się o blat marszcząc brwi. W tym momencie to ja się włączyłam do rozmowy, nie chcąc, żeby Igła dalej kontynuował swoje przemyślenia na temat związków. Położyłam rękę na jego ramieniu i lekko zacisnęłam moje palce.
- Krzysiu... Chyba powinniśmy już iść - uśmiechnęłam się lekko - Mieliśmy wpaść do Paula przecież - przypomniałam
- No tak, racja - wymienił z przyjacielem uściski po czym łapiąc mnie za łokieć zaczął ciągnąć w stronę wind. Odwróciłam się jeszcze i pomachałam Kadziewiczowi, który zamyślony wpatrywał się w nas. Dotarcie pod pokój Paula nie było zadaniem najtrudniejszym,  gdyż Ignaczak doskonale znał rozmieszczenie wszytkich siatkarzy w tym hotelu. Dotarliśmy tam w kilka minut, lecz nie wystarczająco szybko. Zanim zostałam wepchnięta do środka, kątem oka zobaczyłam jeszcze zdezorientowanego Pitera. Przeklęłam cicho pod nosem, doskonale zdając sobie sprawę, że już za kilka chwil informacja, gdzie teraz jestem znajdzie się w posiadaniu Kubiaka.
- Dobra chłopaki, mam mało czasu, więc musimy szybko coś wymyślić - rzuciłam od razu, oczywiście zmieniając język na angielski.

***
Witajcie drodzy czytelnicy!
Miło nam, że ponownie nas odwiedziliście ^^

Dziękujemy za wszystkie komentarze pod poprzednim rozdziałem i z upragnieniem czekamy na kolejne :*

Czytamy każdy pozostawiony tu komentarz, a każde miłe słowo wywołuje na naszych twarzach uśmiechy :D

I to chyba byłoby na tyle XD

Do zobaczenia za tydzień!

Udanej końcówki wakacji :*
(tak wiem, przepraszam za to :/)

Raissa & Lune

piątek, 12 sierpnia 2016

Rozdział XXVIII: Dziwny dzień, niegrzeczny Winiar i detektywi w akcji

**Melka**
To był jeden z dziwniejszych dni od kiedy przyjechałam do Spały. A biorąc pod uwagę, że tu każdy dzień bywa dziwny, jest to duże osiągnięcie. Na stołówce, Lena, która cały czas udawała zanik pamięci ciągle chichotała pod nosem, Kubiak łypał na nią gniewnie z na przeciwka, siedzący z mojej prawej strony Igła, cały czas szturchał mnie ramieniem i uśmiechał się jakby chciał mi coś zasugerować. Przy odległej części stolika Kłos ciągle na wszystkich warczał, doszło do tego, że nawrzeszczał na biednego widelca. Co chwilę on i Michał rzucali wściekłe spojrzenia w stronę stołu Amerykanów. Czułam się jakbym przespała jakąś ogromną wojnę.
- Co tu się dzieje? - spytałam Winiara gdy wychodziłam razem z nim ze stołówki.
- Sam nie mam pojęcia, ale znając te plotkary za niedługo się dowiemy - puścił mi oczko.
- Fakt, daje Krzysiowi pól godziny - zaśmiałam się i poszłam do pokoju się przebrać. Byłam pewna, że za chwilę do mojego pokoju wpadnie rozemocjonowany Igła. Tak się jednak nie stało. Lekko zbiło mnie to z tropu. Musiałam iść ma trening, więc niestety nie zdążyłam porozmawiać z Leną. Gdy szłam korytarzem wpadł na mnie Matt. Dosłownie. Szybko wychodził z pokoju i mnie nie zauwazył.
- Przepraszam - rzucił od razu i uśmiechnął się uroczo.
- Nic nie szkodzi - również odpowiedziałam mu uśmiechem. Szliśmy dalej razem.
- Wczorajszy wieczór był całkiem miły - spojrzał na mnie kątem oka.
- Mi też się podobało - miałam skręcać w swoją stronę, gdy Matt zatrzymał mnie łapiąc mnie za ramię.
- Może to powtórzymy? - zaproponował.
- Bardzo chętnie - zgodziłam się i rozeszliśmy się w swoje strony.
Gdy dotarłam na halę, była tam już większość siatkarzy. Kubiak wyżywał się na piłce, Kłos walczył ze swoimi sznurówkami a Winiar szeptał o czymś z Igłą. Wyczułam swoją okazję i zawołałam go.
- Wiesz już o co chodzi? - spytałam ciekawa.
- Ale w czym? - zrobił głupią minę i zerknął do tyłu na Igłę.
- Dlaczego każdy się dziwnie zachowuje?
- Jak to dziwnie? Normalnie jest - machnął ręką i poszedł po piłkę.
Coś tu jest nie tak, a ja się dowiem co.

*Lena*
Po śniadaniu znów zaczęła mnie boleć lekko głowa więc przed pójściem na halę wróciłam do pokoju po tabletki. Już wychodząc praktycznie wpadłam na Monikę, która najwidoczniej szła by mnie odwiedzić.
- Wybierasz się gdzieś? Nie powinnaś teraz leżeć? - zapytała przejęta -  Ah, pewnie mnie nie pamiętasz - zmieszała się widząc mój pytający wzrok -  Monika jestem, pracowałyśmy razem a teraz się przyjaźnimy - objęła mnie a ja miałam ochotę prychnąć jej prosto w twarz. Naszą relację w tym momencie na pewno nie można nazwać przyjaźnią. Co najwyżej to jest koleżeństwo. Kiedy się odsunęła przywołałam na twarz szeroki uśmiech.
- Wybacz, że tak się stało i Cię nie pamiętam - skrzywiłam się lekko na co brunetka ponownie mnie objęła.
-Oh, nie przejmuj się, na pewno sobie wszystkich przypomnisz - poklepała mnie lekko po plecach -  To gdzie się wybierałaś? - zapytała ponownie
- Miałam iść z wszystkimi na trening, ale przez to, że zaczęła mnie boleć głowa, wróciłam się do pokoju - poprawiłam dłonią włosy
- To może przejdziemy się razem? Chciałabym spędzić z Tobą więcej czasu - wyjaśniła
- Pewnie, możemy iść - szturchnęłam ją łokciem i razem ruszyłyśmy na trening. Wchodząc na halę od razu w oczy rzuciła mi się napięta atmosfera. Przystanęłam w wejściu przez co Monika na mnie wpadła jęcząc dość głośno, tym samym zwracając na nas uwagę. Pomachałam nieśmiało do siatkarzy zajmując najbliższe miejsce, po czym zaczęłam się wpatrywać w skupieniu w boisko, na którym nasi ćwiczyli różnorodne zagrania i przestałam w ogóle zauważać obecność Moniki obok mnie. Na początku słyszałam jeszcze, że dziewczyna coś do mnie mówi, lecz później najwidoczniej zamilkła bo w uszach słyszałam tylko pisk podeszw na parkiecie, uderzenia piłki przy serwisie a także podczas odbijania o podłogę oraz okrzyki ćwiczących i trenera. W takiej atmosferze spędziłam cały trening, ku zaskoczeniu w całkowitej ciszy. Kiedy trening dobiegł końca siatkarze bez osiągania pozbierali pozostałe rzeczy i udali się pod prysznice a do mnie i Moniki dołączyła na krótką chwilę Melka. Za moment jednak musiała iść by wymasować poszczególnych siatkarzy. My za to się zebrałyśmy i powędrowałyśmy na ławeczkę pod drzewami. Gawędziłyśmy sobie spokojnie kiedy z środka zaczęli wysypywać się siatkarze. Od razu do nas podszedł Igła z Winiarem, natomiast Kubiak widząc mnie zaczął mruczeć coś pod nosem po czym szybkim krokiem ruszył do środka. Wywróciłam oczami jednak ostatecznie zwracając wzrok na siatkarzy przede mną.
- Monika, nie masz czasem innych zajęć? - zapytał niezbyt grzecznie Winiar, jednoczenie wpychając się między mnie a dziewczynę. Igła natomiast umieścił swój tyłek po mojej drugiej stronie
- Właśnie Monika - zawtórował mu Igła na co dziewczyna prychnęła
- Jasne, jak coś to wiesz gdzie mnie znaleźć - powidziała do mnie,  oddalając się.
- To nie było miłe - szturchnęłam obu w tym samym momencie, kiedy dziewczyna już była wystarczająca daleko.
- O tym później - wtrącił szybko Ignaczak
- Mamy plan - pochylił się w moim kierunku Winiarski
- O co chodzi? - jęknęłam - Już wystarczająco słyszałam o waszych planach i bez obrazy nie wiem czy chce w tym uczestniczyć - zaczęłam udawać.
- Błagam Cię! Paul kazał z Tobą pogadać! W sumie nie mam pojęcia dlaczego, ale skoro powiedział, że pomożesz to musisz to zrobić! - Krzysiu padł na kolana po czym przyciągnął do siebie Winiara, tak że obaj klęczeli przede mną.
- No dobrze... O co chodzi? - zapytałam już wiedząc czego chcą. Wzmianka o Lotmanie wszytko już mi wyjaśniła.
- Potrzebna nam pomoc w swataniu Amelii i Karola - zwrócił się do mnie oficjalnie na co praktycznie wybuchnęłam śmiechem
- Wchodzę w to - zaśmiałam się więc siatkarze znów zajęli poprzednie miejsca. Zaczęliśmy już coś planować, kiedy wtedy niespodziewanie na widoku pojawiła się Melka.
- Co robicie? - zapytała na co Krzysiu spanikował i zaczął już się podnosić, gotowy do ucieczki
- Gadamy - uprzedziłam go - Igła i Winiar pomagają mi sobie przypomnieć jak to z nami było - puściłem jej oczko
- Właśnie - zaśmiał się Winiar a Ignaczak dokładnie w tym momencie dojrzał kolejnego siatkarza
- O! Karol! Cześć! - krzyknął z zbyt wielkim przejęciem na co przybiłam sobie mentalnego facepalma.
- Um cześć? - zdziwił się Kłos podchodząc do nas
- Oh wiecie co? - zaśmiał się sztucznie Ignaczak machając nam przed twarzami telefonem - Kadziu właśnie się poślizgnął na kałuży i spadły mu wszytkie klucze do pokoi, musimy mu pomóc! - pociągnął mnie i Michała za ręce do góry
- O matko, może pójdziemy z wami? - przejęła się ruda
- Niee, niee, nie trzeba! - krzyknął Igła ciągnąc nas na środka, tym samym zostawiając Melkę i Kłosa samych na dworze.
- Brawo Ignaczak - warknęłam, już w budynku, jednoczenie wygrywając rękę z jego uścisku -  Na pewno się nie zorientują! - uderzyłam go w potylicę po czym ruszyłam w stronę stołówki na wcześniejszy obiad.

