sobota, 24 stycznia 2015

Rozdział V: Zakupy, zemsta doskonała i... to

**AMELIA**
Stanęliśmy przy windzie, Karollo nacisnął przycisk przywołujący ją. Czekając na maszynę stanęłam za chłopakiem, w tym momencie otworzyły się drzwi a my usłyszeliśmy głos Igły, który był w środku.
-Ooo Kłosik, coś ty taki wystrojony? Czyżby randka się szykowała?- zagwizdał widocznie rozbawiony. Karol zacisnął dłonie w pięści a mi zachciało się śmiać. Wyprzedzając środkowego dołączyłam do libero, któremu w tym momencie widocznie zrzedła mina.
-Melka co ty tu robisz?
-Jak to co wujaszku? Jadę windą-ta sytuacja bardzo mnie bawiła. Kłos wszedł do środka.
-Ale wy nigdzie nie jedziecie razem, prawda?
-Po pierwsze, nie zaczyna się zdania od ale, a po drugie tak jedziemy razem, na dół-wystawiłam mu język.
-Nie pouczaj mnie młoda damo, ja doskonale wiem jak się mówi.
-Tak, tak wujaszku, oczywiście-powiedziałam, spodziewając się co teraz nastąpi.
-Ile razy mam mówić, żebyś nie mówiła do mnie wujku! Czuję się wtedy staro!-oburzył się, jak zwykle zresztą.
-Moglibyśmy wreszcie ruszyć?!-krzyknął poddenerwowany Karol.
-To my nadal stoimy?-spytałam zdziwiona. Zbiorowy face-palm, tak tradycyjnie. Już w ciszy zjechaliśmy na dół.
-Uważaj sobie Kłos, spadnie jej włos z głowy a będzie po tobie-rzucił Krzysiek na odchodne. Zaśmiałam się w duchu, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem to raczej po tobie wujaszku. Wyszliśmy na parking. Stał tam tylko jeden samochód, nasz.
-Czym my mamy pojechać?-spytałam odwracając się w stronę zmieszanego siatkarza.
-No bo...-jąkał się.
-Kłos do cholery! Czy ty niczego nie umiesz zaplanować?!-krzyczałam wściekła na jego dezorganizacje.
-No bo ja tu nie mam swojego samochodu i tak pomyślałem że moglibyśmy twoim-wyrzucił z siebie na jednym wdechu. Wrzasnęłam.
-I teraz mi to mówisz?! Ja nie zamierzam wracać się teraz na górę!
-Może zadzwonisz do Leny?-spytał jak gdyby nigdy nic.Westchnęłam zrezygnowana i wyjęłam telefon.
-Nie sądziłam że tak szybko po mnie zadzwonisz, co znowu zrobił Kłos?-rzuciła na przywitanie.
-Weź nawet nie pytaj-mruknęłam zdegustowana-Nasz pokój jest od strony parkingu, nie? Rzuć nam kluczyki.
-Gdzie je masz?-spytała.
-Nie wiem-warknęłam. No co? Zła jestem!
-Dobra spokojnie, poszukam-rozłączyła się. Zaczęłam nerwowo chodzić w kółka. Po chwili z okna wyłoniła się Lena. Szczerząc się od ucha do ucha, zaczęła wymachiwać kluczami w geście triumfu. Jak myślicie, co się stało? Oczywiście! Klucze wypadły jej z ręki i wylądowały na zadaszeniu.
Przestała się śmiać i szybko zamknęła okno.
-Jeszcze się z nią policzę-mruknęłam-Co my teraz zrobimy?-Kłos zastanowił się przez chwilę, po czym uśmiechnął się.
-Poczekaj chwilkę-pobiegł na tyły ośrodka. Zobaczymy co ten kretyn wymyśli.Po chwili pojawił się z powrotem, tachając jakąś drabinę i grabię.
-Co ty chcesz zrobić?-spytałam zdziwiona.
-Chce ściągnąć klucze-powiedział i rozstawił drabinę. Wdrapał się na sam szczyt, ale nadal mu trochę brakowało.
-Podasz grabię?- niechętnie spełniłam prośbę. Już po chwili kluczyki wylądowały na ziemi. I całe szczęście.
-No to teraz możemy jechać-powiedział wesoło i skierowaliśmy się w stronę samochodu.
-Kto prowadzi?-spytał i nie czekając na odpowiedź usiadł za kierownicą.
-Pewnie, możesz ty-mruknęłam sarkastycznie zajmując miejsce pasażera. Włączyłam radio. Akurat leciała jedna z moich ulubionych piosenek. W ciszy wyjechaliśmy z terenu ośrodka. Po chwili nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
-Co cię tak śmieszy?-spytał Kłos widocznie zaskoczony moim zachowaniem. W końcu przed chwilą ciskałam piorunami, a teraz płaczę ze śmiechu.
-Ta cała sytuacja, z Igłą, kluczami i w ogóle-no bo tak szczerze, czy to nie jest śmieszne? Po chwili Karol dołączył do mnie.
-No widzisz, jeszcze do jechaliśmy na miejsce a już mamy co wspominać.
-Skoro tak zaczyna się nasza podróż, to ja nie wiem co będzie później-rzuciłam rozbawiona. Dalsza, dość krótka droga upłynęła nam w luźnej, przyjemnej atmosferze. Dojechaliśmy i weszliśmy do dość dużej galerii.
-To co chcesz kupić?-spytałam.
-No właśnie nie wiem-rozejrzał się. Załamałam bezradne ręce. Ach ci faceci...
-No nie wiem, jakieś ubranie, perfumy, biżuteria?-rzucałam propozycje.
-Wszystko jedno-był lekko zdezorientowany, miał naprawdę zabawną minę.
-Kurdę Kłos!-wrzasnęłam-To jest twoja siostra czy moja?-jakim on jest idiotą to głowa mała! W końcu zdecydowaliśmy się na biżuterię i jakiś dodatek w postaci kosmetyków. Podejmowanie decyzji polegało na tym, że ja mówiłam a on przytakiwał, bojąc się wybuchu mojego gniewu. Znamy się drugi dzień a już go sobie wyszkoliłam, podoba mi się to. Skierowaliśmy się do pierwszego ze sklepów.
-Dzięki że ze mną przyjechałaś-powiedział Kłos szczerząc się od ucha do ucha.
-Masz szczęście że lubię zakupy-rzuciłam żartobliwie-a tak serio, kiedyś mi się odwdzięczysz-puściłam mu oczko.
-Mam się bać? - spytał.
-Powinieneś-szturchnęłam go w ramię.
-Masz już jakieś propozycje? - poruszał zabawnie brwiami.
-Owszem, ale o tym później-weszliśmy do butiku z biżuterią. Były tu bardzo drogie rzeczy, jednaj jak dla mnie zupełnie bez wyrazu. Nie podobało mi się, a ponieważ Karol stwierdził że ja mam wybierać, szybko wyszliśmy.
-Czym się zajmujesz, poza byciem siostrzenicą Igły?-spytał ni z tego ni z owego. Rozbawiło mnie to określenie.
-Więc w przerwach od bycia rodziną tak wspaniałego sportowca jakim jest Krzysztof-ten sarkazm w moje wypowiedzi jest wyczuwalny na odległość-Studiuję medycynę i psychologie. W przyszłości chciałabym być fizjoterapeutką albo psychologiem sportowym-powiedziałam wszystko jak na spowiedzi.
-O to już wiem do kogo się udać, jak mnie znowu Wlazły zagrywką potraktuje- rzucił zacierając ochoczo ręce.
-To w tu nie macie jakieś lekarza czy coś?
-Mamy-machnął ręką od niechcenia - Ale wolę żeby mnie twoje rączki wymasowały-chętnie bym mu starła ten zaciesz z twarzy.
-Zapraszam, dawno się na nikim nie wyżywałam- uśmiechnęłam się zadziornie, a na widok jego miny parsknęłam śmiechem. Weszliśmy do kolejnego sklepu. Spacerując między półkami ciągle rozmawialiśmy, muszę przyznać że całkiem dobrze czułam się w jego towarzystwie.
-Jaki masz kontakt z Krzyśkiem? Bo z boku wygląda to dość specyficznie?-zasypywał mnie pytaniami
-Może ciągle sobie dogryzamy i w ogóle, ale ja go naprawdę kocham, zawsze mogę na niego liczyć, jeszcze nigdy mnie nie zawiódł- uśmiechnęłam się, nie wiem co bym bez niego zrobiła.
-Chyba dobrze jest mieć kogoś takiego. co nie?-sama się sobie dziwię, ale naprawdę dobrze rozmawia mi się z Karolem, teraz z daleka od tej bandy matołów, jest naprawdę w porządku.
-Jak już mówimy o Igle, to sprawa jest-rzuciłam niby od niechcenia gdy wchodziliśmy do kolejnego sklepu. Jego spojrzenie wyrażało zdziwienie
-Mam się bać?-spytał już po raz kolejny tego dnia. Parsknęłam śmiechem. Naprawdę daje mu aż tyle powodów do strachu?
-Ty nie, Krzysiu owszem-teraz już naprawdę był mocno zdezorientowany
-Planujemy zemstę i...
-Nie interesują mnie szczegóły, jeśli w grę wchodzi zemsta na Ignaczaku, wchodzę w to-nie pozwolił mi nawet dokończył, a już zacierał ochoczo ręce, gotowy do działania. Szczerze mnie to rozbawiło. Pośpiesznie wtajemniczyłam go w nasz plan, w miedzy czasie oglądając bransoletki. Gdy Kłos usłyszał co sobie z Leną zaplanowałyśmy, dosłownie usiadł na ziemi ze śmiechu. Ludzie pewnie pomyśleli sobie że coś brał.
-Jesteście niesamowite-wydusił gdy zdołał się opanować.
-Wiemy- uśmiechnęłam się kokieteryjnie. Środkowy zdecydował się wreszcie, oczywiście z moją pomocą na prostą, ale bardzo ładną czarną bransoletkę z ćwiekami [klik]. Muszę przyznać, że jednak ma dość dobry gust. Gdy wychodziliśmy ze sklepu, zobaczyłam na wystawie jedno cudeńko, które przykuło moją uwagę. Była to śliczna bransoletka z serduszkiem [kilk].
-Szkoda że już kupiłeś prezent, to by było idealne-powiedziałam do Kłosa.
-Podoba ci się?-spytał
-Nawet bardzo.
-Dobra chodźmy teraz kupić rzeczy potrzebne do zemsty-pociągnął mnie za rękę i wyprowadził ze sklepu. Gdy mieliśmy wszystko co potrzebne poszliśmy do restauracji coś zjeść, bo  na kolację już nie zdązymy.
 **W tym samym czasie** 
Minęło może 30 minut odkąd Melka razem z Karolem pojechała na zakupy a mi już się zaczęło nudzić. Pogoda była ładna dlatego nie chciało mi się siedzieć całe popołudnie w pokoju. Złapałam moją lustrzankę i wyszłam na korytarz. Nie znałam zbyt dobrze ośrodka lecz miałam teraz okazję go poznać, by nikt się więcej ze mnie nie śmiał. Postanowiłam wykorzystać okazję i porobić zdjęcia. Wędrowałam po piętrach budynku aż dotarłam na najwyższe. Od razu rzuciły mi się w oczy drzwi, które na pewno nie prowadziły do żadnego z pokoi. Domyśliłam się, że prowadzą one na dach. Podeszłam do nich niestety były zamknięte. Z uśmiechem na ustach zjechałam na parter i poprosiłam panią w recepcji o klucz na dach. Na początku była nie ugięta lecz kiedy zauważyła siatkarzy szybko wyciągnęła kluczyk i przesunęła go po blacie w moja stronę. Chciałam podziękować lecz dziewczyna już nie zwracała na mnie uwagi wpatrzona jak zahipnotyzowana w wielkoludów. Wywróciłam zniesmaczona oczami i wpakowałam się do windy. Drzwi zaczęły się zamykać lecz uniemożliwiła im to wielka dłoń. Chłopaki zaczęli wchodzić do windy aż stałam przyklejona do ściany. 
- Za dużo nas tu- wysapałam- nie pojedziemy
 - Ale wiesz Lenuś, my jesteśmy tacy zmęczeni a schody są takie długie - Igła zrobił minę kota ze Shreka - Będziecie jeszcze coś chcieli- warknęłam i zaczęłam się przepychać do drzwi.
 - Chwila- Michał Wu. złapał mnie za ramię i nie pozwolił wyjść- Igła bądź gentelmanem i sam wysiądź 
-Nie ma mowy- oburzył się i tak zaczęła się kłótnia. W końcu stanęło na tym, że wszyscy solidarnie wysiedli i nadal się przekomarzając ruszyli po schodach. Zaśmiałam się cicho po czym wcisnęłam odpowiedni przycisk. Wjechałam na ostatnie piętro i ponownie ruszyłam do drzwi. Otworzyłam je kluczykiem i podeszłam do barierki. Mimo, że byłam tu dopiero drugi dzień bardzo się przywiązałam do tego miejsca. Oparłam się wygodnie w westchnęłam podziwiając piękne widoki. Złapałam za lustrzankę i zaczęłam robić zdjęcia. Byłam tak na tym skupiona, że nie usłyszałam jak ktoś oprał się tuż obok mnie 
 -Pokażesz mi później te zdjęcia?? - zapytał Kubiak a ja pisnęłam przestraszona przez co prawie wypuściłam z dłoni aparat. 
 -Kubiak zabije Cię kiedyś- przytuliłam mój skarb do piersi na co on się tylko zaśmiał. -Czego tu chcesz?? - zawiesiłam aparat na szyi i oparłam się tyłem o barierkę 
-Lubię tu przychodzić- wzruszył ramionami po czym powrócił do swojej poprzedniej pozycji wpatrując się w las. Dołączyłam do niego i tak w ciszy spędziliśmy sporo czasu. W końcu słońce zaczęło zachodzić. Pstryknęłam jeszcze kilka zdjęć i zaczęłam się zbierać do wyjścia - Idziesz?? Muszę zamknąć drzwi - Kubiak skinął głową i bez słowa za mną wyszedł. Zamknęłam drzwi po czym oboje wsiedliśmy do windy. Kubiak mimo iż mógł wysiąść na swoim piętrze pojechał ze mną na dół a kiedy oddałam klucz złapał mnie za rękę i zaczął gdzieś ciągnąć. 
 -Kubiak jak zaraz mi nie powiesz gdzie idziemy to zginiesz marnie- starałam się zatrzymać lecz ten wielkolud pewnie wyrwał by mi rękę. Nie znałam jeszcze tak dobrze tego miejsca wiec nie miałam pojęcia gdzie może mnie zabrać. Zaczął mnie ciągnąć w stronę lasu a ja przeraziłam się nie na żarty. Tak pogrążona w moich myślach nie usłyszałam głośnego śmiechu przyjmującego dopiero jego głos mnie wzbudził z letargu 
-Masz taką minę jakbym chciał cie zabić albo zgwałcić 
-A nie chcesz?? - zapytałam lekko już rozluźniona 
-Nie, nie chce- uśmiechnął się a ja westchnęłam z udawaną ulgą. Doszliśmy do małej sceny na której ustawieni byli już siatkarze. Zaśmiałam się na ten widok lecz posłusznie zajęłam miejsce na widowni. Ku mojemu zdziwieniu chwilę później Karol przyprowadził nie mniej zdenerwowaną jak ja przed chwilą Melkę. Zdezorientowana zajęła miejsce obok mnie lecz nic nie powiedziała ponieważ zaczęło się show w wykonaniu siatkarzy. Z głośników wydobyła się ta muzyka i wielkoludy zaczęły śpiewać tekst swojego autorstwa :
Stefan Antiga jest królem wioski 
Porzucił Francję, przyjechał do Polski 
Żeby trenować w naszym pięknym kraju 
      Chociaż hejterzy mu żyć nie dają