**Melka**
- To było dziwne - powiedział Kłos spoglądając za oddalającą się grupką.
- Cały ten dzień jest dziwny - rzuciłam siadając na ławce.
- Ty też zauważyłaś? - usiadł koło mnie.
- Mówiąc o dziwnym dniu, mam na myśli również twoje zachowanie - spojrzałam na niego. Siedział patrząc przed siebie i oddychając spokojnie.
- Co masz na myśli? - spojrzał w moją stronę.
- Cały dzień chodzisz jakby ci ktoś kij w tyłek wsadził. Na wszystko warczysz, na stołówce krzyczałeś na sztućce, co cię ugryzło? - wydawało mi się, że lekko spochmurniał, jednak po chwili na jego usta wkradł się uśmiech.
- Spadł mi na ziemię, a jadłem akurat wyjątkowo dobrego omleta! Skubaniec wyczuł moment! - wyszczerzył się i patrzył na mnie badając moją reakcję. Zaśmiałam się, jednak nie odpuściłam. Nie wywinie mi się.
- Dobrze wiesz, że nie o to mi chodzi.
- Miałem gorszy dzień, każdemu się zdarza-  westchnął. Postanowiłam jednak mu już odpuścić. Nastała cisza, nie była ona jednak krępująca. Było całkiem przyjemnie.
- Co nie zmienia faktu, że dzisiejszy dzień jest dziwny - powiedziałam powoli, przerywając ciszę.
- Zdecydowanie, Kubiak wściekły na wszystkich, Igła i Winiar, którzy cały czas chichotają i nie chcą powiedzieć o co chodzi, do tego Amerykanie cały czas biegają po korytarzach z Aparatami! Igła się denerwuje, że zabierają mu robotę - zaśmialiśy się.
- Coś tu śmierdzi i to nie jest mój pot - dodał Karol, czym mnie jeszcze bardziej rozbawił.
- Musimy się dowiedzieć o co chodzi - powiedziałam wstając z ławki.
-  Detektywi Melka i Karol meldują się na posterunku.
***
Cześć wszystkim! Meldujemy się na posterunku z nowym rozdziałem😄 Bardzo nas cieszy wasza aktywność pod poprzednim, bardzo wam dziekujemy💕
Jak podoba wam się gra naszych siatkarzy na Igrzyskach? Oby tak dalej panowie💪
Życzę wam udanego tygodnia i wspaniałych emocji sportowych! Do zobaczenia w piątek 😘
Raissa&Lune

piątek, 5 sierpnia 2016

Rozdział XXVII: Amnezja, to skomplikowane i '-Zgadzam się'

*Lena*
- Można trochę ciszej? - wymamrotałam czując narastający ból głowy. Miałam ochotę naciągnąć sobie na głowę poduszkę i znów zasnąć lecz moje łóżko było jak na mój gust zbyt twarde. Uniosłam ciężką rękę nad głowę w poszukiwaniu miękkiej powierzchni lecz jedyne co dostałam to zimne panele oraz czyjeś buty. Otworzyłam ponownie zamknięte, ociężałe powieki i mój wzrok od razu spotkał się z pięknym niebieskim. Uśmiechnęłam się lekko i wyciągnęłam rękę w jego stronę. Niestety nie dosięgnęłam celu ponieważ ktoś odsunął mężczyznę ode mnie. Ogólnie wszyscy musieli się odsunąć a nade mną zaczęli się pochylać mężczyźni w czerwonych kombinezonach. Zaczęli coś do mnie mówić lecz mój wzrok ciągle szukał tego niebieskookiego. Nagle oslepiło mnie jasne światło co zmusiło mnie do zamknięcia oczu.
- Zwariował pan? - zapytałam już mniej więcej ogarniając co się dzieje
- Wykonuję tylko moje obowiązki - odparł po czym podniósł się i razem z pozostałymi dwoma mężczyznami zaczął zbierać swoje przyrządy - Wygląda na to, że nic większego się nie stało, utrata przytomności spowodowana była prawdopodobnie przez dość widoczne zmęczenie oraz uderzenie, o którym pani wspomniała - zwrócił się do Melki ma co zmarszczyłam lekko brwi, nie mogąc wyłapać momentu, w którym dziewczyna opowiada o tym incydencie - Przez jakiś czas mogą się pojawiać dodatkowo bóle głowy więc musi pani teraz wypocząć i poleżeć, lecz radziłbym jednak nie na podłodze - uśmiechnął się lekko po czym wszyscy trzej opuścili pomieszczenie. Uważnie rozejrzałam się wokół, na początku nie mogąc sobie przypomnieć co ja robię wśród moich idoli, następnie jednak wszystko powróciło a w mojej jeszcze obolałej głowę zrodził się szatański plan. Znowu. Tak wiem. Jestem okropna z gnębieniem innych ludzi ale taka po prostu jestem. Zaczęłam się powoli podnosić z podłogi, przy okazji widząc zbiorowisko ludzi. Byli to niestety w większej mierze siatkarze USA, którzy wpatrywali się we mnie dość zszokowani lecz także inni odpoczywający. Nie zdążyłam się nawet podnieść z podłogi kiedy silne ramiona mnie podniosły w stylu panny młodej. Nawet nie musiałam patrzeć kto to, zapach wszystko zdradził. Uśmiechnęłam się leciutko pod nosem jednak starając się to ukryć. Mój plan właśnie to zakładał. Jedyne co teraz będę musiała zrobić to porozmawiać z Melką i przekonać ją do tego planu.

**Melka**
Gdy Kubiak musiał iść na kolejny trening postanowiłam go podmienić w pokoju Leny.
- Ona kompletnie nic nie pamięta - szepnął smutny gdy mijaliśmy się na korytarzu.
- Miejmy nadziej, że to chwilowe - westchnęłam i weszłam do pokoju przyjaciółki. Zastałam ją siedzącą na łóżku na z szerokim uśmiechem na ustach. Czy ona przez ten upadek nabawiła się choroby psychicznej?
- Witaj Amelio - spróbowała przybrać poważny wyraz twarzy, jednak przeszkodziło jej parsknięcie śmiechem. Tak, to zdecydowanie choroba psychiczna.
- Wrociła ci pamięć? - spytałam lekko zdezorientowana, jeszcze przed chwilą zupełnie nikogo nie pamiętała.
- Nigdy jej nie straciłam - otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia.
- Co? - wyrwało mi się. Zupełnie nic nie rozumiałam. Kilka minut temu nikogo nie pamiętała, nie wiedziała gdzie jest, a nawet kim jest ona sama!
- Przez chwilę owszem, miałam amnezję, jednak wszystko szybko wróciło do normy - rozłożyła się wygodnie na łóżku.
- Więc po co to całe przedstawienie? - stanęłam przed łóżkiem z rękoma opartymi o biodra.
- To jest naprawdę zabawne - zaśmiała się, jednak widząc moją poważną minę ona również spoważniała.
- Daj mi tylko jeden dzień i wszystko wróci do normy - spojrzała na mnie z miną słodkiego pieska.
- Lena, nie wiem czy to dobry pomysł - powiedziałam siadając obok niej. Wiedziałam, że się zgodzę, jednak nie mogłam jej tak od razu odpuścić.
- Nie daj się prośić - uśmiechnęła się uroczo.
- Niech ci będzie - zgodziłam się w końcu i opadłam na poduszkę obok niej - W sumie to może być ciekawe.
- Bo to jest ciekawe! - krzyknęła i obróciła się w moją stronę z szerokim uśmiechem.
- Usłyszałaś już coś ciekawego? - spytałam
- Kubiak powiedział, że jest moim chłopakiem..
- A nie jest? - przerwałam jej, zanim zaczęła wymieniać dalej.
- To skomplikowane - spoważniała.
- Więc spraw, żeby przestało takie być - rzuciłam, po czym nastała cisza. Nie rozumiem co się między nimi dzieje. Ciągnie ich do siebie jak cholera, to widać. Pasują do siebie, wszystko jest na tak, więc dlaczego nie może być z nimi dobrze? Gdy cisza trwała już dość długo, przerwać postanowiła ją Lena.
- Nie miałaś iść gdzieś z Mattem? - spytała. To naprawdę mistrzyni zmiany tematu.
- Niby miałam, ale mogę posiedzieć z tobą - powiedziałam i liczyłam, że się na to zgodzi. Nie to, że nie chce nigdzie wychodzić z Amerykaninem, on wydaje się naprawdę w porządku, jednak zbyt martwię się o blondynkę.
- Nie ma mowy, powinien skończyć się już ich trening, więc leć się szybko przebrać i do Matta! - krzyknęła.
Jak powiedziała tak zrobiłam, nie to żebym miała inne wyjście. Ubrałam się w czarne krótkie spodenki, zwykły biały t-shirt bez nadruków i czarne trampki. Swoje rude gniazdo dla ptaków związałam w kucyka. Skorzystałam z toalety i poszłam pod pokój dwóch Amerykanów. Otworzył mi Paul.
- Z Leną wszystko dobrze? - spytał od razu lekko zaniepokojony.
- Tak, wszystko w porządku - zacięłam się - To znaczy, nadal nic nie pamięta, ale czuje się już dużo lepiej.
Mężczyzna pokiwał głową.
- Jestem gotowy, możemy isć - wtrącił się Matt. Ubrany był w białą bluzkę i czarne jeansy.
- Jacy dopasowani -zaśmiał się Paul. Spojrzeliśmy na niego z byka i ruszyliśmi do drzwi.
- Bawcie się dobrze, a ja postaram się żeby nikt wam nie przeszkadzał! - zignorowaliśy go i wyszliśmy z pokoju.
Spacerowaliśmy po okolicy rozmawiając na przeróżne tematy. Matt okazał się doskonałym rozmówcą. Był zabawny, ale wiedział kiedy przestać żartować. Nie jest był takim słodkim idiotą za jakiego brałam go w czasie straszenia. Spędziliśmy razem kilka godzin i nie uważam tego za stracony czas.

*Lena*
Jakiś czas po wyjściu rudej z mojego pokoju znów rozległo się donośne pukanie. Ah, cudownie mieć 'amnezję', teraz każdy chce zrobić na mnie dobre wrażenie, nawet przez głupi gest jakim jest zwykle pukanie do drzwi. W pierwszym odruchu chciałam krzyknięciem zaprosić gościa do pokoju, lecz nagłe ukłucie bólu odwiodło mnie od tego pomysłu. Domyślając się, że to jakiś siatkarz podeszłam otworzyć drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu moim oczom ukazał się Paul Lotman. Zaskoczona wyciągnęłam gwałtownie powietrze.
- W czym mogę pomóc? - zapytałam oczywiście po angielsku
- Błagam Cię - zaśmiał się wpychając się do środka - Ja wiem, że wszytko już pamiętasz - rzucił się na łóżko po czym dobrał się do moich chipsów. Zirytowana podeszłam do niego po czym wyrwałam paczkę z jego rąk
- To, że jesteś przyjacielem Krzyśka i Melki nie znaczy, że masz prawo tykać moje jedzenie - warknęłam następnie dopiero uświadamiając sobie, że właśnie sama siebie wydałam.
- Ha! Wiedziałem! - wydarł się na całe gardło a mi do głowy przyszedł kolejny pomysł. Ave myślenie w kryzysowych sytuacjach
- Nie rozumiem co wiedziałeś... To chyba jasne, że Melka mi powiedziała o znajomości z Tobą - wywróciłam oczami zajmując miejsce na dość wygodnym fotelu
- Melka już Cię zdradziła - puścił mi oczko - Nie musisz kłamać. Przy okazji nie martw się... to że wiem zostanie między nami - wyciągnął rękę po jeszcze zamknięte ciastka znajdujące się na szafce nocnej ale moje dość głośne warknięcie sprowadziło go na ziemię.
- Dobra - westchnęłam zrezygnowana wpychając sobie kolejny smakołyk do ust - Przez opowieści Melki zdążyłam już dość dobrze Cię poznać, żeby wiedzieć, że nie przyszedłeś tu bez celu... Czego chcesz? - wywróciłam oczami, co prawdopodobnie stało się już moim tikiem.
- Ah, jak dobrze - rozłożył się na łóżku - Moje nie jest już takie wygodne - przytulił się do poduszki
- Lotman - podniosłam lekko głos - Nie denerwuj mnie i gadaj o co chodzi...
- Dobra, dobra, już no...  - mruknął zrezygnowany po chwili jednak opuszczając nogi na podłogę - Skoro Melka jest twoją przyjaciółką a Kłos no cóż... Kłos to Kłos to pewnie wiesz, że mają się ku sobie. Jestem tu, żeby im pomóc, jeśli wiesz o czym mówię - na jego ustach pojawił się zadziorny uśmieszek
- Zgadzam się - odparłam nie czekając dłużej
- Ale jeszcze nie wiesz o co mi chodzi - zmarszczył brwi wybity z rytmu
- Nie musze wiedzieć co zaplanowałeś, żeby się zgodzić - przerwałam mu machnięciem dłoni na co mężczyzna wybuchł śmiechem
- Lena jesteś wielka! - krzyknął zarywajac się na równe nogi. Amerykanin wyciągnął ramiona w moją stronę i zaczął się do mnie zbliżać, nawet zdążył się już pochylić i właśnie w tym momencie drzwi się otworzyły... Drzwi się otworzyły ale nie same. Stanął w nich nikt inny jak Michał Kubiak we własnej osobie. Westchnęłam cichutko zamykając oczy. Będzie się działo... Oj będzie.

***
Szczerze to nie mam pojęcia co tu napisać, więc na początek zacznę może od : Cześć! Witajcie w kolejnej odsłonie tego bloga!