Uczymy się dzielnie od naszego trenera
Żeby nie zawieść żadnego kibica
Polacy mistrzami-każdy to powie
Przeciwnikom już kręci się w głowie 
Ref. 
Hej Spała, hej Spała wioska nie mała
 zrobi z Ciebie siatkarza ideała 
Hej Spała, hej Spała wioska nie mała 
W tym momencie już nie wytrzymałyśmy i zaczęłyśmy się śmiać tak głośno, że prawie muzykę zagłuszałyśmy. Muzyka ucichła a chłopcy wpatrywali się w nas morderczym wzrokiem. 
-Nikt nie docenia naszego talentu- Winiar wytarł z oka niewidzialną łzę po czym w towarzystwie innych siatkarzy zaczął schodzić ze sceny. 
-To było świetne- krzyknęłam za nimi
-Mi też się bardzo podobało- krzyknęła Melka puszczając w ich stronę buziaczka. Siatkarze od razu się rozpromienili
-Chodźcie na kolacje głodny jestem- pospieszał nas Igła niecierpliwiąc się. Szybko do nich dołączyłyśmy i wszyscy, wielką grupą ruszyliśmy na stołówkę. Wzięliśmy swoje porcje i zajęliśmy miejsca takie jak wczoraj,  no prawie... Mi przypadło miejsce obok Kubiaka i Ingaczaka a Melce naprzeciwko mnie między Kłosem a Nowakowskim. W bardzo szybkim tempie jedzenie znikło z naszych talerzy dlatego wszystko odnieśliśmy i udaliśmy się do swoich pokoi. Momentalnie zachciało się spać lecz przypomniałam sobie o zemście i kazałam Melce napisać do Kłosa o której godzinie idziemy
-Ale ja nie mam do niego numeru- westchnęła
- To jak ty go chciałaś poinformować bez budzenia innych? -  podniosłam się
-Nie pomyślałam o tym- skuliła się
-Idź do niego zanim się rozmyślę i zrobię Ci krzywdę -  wskazałam palcem drzwi- niech będzie u nas po 12, rozumiesz?
- Tak jest szefowo- zaśmiała się i wyszła. Ustawiłam budzik i przykryłam się kołdrą. Nie doczekałam już powrotu Melki od Kłosa bo tak po prostu usnęłam.
**AMELIA**
Wyszłam z pokoju i skierowałam się do pokoju Karolo. Zaraz, zaraz...A czy ja wiem gdzie on ma pokój?! Brawo Melka, ty i twój brak organizacji! Cóż by tu zrobić, zastanawiałam się chodząc w kółko koło naszego pokoju. Po chwili bez zastanowienia otworzyłam drzwi na przeciwko.
-Przebieram się kurde!-krzyknął Winiar i owinął się kocem. Nie mogłam trafić w lepszym momencie. Wybuchnęłam śmiechem.
-A łazienki to ty nie masz?-spytałam, siadając bez pytania na łóżku.
-Mario zajął, już prawię od godziny się pindrzy.
-Radziłabym ci zobaczyć co on tam robi, może znowu szampon wypije-akurat gdy zaczęliśmy się śmiać, z okupowanego przez siebie pomieszczenia wyszedł Wlazły.
-Obgadujecie mnie?-spoglądał na nas podejrzliwym wzrokiem
-Jakbyśmy śmiali-Misiek szturchnął go w ramię.
-Dobra, ja tak właściwie to chciałam się zapytać, gdzie ma pokój Kłos?-przeszłam do przyczyny moje wtargnięcia do ich królestwa. Chłopaki spojrzeli po sobie dziwnym wzrokiem,
-Będzie coś?-Michał poruszył charakterystycznie brwiami. Rzuciłam w niego poduszką.
-My tylko planujemy zbrodnie doskonałą.
-Chcecie kogoś zabić?-zaciekawiony Mariusz przestał czesać swoje włosy.
-Zobaczysz rano-wyszczerzyłam się do niego -To dowiem się gdzie jest ten pokój?
-Drzwi na prawo-odpowiedział mi Winiarski zamykając się w łazience. Życząc im dobrej nocy udałam się do pokoju obok.Tym razem zapukałam.
-Wejść!-usłyszałam przez drzwi głos Andrzeja. Weszłam do środka. Myślałam że ja jestem bałaganiarą, ale to co zobaczyłam tutaj było straszne. Po środku tego bałaganu, na fotelach siedzieli Wrona z Kłosem i rozmawiali na Skype z Conte, Uriarte i Włodarczykiem.
-Nie chce przeszkadzać, chciałam tylko...
-Przecież nie przeszkadzasz!-Karol poderwał się do góry i zaczął ciągnąć mnie przed laptopa.
-Chciałam się tylko zapytać, o której będziemy robili...to-nie, to w cale nie zabrzmiało dwuznacznie.
Wszyscy parsknęli, a Kłos, który jako jedyny był wtajemniczony w nasz plan, zaczął wręcz dusić się ze śmiechu.
-Lepiej nie mogłaś tego określić?-wydusił, gdy trochę się opanował.
-Nie wiedziałam jak to nazwać-rzuciłam, trochę się zmieszałam. Spojrzałam na wyświetlacz laptopa. Chłopaki dosłownie pokładali się ze śmiechu. No, przynajmniej Włodi, bo tylko on w stu procentach wszystko rozumiał.Tą dziwną wymianę zdań trzeba skończyć.
-To kiedy i gdzie się spotykamy?-spytałam
-O północy na korytarzu, tylko cicho żeby nikt nie usłyszał-nie wytrzymałam. Wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem.
-Może lepiej się gdzieś ukryjcie, co?-podsunął Wrona, który w odpowiedzi został dźgnięty w żebra przez Karola.
-To jesteśmy umówieni-powiedziałam i jak najszybciej opuściłam ten pokój.
***
Witajcie kochani :*
Znowu przepraszamy za długą nieobecność, no ale cóż, szkoła.
Pomysł na piosenkę, jak się pewnie domyślacie, zaczerpnęłyśmy z tego :D
W końcówce, jak pewnie zauważyliście jest dużo siatkarzy Skry, a to ze względu że było to pisane po meczu Skry z Effectorem, na którym byłyśmy. :D 
A przy okazji chcieliśmy zaprosić na nowego bloga Raissy, tym razem o skoczku narciarskim The winner Takes it All :D
Pozdrawiamy i do nn, Raissa & Lune :* 

sobota, 10 stycznia 2015

Rozdział IV: Zakupy, dwa trupy w basenie i niedoszły gwałt.