W zasadzie to byłoby na tyle ale chciałabym poruszyć ważną kwestię ;)

Pod ostatnim postem było a w zasadzie jest tylko jeden komentarz (od Madwoman.) oraz bardzo mało wyświetleń. Wiem, że są wakacje i pewnie macie swoje plany i zajęcia więc to jasne, że nie chcecie całych dni spędzać przed kompem ale jeśli nie czytacie dlatego, że zauważyłyście jakieś błędy lub niespójności ew. jakaś sprawa wam się nie podoba, czegoś jest za dużo czy czegoś za mało to dajcie znać ;p

Pozdrawiamy cieplutko i trzymamy kciuki za naszych na Rio! 😇
Raissa & Lune

PS. Ale mega się jaram tymi igrzyskami ❤
PPS. Dajcie nam znać o swoich odczuciach, związanych zarówno z IO jak i rozdziałem 😏
PPPS (😂). Bądźcie twarde i już o 1 widzimy się przed telewizorami na ceremonii otwarcia 😏❤

piątek, 29 lipca 2016

Rozdział XXVI: Duch w stołówce, rudy potworek i Pani Kadziewicz?

*Melka*
Przed dziewiątą dostałam sms'a od Paula, że wszyscy są już na stołówce. Poszłam po Lene.
- Jak się czujesz jako wreszcie wolna kobieta? - weszłam do jej pokoju z szerokim uśmiechem.
- Mogę bez strachu wyjść na korytarz! - zaśmiała się i związała swoje włosy w kucyk.
- Gotowa? - spytałam, na co blondynka pokiwała głową. Wyszłyśmy z pokoju i skierowałyśmy się na stołówkę. Oto ostatni punkt naszego planu straszenia i zarazem jego oficjalne zakończenie.
Gdy dotarłyśmy na miejsce, zatrzymałyśmy się na chwilę pod drzwiami.
- Musisz być ostrożna, podejrzewam, że gdy cię zobaczą mogą cię stratować uciekając - zaśmiała się i weszłam do środka. Tuż za mną szła Lena. Na początku nie działo się nic. Amerykanie byli zbyt zajęci jedzeniem, żeby nas zauważyć. Na szczęście, zanim dotarłyśmy do naszego stołu, zareagował Winiar.
- Cześć dziewczyny! - krzyknął na tyle głośno, że zwrócił na siebie uwagę prawie całej stołówki.
- Patrzcie! Tam jest ten duch! - krzyknął Clark i zerwał się z krzesła. Za nim ruszyła reszta. Krzycząc zaczęli biec do drzwi.
- Cisza! - krzyknął Igła, jednak na nie wiele się to zdało. Przed rozkrzyczanych siatkarzy wybiegł Paul.
- Cisza idioci! To nie żaden duch tylko Lena, to wszystko było żartem - dopiero te słowa zatrzymały przerażonych Amerykanów.
- Jak to? - spytał zdezorientowany Matt. Minęła naprawdę długa chwila zanim zrozumieli co się stało. Mimo tego, że byli na nas trochę źli, pod koniec śniadania śmiali się z tego równie bardzo jak my. Gdy wychodziłam ze stołówki zatrzymał mnie Matt.
- Skoro teraz już wiem, że nie ma tu żadnych duchów, może chciałabyś oprowadzić mnie po okolicy? - spytał trapiąc się po karku.
- Chętnie, dzisiaj po waszym ostatnim treningu? - zaproponowałam.
- Pewnie - zgodził się. W tym momencie pojawił się obok nas Karol.
- Melka, za chwilę mamy trening, powinniśmy iść - rzucił i ciągnąc mnie za rękę wyprowadził ze stołówki. Zdążyłam zauważyć tylko, jak Paul przygląda nam się z szatańskim uśmieszkiem.

*Lena*
Wszyscy już dawno zebrali się na trening, lecz ja nadal siedziałam na moim miejscu grzebiąc z mojej jajecznicy.
- Przepraszam? Czy mogłabym już tu posprzątać? - zapytała miła pani z kuchni.  Podniosłam na nią zamglony wzrok
- Tak, tak, oczywiście - odsunęłam od siebie talerz uśmiechając się przy tym
- Wszytko w porządku? - zapytała marszcząc brwi na co odpowiedziałam uśmiechem
- Tak, tak, wszytko w porządku, po prostu muszę przemyśleć kilka spraw - odparłam po czym zabrałam mój telefon ze stolika i opuściłam jadalnię. Miałam zamiar iść do swojego pokoju, ale skoro dopiero niedawno z niego wyszłam, postanowiłam w jakiś inny sposób wykorzystać ten czas wolny. Przekalukowałam w głowie każdą opcję, finalnie decydując się opuścić całkiem ośrodek i pozwiedzać Spałę. Przed wyjściem jednak pobiegłam się przebrać po czym wpadłam na chwilkę na halę do Melki, żeby poinformować ją o moich planach. Niestety jak to ja, nie zauważyłam rozstawionego sprzętu fizjoterapeutów i padłam na podłogę jak długa. Nie byłabym też sobą, gdybym nie uderzyła głową w podłogę, aż mnie zamroczyło.
- O mój Boże - usłyszałam czyjś zduszony krzyk po czym ktoś obrócił mnie na plecy i pochylił się nade mną.
- Cześć rudy potworku - wyszeptałam jakby to miała być jakaś tajemnica - Mogę tu chwilkę poleżeć? - zaczęłam zamykać oczy - Później wybiorę się na zwiedzanie Spały, wiesz? - wymamrotałam a dziewczyna znów mną potrząsnęła
- Weź się nie wygłupiaj co? Wstawaj w tej chwili! - krzyknął mój rudy potworek, na co zachichotałam lekko
- Wyglądasz zabawnie kiedy na mnie krzyczysz - wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem
- Pomocy, ona serio nieźle przywaliła głową o ten parkiet! - krzyknęła do kogoś, kogo zauważyć nie mogłam. Dopierio po tych słowach zrobiło się całkowicie cicho na co lekko się wzdrygnęłam.
- Dobra, to ja już pójdę - zaczęłam się podnosić kiedy jakieś twarze, których rozróżnić nie mogłam zaczęły się nade mną pochylać
- Chcę iść zwiedzać - mruknęłam niczym mała dziewczynka, przy okazji wypychając wargę do przodu
- Nigdzie nie pójdziesz - stanowczy głos sprowadził mnie na ziemię
- Kim Ty jesteś, że masz zamiar mi rozkazywać? - prychnęłam nie mogąc jednak w pełni skupić wzroku na rozmówcy. W odpowiedzi otrzymałam lekkie warknięcie po czym mężczyzna zaczął się do mnie zbliżać. Zmrużyłam oczy starając się jakoś wyostrzyć obraz. Udało mi się to dopiero kiedy chłopak był już naprawdę blisko mnie. Wykrzywiłam usta w uśmieszku kiedy Kubiak wyciągnął ręce w moją stronę.
- To, że jesteś większy nie znaczy, że od razu będziesz mógł mnie obmacywać - puściłam mu oczko po chwili już znajdując się głową w dół, przewieszona przez jego ramię
- Co Ty sobie wyobrażasz? - uderzyłam zwiniętą piąstką w jego plecy, pozostając zupełnie zignorowaną
- Trener pozwoli, że odstawię ją do pokoju - odezwał się, a w jego głosie można było usłyszeć nutkę złości
- Nikt Cię o to nie prosi! - krzyknęłam po czym już opanowanym głosem dodałam - Trenerze, naprawę nic mi nie jest, nie potrzebuję, żeby z mojej winy Michał opuszczał trening, już minęło mi zamroczenie - co prawda, nie widziałam twarzy Antigi, jednak miałam nadzieję, że ten argument do niego trafi.
- Na pewno już wszytko w porządku? - dopytał na co uśmiechnęłam się zwycięsko
- Tak, dam radę sama trafić do pokoju - odparłam
- Dobrze, w takim razie...  Michał postaw ją i wracać do treningu... WSZYSCY! - ostatnie słowo wykrzyczał dając wszystkim do zrozumienia, że trening nadal trwa. Kubiak niechętnie wykonał polecenie trenera na co lekko zakręciło mi się w głowie. W sumie to nie dziwne, skoro wisiałam głową w dół. Uśmiechnęłam się jeszcze raz w podziękowaniu po czym wyszłam z hali. Zwiedzanie rzeczywiście sobie odpuściłam, bo z każdym krokiem mój ból głowy się zwiększał. Nie zastanawiając się długo ruszyłam w stronę hotelu, co chwilę jednak zamykając oczy, pocierając skronie i zatrzymując się przy tym. Westchnęłam z ulgi na widok recepcji i czym prędzej podążyłam w tym kierunku.
- Przepraszam? - wyszeptałam patrząc na wyjątkowo mało urodziwą kobietę - Czy mogłaby pani mi podać coś na ból głowy?
- Jaka pani? - zapytała kobieta, dość męskim głosem jak na mój gust - Łukasz jestem... Kadziewicz - dopiero po tej uwadze zdałam sobie sprawę, że rzeczywiście ma rację. Miałam ochotę przybyć sobie faceplam, lecz nie miałam na to siły.
- Ah tak... W porządku... Co Tu robisz? - zwróciłam się do niego bez żadnych zwrotów grzecznościowych zaciskając ponownie oczy
- Chwilowo pracuje, ale...  - urwał na chwile po czym zmienił całkowicie temat, opuszczając również swoje stanowisko pracy - Dobrze się czujesz? - zadał pytanie łapiąc mnie delikatnie za ramię
- Nie bardzo - dałam radę jeszcze wyszeptać po czym wpadłam bezwładnie w ramiona mężczyzny.

*Melka*
Gdy trening miał zbliżać się ku końcowi, na hale wpadł przerażony Kadziewicz.
- Dziewczyna...  zemdlała... ratunku! - krzyczał spanikowany. Od razu zerwałam się na równe nogi. Byłam pewna, że chodzi o moją przyjaciółkę.
- To może być Lena! - pisnęłam i rzuciłam się biegiem do wyjścia, za mną ruszyła reszta. Łukasz zaprowadził nas do recepcji a naszym oczom ukazała się blondynka leżąca nieruchomo na ziemi.
- Dzwoniłeś na pogotowie? - rzucił Igła do swojego przyjaciela klękając koło Leny.
- Jeszcze nie - odpowiedział mu szybko.
- Idioto, to na co czekasz?! - krzyknął do niego. Nie minęła sekunda a telefon na pogotowie został wykonany.
- Zobaczcie... rusza się -  szepnął Kubiak i klęknął koło niej a ja dołączyłam do niego. Po chwili Lena z trudem otworzyła oczy.
- Nie ruszaj się, pogotowie już jedzie - szepnęłam łapiąc ją delikatne za dłoń. Zmarszczyła brwi i rozejrzała się zdezorientowana.
- Kim jesteście? Gdzie ja jestem? - wydusiła lekko przestraszona. Otworzyłam szeroko oczy.
- Pogotowie już jest - krzyknął Pit, który czekał przy drzwiach.

***
Hej, hi, hello! :D
Witamy serdecznie w kolejnej odsłonie naszego bloga :P
Rozdział może niezbyt bogaty w treść, ale to na pewno się rozwinie :D Możecie nam wierzyć, my jeszcze tu namieszamy *szatański śmiech* i to pewnie nie raz ^^
Takie już właśnie jesteśmy! :*

Mamy nadzieję, że chociaż cień uśmieszku pojawił się na waszych twarzach przy naszej nowej, kochanej, niezbyt urodziwej recepcjonistce : Pani Łukaszce Kadziewicz XD

Mówiąc o uśmiechu:

Z całego serducha dziękujemy Madwoman. za każde słowo zostawione na tym blogu! :*
Czytając twoje komentarze na naszych twarzach od razu wykwitają wielkie uśmiechy i z niecierpliwością czekamy na każdy kolejny komentarz ^^

Udanych wakacji i widzimy się za tydzień! :D

Pozdrowienia
Raissa & Lune

piątek, 22 lipca 2016

Rozdział XXV: Nowy recepcjonista, wypełnienie straszenia i zapomniane spotkanie

*Krzysiek*
Cały poranek przed wykonaniem planu, Stefan dał nam wolne więc postanowiłem wykorzystać ten czas na robienie żartów... wszystkim możliwym ludziom. Oczywiście nie robiłem tego sam. Pomagał mi jak zwykle niezawodny Łukasz Kadziewicz, który to wczoraj postanowił nas tu odwiedzić. Nie obyło się oczywiście bez żartów typu schowanie komuś ciuchów lub podłożenie pierdzącej poduszki, ale znalazły się też bardziej wredne żarty typu podkładanie ludziom balonów z wodą pod tyłki, rzucanie podobnymi balonami lub po prostu częstowanie wszystkich przechodzących ciastkami Oreo z pastą do zębów zamiast kremu. Z tym ostatnim wiąże się też dość zabawna historia. Ludzie różnie reagowali na te ciastka, zazwyczaj śmiechem lecz jednej osobie nasz mały żarcik nie przypadł do gustu. Tą osobą była oczywiście dziewczyna z recepcji. Wzięła do ust nasz specjał po czym wszystko wypluła na dłoń i szybko pobiegła do toalety. W tym czasie my zaśmiewaliśmy się do łez, lecz przestało nam być do śmiechu kiedy dziewczyna wróciła... I co gorsza nie była sama.
- Ignaczak... Mogłem się tego spodziewać - pokręcił głową zrezygnowany Stefan po czym przeniósł wzrok na mojego towarzysza -  Kadziewicz? - zapytał zdziwiony -  Co Ty tu robisz?
- Ja trenerze... wpadłem odwiedzić kumpla - wyszczerzył się
- Świetnie... To będziesz miał do tego dużo czasu. Pogadam z kim trzeba i ładnie sobie tu posiedzisz na recepcji zamiast pani Kamili przez następne dwa dni - odezwał się surowym głosem -  A my, Ignaczak widzimy się na treningu, dodatkowe 30 okrążeń już będzie na Ciebie czekać - dokończył przenosząc wzrok na mnie. Obaj z Łukaszem popatrzyliśmy na siebie przerażeni, mając nadzieję, że trener żartuje. Niestety wszytko stało się rzeczywistością kiedy dziewczyna zaczęła zbierać swoje rzeczy i odeszła wraz z francuzem do wyjścia. Nie mieliśmy innego wyjścia jak tylko wykonać rozkaz Stefana. Nie przyszło mu jednak do głowy, że zostawienie nas w pobliżu kluczy do wszystkich pokoi, dodatkowo mając całą bazę zakwaterowanych nie jest zbyt dobrym pomysłem...