**LENA**
Godzina 06.30. Budzik dzwoni dokładnie o tej godzinie co go ustawiłam. Przekręcam się na drugi bok by wyłączyć to ustrojowo. Nie żebym miała coś przeciwko wstawania rano ale w niektóre dni nie miałabym nic przeciwko leniuchowaniu. Szybko wygrzebuję się z pościeli i biegnę obudzić przyjaciółkę. Jakim cudem nadal się nie obudziła przecież specjalnie ustawiłam najbardziej piskliwy dzwonek jaki mam.
- Mela wstawaj! Znowu się spóźnisz!- potrząsnęłam nią. Przyjaciółka mruknęła coś niezrozumiale i mnie odepchnęła.Wzruszyłam ramionami i jak zwykle zostawiłam ją samej sobie. Chociaż nie będzie mogła mi później zarzucić, że nie próbowałam. Wyjęłam z szafki ubrania i poszłam na łazienki. Szybko wzięłam prysznic i ubrałam się. Umyłam zęby po czym wróciłam do pokoju. Melka nadal spała. Wywróciłam oczami i wyszłam na korytarz. Akurat przechodzili tamtędy siatkarze. Dołączyłam do nich i śmiejąc się ruszyliśmy na stołówkę. Oczywiście kiedy tylko weszliśmy do środka uderzyła w nas kolejna fala śmiechu. Zabraliśmy swoje porcje i zasiedliśmy przy stole. Trochę dziwne było dla mnie siedzieć w otoczeniu tylko mężczyzn lecz po chwili przyzwyczaiłam się do ukradkowych spojrzeń rzucanych co chwila w moją stronę i zrelaksowałam się. Zajadałam się moimi kanapkami spokojnie wszystkich ilustrując. Próbowałam przyswoić sobie do rozumu, że to wcale nie sen lecz naprawdę znajduję się w Spale i jakby nigdy nic żartuję sobie z siatkarzami. W połowie śniadania przypomniałam sobie coś o czym miałam pogadać z libero na wczorajszej imprezie, która nawiasem mówiąc skończyła się bardzo szybko.
- Powiedz mi Krzysiu- uśmiechnęłam się szatańsko, wiedząc, że gdy nie ma Melki nikt mnie nie powstrzyma od wypowiedzenia tego pytania- dlaczego w ogóle nas tu ściągnąłeś?- na stołówce zapanowała cisza, wszyscy zaczęli wpatrywać się w Krzysztofa oczekując odpowiedzi.
-No jak to dlaczego? Stęskniłem się za siostrzenicami-zaśmiał się -a poza tym te gnojki potrzebują motywacji do treningu
- Ej kogo nazywasz gnojkiem- odezwało się kilka oburzonych głosów siatkarzy. Reszta wróciła do zajadania się swoim posiłkiem udając,że nie słyszała tego co powiedział.
- Miło to słyszeć- uśmiechnęłam się w jego stronę. Oczekiwałam innej odpowiedzi jakby potwierdzenia tego, że to co powiedziałam jest prawdą.
Wmusiłam w siebie ostatni kęs kanapki po czym resztę odniosłam do pań kucharek.  Skierowałam swoje kroki w stronę drzwi lecz zatrzymał mnie głos Ignaczaka przebijający się przez wszystkie inne.
- Gdzie idziesz?
- Spokojnie tato, idę do pokoju- zaśmiałam się by ukryć kłamstwo. W drzwiach minęłam się z jak zwylke spóźnioną Melką. Ubrana była w ten zestaw i prezentowała się w nim naprawdę ładnie. Ruszyłam w stronę wind lecz upewniwszy się, że nikogo za mną nie ma wyszłam z budynku. Wyciągnęłam w płuca rześkie poranne powietrze. Słońce już od dawna świeciło na niebie. Szłam powolnym krokiem nie będąc do końca pewna gdzie idę. W końcu zauważyłam małą altankę i to do niej poszłam. Siadłam sobie na ławeczce i zatopiłam się we własnych myślach.
**AMELIA**
Wpadłam na stołówkę jak zwykle spóźniona. Czemu ja tak kocham długo spać? Powoli przyzwyczajam się do myśl, że zawsze, wszędzie jestem ostatnia. Podeszłam do pań kucharek i wzięłam sobie kilka kanapek, oraz mój ukochany sok jabłkowy. Udałam się w kierunku stołu. Wolne miejsce było tylko pomiędzy Kłosem a Pitem. No to czeka mnie ciekawy posiłek...Pomyślałam i poczłapałam na miejsce.
-O, śpiąca królewna do nas zawitała-powitał mnie z uśmiechem Krzysiek-jak dalej będziesz sypiała do południa, to ja nie wiem co z tą będzie
-Jakbyś sam tak nie robił gdy masz wolne, wujaszku-odgryzłam się.
Gdy siadałam, Karol odsunął mi krzesło.  Gentelmen, miło.  Nie znałam go od tej strony.  Wyszczerzyłam się do niego w odpowiedzi.
-Jak się spało?-spytał miło
-Bardzo dobrze, dzięki-co mu się stało?  Od kiedy Kłos jest miły? Przestałam się tym zastanawiać i konsumując swoje śniadanie zatopiłam się we własnych myślach. Po chwili zostałam z nich wyrwana.
- Melka wiesz co, bo jest sprawa- powiedział Karol machając swoimi rzęsami w moim kierunku. No tak, mogłam się tego spodziewać.
-Słucham-wymusiłam uśmiech.  Myślałam że jest tu chociaż jeden prawdziwy facet.
-Bo jest taka sprawa...
-To już wiem-przerwałam mu rozbawiona, pierwszy raz widziałam żeby facet się tak stresował.
-No bo... - jak zaraz nie przestanie się tak jąkać to coś mu zrobię-moja siostra ma niedługo urodziny i potrzebuje prezentu dla niej.
-A co ja mam do tego?
-Możesz przestać mi przerywać?-podniósł głos, ale nie był zdenerwowany
-Mogłabyś pojechać dzisiaj ze mną na zakupy? Po południ?- spytał. Parsknęłam śmiechem.
-Powiedzmy że się zgadzam-no bo niby co innego mogę robić- Ale co dostanę w zamian?- Kłos w odpowiedzi poruszył brwiami.
-Nie przyjmuję zapłaty w naturze, idioto!-zaśmiałam się i walnęłam go w ramię. Teraz dopiero przypomniałam sobie gdzie się znajdujemy. Rozejrzałam się. Wszyscy patrzyli się w naszą stronę i uśmiechali się porozumiewawczo. Spuściłam głowę, chyba nawet się zarumieniłam. Sytuację pogorszył jeszcze bardziej Karol.
-Coś się wymyśli-szepnął mi na ucho, i mrugnął okiem. Szybko dopiłam mój sok i opuściłam stołówkę. Postanowiłam poszukać przyjaciółkę. Gdy zauważyłam że nie ma jej w pokoju wyszłam na zewnątrz. Spacerowałam i wspominałam. W końcu zauważyłam Lenę przy altance. Uwielbiałam się tam bawić z Winiarem. Usiadłam koło blondynki, chyba zauważyła moją zdezorientowaną minę.
- Co jest? Ktoś chciał Cię zgwałcić?- wyszczerzyła się szturchając mnie łokciem.
-Prawie-szepnęłam głosem wypranym z emocji. Mina Kamińskiej? Bezcenna. Nie mogłam już dłużej wytrzymać, wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-Kłos mnie na zakupy zaprosił, mam mu pomóc prezent wybrać-powiedziałam widząc, że tym razem to Lena jest zdezorientowana.
- I dlatego masz taką minę?- była nie powiem, lekko zdziwiona- przecież nie zaproponował Ci romansu-zaśmiałam się na wspomnienie zdarzenia z przed kilku minut.
-A jak inaczej nazwiesz propozycje zapłaty w naturze?-zapytałam śmiejąc się głośno.
Przyjaciółka dołączyła do mnie prawie spadając z ławeczki
- Powiedz, że się zgodziłaś- wysapała w przerwach od śmiechu.
-Na zakupy czy na to drugie?-teraz to ja poruszałam brwiami.
- Oczywiście, że na to drugie- puściła mi buziaczka.  W odpowiedzi spojrzałam na nią z politowaniem i postukałam się palcem w głowę.
**LENA**
Pośmiałyśmy się jeszcze trochę aż upał stał się nie do zniesienia. Zdecydowanie miałam na sobie zbyt dużo ubrań. Współczuję chłopakom, że w taki upał muszą jeszcze wylewać na treningu siódme poty.
- Jest mi tak gorąco- westchnęłam - normalnie się tu rozpuszczam a jeszcze nawet południa nie było- zaczęłam jęczeć jej nad uchem
-Niedaleko skąd jest strumyk, może pójdziemy?-zaproponowała
- Zgłupiałaś?- popukałam się palcem w głowę- chodźmy na basen
-Jak wolisz-zaśmiała się i wstała. Dołączyłam do niej i ze śmiechem rzuciłam
- Wodzu prowadź,ale najpierw do pokoju- cały czas się szczerzyłam
-Za mną poddani-powiedziała i ukłoniła się teatralnie niczym księżniczka. Chciałam coś powiedzieć lecz nie wyrobiłam ze śmiechu i zamiast odpowiedzi podążyłam za rudą. Szybko dotarłyśmy do naszego tymczasowego miejsca zamieszkania. Po kolei zajęłyśmy łazienkę. Ja założyłam ten a moja przyjaciółka ten kostium. Kiedy obie byłyśmy gotowe zabrałyśmy swoje ręczniki i pognałyśmy na basen. Ręczniki rzuciłyśmy gdzieś po drodze do wody i z piskiem wskoczyłyśmy w chłodną ciecz. Przepłynęłam trochę pod wodą po czym się wynurzyłam. Odgarnęłam mokre włosy z twarzy i zaśmiałam się. Dopiero teraz zauważyłam, że nigdzie nie ma rudej. Zaczęłam jej szukać wzrokiem lecz coś a raczej ktoś pociągnął mnie za kostkę pod wodę. Szybko się ponownie  wynurzyłam i uderzyłam w ramię dziewczynę.
- Zgłupiałaś do reszty? Chciałaś, mnie utopić?- wydarłam się pluskając w jej twarz wodą. Oczywiście Mela nie była by sobą gdyby nie zrobiła tego samego. Zaczęłyśmy się pluskać śmiejąc się przy tym. Kiedy się zmęczyłyśmy usłyszałyśmy głosy chłopaków. Najwyraźniej też wpadli na pomysł popływania po treningu. Przyłożyłam palec do ust nakazując przyjaciółce być cicho. Kiwnęła głową na znak zgody.
- Udawaj, że nie żyjesz- powiedziałam jedynie ruszając wargami. Nabrałam dużo powietrza w płuca i położyłam się na plecach na wodzie. Kątem oka zobaczyłam,że ruda robi to samo. Chciało mi się śmiać lecz musiałam oddychać bardzo płytko tak by z daleka nie było tego widać. Stado mutantów prawie biegiem wpadło do środka i jak gdyby nigdy nic zaczęli się przygotowywać do kąpieli. Nie mogłam uwierzyć, że nikt nas nie zauważył. Spod wpół przymkniętych powiek uważnie obserwowałam każdego z nich. Na basen przyszło tylko kilku siatkarzy a byli to: Ignaczak, Nowakowski, Kubiak, Wrona a co za tym idzie też i Kłos oraz nasz drugi libero Zatorski. Niecierpliwie czekaliśmy aż skończą się przebierać nie mogłyśmy wydać z siebie nawet najcichszego dźwięku bo mogli by usłyszeć. Pierwszy z siatkarzy skończył się przebierać Piotrek i w końcu nas zauważył.
"- No nareszcie"-pomyślałam
- Jezus Maria- wydarł się na całe gardło
- Co się drzesz Piter?- mruknął nadal nie odwracając się Wrona. Piter padł na kolana nie zaszczycając kolegi spojrzeniem.
- Takie młode...były takie młode, całe życie miały przed sobą, mogły tak wiele osiągnąć w życiu a teraz... Nie żyją...
- Piter co ty odpierdalasz?- zapytał Krzysiek a  wszyscy skupili swoje zdziwione spojrzenia na środkowym, który nadal klęczał na płytkach.Wywróciłam oczami. Zamiast spojrzeć na basen oni skupiają się na blondynie.
- Tam- wskazał drżącą ręką na nas- Tam są dwa trupy, trupy dziewczyn...- wszyscy spojrzeli w wskazywanym przez niego kierunku i od razu rzucili się nam na pomoc. Tylko Nowakowski tego nie zauważył. Zamiast tego dalej kontynuował swoją wypowiedź wznosząc oczy do góry
-  Boże...Dlaczego?? Dlaczego jesteś taki okrutny?? Odebrałeś życie dwóm niewinnym dziewczynom... Co prawda czasem bardzo krzyczały i były dla nas niemiłe ale...
-Nowakowski przestań się wydzierać i nam pomóż- krzyknął tym razem drugi libero. Dopiero ten krzyk obudził
Pitera ze stanu w którym się znajdował. Szybko poderwał się na równe nogi i ruszył na pomoc