*Paul*
Zgodnie z planem, przed popołudniowym treningiem Antiga wybrał się na pogawędkę z naszym trenerem. Na początku Speraw nie był przekonany do tego pomysłu lecz finalnie zgodził się na naszą małą zamianę i co się z tym wiąże pomógł nam, chociaż nieświadomie, w końcowej realizacji planu. Chłopaków w ogóle nie trzeba było przekonywać do zmiany miejsca treningu, ba... Kiedy trener oznajmił wszytkim, że zamiast siłowni dziś mamy basen wybuchła powszechna radość. Siatkarze nie byliby sobą, gdyby wśród tej radości zabrakło żartów z Polaków, że dali się na czymś przyłapać i mają karę. Oczywiście, żeby stwarzać pozory, ja również się do nich dołączyłem, chociaż moja radość była spowodowana zupełnie czym innym. Kiedy trener w końcu zwrócił nam uwagę, żebyśmy się zbierali na trening, wszyscy momentalnie zerwali się na równe nogi i biegiem rzucili się do swoich pokoi po potrzebne rzeczy.
***
Gdy razem z Mattem znaleźliśmy się na korytarzu prowadzącym na basen, zatrzymałem go.
- Trener mówił, żebyśmy przyszli na basen wszyscy razem - powiedziałem po czym usiadłem na podłodze pod ścianą.
- Niby dlaczego? - spytał, jednak bez protestów usiadł koło mnie. W duchu modliłem się, żeby reszta chłopaków była równie łatwa do współpracy. Nie minęło dziesięć minut, gdy wszyscy siatkarze zgromadzili się w korytarzu. Teraz pozostało czekać.
- Ch..chłopaki co się dzieje? - powiedział drżącym głosem Troy wskazując na drzwi. Tam zaczęła pojawiać się postać wysokiej kobiety, ubranej w sukienkę. Na jej ustach pojawił się uprzejmy uśmiech i zaczęła kiwać do nas palcem zapraszając nas do środka. Nie minęła chwila i postać zaczęła sie rozpraszać. Chłopaki stali w szoku, nie byli w stanie krzyczeć. Naprawdę trudnym wyzwaniem było udawać przerażenie i się nie roześmiać.
- Co tu tak stoicie? Marsz na besen! - krzyknął trener, gdy tylko się pojawił. Otworzył drzwi na basen i zaprosił nas do środka gestem dłoni.
- Trenerze...nie wiem czy to dobry pomysł - wyjąkał Carson.
- Nagle zmieniliście zdanie? Trochę za poźno, marsz na trening - rozkazał. Przerażeni siatkarze powoli zaczęli przekraczać próg basenu.
***
Wszystko toczyło się zgodnie z planem.
Gdy trening trawał już około pół godziny, a siatkarze zdążyli ochłonąć, przyszedł Antiga i poprosił aby trener z nim gdzieś poszedł.
Gdy Speraw wyszedł, wszystko się zaczęło. Nagle zgasły światła a jacuzzi zaczęło pracować. Oczywiście siatkarze na początku nic sobie z tego nie zrobili lecz zamiast dalej trenować, według zaleceń trenera, postanowili zacząć się bawić niczym małe dzieci. Nie obyło się oczywiście bez pluskania siebie nawzajem wodą oraz podtapiania. Niestety, najwyraźniej nie wszytko poszło zgodnie z planem, ponieważ przez dłuższy czas nic się nie stało. Zacząłem się naprawdę niepokoić kiedy nasze show właśnie się zaczęło.
Nieznacznie się uśmiechnąłem, kiedy w jacuzzi wyświetlił się trójwymiarowy hologram blondynki w starodawnej sukni. Uśmiechała się przyjaźnie i mogłoby się wydawać, że jest to uśmiech dobrotliwej matki obserwującej rozbrykane dzieci, lecz pozory bardzo w tym przypadku miały zmylić.
- Ch... Chłop...paki - wyjąkałem wskazując roztrzęsionym palcem na hologram - Patrzcie! - podniosłem nieznacznie głos i to w zupełności wystarczyło. Wszytkie oczy zwróciły się w kierunku, który im wskazałem.
- Ah, nie przeszkadzajcie sobie, dobrze czasem popatrzeć na zabawę - głos rozległ się jakby zewsząd, chociaż wiedziałem, że rozlega się z głośników - Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak nudno jest w tym ośrodku, z daleka od wszelkiej cywilizacji - kontynuowała nadal mając uśmiech na ustach, który, im dłużej na wszystkich 'patrzyła', stopniowo zanikał - Być może to zły pomysł, lecz możecie tu ze mną zostać - szatański uśmieszek wkradł się na jej usta. Postać wyciągnęła rękę w stronę krawędzi basenu, po czym ruchem nadgarstka 'sprawiła', że pokrywa mająca zakrywać basen zaczęła pracować i przesuwać się w naszym kierunku -  Nie bójcie się, ja tylko pragnę towarzystwa - wybuchnęła szatańskim śmiechem, który odbijał się w naszych uszach. Nagle siatkarze jak oparzeni zaczęli krzyczeć i przepychać się między sobą, by jak najszybciej wydostać się z basenu i jak przypuszczam z tego budynku a także z tego ośrodka. Tak bardzo pragnąłem się teraz roześmiać, lecz nie mogłem sobie na to pozwolić, to prawdopodobnie zniszczyłoby całą akcję. Nie miałem większego wyboru. Razem z pozostałymi zacząłem krzyczeć i pchać się do krawędzi. Kiedy wszyscy już wyszli z basenu, pokrywa nagle zaczęła się cofać, hologram znikł, światła się zapaliły a jacuzzi się wyłączyło, lecz nikt, nie licząc mnie nie zwrócił na to uwagi. Wszytko odbywało się zgodnie z planem. Chłopaki nadal w wielkim szoku zaczęli biec do drzwi, które dosłownie przed chwilą się otworzyły. Stał w nich nikt inny jak nasz trener oraz Antiga. Obaj patrzyli na wrzeszczących z widocznym szokiem w oczach. Siatkarze, nawet nie zauważając stojących tam, zaczęli się przepychać by jak najszybciej oddalić się z tego miejsca. Ja biegłem ze wszytkich najwolniej spodziewając się, co zaraz nastąpi. I wcale się nie pomyliłem. Speraw natychmiast podniósł głos, przywołując wszystkich do siebie. Nie mając wyboru powoli się zbliżyliśmy, oczywiście oglądając się uważnie na boki.
- Co to ma znaczyć? To ma być wasz kolejny 'śmieszny' żart? - zaczął krzyczeć naprawdę głośno lecz dokładnie wtedy za jego plecami wyświetlił napis wyglądający jakby został napisany na ścianie odręcznie. Jego przesłanie było proste 'To jeszcze nie koniec, jeszcze się spotkamy '. Pierwszy zauważył to Troy, który nie myśląc długo wskazał na napis palcem po czym pisząc, niczym mała dziewczynka, zaczął uciekać. Wszyscy zdążyli tylko zerknąć na to i znow rzucili się do ucieczki wrzeszcząc w niebogłosy. Przez ramię ujrzałem tylko jak Speraw odwraca się, by zobaczyć na co wszyscy wrzeszczeli, lecz jedyne co ujrzał to idealnie była ściana. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem po czym pognałem dalej za resztą naszej reprezentacji.

*Lena*
Naszej radości oraz śmiechom nie było, zdaje się, końca. Inaczej mówiąc, w naszym małym pomieszczeniu, gdzie nadzorowaliśmy całą akcję, panowała radosna atmosfera. Krzysiu oczywiście wszytko nagrywał, mówiąc, że bedzie z tego wspaniały materiał na Igłą Szyte i pierwszy raz nikt nie protestował. Mieliśmy się już zbierać do wyjścia kiedy ktoś zapytał do drzwi. Wszyscy zamarliśmy w bezruchu, a każdemu pewnie przez myśl przeszło, że to już nasz sromotny koniec, że ktoś się dowiedział i wszyscy mamy przesrane. W pomieszczeniu nagle zapadła grobowa cisza. Nawet oddechy zostały wstrzymane w oczekiwaniu. Po czasie, który wydawał się wiecznością, drzwi zaczęły się otwierać i stanął w nich...
- Kuba? - zapytałam marszcząc brwi - Co Ty tu robisz?
- Zaprosiłaś mnie przecież na spacer, spóźniłem się trochę, ale jestem - podrapał się zmieszany po karku a ja miałam ochotę przybyć sobie mentalnego plaskacza w czoło. Kompletnie o tym zapomniałam.
- Ah no tak, wybacz - podeszłam do niego po czym rozpoczęłam standardowy proces zapoznania chłopaka z siatkarzami, nie zapominając również o Melce.
- Sporo o Tobie słyszałem - powiedział Kuba podając rękę rudej, która uśmiechając się pięknie odpowiedziała
- Chciałbym powiedzieć to samo, ale nie mogę - szturchnęłam ją w bok na co zmroziła mnie wzrokiem - No co? Przecież taka prawda - oddala mi. Nie musiałam również dużo czekać aż obok nas zjawiły się ostatnie dwie osoby, których jeszcze nie zdążyłam przedstawić. Był to oczywiście Krzysiek oraz Kubiak
- Jestem Krzysiek - odezwał się Igła wyciągając do Kuby dłoń - A to jest Michał, chłopak Leny - wyszczerzył się po czym popchnął na mnie przyjmującego tak, że wylądowałam w jego ramionach, ratując się przed upadkiem -  Prawda, że dobrana z nich para? - puścił mu rozbawiony oczko, na co Melka praktycznie wybuchnęła śmiechem. Ja natomiast posłałam chłopakowi zdenerwowane spojrzenie, następnie mrożąc Ignaczaka wzrokiem i zaczęłam się subtelnie wyplątywać z objęć Kubiaka.
- Nie mówiłaś, że masz chłopaka - popatrzył na wszystkich zdezorientowany, jednak spojrzenie zatrzymując finalnie na mnie
- My nie ... - zaczęłam lecz widząc zainteresowane spojrzenie Ignaczaka przerwałam -... nie mieliśmy okazji o tym pogadać - zakończyłam, wymyślając na szybko
- Oh w porządku - odezwał się a ja natychmiast poczułam wyrzuty sumienia
- To może chodźmy już na ten spacer? - posłałam mu błagalne spojrzenie jednocześnie szturchając Kubiaka, żeby mnie puścił. Chłopak uczynił to niechętnie, a ja dopiero teraz zauważyłam, że przez całą rozmowę nie odezwał się ani słowem. Wychodząc z Kubą spojrzałam jeszcze na Kubiaka, który właśnie odwrócił się od nas plecami i oparł dłonie o konsolę z wszytkimi przyciskami kontrolującymi urządzenia na basenie. Patrząc na niego takiego, momentalnie przed oczami stanęła mi sytuacja, kiedy stał załamany przy oknie, kiedy to Monika przyjechała zamiast mnie do Spały. Zatrzymałam się w miejscu po czym zawołałam Kubę by chwilę na mnie poczekał i przebiegłam znów całe pomieszczenie aby w końcu przytulić się do Kubiaka. Momentalnie owiał mnie zapach jego perfum na co uśmiechnęłam się nieznacznie po czym jak gdyby nigdy nic odwróciłam się i odeszłam. Tym razem, przy wychodzeniu towarzyszyło mi zaskoczone spojrzenie Michała. To pozwoliło mi dołączyć do Kuby z wielkim uśmiechem na twarzy, co nie umknęło uwadze chłopaka.
- Więc... - zaczął Kuba - Ty i ten Michał, tak?... Jesteście parą? - dokończył a ja zauważyłam, że znów zaczął się denerwować
- Nie - odpowiedziałam po czym złapałam za rękaw bluzy chłopaka i podciągnęłam go w stronę altanki tak, żeby nikt nas nie słyszał
- Ja i Kubiak nie jesteśmy parą - uśmiechnęłam się na samo wspomnienie chłopaka, co również nie pozostało niezauważone.
- Co nie zmienia faktu, że chyba oboje tego chcecie - skrzywił się lekko po czym złapał mnie delikatnie za ramiona i spojrzał mi głęboko w oczy - Może nie znamy się długo, ale nie mam zamiaru stać na drodze do twojego szczęścia Lena, po prostu... Po prostu daj znać, gdyby to naprawdę był koniec - wypuścił mnie z uścisku po czym odwrócił się i zaczął odchodzić - Sam trafię na parking - machnął ręką i zniknął za linią drzew. A ja nadal oszołomiona stałam w tym samym miejscu. Moje myśli w tym momencie naprawdę szalały i miałam wrażenie, że moja głowa lada chwila może eksplodować.
- Lena, tu jesteś - ktoś praktycznie krzyknął, wzbudzając mnie z zamyślenia. Rozejrzałam się i zaskoczona spostrzegłam, że zrobiło się już naprawdę ciemno - Powinnaś już dawno być w swoim pokoju - upomniał mnie ze śmiechem Antiga, na co ja poczułam się jak skarcona mała dziewczynka.
- Oczywiście trenerze - wydukałam po czym nadal nie do końca rozbudzona ruszyłam do mojego pokoju.
- Wszystko w porządku? - usłyszałam na co kiwnęłam głową
- Tak, w porządku - oparłam po czym całkiem się oddaliłam.

***
Witajcie,
...
I cóż, to by było chyba na tyle z tego co zaplanowałam wam przekazać :D
Jak już pewnie zauważyłyście...  *Tak Lune, notka jest pod rozdziałem, bardzo mądrze, brawo Ty!*... plan wystraszenia amerykańskich siatkarzy pojawił się już w tym rozdziale XD
Mamy nadzieję, że nie wyszło to najgorzej, bo musicie wiedzieć, że wymyślanie tego zajęło nam dość sporo czasu :/
Oczywiście, swoje opinie możecie zostawić w komentarzach pod spodem, a jeśli chcecie jesteśmy także dostępne na tt więc zapraszamy serdecznie! *Dobra Lune, ogarnij dolny tył i nie przynudzaj... wszytkie czytelniczki umrą z nudów czytając to... *
No to byłoby na tyle, moja wewnętrzna ja jest dziś bardzo marudna...  *Więc gdyby ktoś miał jakąś dobrą czekoladę to może podrzucić :3*

Udanych wakacji misie :3 *A dokładniej tygodnia bo w następny piątek również się widzimy :D*

Pozdrawiamy serdecznie,
Raissa&Lune

piątek, 15 lipca 2016

Rozdział XXIV: Plan Stefana, Dominika w więzieniu i rumak

*Melka*
Wśród Polskich siatkarzy panowało zamieszanie. Razem z Kubiakiem korygowałam Kłosa, który stojąc na drabinie próbował podłączyć odpowiednie kabelki.
- Naprawdę nie wiem co mam o tym myśleć, Lena naprawdę dziwnie się zachowuje - mówił Michał drapiąc się zamyślony w głowie.
- Porozmawiajcie szczerze - zaproponował Kłos. Nie chciałam się w to mieszać, to powinny być tylko i wyłącznie ich problemy, jednak niepokoiło mnie zachowanie Leny. Jesteśmy przyjaciółkami i potrafię wyczuć, że coś jest nie tak.
-Tak, musicie porozmawiać - poparłam Karolo, na co on uśmiechnął się dumnie - Tylko wiesz Kubi, całkowicie szczerze - zaznaczyłam.
Kiedy kable były rozwieszone, ruszyłam w stronę piętra Amerykanów, aby wykonać kolejną cześć zadania.
Zapukałam do pokoju Paula z nadzieją, że jest sam. Niestety los mi dzisiaj nie sprzyja. Na jednym z łóżek siedział Matt.
- Cześć chłopaki - przywitałam się uprzejmie i usiadłam na drugim łóżku.
Lotman krzątał się po pokoju wyraźnie czegoś szukając. Mówił w tym czasie o przeróżnych głupotach. Starałam się dawać mu przeróżne znaki, jednak on nic nie widział. Po około 20 minutach, zdenerwowana wyjęłam z kieszeni telefon.
Wiem, że być może to niegrzeczne, jednak byłam zdesperowana i miałam naprawdę mało czasu. Napisałam do niego sms'a.
Nie minęły 2 minuty, kiedy Paul odczytał wiadomość i spojrzał na mnie w zamyśleniu.
- Matt, idź zapytać chłopaków jakie mają plany na wieczór, możemy obejrzeć wspólnie jakiś film czy coś.
- Ech, okej - siatkarz westchnął i niechętnie opuścił pokój.
- Opowiadaj! - rozkazał gdy tylko drzwi zamknęły się za Mattem.
Po wkrótce opowiedziałam mu o naszych planach.
- To jest genialne! - klasnął w ręce z szerokim uśmiechem.
- Bo to plan Stefana - powiedziałam, jakby to była najrzadziej oczywista rzecz na świecie.
- Co prawda to prawda - zgodził się ze mną.

*Lena*
Od kilku minut bezczynnie siedziałam na łóżku, oczywiście w rękach trzymając mój telefon. Chciałam zrobić coś pożytecznego, np. pomóc reszcie w przygotowaniach, lecz nie mogłam pojawiać się tak po prostu na korytarzach. Istnieje przecież to głupie ryzyko, że ktoś nieodpowiedni mnie zauważy. Westchnęłam zrezygnowana i rzuciłam się na łóżko. Miałam ochotę zacząć krzyczeć, lecz właśnie wtedy drzwi do mojego pokoju zaczęły się otwierać.
- Puk, puk - odezwała się Monika delikatnie stukając w powłokę drzwi - Nie przeszkadzam?
- No co Ty - od razu się podniosłam i złapałam za rękę dziewczyny wciągając ją do środka - Cieszę się, że jesteś - powiedziałam zatrzaskując drzwi
- Od kiedy się przeniosłaś, nie mam co robić w tym pokoju - zaczęła marudzić a ja roześmiałam się.
- Doskonale wiem o czym mówisz - rozłożyłam ręce chichotając cicho.
- Więc co robimy? - zaczęła poruszać sugestywnie brwiami
- Szczerze? Nie mam pojęcia - opadłam na łóżko obok niej
- Wiem, że to dziecinne... - zaczęła pesząc się
- A kto powiedział, że nie możemy się czasem bawić jak dzieci? - mruknęłam szturchając ją w ramię - Skoro siatkarze mogą to my tym bardziej. Kontynuuj - zachęciłam ją
- Dobra, będzie nam potrzebna książka telefoniczna - zaczęła a ja już wiedziałam o co jej chodzi. Wybuchnęłam śmiechem po czym zajrzałam do szafeczki pod telewizorem. Było to w sumie jedyne miejsce, gdzie mogła się znajdować takowa rzecz. Niestety nic nie znalazłam więc usiadłam zrezygnowana na łóżku. Na szczęście po chwili wpadł mi do głowy kolejny szatański plan
- Wiesz co? Znalazłam fajniejszą zabawę! - zaczęłam podskakiwać jak mała dziewczynka. Miałam numery do wszystkich siatkarzy z naszej kadry, więc czemu by tego nie wykorzystać? - Zadzwoń pod ten numer - podsunęłam jej mój telefon.
- Nie mówisz poważnie? Przecież jak Ignaczak się dowie, że to ja to mnie zabije- wybuchnęła śmiechem lecz po chwili zaczęła coś robić w telefonie - Ustawiam na zastrzeżony - mrugnęła do mnie prawie płacząc ze śmiechu po czym zabrała się za wstukiwanie numeru. Po chwili przyłożyła urządzenie do ucha w cierpliwie czekała oczywiście przyjmując poważną minę i jak sądzę opanowany głos.