Wspólnymi siłami wyciągnęli nas z wody i ułożyli na zimnych płytkach. Zaczęłam kaszleć niby wzbudzając się. Zaraz po mnie zrobiła to przyjaciółka.
- Ała, moja głowa- jęknęłam chwytając się za wspomnianą cześć ciała. Dopiero teraz otworzyłam oczy i udawałam przerażoną.
 -Co się stało?-spytała Ruda gdy przestała kaszleć, jednak byłyby z nas dobre aktorki.
 - Wy żyjecie- szczęśliwy Piotrek chciał się na nas rzucić lecz pozostali siatkarze go powstrzymali. - My też chcielibyśmy wiedzieć co się stało- mruknął Kłos siadając obok mojej przyjaciółki.
 - Jak przyszliśmy już tu tak leżałyście- dokończył Michał patrząc mi prosto w oczy

- Trzeba zadzwonić na policje- odezwał się Wrona
A my spojrzałyśmy na siebie przerażone tym razem na prawdę
- Nie- prawie krzyknęłyśmy wyciągając ręce w jego kierunku.
- Musimy to zgłosić- odezwał się rozsądnie Krzysiek
- Poczekajcie- odezwałam się głośno przełykając ślinę
- Nie przemęczaj się- odezwał się Kubiak
- Zabiorę Cię do pokoju- Kłos uśmiechnął się delikatnie i podniósł z ziemi moją przyjaciółkę - Właśnie, musicie odpocząć, my się wszystkim zajmiemy- Michał zrobił to ze mną samo co Kłos.
 - Ja chcę coś powiedzieć! - podniosłam głos- nikt na nas nie napadł, nie dzwońcie na policję, to był żart- Kubiak wymienił z Kłosem porozumiewawcze spojrzenia po czym z nami na rękach zaczęli się kierować w stronę basenu.
 -Co wy robicie?-krzyknęła ruda z szeroko otwartymi oczami. Chłopaki nic sobie z tego nie robiąc zbliżali sie coraz bardziej do zbiornika z wodą-Karol, bo nie będzie zakupów!- chłopak wzruszył ramionami i zatrzymał się. 

- Zdrajczyni- krzyknęłam w jej stronę oplatając ramionami szyję Kubiaka, mając nadzieję, że mnie nie wrzuci jak się dobrze go uczepię. Przyjmujący zaśmiał się lekko po czym ze mną na ramionach wskoczył do wody. Pisnęłam przy zderzeniu z taflą co wywołało śmiech wśród siatkarzy. A najbardziej z nich wszystkich śmiał się Kubiak. Puściłam chłopaka i starałam się uderzyć go w potylicę niestety nie udało się 
- Jak ja Cię nienawidzę- krzyknęłam 
- Spokojnie mała, złość piękności szkodzi- wyszczerzył białe zęby
- Mała to jest twoja pała- oburzyłam się
- Chcesz sprawdzić? - poruszył charakterystycznie brwiami 
- Fuj, nie, jesteś obrzydliwy- skrzywiłam się po czym podpłynęłam do brzegu i wydostałam się z wody. Wszyscy zebrani ponownie wybuchli śmiechem a ja podeszłam do dziewczyny, która nadal była w ramionach Kłosa.
- Idę do pokoju, jak chcesz to zostań- poklepałam chłopaka po ramieniu i ruszyłam do wyjścia. W połowie drogi znalazłam mój ręcznik więc się nim owinęłam i wyszłam.
**AMELIA** 
-Dobra Kłos, puść mnie-rzuciłam rozbawiona. Chłopak chyba za bardzo wziął sobie te słowa do serca. Poczułam jak spadam i wylądowałam na twardej posadce. Ja go kiedyś zabiję!
-KŁOS!-wydarłam się i graślawie stając na nogi rzuciłam się w pogoń za rozbawionym środkowym. Wszyscy rozpierzchli się po sali nie chcąc wpaść nam pod nogi. Trzeba przyznać że bardzo szybko biega, ale w sumie czego można się spodziewać po sportowcu. To musiało zabawnie wyglądać, chłopak wielki jak dąb ucieka przed filigranową dziewczyną. Owszem jestem ruda, a rude jest wredne, ale mimo wszystko mała! Nagle usłyszałam huk, Karol poślizgnął się na kałuży i upadł. Zwietrzyłam w tym swoją okazje, przyśpieszyłam kroku. Kiedy znalazłam się w odpowiedniej odległości, wskoczyłam na niego. 
-Ała!-krzyknął siatkarz i zgiął się w pół. Wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem. 
-Daj spokój Kłos, chłop jesteś czy baba?-rzuciłam wstając z niego. 
-Sądząc po tych jękach chyba baba!-Igła pokładał się ze śmiechu. Środkowy złapał ręcznik i rzucił nim w niego. Tym rozpętał wojnę. Chłopaki zaczęli chlapać się wodą, rzucać ręcznikami i cokolwiek jeszcze przyszło im do głowy. 
-Dobra, uspokójcie się!-może to dziwne, ale posłuchali się- Chodźmy już, zaraz obiad-powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi. Nagle zatrzymał mnie Karol. 
-Przyjdę po ciebie do pokoju po 17, może być? - spytał gdy już wszyscy nas wyminęli. Skinęłam głową i ruszyłam do pokoju. Jak się spodziewałam zastałam tu Lenę.
- To takie duże dzieci- rzuciłam się na łóżko.
-Zdążyłam zauważyć- burknęła wycierając mokre jeszcze włosy. Zaśmiałam się z niej. 
-Przyznaj się że ich lubisz-mrugnęłam do niej. 
- Lubię wszystkich, z jednym wyjątkiem- uniosła jeden palec do góry- zgadnij, kto nim jest?-wskazała tym palcem na mnie. 
-Nie mam pojęcia-po całym pokoju rozniósł się mój radosny śmiech. 
- Nie udawaj, że nie wiesz, Kubiaka- rzuciła ręcznik na krzesło po przeciwnej stronie pokoju i położyła się na łóżku.
-Kto się lubi ten się czubi słonko-cmoknęłam zabawnie ustami. Blondynka zaczęła się rozglądać po czym powiedziała:
- Gdybym miała poduszkę to bym nią w ciebie rzuciła. 
-O właśnie!-uderzyłam się dłonią w twarz-Igła nie oddał nam poduszek! 
- To co, idziemy je odebrać?-wyszczerzyła się zacierając ręce. 
-Chodźmy-powiedziałam i ruszyłam w stronę drzwi. 
- Czekaj- złapała mnie za ramię i wciągnęła znów do pokoju- musimy wymyślić zemstę za zabranie nam broni-na te słowa szatański uśmiech wpełzł mi na usta.
-Masz jakiś pomysł?
- Poczekajmy aż pójdą spać, a potem możemy coś zrobić, tylko co? - zaczęła się rozglądać po pokoju.
-Już chyba Wiem-powiedziałam i uśmiechając się od ucha do ucha poszłam na stołówkę.
**Godzina później**
Usłyszałam ciche pukanie i poszłam otworzyć drzwi. Tak jak się spodziewałam statał tam Kłos. Wyglądał wyjątkowo korzystnie gdy zdjął reprezentacyjny dres i założył jeansy.
-Gotowa?-spytał z uśmiechem.
-Pewnie-powiedziałam mrugając do Leny wyszłam z pokoju.
***
Notka z wielkim opóźnieniem lecz w końcu się pojawiła. Niestety jest to spowodowane tym,  że chodzimy do szkoły i na tygodniu nie ma nawet chwili czasu aby cokolwiek napisać.
Zachęcamy do komentowania i przypominamy o głosowaniu w ankiecie.
Mamy jeszcze pytanie do was kochane czytelniczki czy któraś z was interesuje się grafiką? Jeśli tak prosimy serdecznie o kontakt z nami ponieważ potrzebujemy nowego szablonu.
Pozdrawiamy gorąco i do nn ♥
Raissa&;Lune 

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Rozdział III: Ukradzione poduszki, Winiaryzm i...niedźwiedź grizzly?!

**LENA**
Posiedzieliśmy jeszcze chwilę w stołówce gadając o wszystkim i o niczym. Później wszyscy grzecznie odnieśli swoje talerze do pań kucharek i udaliśmy się na górę do swoich pokoi. Razem z Melką zaczęłyśmy się rozpakowywać. Nie wiem czy to ma sens na tylko pięć dni lecz zrobiłyśmy to. Po wszystkim położyłyśmy się na swoich łóżkach i zaczęłyśmy w ciszy wpatrywać się w sufit. Zaczęło mi się już z tych nudów trochę przysypiać kiedy odezwała się Amelia:
-Coś czuję, że nigdy nie zapomnimy tych kilku dni...- przeciągnęła się na łóżku.
-Mi też tak się wydaje- zaśmiałam się wygodniej układając sobie poduszkę.
- Co o nich myślisz? Polubiłaś już kogoś?- spytała poruszając charakterystycznie brwiami
- Ty to tylko o jednym myślisz- zaśmiałam się rzucając w przyjaciółkę poduszką. Tym jednym ruchem rozpętałam prawdziwą wojnę. Oczywiście Mela nie była by sobą gdyby mi nie oddała. Zaczęłyśmy jak głupie skakać po łózkach, piszczeć i raz za razem zadawać sobie miękkie ciosy puchatymi poduchami. Skończyło się na tym, że Krzysiek wpadł do środka z naprawdę wkurzoną miną, aż się wystraszyłyśmy. Zeskoczyłyśmy z łóżek i poprawiłyśmy roztargane włosy.
-Siadać- zarządził wujek Igła co oczywiście natychmiast wykonałyśmy- do czego to doszło, żeby moja własna rodzina, nie pozwalała mi odpocząć po ciężkim treningu- zaczął swój wywód chodząc w tę i z powrotem- ja was tu ściągam ryzykując u trenerów dodatkowe okrążenia na a wy co?? Nawet mi spać nie dajecie...-załamał ręce
- Przepraszamy- obie wstałyśmy i dałyśmy mu buziaka w policzek- Już nie będziemy-starałyśmy się go jakoś udobruchać tak jakby miał zaraz zamiar nas stąd wyrzucić.
-Ja wiem, że nie będziecie- wyrwał nam z rąk poduchy- bo nie będziecie miały czym- zaczął się kierować w stronę drzwi- A tak ogólnie po kolacji jest impreza integracyjna u mnie, macie przyjść, zrozumiano?- zapytał
-Zrozumiano- zasalutowałyśmy mu na odchodne. Kiedy drzwi się zamknęły za libero padłyśmy na moje łóżko i zaczęłyśmy się śmiać lecz po chwili zasłoniłyśmy usta dłońmi aby nie hałasować.
Kiedy się opanowałyśmy Melka poszła na swoje łóżko i położyła się przykrywając nawet głowę.
-Co robisz?- zapytałam próbując ułożyć się wygodnie co było dość trudne ponieważ w tym momencie nie miałyśmy już poduszek
-Idę spać- powiedziała jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie- Nie wiem jak ty ale ja chcę być wyspana na imprezie
- Dobry pomysł- powiedziałam po czym przekręciłam się na bok. Niestety nie dane mi było usnąć. Nie byłam w stenie znaleźć wygodnej pozycji bez poduszki. Zrezygnowana westchnęłam i podciągnęłam się na łóżku. Oparłam się o zagłówek i sięgnęłam po książkę. Mogłabym w sumie wyjść na spacer lecz wolałam nie ryzykować tego, że się zgubię i nie będę umiała wrócić. Zaczęłam czytać w idealnej ciszy coraz bardziej zatapiając się w świat książki.
**AMELIA**
*3 godziny później*
Obudziło mnie uporczywe pukanie do drzwi. Zawarczałam cicho i nakryłam głowę kołdrą. Pukanie jednak nie ustawało.
-Lena, otwórz te cholerne drzwi!-krzyknęłam zrzucając z siebie okrycie.
-Jak już się obudziłaś to sama je otwórz ja nie mam czasu- odpowiedziała nawet nie odrywając wzroku od książki.
Zdenerwowana wstałam z łóżka i podeszłam do drzwi.
-Czego?!-krzyknęłam gwałtownie je otwierając.
-Ooo, widzę że ruda też ostra-powiedział Michał Kubiak do Kłosa szturchając go w ramię.
-Dobra, co chcecie?-spytałam już nieco łagodniej.
-Pogadać przyszliśmy-bez pytana wparowali do naszego pokoju.
-O, Lenka co czytasz?-rzucił Dziku przysiadając koło blondynki. W tym czasie Karol zajął MOJE łózko.
-Lśnienie Stephena Kinga-powiedziała podnosząc głowę z nad książki. Misiek zrobił głupią minę i skrzywił się lekko. Na reakcje Kamińskiej długo nie musiał czekać, usiadła i uderzyła go w potylice.
-Ała! Czemu wszyscy mnie dzisiaj biją? - krzyknął odsuwając się na bezpieczną odległość od dziewczyny.
-Klasyków się nie lubi? - spytała podnosząc jedną brew do góry.
- Po dziewczynie spodziewałbym się jakiś romansów- wyszczerzył się i na wszelki wpadek odsunął się jeszcze dalej przez co prawie spadł z łóżka.
-A prawda jest taka, że Dziku przy dziewczynach zgrywa figo fago, a jak się zgasi światło to sika w majty!-zawył Karol rzucając się w śmiechu po moim łóżku.
-Ooo Michałku, czyżbyś bał się horrorów?-spytałam klepiąc go pocieszycieslko po ramieniu.
-Ja? No co ty...-zaśmiał się cicho-a ty Kłos, stul pysk!-rozejrzał się po łóżku, pewnie chciał czymś  rzucić w kolegę-Gdzie wy macie poduszki?!-taa...czyli się nie myliłam.
 -Krzysiu nam zabrał-wyjaśniłam ze stoickim spokojem.
-Ale czemu?-zdziwiony Karol zaczął badać powierzchnie pod swoją głową, dopiero teraz zauważył że czegoś brakuje.
-Nie pytaj-pokręciłam tylko głową.
- Powiedzmy, że go do tego zmusiłyśmy- powiedziała Lena szczerząc się na wspomnienie wizyty libero w naszym pokoju.
-Dobra, nie wnikam-Kubiak machnął ręką-tak w ogóle, to która godzina?
-16;30-odpowiedziałam spoglądając na zegarek wiszący na ścianie.
-To my w takim razie zmykamy na trening-powiedział i razem z Kłosem wyszli z pokoju.
-No to wreszcie chwila spokoju-rzuciłam się się na w końcu wolne łózko.
**LENA**
- Po co oni w ogóle tu przyszli skoro wiedzieli, że zaraz muszą iść na trening? zapytałam przyjaciółkę
-Może już się za nami stęsknili?-zaśmiała się głośno
- Naprawdę długo nas nie było, oni są jak duże dzieci zawsze potrzebują uwagi kobiet- wywróciłam oczyskami
-Dziwisz się? Tyle tygodni spędzają z samymi chłopakami, oni też potrzebują trochę rozrywki
- A my, że niby mamy być ich maskotkami? To dlatego Igła nas tu sciągnął?- zirytowałam się
-Zobaczymy co z tego wyjdzie-mruknęła wstając-chyba trzeba zacząć się przygotowywać do tej imprezy co nie?
- Co to ma znaczyć? Zobaczymy co z tego wyjdzie? Miałam rację? Mamy być ich maskotkami?- wyrzuciłam z siebie serię pytań idealnie ignorując pytanie przyjaciółki, nie mogłam uwierzyć w to co usłyszałam
-Oj daj już spokój, przecież wiesz że nie o to mi chodziło-uśmiechnęła się i podeszła w moją stronę chcąc mnie przytulić
- Nie- odepchnęłam jej dłonie- już ja sobie porozmawiam z Igłą- wyminęłam rudą i zaczęłam grzebać w szafie z poszukiwaniu odpowiedniego stroju. W końcu zdecydowałam się na ten zestaw.
Właśnie w tym momencie kiedy skończyłam się ubierać z łazienki wyłoniła się przyjaciółka ubrana w ten zestaw.  Zajęłam jej miejsce z łazience i rozpuściłam włosy co dało taki efekt. Umyłam szybko zęby i byłam gotowa
Zwolniłam łazienkę i zgodnie z moimi przypuszczeniami zaraz ponownie zajęła ją Melka. Trochę jej zeszło ale zaprezentowała się z pięknymi lokami.
- No no Mela dla kogo się tak wystroiłaś- zapytałam poruszając charakterystycznie brwiami
-No jak to dla kogo? Dla wujka Krzysia- zaśmiała się-a ty?-odbiła piłeczkę w moją stronę
- Dla Ciebie- złapałam ją za nadgatstek i pociągnęłam za sobą na łóżko tak, że wylądowała na mnie. W tym właśnie momencie do pokoju wszedł bez pukania Ignaczak zastając nas w dziwnej pozycji.
-Czy ja o czymś nie wiem?- szybkim krokiem do nas podszedł i zciągnął ze mnie przyjaciółkę. Przytulił ją do siebie po ojcowsku i rzucił
- Nie bój się, nie pozwolę Cię skrzywdzić- popatrzył na mnie zdezorientowany całą sytuacją. Jak na zawołanie obie wybuchłyśmy śmiechem.
-Spokojnie Krzysiu, my się tylko do tej twojej imprezki szykujemy
- W taki sposób? Chyba muszę zadzwonić do twoich rodziców, żeby Cię lepiej pilnowali- zawołał oburzony. Ruda nie wytrzymywała już ze śmiechu podobnie jak ja
-Oj wujek, daj spokój, my się tylko wygłupiamy
- Co Ci mówiłem na ten temat?- jeszcze bardziej się zbulwersował niż poprzednio - Nie mów do mnie wujku bo się staro czuję- wypuścił ją z objęć po czym na odchodne rzucił jeszcze
- Za pięć minut widzę was u siebie. Jak nie to inaczej porozmawiamy- zaśmiał się po czym opuścił nasz pokój
**AMELIA**
Jak rozkazał Krzysiek, tak zrobiłyśmy. Ubrania poprawione, humory cudowne, możemy iść podbić serca.Wyszłam z gracją z pokoju. Tak właśnie, z gracją. Wywaliłam się na progu...
Lena zaniosła się głośnym śmiechem.
- Szkoda, że nie mam kamery, gdzie jest Igła gdy go potrzebuję- uniosła ręce i głowę do góry. Nagle ni z tego ni z owego zza rogu wyłonił się Ignaczak z  kamerą.
-Spokojnie wszystko mam nagrane!- przybił piątkę Lenie.
-I ty Brutusie przeciwko mnie?!-krzyknęłam i śmiejąc się wyciągnęłam ręce w ich stronę żeby pomogli mi wstać- a ty Kamińska stul pysk i mi pomóż!-nasze chichranie było słychać chyba w całym hotelu.
- Przykro mi Melka ale muszę iść razem z Krzyśkiem pokazać to reszcie chłopaków- powiedziała szturchając libero w bok po czym zaczęli biec.
-Ej no! To nie fair!-krzyknęłam za nimi i spróbowałam wstać. Trochę długo mi z tym zeszło...czy już mówiłam że jestem urodzoną kaleką? Gdy doszłam do pokoju wujka, ta dwójka już  zdążyła wszystkim pokazać filmik. Powitały mnie gromkie brawa.
-Oscar się tej pani należy!-krzyknął Piter. Zgromiłam go spojrzeniem po czym wybuchnęłam śmiechem.
-Jak ja was nienawidzę-powiedziałam i usiadłam pomiędzy Leną a Winiarem.
- Ja też Cie kocham- pocałowała mnie w policzek. Udając obrażoną odwróciłam się do Michała.
-Czy ty widzisz jak oni się nade mną znęcają?-szepnęłam zdesperowana w jego stronę.
-Ale tak poważnie, myślałaś o karierze kaskaderki? Bo fajnie upadasz-westchnęłam i teatralnie załamał ręce. Naglę rozległ się dźwięk telefonu, okazało się że to do Leny ktoś dzwoni.
-Poczekajcie, zaraz odbiorę i wrócę-powiedziała i wstała. Zrobiła krok, no chociaż niekoniecznie, bo od razu się przewróciła. Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Cała uwaga skupiła się na niej. Okazało się że ktoś związał jej sznurówki.
-Który to, gadać!- odwróciła się na plecy i zmroziła wszystkich po kolei wzrokiem. W tym momencie Winiarski zaczął śmiać się jeszcze głośniej.
-No co, przyjaciele są od tego żeby pomagać-przybił mi piątkę. W między czasie pojawił się Igła ze swoją kamerą
-Mam to! Nagrałem to! Mam już haka na obydwie! Musicie być teraz grzeczne!- ekscytował się co najmniej jakby nagrał niedźwiedzia grizzly, robiącego kotlety w Spalskiej kuchni.
- Dorwę i zabiję!- warknęła Lena próbując rozwiązać sznurówki. Po minucie bezskutecznych prób zawyła- Winiarski idioto moje nowe buty,zniszczone...- załamała się
-Spokojnie, zostaw to bo jeszcze bardziej poplączesz- zaśmiał się-a poza tym, zawsze możesz chodzić bez butów.
 - Nie mogę, ponosisz mnie??-zrobiła minę kotka ze Shreka.
-No chyba śnisz kobieto! Wystarczy mi że na treningach ciężary muszę nosić! Nie żebyś była gruba czy coś...-szybko zaczął się tłumaczyć, za co został spiorunowany wzrokiem przez Kamińską. 
-Dobra, już nie bocz się tak-powiedział i jednym pociągnięciem sznureczka rozwiązał węzeł.Blondynka otworzyła szeroko buzię z niedowierzaniem wpatrując się to w rozwiązane sznurówki to w Winiara
- Michał ty mój cudotwórco- podeszła do niego na kolanach - Dziękuję, za uratowanie, życia moim butom- złożyła mu pokłon niczym jakiemuś bogowi.