*Krzysiek*
Leżałem spokojnie na łóżku już po prysznicu, odpoczywając po treningu. Zamknąłem zmęczone powieki z zamiarem ucięcia sobie drzemki lecz mój spokój nie trwał długo. Po chwili mój telefon zaczął buczeć i grać dobrze już mi znaną melodię. Oznaczało to, że ktoś się do mnie dobija. Westchnąłem ciężko po czym nie patrząc kto dzwoni odebrałem.
- Słucham?
- Dzień Dobry z tej strony sierżant Kinga Machnik z Komendy Wojewódzkiej w Rzeszowie. Czy rozmawiam z Panem Krzysztofem Ignaczakiem? - odezwał się niezwykle opanowany damski głos w słuchawce. Słysząc ostatnią część zdania momentalnie się podniosłem z łóżka i zacząłem krążyć po pokoju.
- Tak, to ja, o co chodzi?- odpowiedziałem automatycznie a w mojej głowie zaczęły się pojawiać najróżniejsze scenariusze.
- Proszę pana, dzwonię w sprawie pańskiej córki, Dominiki. Jest ona teraz z nami na komisariacie. Istnieje taka możliwość, żeby pan przyjechał? Niestety nie możemy się skontaktować w tym momencie z pańską żoną a sprawa musi zostać wyjaśniona.
- Oczywiście - przełknąłem głośno ślinę - Niestety jestem teraz poza miastem więc podróż trochę zajmie.
- Oczywiście, rozumiem, w takim takim razie będziemy na pana czekać, do widzenia
- Do widzenia - pożegnałem się i zakończyłem połączenie. Nie czekając ani chwili dłużej, w samych bokserkach, wybiegłem z mojego pokoju i skierowałem się po pokoju trenerów. Zastukałem szybko w powierzchnię a kiedy usłyszałem pozwolenie, niemal natychmiast znalazłem się w środku.
- Trenerze! Muszę jak najszybciej jechać do domu! - krzyknąłem - Córkę mi w więzieniu zamykają!- zacząłem wychodzić lecz Stefan mi w tym przeszkodził łapiąc mnie za ramiona i zawracając.
- Siadaj - rozkazał po czym kontynuował - Jesteś na 100% pewny, że tak jest? - zapytał
- Tak! Trenerze... z policji do mnie dzwonili - zacząłem się ponownie podnosić lecz trener znów mnie zatrzymał.
- Zanim stąd wyjedziesz zadzwoń do żony - poklepał mnie przyjaźnie po ramieniu i pozwolił iść. Biegnąc truchtem do pokoju wybrałem numer Iwony. Odebrała po 3 sygnałach.
- Iwonka! - krzyknąłem bez przywitania - Jedź na komisariat, córkę nam w więzieniu zamykają! - wpadłem jak burza do pokoju przy okazji prawie się przewracając
- Krzysiek, o czym Ty mówisz? Dominika siedzi właśnie przed telewizorem i ogląda bajki - wyjaśniła spokojnie a ja mógłbym dać sobie rękę uciąć, że w tym momencie marszczy brwi - Ktoś sobie z Ciebie żarty robi! - wybuchnęła śmiechem a po chwili dało się usłyszeć w tle głos Dominiki pytający dlaczego jej mama tak się śmieje. Kobieta wyjaśniła dziewczynce po czym znów zwróciła się do mnie - Dorwij tego dowcipnisia kochanie, trzymamy wszyscy kciuki - cmoknęła do słuchawki - Kocham Cię
- Też Cię kocham - odpowiedziałem zgodnie z prawdą po czym pożegnałem się z żoną i zakończyłem połączenie.
Zdecydowanie muszę się dowiedzieć kto to! Moje poszukiwania zacznę od naszych towarzyszek, bo takie żarty są bardzo w ich stylu. Jeśli to nie Lena i /lub Melka to sprawa trochę się skomplikuje, ale ja na pewno się dowiem.

*Melka*
Wychodząc z pokoju Lotmana napotkało mnie coś dziwnego. Na korytarzu pojawił się Igła. Szedł mamrocząc coś wściekle pod nosem. Wyminął mnie, stanął w miejscu, po czym szybko do mnie podbiegł.
-Amelio, tłumacz się natychmiast! - oparł rękę o biodra i spojrzał na mnie z wyrzutem.
- Tym razem nic nie zrobiłam, przynajmniej nie pamiętam - podniosłam ręce w obronnym geście.
- A to, że Dominika jest w więzieniu to nie był twój pomysł?! - krzyknął, a ja otworzyłam szerzej oczy w zdumieniu.
- Dominika jest w więzieniu?!
- Nie jest i ty dobrze o tym wiesz, wycięłaś mi kawał - warknął.
- Co? To nie ja, przez cały czas byłam u Lotmana - broniłam się.
- Więc oboje to wymyśliliście! - rzucił się do drzwi pokoju.
- Lotman! Tłumacz się! - stanął przed nim. Minęła dość długa chwila zanim Igła zrozumiał, że to nie my.
- W takim razie kto? - spytał.
- A kto ma tu jeszcze damski głos? - rzucił Lotman. Krzysiek zastanowił się chwilę po czym wyszedł z pokoju

*Krzysiek*
Kiedy drzwi zamknęły się za mną, automatycznie skierowałem się do wind. Już miałem iść po schodach kiedy drzwi zaczęły się otwierać. Nie podnosząc wzroku szybkim ruchem znalazłem się w środku. Szybko wcisnąłem numerek piętra wyżej i zacząłem mamrotać sobie pod nosem.
- Oh już oni sobie pożałują... Dominikę mi do więzienia wysłać chcieli, niech ja tylko znajdę tych dowcipnisiów, którym takich żartów się zachciało - z każdym słowem coraz bardziej podnosiłem głos. Tak się wkurzyłem, że nie zauważyłem, że już czas wysiadać. Pewnie pojechałbym dalej gdyby nie głos sprowadzający mnie na ziemię.
- Igła, czy Ty przypadkiem nie mieszkasz na tym piętrze? - po usłyszenia tego głosu momentalnie oprzytomniałem
- Co Ty tu robisz? - praktycznie rzuciłem się na osobę, której widoku kompletnie się tu nie spodziewałem.
- No weź Igła, jak miałem okazję to wpadłem - wyszczerzył się i opuścił windę. Zrobiłem to samo lecz nie sam. Widząc odwróconą sylwetkę chłopaka wskoczyłem mu na plecy i wykrzyknąłem
- Do pokoju mój rumaku!

***
Raissa stawia się posterunku! Przepraszam za to, że znowu zawaliłam, oraz obiecuje zrobić wszystko, żeby to się nie powtórzyło!
Czekamy na wasze komentarze dotyczące rozdziału, to bardzo motywuje :D
Jak myślicie, kim jest tajemniczy rumak Igły? Piszcie wasze typy, jesteśmy ich bardzo ciekawe :D
A my, tradycyjne widzimy się w przyszły piątek!

Życzymy wam udanego tygodnia! :*

Raissa&Lune