-Od dzisiaj wyznajemy Winiaryzm!- krzyknął Wrona siedzący na kanapie obok. Zbiorowy face palm. W pokoju było słychać głośny plask, a potem tradycyjnie wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.  
- Dobra dość tych wygłupów. Co to za impreza bez muzyki?-krzyknął Igła i włączył boomboxa. Doszły do nas dźwięki dobrze znanej wszystkim piosenki [klik] i wszyscy wyszli na parkiet. 
Nie zdążyliśmy się długo nacieszyć muzyką bo nagle drzwi się otworzyły i do pokoju wkroczył trener Antiga. 
-No co to ma być? Czy wy wiecie która godzina?-spytał, ktoś na szczęście zdążył wyłączyć muzykę.
-Do pokoi, biegiem!- rozkazał i wyszedł. Cóż więcej mogliśmy zrobić, niezadowoleni udaliśmy się do pokoi. 
***
Witajcie ponownie :3
Najwyraźniej to nie od nas zależy jakiej długości będą rozdziały :P
Jak zauważyłyście od tego rozdziału będą się pojawiały w tytułach nazwy, które będą nawiązaniem do notki.
Chciałybyśmy prosić was o oddawanie głosów w ankiecie :D
O co również chcemy was prosić??
O komentarze :)
Komentujcie bo to bardzo motywuje :3
Pozdrowienia i do nn:*
Całuski :**
Raissa&Lune

sobota, 27 grudnia 2014

Rozdział II

**AMELIA**
Akurat gdy wyszłam z pokoju na korytarzu pojawił się Piotrek Nowakowski. Naprawdę... nie miał kiedy urządzać sobie wycieczek. Na ukrycie się było już za późno.
-Cześć Amelia-powiedział  i pogwizdując radośnie zrobił kilka kroków.  - Zaraz... Co!? Melka?-nagle stanął i gwałtowne odwrócił się w moją stronę.
-Co ty tu robisz?! - podbiegł do mnie i mocno przytulił.
-Też się cieszę że Cię widzę Piotruś- powiedziałam sarkastycznie i zaśmiałam się.
-No pewnie że się cieszę!-krzyknął i zaczął mnie obracać w powietrzu. Kątem oka zobaczyłam jak z pokoju wychodzi Lena.
-Dobra, bądź cicho i postaw mnie na ziemie-wydusiłam bo Pit bardzo mnie sciskał.
-A tak w ogóle, poznajcie się, to moja przyjaciółka Lena- pokazałam ręką blondynkę. Piotr zauwazył ją dopiero teraz i podszedł do niej.
-Cześć. Miło widzieć tak piękne dziewczyny wśród tylu facetów.-powiedział i podał jej dłoń.
- Bez przesady, nie może być tak źle- uśmiechnęła się po czym podała mu dłoń, która natychmiast utonęła w dużej Piotra.
- Wy nie musicie spędzać całych dni wpatrując się w chłopaków. U nich nie ma na czym oka zawieścić..- poruszył charakterystycznie brwiami.-Ale wyjaśni mi ktoś dlaczego Krzysiek nie powiedział że przyjeżdżacie?
-To miała być niespodzianka, więc może teraz chodźmy do niego zanim ktoś jeszcze się przypałęta-powiedziałam i ruszyłam w stronę pokoju libero.
**LENA**
Szłam cicho na końcu wycieczki wpatrując się w plecy Nowakowskiego. Zaskoczyło mnie to stwierdzenie Pita o dziewczynach i wolałam nie iść przed nim. Przyjaciółka zapukała cicho do drzwi a ja wyprzedziłam blondyna i zajęłam miejsce obok Melki. Drzwi powoli się uchyliły i stanął w nich roześmiany Krzysztof.
- Piotrek co Ty tu robisz?- zapytał chłopaka na nas nie zwracając uwagi
- Przyprowadziłem piękne panie- objął nas za szyje
- Piotrek- zawołał oburzony libero- zostaw je - pociągnął nas za dłonie do środka a oniemiałemu środkowego zatrzasnął drzwi przed nosem. Wszyscy troje zaczęliśmy się panicznie śmiać z miny chłopaka. Po chwili rozległo się pukanie a Krzysiek krzyknął
-Nie wchodzić, nie ma nikogo w domu- ryknął jeszcze większym śmiechem. W końcu znudzony Piotrek jak zawsze wszedł bez pukania i zajął miejsce na łóżku.
- Jak Ci się udało przekonać trenerów aby dali pozwolenie na przyjazd dziewczyn?- zapytał zaciekawiony Piotrek
- Ma się swoje sposoby- teatralne poprawił włosy- wystarczy, że po prostu gdzieś pójdę i od razu mam to załatwione- wypiął klatkę piersiową do góry
-Dobra, dobra, nie bądź już taki skromny- zaśmiała się ruda i klepnęła wujka w ramię-Powiedz lepiej jak naprawdę ci się to udało
- Jak możesz we mnie nie wierzyć?- oburzył się lecz zaraz wyjaśnił z uśmiechem- powiedziałem im, że wasza obecność dobrze na wszystkich wpłynie. Od razu się zgodzili, twierdząc, że zamiast się wygłupiać na treningach będziemy chcieli jak najlepiej się zaprezentować. A na tą niespodziankę to ja sam wpadłem- ponownie wypiął pierś na co zareagowałam śmiechem.
- Niech pan się nie obrazi- zaczełam przez śmiech
- Jaki pan?- zaśmiał się przy okazji przerywając mi- wujek Igła jestem- na to stwierdzenie Pit zaczął się śmiać przez co został zmrożony wzrokiem Igły. Kiedy wreszcie przestałam się śmiać już nie pamiętałam co chciałam powiedzieć. Chciałam włączyć się do rozmowy pozostałej trójki lecz nie wiedziałam co powiedzieć dlatego niż stąd i z owąt rzuciłam
- Jestem głodna, kiedy obiad?- patrzyłam na zabranych poważnie a oni zamiast mi odpowiedzieć jedynie popatrzyli po sobie i zaczęli się śmiać
- No co?- zapytałam nie wiedząc o co chodzi. Ponownie odpowiedział mi tylko śmiech
- Nie lubię was- ułożyłam usta w podkówkę po czym zaplotłam ręce na piersi i opuściłam pokój Ignaczaka.
**AMELIA**
-Dobra, chodźmy za nią zanim się gdzieś zgubi-powiedziałam i wstałam z łóżka, całą trójką ruszyliśmy na stołówke.
-Głodomorku, nie spiesz się tak-rzuciłam gdy dogoniliśmy blondynkę.
- Zostawcie mnie, sama sobie poradzę- fuknęła przyspieszając kroku. W tym momencie doszła do końca korytarza, który rozchodził się na dwie strony. Lena skręciła w lewo.
-Myślałem że chcesz iść na stołówke, nie na siłownię, ale jak wolisz-powiedział rozbawiony Igła gdy i my doszliśmy do końca korytarza.
-Ja wiem... Ja tylko... Myślałam że ktoś zostawił tu włączone światło-powiedziała blondynka i zawrociła mijając mnie i chłopaków zwijajacych sie na ziemi ze śmiechu. Gdy ogarneliśmy się ruszyliśmy za Leną.
Zauważyliśmy że czeka na nas przy wejściu do stołówki.
-Co, nie wejdziesz sama? - wyszczerzyłam się w jej kierunku.Blondynka zerknęła przez małe okienko w drzwiach po czym uśmiechnęła się blado
- Wejdę, tylko czekałam na was by sprawdzić czy dojedziecie w jednym kawałku- niepewnie weszła do środka i stanęła jak wryta czując, że oczy wszystkich zebranych przenoszą się na nią. Weszłam za nią. Zauważyłam wolne miejsce obok wciąż zajętego rozmową Michała Winiarskiego.  Złapałam przyjaciółkę za rękę i nie zwracając uwagi na ciekawskie spojrzenia chłopaków pociągnełam ją w tamtą stronę.
-Cześć Misiek-powiedziałam siadając, Lena zajęła miejsce obok mnie, a dalej usiedli Krzysiek z Piotrem.
-No hee.. - Winiar przerwał w połowie zdania i spojrzał w moją stronę. Jego mina była nie do opisania, jeszcze lepsza od tej Pita. - Mela?
-Nie, Duch Święty-śmiałam się w głos z jego reakcji. Nagle Igła podniósł się z krzesła.
- Uwaga!- wydarł się Krzysiu aby skupić na sobie uwagę wszystkich- to są moje siostrzenice macie być mili bo jak nie to nogi z dup powyrywam- powiedział ciszej z uśmiechem lecz był całkiem poważny. Oczy wszystkich były zwrócone w naszą stronę.
-Dla takich pięknych pań, to napewno będę miły-powiedział rozanielony Michał Kubiak.  Dało się słyszeć głośny plask. Misiek oberwał od Miśka.. No w sensie że od Winiara oczywiście, bo pluszaków tu nie mają... No chyba że o czymś nie wiem...
-Ała, za co?-mruknął Kubiak pocierając bolące miejsce.
-Ej, ej, ej Dziku ty to sobie takie rzeczy wybij z głowy-Igła pogroził mu palcem jak małemu dziecku.
-A tak w ogóle to co wy tu robicie?-spytał się mnie Marcin Możdżonek, jeden z siatkarzy który mnie zna.
-No.. - zaczęłam, ale nie było mi dane skończyć.
-Nie chwaląc się, ja to załatwiłem!-przerwał mi mój wujaszek, mówiąc to na tyle głośno aby każdy usłyszał. - Więc w razie czego, wiecie gdzie kierować podziękowania. - Śmiejąc się odwróciłam się w stronę Leny.
-Co myślisz o tej dżungli? - spytałam.
- Nie wiem jak tobie ale mi się tu bardzo podoba- wyszczerzyła białe ząbki po czym złapała widelec i nabiła sobie ziemniaka z talerza Winiara.
-Mmm... Dobry pomysł, też jestem głodna-powiedziałam i wyjęłam widelec z dłoni Michała
- Ejj to moje- zawył Winiar odsuwając swoje jedzenie- Igła zabieraj stąd swoją rodzinę.
-Mi tam nie przeszkadzają, chętnie się podzielę -Andrzej Wrona wyszczerzył się w naszą stronę podsuwając nam talerz.
**LENA**
- Dziękujemy- zamachałam rzęsami do Wrony po czym razem z przyjaciółką zajęłyśmy się pochłanianiem posiłku.  Na talerzu znajdowały się ziemniaki, jakaś sałatka i kotlet. Na widok mięsa skrzywiłam się co oczywiście nie umknęło bacznym spojrzeniom siatkarzy.
- Coś się stało? Nie smakuje Ci?- zapytał Wrona
- Nie, wszystko dobrze, jestem wegetarianką- wyjaśniłam i ponownie oczy wszystkich spoczęły na mnie. Chwila ciszy nie trwała długo bo do stołówki wpadł spóźniony Kłos. Szybko pobiegł po jedzenie i zajął miejsce obok Wrony. Nabił kotleta na widelec i dopiero wtedy spostrzegł nas.
-Kto to?- skinął głową w naszą stronę pytając szeptem Andrzeja
-Siostrzenice Igły-odpowiedzieli wszyscy chórem, tak Kłos zdecydowanie nie umie szeptać
- Ja nie...- zaczęłam lecz Igła ponownie mi przerwał dokańczając za mnie zdanie
-... powinnaś się odzywać
- Dobra to może w końcu powiecie jak macie na imię?- zwrócił się do nas Endrju Spojrzałam na przyjaciółkę po czym wstałam, zaraz ruda się do mnie dołączyła
- Ci co mnie znają to mnie znają, a ci co mnie nie znają to mnie nie znają- zacytowałam Igłę szczerząc się do niego - Jestem Lena
-Blondyna dobrze mówi-wyszczerzyła zęby- ja Amelia, Melka, Mela, mówcie jak chcecie- szturchnęłam ją z bok na określenie
-Ej ruda nie pozwalaj sobie- również się wyszczerzyłam
-Bijcie się, Bijcie się! - zaskandował Kubiak
- Kubiak a może ty chcesz dostać?-warknęłam podchodząc do niego wolnym krokiem
-Uważaj Michał, Lena bywa ostra-powiedziała Amelia charakterystycznie poruszając brwiami
- Nie wytrzymam z wami psychicznie- powiedziałam teatralne załamując ręce po czym opadłam na moje krzesło- po co ja tu przyjechałam?- oparłam głowę na stoliku
-Bo kochasz siatkówkę i zawsze chciałaś ich poznać? - powiedziała Mela klepiąc mnie po plecach
***
Znowu wyszło z rozdziału kolejne mini powiadanie :D
A przy okazji,że dzisiaj są urodziny Andrzeja Wrony chciałybyśmy złożyć mu najserdeczniejsze życzenia:
No ten tego, zdrowia i braku kontuzji bo to najważniejsze,
zajebistej dziewczyny, która zaakceptuje życie w podwójnym związku z siatkówką,
żebyś jeszcze wiele lat spędził w Skrze i Reprezentacji no i ogólnie samych sukcesów :*
Widzimy się niedługo miśki :3

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział I

**AMELIA**
  Właśnie wyjeżdżamy z Bełchatowa, z miasta które pokochałam od pierwszego wejrzenia,z miasta które żyje siatkówką. Zmierzamy do Spały, do naszej życiowej przygody. 5 dni z siatkarzami...to na pewno będzie ciekawe przeżycie.
Słońce już od rana mocno przygrzewa. Na szczęście ubrałam się dość lekko [klik], bo inaczej bym raczej nie wytrzymała. W radiu leciała przyjemna muzyka, a ja czytałam ulubioną książkę. Czy podróż może wyglądać lepiej? No dobra może...jeszcze lepszy od tego jest sen. Jednak niestety słońce święcące w prosto w szyby nie pozwalało odpłynąć mi w objęcia Morfeusza. Właśnie minęliśmy Twardosławice, gdy Lena przerwała ciszę trwającą między nami od początku podroży.
- Dobra, gdzie mam jechać?- zapytała zatrzymując się na poboczu. Jej słowa na początku do mnie nie dotarły, gdyż zasłuchałam się w jedną z moich ulubionych piosenek. Dopiero lekkie szturchnięcie w ramię wyrwało mnie z zadumy. Rozejrzałam się i próbowałam sobie przypomnieć trasę, którą tak dokładnie przeglądałam na Mapie Google jeszcze wczoraj wieczorem.
-Kurczę, nie pamiętam-odpowiedziałam bezradnie, nie musiałam patrzeć na minę przyjaciółki żeby domyślić się że jest na mnie wściekła.
**LENA**
Wzięłam kilka głębokich wdechów, by nie zacząć krzyczeć na przyjaciółkę. Jak można być taką gapą??  Wiedziałam, że powinnam zrobić to sama, ale nie, jak zawsze się uparła, że ona to zrobi. Teraz mogę tylko żałować, że jej pozwoliłam i nie zrobiłam tego. Jak na złość wczoraj skończył mi się pakiet internetu w telefonie. Nie miałam kompletnie pojęcia co mam zrobić. W końcu wpadłam na genialny pomysł. Jakbyśmy były w kreskówce w tym momencie nad moją głową pojawiła by się świecąca żarówka.
- Dzwoń do Ignaczaka, niech nas ponawiguje- powiedziałam spokojnym głosem wpatrując się w szybę daleko przed siebie. Zaciskałam mocno dłonie na kierownicy do tego stopnia, że zbielały mi kostki. Robiłam wszystko aby nie uszkodzić przyjaciółki. Nadal nie odwracając wzroku od drogi słyszałam jak ruda wybiera numer.
**AMELIA**
Zdenerwowana wybierałam numer wujka. Tak bardzo chciałam żeby ten dzień był idealny, jak zwykle musiałam nawalić. Lena na pewno jest na mnie zła. Przyłożyłam telefon do ucha i czekałam. Igła już po chwili odebrał.
-No co tam Melka, za ile będziecie?-zapytał tym swoim radosnym głosem.
-Krzysiu bo jest taki problem...-mówiłam bardzo niepewnie, było mi głupio- bo ja zapomniałam trasę i nie wiemy jak dalej jechać-wyrzuciłam z siebie jednym tchem. W słuchawce usłyszałam śmiech Krzysztofa. 
-Dobra, mów gdzie jesteście- był wyjątkowo rozbawiony. Mi nie było do śmiechu, znowu nawaliłam.
-Minęłyśmy Twardosławice.
-Jedziecie E67 tak?-przytaknęłam-Więc teraz droga to już żaden problem. Jedziecie za drogą, nie skręcacie nigdzie, aż do Tomaszowa Mazowieckiego. Zadzwoń do mnie jak tam dojedziecie, okay?
-Dobrze-odpowiedziałam i schowałam telefon do kieszeni, po czym przekazałam informacje blondynce. Skinęła głową i odpaliła silnik. Ja założyłam słuchawki i próbowałam uspokoić się przy muzyce. [klik]
** LENA **
Amelia założyła słuchawki i zamknęła się w swoim własnym świecie, w świecie muzyki. Ja również pogłosiłam radio lecz nie wsłuchiwałam się jakie piosenki w nim lecą. Byłam wściekła. Te kilka oddechów, które wcześniej zaczerpnęłam nic nie dały, czułam że muszę coś zrobić. Nie chciałam uderzyć przyjaciółki więc z piskiem opon zatrzymałam się na środku szosy. W tym momencie nie obchodziło mnie to czy ktoś za nami jedzie. Przyjaciółka nie przygotowana na ostre hamowanie prawie wpadła na przednią szybę lecz to również mnie nie obchodziło. Wysiadłam z auta i przeszłam na przeciwną stronę drogi. Wzięłam głęboki wdech i krzyknęłam ile sił w płucach. Nie powiem, że nie bo naprawdę mi po tym ulżyło. Zanim jeszcze ruszyłam do auta podniosłam z ziemi dość spory kamyk i rzuciłam nim jak najdalej umiałam. Szybko przebiegłam przez szosę i ponownie zajęłam swoje miejsce. Wcale nie musiałam patrzeć na rudą by wiedzieć, że jest zaskoczona. A nie powinna. Jest moją przyjaciółką już długi czas, powinna wiedzieć, że jak jestem wściekła czasem muszę sobie pokrzyczeć. Chciałam zobaczyć jej wyraz twarzy po tym co przed chwilą zrobiłam ale obawiałam się, że znowu powróci mi poprzedni poziom uniesienia. Trochę mi już przeszło ale cały czas tam gdzieś w środku byłam zła na przyjaciółkę. Już bez podobnych incydentów minęła nam droga do Tomaszowa Mazowieckiego. Przyjaciółka widząc znak oznajmiający nam, że wjechałyśmy do miasta wyjęła słuchawki z uszu i ponownie wybrała numer do libero.
-No hej, już dojechałyśmy- powiedziała   ruda gdy tylko odebrał. Dziewczyna przyłączyła na głośno mówiący, wiec słyszałam co odpowoedział.
-Więc teraz jedziecie dalej E67 aż do skrętu na ulicę Warszawską, skręcacie i jedziecie aż do pierwszego zakrętu, wjeżdżacie tam, a potem już za drogą prościutko do Spały. Ja zaraz po was wyjdę na parking-mówił bardzo wesoło
-Dzięki Krzysiu, nie wiem co byśmy bez ciebie zrobiły- odpowiedziała mu ruda
-Polecam się na przyszłość i do zobaczenia-powiedział i rozłączył się. Zgodnie z zaleceniami Krysztofa dojechałam do Spały. Nadal nie odzywałam się do przyjaciółki lecz kiedy już zaparkowałam złapałam ją za nadgatstek i szepnęłam cicho
- Przepraszam- dziewczyna nic nie odpowiedziała lecz przytuliła się do mnie i zaśmiała mi się prosto do ucha.
- Stresuję się wiesz??- zaśmiałam się nerwowo kiedy przyjaciółka się odsunęła
-Nie masz czym kochana, to też są ludzie -powiedziała po czym ze śmiechem wysiadła z samochodu i podbiegła do stojącego nieopodal Igły.
Wytarłam dłonie w nogi i wysiadłam. Nie zamknęłam auta bo wiedziałam, że jeszcze będziemy wyciągać bagaże. Powoli podeszłam do nadal tulących się ludzi. Nie chciałam przerywać im tych rodzinnych chwili. Na szczęście kiedy tylko się zbliżyłam odsunęli się od siebie.
- Dzień dobry, Lena jestem- wyciągnęłam rękę w stronę mężczyzny. Libero tylko spojrzał na moją dłoń po czym śmiejąc się przytulił mnie do siebie. Zaskoczona odwzajemniłam uścisk.
- Krzysiek, Igła, mów jak chcesz- wypuścił mnie z przytulasa- Co wam tak długo zeszło?- nie zwrócił się w sumie do żadnej z nas
-Nastąpiły pewne komplikacje-powiedziała ze śmiechem Amelia a Krzysiek automatycznie przeniósł spojrzenie na mnie.
- Czy to ważne?- zapytałam- Już jesteśmy - wyszczerzyłam się. Trochę to było dla mnie dziwne, stać tak na przeciwko mojego największego idola i beztrosko się do niego uśmiechać. Nigdy nie pomyślałabym, że pewnego dnia tak po prostu pojadę do Spały i będę rozmawiała sobie tak po prostu z ludźmi, których podziwiałam przez całe moje życie.
**AMELIA**
-To co, może ja odprowadzę was do pokoju?-powiedział Igła i podszedł do samochodu wyciągnąć nasze walizki -Mam nadzieję że nikt was nie zauważy, wasz przyjazd ma być niespodzianką, szczególnie dla tych którzy znają Melkę.
-To się chłopaki zdziwią- zaśmiałam się na samą myśl o ich minach.
-Chodźcie za mną-libero poszedł w stronę ośrodka. Szłam ścieżką, dookoła był las,a przed nami widniał budynek, który tak dobrze znałam w dzieciństwie. Igła często mnie ze sobą zabierał, lub przyjeżdżałam tu w odwiedziny, jednak gdy tylko podrosłam przestałam. Nawet za bardzo nie wiem dlaczego. No nie powiem, trochę się tu zmieniło.
-Drzewa podrosły- powiedziałam rozglądając się.  Pozostała dwójka wybuchnęła śmiechem.
-Spostrzegawcza jesteś-odpowiedział rozbawiony wujek. Cichutko weszliśmy do holu i odebraliśmy z recepcji klucze, po czym poszliśmy na trzecie piętro. Weszliśmy do naszego pokoju.
-To ja was tu na chwilę zostawię. Jak coś szukajcie mnie pod 42-uśmiechnięty libero zostawił nas same.
-No i co myślisz?-spytałam blondynkę siadając na wygodnym łóżku.
 -Trochę mało tu miejsca- skrzywiła się po czym zaczęła dokładnie się rozglądać.
-Oj ty moja marudo, pamiętaj że mogło być gorzej- zaśmiałam się- ale za to łóżka jakie wygodne...-powiedziałam rozmarzona. Blondynka rzuciła się na łóżko potem powiedziała szczerząc się:
- Rzeczywiście, bardzo wygodne.-śmiałam się sama do siebie, tak bardzo ciesze się że mogę tu wrócić. Przekręciłam się na bok i spojrzałam na przyjaciółkę.
-Kogo najbardziej chcesz poznać?-spytałam szczerząc się jak głupia.
 - Już poznałam tą osobę- odpowiedziała układając się tak jak ja- i powiem Ci, że chętnie bym z nim jeszcze trochę porozmawiała-znowu na moich ustach wylądował szczery uśmiech.
-To co, idziemy?-wstałam z łóżka i zaczęłam kierować się w stronę drzwi.
-Jasne, tylko cicho, ma być niespodzianka - podniosła się a ja w tym czasie już wyszłam z pokoju. 
***
Witajcie Miśki :*
No to przed wami pierwszy rozdzialik. Tak bardzo spodobało nam się pisanie tego opowiadania że wyszedł dość długi. :D Myślę że kolejny pojawi się dość szybko. Jeszcze tylko bardzo prosimy o komentarze i zmykamy ;) one naprawdę motywują.
Więc do następnego, pa kochani :*
Raissa&Lune

czwartek, 25 grudnia 2014

Prolog

**LENA**
Obudziłam się wcześnie, była godzina 06.00. Na początku nie mogłam sobie przypomnieć dlaczego wczoraj od samego rana byłam tak podekscytowana. Dopiero kiedy całkowicie się rozbudziłam wszystko do mnie wróciło. Szybko się zerwałam z łóżka i nawet nie zakładając kapci pobiegłam do pokoju przyjaciółki. Drzwi były uchylone dlatego tylko je pchnęłam i od razu rzuciłam się na rudą krzycząc:
-Wstawaj! Już 06.00!- zaczęłam podskakiwać a przyjaciółka mruknęła coś niezrozumiale. Podskoczyłam na niej jeszcze kilka razy po czym wylądowałam na podłodze. Zielonooka zakryła głowę kołdrą i wygodniej się ułożyła. Prychnęłam i wywróciłam oczami. Jak zwykle. Najpierw będzie leżała ile tylko się da a później jak opętana będzie biegała po mieszkaniu w poszukiwaniu nie spakowanych jeszcze rzeczy.
- Dobra, leż sobie, ale żeby potem nie było na mnie- powiedziałam i udałam się do swojego pokoju by ubrać się w przygotowane wczoraj ubrania. Szybko założyłam na siebie ten zestaw i udałam się do łazienki. Włosy związałam w wysoką kitkę i wykonałam lekki makijaż. Gotowa udałam się do kuchni i zabrałam się za przygotowywanie dla nas śniadania.
**AMELIA**
Przekręcałam się z boku na bok, nie mogłam już zasnąć. Co ta Lena znowu odwala? Jest środek nocy i to sobota! Mogła by dać raz się człowiekowi wyspac! O kurde... dzisiaj sobota! Zerwałam sie z łóżka, przecież dzisiaj jedziemy do Krzyśka! Spojrzałam na zegarek. Cholera jasna! 6:40! Mam niecałą godzinę żeby się przygotować... Spokojnie dam radę, nie takie rzeczy się robiło. Wbiegłam do łazienki, nie mam czasu na prysznic, więc tylko szybko się umyłam. Ubrałam się we wcześniej przygotowane ubrania, byłam genialna że wczoraj o tym pomyślałam.  Włosy tylko rozczesałam i puściłam luźno na ramiona. Wbiegłam do kuchni i rzuciłam sie do ekspresu. Przy stole siedziała Lena.
-Nic nie mów-powiedziałam w jej kierunku, wiedziałam że zaraz zacznie mi dogryzać.
- A nie mówiłam? Mogłaś choć raz mnie posłuchać- rzuciła wgryzając się w kanapkę.
-Tak, wiem, jak zawsze miałaś rację-powiedziałam rozdrażniona. Jak ja nienawidzę wcześnie wstawać!
- Przez grzeczność nie zaprzeczę- wyszczerzyła się
-Dobra, ty to się lepiej śniadaniem podziel a nie tak siedzisz-rzuciłam siadając do stołu z kubkiem gorącej kawy.
- Masz uznajmy, że to dzień dobroci dla zwierząt- przesunęła talerz po stole w moim kierunku. Śniadanie zjadłam w ciszy, nie miałam ochoty na rozmowę. Potem poszłam do pokoju zobaczyć czy na pewno jestem spakowana. Dałam sobie soczystego facepalma.
-Brawo Mela, brawo-powiedziałam na głos. Ładowarka, słuchawki i telefon leżały spokojnie na szafce, przecież bym o tym zapomniała! No to mamy 7:20. Czas jechać. Wyszłam z pokoju zabierając ze sobą torbe. Zobaczyłam że Lena jest w łazience. Szatański uśmiech wpełzł na moje usta.
-Kamińska weź się pośpiesz, ty zawsze wszystko musisz robić na ostatnią chwile?!-patrzyłam rozbawiona na przyjaciółkę.
**LENA**
Zacisnęłam zęby i pięści lecz nic nie powiedziałam. Paznokcie wbiły mi się w wewnętrzną stronę dłoni. Postanowiłam choć jednego dnia nie dogryzać przyjaciółce ponieważ to dzięki niej mam okazję poznać moich idoli. Wymusiłam uśmiech po czym wyminęłam ją w drzwiach. Zabrałam z mojego pokoju spakowaną torbę po czym zostawiłam ją na korytarzu. Do kieszeni włożyłam telefon i byłam gotowa. Ustawiłam się przy drzwiach i zaplotłam na piersi ramiona.
- Przybysz za minutę widzę Cię przy drzwiach!- krzyknęłam
-Już jestem-powiedziała wyłaniając się z kuchni z batonikiem w dłoni. Wywróciłam oczami widząc czym zasada się moja przyjaciółka
- Ani mi się waż jęczeć potem, że jesteś gruba- rzuciłam po czym odwróciłam się i uprzednio zabierając moją torbę z ziemi wyszłam z mieszkania.
**AMELIA**
Wzięłam swoje torby i poszłam za Leną, zamykając drzwi na klucz. Zbiegłam po schodach i ujrzałam blondynkę czekającą pod autem. Miała ręce zapłacone na piersi i nerwowo stukała nogą w ziemię.
- Dawaj kluczyki- powiedziała w moją stronę.
- Masz- rzuciłam jej to o co prosiła- Ja w tym czasie się prześpię- wyszczerzyłam się. Niebieskooka otworzyła auto i zapakowałyśmy swoje bagaże do bagażnika. Zajęłam miejsce pasażera i rozsiadłam się wygodnie na siedzeniu.
- Nie za wygodnie Ci - mruknęła Lena zajmując swoje miejsce za kierownicą.
- Właśnie nie, jest trochę za ciasno- poprawiłam się na fotelu.
- To twój problem, ty wybierałaś ten samochód- odpaliła silnik i odjechałyśmy w kierunku Spały.
***
Witajcie!
Blog został założony spontanicznie, więc niektóre rzeczy mogą być jeszcze nie dopracowane :D
Sam pomysł wpadł nam niespodziewanie co nas trochę zdezorientowało. Od tego wydarzenia cały czas błąkał nam się w głowach dlatego w końcu się poddałyśmy i tak oto powstał ten blog :D
Także mamy nadzieje, że wam się spodoba i będziecie wpadały tu częściej by wygłosić swoja opinię co wam się podoba, co nie, i co mamy zmienić :P
Na początku naszej przygody z tym opowiadaniem rozdziały niestety nie będą się pojawiały na bieżąco ;)
No to ten tego Wesołych Świąt Miśki<3